Ciągnie dziecko do lasu

Las dawał ludziom schronienie nim pojawiły się karczmy, zajazdy i osiedla, pałace
i apartamentowce. Dawał jeść, spać, ugrzać się, był, przez wzgląd na swoje mroki,
zapachy, chaszcze, wykroty, świsty i trzaski, idealnym miejscem akcji niezliczonej
liczby baśni i podań wszystkich narodowości.

Dziś las nie czaruje już tak jak niegdyś, co nam po nim, gdy z ekranu skaczą ku nam zwierzęta wszelkiej maści, i niewiele, ale to naprawdę niewiele, potrafi intensyw-
nością dorównać kolorom sztucznych barwników?

Las00.jpg

“Las zabaw” to poetycka, lecz nie przezroczysta, książka dla dzieci, w zasadzie bez
obrazów zwierząt, leksykonowego obrazowania funkcji poszczególnych pięter
przestrzeni, za to z ilustracjami od krawędzi do krawędzi – w pełni oddającymi
interesującą różnorodność – mikroskopijną i wielkoformatową lasu.

Ciekawe są melodie krótkich tekstów zamieszczonych obok ilustracji; Mateusz
Wysocki napisał wiersze bez dokładnych rymów, co otwiera wersy na rozmaite
wycieczki. Przypominają haiku, a każda z 15 impresji ma inny kierunek, każda mini-
opowieść zaczyna propozycja, dzięki której każdy może dostrzec i skorzystać z tego,
co być może czasem podczas spaceru w lesie nam umyka.

Las01.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

Co może nam zrobić wiatr w konarach drzew? Czym jest niski pomruk, miarowy
dźwięk? W jaki czas zaprowadzi nas mech? Do jakiego wielkiego wyjścia szykuje
się leciwy pająk? Obrazy namalowane przez Agatę Królak (graficzkę znaną
np. z autorskich “Robimisiów” czy “Wytwórnika”, oraz ilustracji w najlepszych polskich magazynach) zupełnie niezwykle oddają magię i nieprzeniknioność królestwa fauny
i flory.

Las02.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

W książce, która ukazała się w Wydawnictwie Czerwony Konik, prócz prozy poetyc-
kiej i urzekających, idealnie tajemniczych ilustracji możemy zająć się czymś jeszcze – czytaniem krótkich, nie znanych powszechnie informacji np. o grzybie, z którego można zrobić torebki, kapelusze, a nawet buty. Dodatkowe zadania autorzy zamieścili na dołączonej do książki mapie.

Las03.jpg
Autor tekstu, Mateusz Wysocki współpracował już z Agatą Królak przy okazji wydanej
trzy lata temu przez Ładne Halo książeczki “Skrytki”. Ma doprawdy dobry słuch:
zajmuje się muzyka elektroakustyczną, słuchowiskami i dub techno; swoje dźwięko-
we instalacje prezentował m.in. w Grecji, Irlandii, Włoszech i USA.

W kolejną niedzielę, 22. października wybierzemy się do lasu przy Lodowej, na Łazarzu.
Będzie można go powąchać, dotknąć i usłyszeć. Razem, więc na pewno wesoło.
Kiedy ostatnio spędziliście 1,5h w lesie?

Maria

Co więcej:

las – obszar z wieloma roślinami, a na pewno dużą ilością rosnących blisko siebie
drzew, inny na każdym kontynencie. W każdym lesie żyją różne zwierzaki i małe
rośliny np. mchy, borówki, wrzosy, paprocie, a także grzyby, które, jak wiadomo,
nie są ani roślinami, ani zwierzętami. Kiedyś grzyby zaliczano do roślin, jednak nie potrafiono orzec jak się żywią, skoro nie mają korzeni; Rzymianie sądzili, że trufle powstają z uderzenia pioruna, a Aztecy stawiali grzybom pomniki. Rośliny w lasach potrzebują dużo pić, i dlatego tam gdzie rosną lasy nie trzeba się martwić np.
o powodzie. Tam, gdzie dużo pada więcej jest łąk niż lasów. Na świecie są lasy
iglaste, liściaste i mieszane

bór – las, w którym wszystkie, lub co najmniej większość drzew to drzewa iglaste –
sosny, jodły, modrzewie, świerki, ale i liściaste – osika, jarząb i brzoza

knieja – wielki, gęsty las, w którym przebywa zwierzyna

puszcza – wielki, niezamieszkały teren porośnięty lasami lub borami. Rosną tam
nie tylko stare, potężne drzewa, ale i krzewy, drzewa mniejsze, bogate runo i młode
drzewa wyrosłe między pniami. W Europie ostatnią wielką puszczą (lasem),
przypominającą strukturą las pierwotny, są pozostałe fragmenty Puszczy
Białowieskiej. Dawno temu drzewostany w puszczy były bardzo bogate
i różnorodne

zagajnik – młody lub niewielki las

„Las zabaw”, Mateusz Wysocki
ilustracje: Agata Królak
Wydawnictwo Czerwony Konik, 2017.

Ilustracje do tekstu zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy.

Projekt „Dom Bajek na łazarskim fyrtlu” dofinansowano ze środków Rady Osiedla Święty Łazarz.

Reklamy
Ciągnie dziecko do lasu

Podróżność w mieście, czyli architekt wchodzi na chmurę

Miastonauci to bohaterowie, których oglądamy w art-booku Tytusa Brzozowskiego,
ale również odbiorcy – uczestnicy kapitalnej przygody, jaką jest spotkanie z opowieścią graficzną wydaną przez “Babarybę”.

00Miastonauci.jpg
Znacie książki – bogate w ornamenty i najdrobniejsze szczegóły labirynty, w których należy odnaleźć trofea, skrzynie czy inne skarby, nie mówiąc o różnych postaciach? Przyznam, że nie posiadając już ani świeżego dziecięcego oczka, ani specjalnego zacięcia do zwiedzania zawiłych zaułków, bez wielkiego entuzjazmu zabrałam się do przeglądania tekturowej księgi. Otucha natychmiastowa – okładka. Kompozycja, liternictwo, inne rzeczy na których się nie znam, a które mnie ujmują, no, nie zapowiadają czegoś, co jest dla mnie równie męczące jak myśl o grze komputerowej. Czyli – sztuka niby dla dzieci, ale jakby dla miłośników np. tzw. dobrego plakatu też. Aha, ilustracje są namalowane akwarelami, i znów: żadne tam świetlistoblade pociągnięcia pędzelkiem, tylko soczyste
i apetyczne przenikające się barwy, które kreowaną perspektywą i głębią dają odpoczy-
nek zmysłom i rozumom.
Co zatem właściwie oglądamy, skoro autor nie podsuwa nam żadnych słów, a jednak wydał książkę?

01Miastonauci.jpg
Otóż na karty art-booka dostały sie przede wszystkim zabytkowe, rzec można, pocztówkowe budowle z polskich miast – najbliższej Tytusowi Brzozowskiemu Warszawy, Gdańska, Wrocławia, Krakowa czy Poznania. Wiele postaci, ale ani
nie muszą udawać, że się czymś różnią (jak we współczesnych kreskówkach, głów-
nie kolorem włosów), ani, że nie różnią się wcale – nie musimy tego wiedzieć,
bo obrazy są skomponowane tak poetycko i surrealnie, że, jak w prawdziwym mieście prawdziwi przechodnie, bohaterowie opowieści w ogóle się nami nie interesują.
I my więc nie musimy od razu przejmować się konkretnymi figurami, naprawdę
nie ma tu żadnych wyraźnie rozpisanych konkursów na odszukanie kogoś czy czegośtam, sami decydujemy kogo zechcemy podpatrzeć i zrozumieć.

Pomysły autora, absurdalne , niemożliwe, trochę jak z miast antyutopii, trochę
jak z szachownicy, po której poruszała się Alicja wraz z królowymi, a trochę też niczym
z pozbawionych grawitacji obrazów René Magritte’a, obok którego również pogodnie kroczy Rafał Olbiński (w “Miastonautach” np. ogromna butelka z zawieszoną w środku kroplą mleka, ciężkie kamienice unoszące się na chudych nóżkach czy wielkie budziki
z tęczówką i źrenicą zamiast tarczy).

gdzie_jest_moja_siostra

Magritte.jpg

W imaginarium Svena Nordkvista niby też sporo,
jak i u, z całym szacunkiem Hieronima Boscha, scen rodzajowych, a ponadto balonów
z czaszą z gruszki (tu mamy balonowe kosze z imbryków), jednak miejskie, malarskie, miękkie i do końca nierozpoznane pejzaże mogą mieć równą, jeśli nie większą, moc urzekania.

02Miastonauci.jpg
Dla współczesnych kulturoznawców i socjologów, Tytus Brzozowski, architekt
i grafik, wraz z wydawnictwem Babaryba, przygotował coś specjalnego – plansze
z podkreślającymi się z pomocą kursora konturami różnych elementów ilustracji – obrazów. Bez obaw, komentarze do postaci są na tyle lakoniczne, że za nikogo
nie dopowiadają losów postaci, szczęśliwie natomiast upewniają piśmiennych dorosłych, fragment którego zabytku mają oto przed sobą.
Zajrzyjcie, proszę sami, na stronę Tytusa Brzozowskiego.

Co miasto Miastonautów ma wspólnego z poznańską dzielnicą Łazarz? O tym przeko-
najcie się z nami w najbliższą niedzielę na pierwszym spotkaniu z Domem Bajek w cyklu “Dom Bajek na Łazarskim Fyrtlu” (godz.11, siedziba Warsztatów Agaty
przy Lodowej 6).

Maria

„Miastonauci” Tytus Brzozowski
Wydawnictwo Babaryba, 2017.

Projekt „Dom Bajek na łazarskim fyrtlu” dofinansowano ze środków Rady Osiedla Święty Łazarz.

Ilustracje do tekstu zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy oraz DailyArtDaily.com oraz http://www.book.hipopotamstudio.pl.

 

Podróżność w mieście, czyli architekt wchodzi na chmurę

Nie kpijmy z ciepełka, z ciepełka nie kpijmy, a zwłaszcza, a zwłaszcza w tygodniu rodzicielstwa bliskości.

Tym razem o „Jabłonce Eli”. Eli, bo rosła w ogródku jej rodzina, a ona lubiła się na niej bawić, a nawet miała swoja ulubioną gałąź, podczas gdy Olek, jej kolega, miał swoją.
Bo drzewo miało grube gałęzie, wiosną pięknie kwitło na biało, latem odgradzało swoich gości gęstą zasłoną liści, dzięki której dzieci mają swoja wyjątkową skrytkę/grotę/bazę.
W ogrodzie jest jeszcze górka z ogromnego kamienia i drewniany domek zbudowany przez tatę, jednak to żywe drzewo, kwitnące, dające najpierw kwaśne jabłka, a potem, jesienią, smakowite owoce, najbardziej Elę i Olka przyciąga.

00Jabłonka

Akcja opowiadania, będącego częścią serii książek o przygodach Eli (wyd. Zakamarki),
z małym, a ważkim wyjątkiem, toczy się poza domem. Wiosna, lato, jesień, zima, w każdej porze roku wokół drzewa dzieje się coś ciekawego. Nawet, gdy pewnego razu następuje strata, nim okaże się, czym była, Ela przeżywa coś, o czym marzy każde dziecko (a przy-
najmniej tak mi się wydaje).

01Jabłonka

Sama przeżyłam coś podobnego, gdy razem z tatą i bratem, podczas cyklinowania podłogi w mieszkaniu, wynieśliśmy się z kilkoma sprzętami do przedziwnego pokoju
w apartamencie starszej ciotki. Tych sprzętów starczyło na budowę statku z masztem
z karniszy i żaglami z firan pośrodku, obok szuflada na szufladzie bez komody, lodówka, jakieś kruche bibeloty. Przestrzeń ścieśniona, przeciwieństwo komfortu, a jednak było nam tam z bratem tak dobrze! Podobnie wspominam też wakacyjne pobyty w jakiś uniwersyteckich wilgotnych jednopokojowych domkach z dwupłytową kuchenką (sznury grzybów w oknach), czyli: wszyscy na kupie, w radio jedna stacja, brak zasięgu,
a nawet jeszcze komórek. Wersja ekstremalna: trzy dni deszczu, książki, gry planszowe, karty. Zawsze ograniczona wygoda i kompensowanie jej o dziwo, niespodziewanie nieirytującym poufałym towarzystwem bliskich.

W „Jabłonce Eli” także mamy i kłopot i ukojenie, i to zdublowane. Tą drugą, większą katastrofę wszyscy przeżywają ze smutkiem, lecz godnie, a przez to, że mogą o tym
ze sobą rozmawiać, robi się coraz lżej. Wreszcie wszyscy, i dzieci, i dorośli, znajdują pocieszenie w jednym jedynym jabłku.

02JabłonkaW książce rozbawił mnie motyw matki, która bierze się do najcięższych zadań, które szczęśliwe udaje się dokończyć przy udziale całej rodziny. W ogóle historia pozbawiona jest pretensji, nie ma w niej nic ckliwego, „Ździebełko ciepełka” Jonasza Kofty, piosenki Starszych Panów to nasza polska specjalność. Szwedzka autorka tekstu i ilustracji, Catarina Kruusval, dba o najmniejsze szczegóły rysunków, które w rzeczy samej sku-
piają uwagę czytelników i słuchaczy, jej historie są wielowymiarowe, można przy nich w spokojny i ciekawy sposób porozmawiać o ludzkim zachowaniu, reakcjach, przy-jemnościach i kłopotach, komplikacjach i cudach rzeczywistości.

Zapraszamy Was do spotkania z „Jabłonka Eli” w ostatni dzień Międzynarodowego Tygodnia Bliskości – 7-ego października, 11-12.30 w „Smarkaterii”, fantastycznym apartamencie rodzicielskiego coworkingu, przy ul. Mickiewicza 27/8.

Maria

„Jabłonka Eli”, Catarina Kruusval
Wydawnictwo Zakamarki

Nie kpijmy z ciepełka, z ciepełka nie kpijmy, a zwłaszcza, a zwłaszcza w tygodniu rodzicielstwa bliskości.

Niech sen ten śni misie O pojedynku między Hopdzisiem i Tralalusiem a Zosią i Jasiem


Dziecko, nie walcz już z tym. Twoje powieki stają się ciężkie…

Zaklęcia, które wypowiadają rodzice marzący o tym, by ich potomkowie zdrzemnęli się choć przez chwilę. O tej nierównej walce nadzwyczajnie opowiada bajka pod znaczącym tytułem „Misie nie chcą spać”, napisana przez poetę, satyryka, prozaika i tłumacza, Ludwika Górskiego.

Opowieść, co stanowi dla rodziców awanturę (w rozumieniu przygody) toczy
się na co najmniej dwóch poziomach. Na wygodnym parterze dzieci poznają historię niedźwiedzich braciszków, którzy za nic nie chcą iść spać, aż wreszcie ich mamie udaje się przełamać ów opór fortelem. Bliźniaków jest w stanie rozpoznać jedynie kochająca mama; to dzieci zapewne lepiej rozumieją od nas. Inni, to znaczy dwoje pozostałych
z piątki bohaterów, rozróżniają braci tylko po słowach, których tamci nadużywają –
jeden miś kończy swe wypowiedzi zawołaniem „hopdziś!”, drugi zaś „tralala!”. Obaj,
co ciekawe, aż do końca książki również dla nas, czytelników i słuchaczy, pozostaną nierozpoznani, a to już, być może, utkwi w pamięci rodzicom.

Może z jednym wyjątkiem drobnej odmienności – jeden z tych niedźwiadków o nie-
poważnych przydomkach ma interesujący zwyczaj: na różne pytania swego brata, Hopdzisia, odpowiada „Wiem. Ale mi powiedz”. To, jak się wydaje, niezwykle psy-
chologicznie dotkliwa prośba: ileż razy zdarza mi się zakończyć odpowiedź na wiem, miast wysłuchać cudzego zdania? Albo też zgoła udać tylko, że wiem, i ze wstydu nie poprosić o wyjaśnienie?

Historia naprawdę wydaje się prosta: misie walczą ze snem, a im bardziej przekonuje się je, że czas spać, tym bardziej starają się ożywić, ze wszech sił broniąc się przed pójściem spać. Z przekory, z chęci przeżywania przygód, czy po prostu z żalu przed długą przerwą w życiu, które ulegnie zawieszeniu na całe sto dni zimowego snu.

Niebywale inteligentne maluchy łączą starania by przeciwdziałać siłom rozsądku repre-
zentowanym przez intruzów w świecie zwierząt, zaprzyjaźnione z rodziną misiów dzieci, Zosię i Jasia. Mama Hopdzisia i Tralusia bowiem sama jest już bardzo zmęczona i senna, umykają jej wątki, plączą się słowa, trudno jej ze znużenia nawet skończyć zdanie.

A żeby zapaść w porządny sen trzeba nazbierać dużo mchu i liści – tak, by legowisko było miękkie, przytulne i ciepłe. Proza przeplata się tu gęsto z rymowanymi kołysankami, przywoływanymi w wiadomym celu, weźmy takie wersy:

Dobre spanie i chrapanie
kiedy miękkie jest posłanie
O, jak 
dobrze
O, jak dobrze
Dobrze będzie spać.

Chociaż misie walczą wytrwale i wciąż próbują wywieść w pole swoich opiekunów,
w końcu same dają się zwieść własnemu fortelowi, czyli wymianie tożsamości
– udawanie , że Hopdziś jest Tralusiem, i na odwrót ma taki finał, że, zmęczone i coraz bardziej senne bliźniaki, tracą świadomość kto jest kim. Ich tożsamość staje się płynna, jak to często we snach bywa – raz patrzymy na rzeczywistość senną własnymi oczami,
a za chwilę widzimy siebie z perspektywy z zewnątrz.

Ponieważ główni bohaterowie – misie – nie są indywidualizowane w żaden inny sposób niż za pomocą przydomków, wraz z nimi tracimy orientację kto zacz. Słyszymy dwa głosy, lecz nic nam one nie mówią; podobnie zachowują się bohaterowie, których spotykamy np. W „Alicji po drugiej stronie lustra” (Tirli Bim i Tirli Bom) oraz, do pewnego stopnia, bohaterowie dramatów Becketta (Didi i Gogo) czy Dürrenmatta (Boby i Toby).

03Misie

Nie wiem, jak sprawy się mają w Waszym przypadku, ale moje sny często przypominają teatr groteski i absurdu. Co ciekawe, głos rozsądku i porządku (pod koniec bajki sta-
wiający się również ponad dorosłą mamą), czyli dialog Zosi i Jasia wybrzmiewa także
jak monolog wewnętrzny, ponieważ dzieci w zasadzie nie różnią się niczym, nie dowia-
dujemy się o nich niczego ponad to, że chcą pomóc misiowej mamie w zdyscypli-
nowaniu niesfornych synków. Oba owe dwugłosy – niedźwiadków i ludzi – wygłaszane
są zresztą niczym kwestie wypowiadane przez tradycyjne chóry komentujące wydarzenia rozgrywające się na teatralnej scenie.

Nie śmiejcie się, ale ja doszukałam się w „Misiach…” wątku kryzysu tożsamości: gdy półżywe ze znużenia walką ze snem misie rozpaczają, że nie wiedzą już, który jest którym – sama zaczęłam zastanawiać się, czy jestem na tyle silna, by wiedzieć kim jestem,
co różni mnie od innych, i czy daję się rozpoznać?

Problem bliźniaczych braci rozwiązuje miłość – mama misiów, której, choć jest już bardzo zmarnowana i zdenerwowana na uciekające przed snem dzieci – bez żadnego kłopotu udaje się rozpoznać swoich synków. Nie są jej potrzebne, często zwodnicze
i niebezpieczne, słowa; widzi to, co dla innych pozostaje zagadką.

Osobną wartość formalną książki stanowią ilustracje Ludwika Górskiego, wybitnego grafika i scenografa. Choć wydawałoby się, że narracja pozwala na najbardziej surrealne przedstawienia, na kartach opowieści widnieją utrzymane w stylu artysty, czytelne dla dzieci wizerunki figlarnych niedźwiadków oraz bardzo realistyczne rysunki liści, przez
co książka wydaje się być jesiennym zielnikiem. Natomiast co do języka – to dyktowany logiką snu, plecie się podobnie jak w mistrzowskim dziele dyktowanym logiką snu, „Alicji w krainie czarów” Lewisa Carolla. Mamy zatem w „Misiach…” na przykład powtórzone synonimami znaczenia: hultaje, urwipołcie, łobuzy, nicponie, wisusy, niecnoty; zbitki słowne jak hoplaladziśtra, czy wiele dziecięcych śpiewnych rymowanek.

Tę właśnie wyjątkową książkę będziemy czytać i oglądać w najbliższy czwartek między godziną 19-stą a 20-stą w Centrum Inicjatyw Rodzinnych przy ul. Ratajczaka
44 w Poznaniu. „Czytanki przed zachodem słońca” to jedno z wydarzeń największego
w Europie Festiwalu Literatury dla Dzieci; na czytando zaprasza Was Dom Bajek.
Nie obiecujemy, że pójdziecie potem prosto spać.

Drugi raz spotkamy się z tą wyjątkową książką podczas cyklu „Dom Bajek na łazarskim fyrtlu”, na Lodowej 6 – 5 listopada między 11-12.30 (projekt dofinansowany ze środków Rady Osiedla Święty Łazarz).

Maria

„Misie nie chcą spać” Ludwik Górski
ilustracje: Adam Kilian
Wydawnictwo Wartswy, 2017 [wznowienie]

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawcy.

 

Niech sen ten śni misie O pojedynku między Hopdzisiem i Tralalusiem a Zosią i Jasiem