W pogoni za czajnikiem idealnym. Wielkie jest piękne, lecz czy na pewno tego potrzebujemy?

Otóż mamy do czynienia z prawdziwą bajką, napisaną i zilustrowaną przez pewną Japonkę mieszkająca w Paryżu. Opowieść toczy się tak, jak lubię, to znaczy otwiera
się i zamyka tajemnicą. Pośrodku też niezbyt oczywiście, pośrodku jest jak we śnie.

 

Akcja toczy się od jednej absurdalnej, czyli doskonale bajkowej, literackiej sceny do drugiej i kolejnej, po prostu w książce o trywialnym, zdałoby się, tytule „Czajniczek”
drogie czajniki mijają dinozaury, krety prowadzące podziemne hotele, pałace cesa-
rzy japońskich, roboty, olbrzymy i bezrobotni.

02Czajniczek

Bajka ma również morał, który odczytuję następująco: że chociaż nie jest łatwo dziś znaleźć rzecz odpowiadającą naszym indywidualnym potrzebom, bo wszystko zdaje
się krzyczeć: „jestem najpiękniejszy, najdroższy i największy, musisz mnie chcieć!”, podejmując pewien trud, i z pomocą czasem ludzi z większymi od naszych kłopotami, uda nam się odszukać rzecz dla nas idealną. Tak bywa nie tylko z przedmiotami, prawda?

01Czajniczek

Książka opublikowana przez wydawnictwo Dragon swym ogromnym formatem ogarnia świat po horyzont, jednak zbijające z tropu (czytelne) ilustracje nie przytłaczają ogro-
mem szczegółów ani nie wymagają szczególnej wyobraźni w konkretyzowaniu smug, plam czy geometrycznych figur. Dla mnie jest to książka właściwa w tym rozumieniu,
że dorosły czytelnik może wiele skorzystać wsłuchując się w interpretację młodszego. Życie w takich chwilach, gdy w podróży przez lekturę możemy się trzymać za ręce, ponieważ potrzebujemy towarzysza by pomógł nam zrozumieć świat, staje się, jak sądzę, piękne.

03Czajniczek.JPG

Zapraszamy na przedostatnie spotkanie literacko-plastyczne na naszym dombajkowym podwórku. Będą też różne intrygujące mgły, zapachy i trochę paprajstwa, przyjdźcie
do nas!

Maria

Czajniczek, Etsuko Watanabe
Wydawnictwo Dragon 2016

Projekt „Święty Marcin Czyta Dzieciom: Lato w mieście” dofinansowano w ramach Centrum Regrantingowego Inicjatyw Lokalnych Poznań 2018 ze środków budże-
towych Miasta Poznania. Operatorem Centrum Inicjatyw Lokalnych Regrantingowe
jest Wielkopolska Sieć Organizacji Pozarządowych „Działamy Razem” i Stowarzy-
szenie Instytut Zachodni.

Fotorelacja z czwartego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców, zasobów własnych oraz ze strony http://www.babelio.com.

Reklamy
W pogoni za czajnikiem idealnym. Wielkie jest piękne, lecz czy na pewno tego potrzebujemy?

Dobry jest zły. Zachary pokaże, jak dobrze się złościć

W języku polskim mamy problem z opisywaniem negatywnych emocji „Co się dzieje?” „Nic. Jestem zły.” No i masz ci los, mimo, że mowa o stanie uczuć, gotowiśmy wdruko-
wać sobie przekonanie, że mamy podły charakter i nie plamimy się dobrymi uczynkami. Ale powiedzieć o sobie podczas ataku złości – jestem zdenerwowany? Rozzłoszczony? Wzburzony? Gniewny? Trudno wyartykułować.

Złość01.jpg

No cóż, podczas kolejnego jubla na podwórku Biblioteki Domu Bajek, będziemy czytać powiastkę o dość trudnym (to eufemizm) zajączku. Mały ten malkontent bardzo łatwo się denerwował, z przyczyn, które być może uznawał za w pełni obiektywne: a to, że woda była za ciepła, albo za zimna, że świeciło słońce, albo było pochmurno, kojarzycie? Zostaliście kiedyś ogłuszeni zawodzeniem, że pokroiliście kanapkę na cztery, a nie trzy kawałki? Albo, że ryż leży obok surówki? Że to wy otworzyliście drzwi? Ekhm, hmm.

Nie lubimy. Ja nie w każdym razie nie przepadam, bo co czuję? Czuję bezradność.
Co czuje obrażony na kolor majtów dzieciak? Nie mam pojęcia, bo skąd.

Przyjaciele Zajączka o solidnej fizjognomii i malutkim naburmuszonym pyszczku też nie wiedzą, co się dzieje z ich towarzyszem. Ale ponieważ przeczuwają, że jest nie bardzo szczęśliwy, próbują mu, każdy na swój sposób, pomóc. Hipnozą, medytacją, kwiatami, rozmową, medytacją. Co przynosiło efekty przeciwne, patrząc z boku, nawet komiczne. Przyjaciele wszakże, ponieważ dobrze im się obmyślało razem różne rzeczy, nie mieli ochoty się poddać. Skonstruowali coś kapitalnego, i zostawili przed drzwiami Zacharego.

To coś rozjuszyło naszego bohatera tak bardzo, iż tylko przez pewien przypadek (odległość), trująca para wreszcie go opuściła, i historia znalazła krzepiący finał.
Ciekawe, dlaczego Zajączkowi było tak źle, czego naprawdę chciał?
Ciekawe, skąd wiadomo, że Wy się złościcie.

Złość to bardzo ciekawa rzecz; czego w niej nie widać, i czym się objawia. Będzie
się działo, że tak powiem. I jeszcze: zajrzyjcie na stronę Autorki, córki dwojga
mistrzów karate, artystki o nadzwyczajnej historii i takimż talencie. Poszukajcie
też innych jej, pięknie wydanych w Polsce książek.

Maria

Wielka złość małego zajączka/The Big Anger of a Little Hare
Monika Filipina
Agencja Wydawnicza Ezop, 2017

Projekt „Święty Marcin Czyta Dzieciom: Lato w mieście” dofinansowano w ramach Centrum Regrantingowego Inicjatyw Lokalnych Poznań 2018 ze środków budże-
towych Miasta Poznania. Operatorem Centrum Inicjatyw Lokalnych Regrantingowe
jest Wielkopolska Sieć Organizacji Pozarządowych „Działamy Razem” i Stowarzy-
szenie Instytut Zachodni.

Fotorelacja z drugiego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców, zasobów własnych oraz ze strony http://www.monikafilipina.com.

Dobry jest zły. Zachary pokaże, jak dobrze się złościć

Małpiszon na skalę swoich czasów, czyli „Dzielna małpka” Marty Altés na drugim letnim spotkaniu z cyklu „Święty Marcin Czyta Dzieciom”

O, jakże mój znajomy trzylatek chciałby pozostać „Babo” (tak od niemowlęctwa jest zwany przez wzgląd na swoje podobieństwa do bohatera literackiego trylogii Evy Susso
i Benjamina Chaude’a; Babo tam zwykle płacze, paćka i puszcza bąki). Jedną z rozlicz-nych zalet swojego wieku i rozmiaru jest to, że nie może daleko chodzić. Bo ma małe nóżki. I, doprawdy, trudno mu wyjaśnić, że dorastanie ma też pewne plusy.

Altes01

Zawiłe to tłumaczenie w naprawdę pomysłowy i ujmujący sposób rozjaśnia uznana hiszpańska pisarka i ilustratorka, Maria Altés. W Polsce możemy raczyć się jeszcze jednym, równie przewrotnym, mądrym i zabawnym opowiadaniem „Nie!” (Wyd. Adamada, tlum. Jacek Dehnel).

Wychodząc od uniwersalnego problemu „za” – za młody, za stary, za gruby, za chudy,
za kolorowy, za szary, dochodzimy do dziecięcego kłopotu z niedopasowaniem do skali opiekunów i starszych kolegów. Wiadomo, że młodsze rodzeństwo rzadko kiedy jest
na równi atrakcyjne towarzysko co rówieśnicy – często, odsunięte, zostaje na lodzie,
bo starsi nie chcą się z nim bawić. W przebarwnie, ale czytelnie zilustrowanym opo-wiadaniu o dzielnej małpce, mała bohaterka zaczyna czuć się „za”. Nie może czegoś dosięgnąć, dojrzeć, przejść przez głębszą wodę, wleźć wysoko na palmę żeby dostać najlepsze banany – słowem, wciąż coś ją omija. Aż wreszcie.

Aż wreszcie, jakkolwiek podejrzanie to nie brzmi, bierze się na odwagę, i wyrusza
po wielką przygodę. I, rzecz jasna, zgodnie z zasadami logiki – jest ona naprawdę nadzwyczajna na miarę kogoś małego, co więcej – wyjątkowa i niedostępna innym,
czyli większym. Kogo bowiem uniesie cienka gałąź prowadząca do słodkich owoców? Kogo zachwycą imponujące wzory motylich skrzydeł, misterna architektura pajęczych sieci?

Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma? Kiedyś znajdę szczęście? A może trzeba przestać
się porównywać i przyjrzeć się światu we własnej skali, bo może właśnie tu i teraz jest całkiem nieźle?

Małpa w kąpieli,
Fredrę podejmuje Bogucka

W kieszonkowej (choć w twardych oprawach, niczym wykwintne czekolady) serii Dwóch Sióstr 10 lat temu ukazał się klasyczny bajkowy poemacik Aleksandra Hrabiego Fredry. Spotkanie figlarza dramatopisarza i współczesnej mistrzyni ilustracji dla dzieci dało nadzwyczajny efekt, który Dom Bajek również postara się dla Was przywołać w najbliższą niedzielę.

No i tu ta „małpa”, a przynajmniej tak mi się w mej wrednej naturze zawsze wydawało, nabiera konotacji nieco grubego epitetu wymierzanego w próżną damę (dlatego tak się przywiązałam do rzeczownika uniwersalnego rodzaju „małpiszon”). No bo dlaczego jak małpa – to musi być głupia, śmieszna, żenująca?

Jako śmieszek Fredro broni się doskonale, Katarzyna Bogucka ustawia go na miejscu
i dzisiaj. Będzie teatralnie, śmiesznie i znowu z przesłaniem. Jak to w obejściu Domu Bajek bywa. Zapraszamy w niedzielę 15 lipca o godz. 11.30 na drugie letnie spotkanie.

Maria

Dzielna Małpka, Marta Altés, tłumaczenie: Marta Bręgiel-Pant
Wyd. Tako, 2018

Małpa w kąpieli, Aleksander Fredro, ilustracje: Marta Bogucka
Wyd. Dwie Siostry, 2008

Projekt „Święty Marcin Czyta Dzieciom: Lato w mieście” dofinansowano w ramach Centrum Regrantingowego Inicjatyw Lokalnych Poznań 2018 ze środków budżetowych Miasta Poznania. Operatorem Centrum Inicjatyw Lokalnych Regrantingowe jest Wielkopolska Sieć Organizacji Pozarządowych „Działamy Razem” i Stowarzyszenie Instytut Zachodni.

Fotorelacja z pierwszego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców, zasobów własnych oraz ze stron: http://www.myredpalette.com, http://www.culture.pl oraz http://surochow.vizz.pl.

 

Małpiszon na skalę swoich czasów, czyli „Dzielna małpka” Marty Altés na drugim letnim spotkaniu z cyklu „Święty Marcin Czyta Dzieciom”

Człowiek zwierzakowi dziwolągiem. Ratujmy naszą godność

Zwierzęta są tak inne od ludzi – niemal do każdego chciałoby się przytulić, a przynaj-mniej do tych futrzastych. Pogłaskać dobrotliwie pomarszczona głowę żółwia, zbliżyć
się do ślimaka tak, by ten się nie wystraszył i nie schował swych czułek.

Zwierzęta przemawiają do nas z książek, z kreskówek, reklam – są bowiem doskonałymi nosicielami cech ludzkich, uosobieniami ludzkich typów – lis symbolizuje spryt, lew majestat i szlachetny charakter, sowa jest mądra, a niedźwiedź poczciwy. Ostatnio zaś zwierzęta w ogóle latają samolotami, sprzedają warzywa, pracują na poczcie; naukowcy udowodnili, że dzieci wolą uczyć się abstrakcyjnych pojęć na przykładach zwierzęcych, ludzie w bajkach są dla nich mniej interesujący niż bohaterowie, dajmy na to, historii
z serii „O czym szumią wierzby” (zauważyliście, że ludzie w animacjach dla dzieci w ogóle są już w odwrocie? Co innego dinozaury, rybki, osły, lwy, mamuty. Hmm,hmm, nie wiem co to oznacza dla ludzkości). I tak już od Ezopa, przez Krasickiego aż na Myszce Miki, Kreciku i Braciach Koala skończywszy.

To, że przytulanki naszych dzieci nie zawsze przypominają konkretny gatunek fauny
(mój synek do surykatki zwraca się „piesku”, a do owieczki „małpiszonie”), zdaje im się nie przeszkadzać. Młody zresztą ustanowił jakiś specjalny system wartościowania zwierzaków, stawia np. pytania pozorne, na które sam sobie odpowiada: „Mamo,
a mucha jest dobra? Dobra jest. Ja muchę lubię.”

Od zawsze zwierzęta były człowiekowi bardzo potrzebne, nie tylko do jedzenia i tran-sportu, ale także do wzmacniania poczucia bezpieczeństwa, a, zwłaszcza u dzieci, sprawczości, rozwijania empatii oraz przezwyciężania leków społecznych.

Lubimy zatem mieć zwierzaki, lub jakieś ich ślady, a najczęściej pozostałości, blisko siebie. Są dla nas ważne jak prawie ludzie. Czy jednak te prawie ludzkie istoty też tego chcą?

W sposób naprawdę atrakcyjny wizualnie, i bardzo przemyślany, podobne a nawet jeszcze bardziej graniczne pytania stawia autor niezwykłej obrazkowej książki o nieco tylko, być może, melodramatycznym polskim tytule „Uratuj mnie!” (w oryginale „Animal rescue”, w Polsce ukazało się dzięki Wydawnictwu Bajka).

Uratuj00
Skąd jej rozgłos? Otóż z pomocą oryginalnego pomysłu edytorskiego, takiego miano-wicie, że między kolejnymi stronami umieszczone są kartki foliowe z fragmentem obrazków – najczęściej zwierzaków, fortel zasadza się na tym, że w zależności od tego, do której z sąsiadujących stron przyłożymy folię, kontekst zmieni się na przeciwny. Zielony but staje się częścią krokodyla pływającego w jeziorze obok hipopotama, zwinięty w kłębek lisek albo otacza szyję elegantki w kapeluszu, albo śpi owinięty wokół gałęzi, niedźwiedź siedzi albo za prętami zoo, albo obok małego niedźwiadka
na wzgórzu. Rozumiecie, naturalne środowisko a warunki, w których chcą widzieć zwierzęta ludzie.

No i dobrze, tak trzeba, że tu właściwie, a tu nie, dzieci ze swą czystą naturą szybko chwycą o co chodzi, rekin lepiej w morzu czy w zupie, tygrys w dżungli czy przed kanapą, rodzic nie musi się wiele wysilać, by morał z książeczki popłynął. Sęk i cała ciekawość
w tym, że zwierzaki z przeźroczystej folii wyglądają w sztucznym dla siebie środowisku równie „normalnie”, tzn. nieszokująco, zwyczajnie – czy bowiem dziwi nas jakoś spec-jalnie widok psa szukającego jedzenia w śmietniku czy wywijającego fikołki delifina w delifanrium? Dama w lisie wygląda niezwykle dostojnie, tata z synkiem wydają się cieszyć widokiem niedźwiedzia w zoo. Zatem jest Patric George zostawił nam miejsce
na słowa, nie tylko kiwanie głową. Dzieci nie tylko mogą wybrać właściwe według nich otoczenie dla bohatera, czyli go uratować, ale i zidentyfikować sceny, które dzieją
się teraz, i to bardzo blisko. Jakość ilustracji, ich prostota, intensywne kolory, gorzki humor pomagają sięgać po tę książkę również tym, którzy nie na co dzień interesują się losem zwierząt w przemysłowych hodowlach, cyrkach czy przy w roli turystycznych atrakcji. „Uratuj mnie!”, mimo prostego przekazu, nie jest ani trywialne ani nachalne. Dlatego, wiadomo, przeczytamy je na następnym Czytandzie Marcińskim na naszym podwórku.


Drugą książką o zwierzakach, bo przecież to im końcu jest spotkanie dedykowane, będą „Dziwolągi” Christóbala Leóna i Christiny Sitja Rubio. Chilijski artysta wizualny León zajmuje się filmem eksperymentalnym; „Dziwolągi” to jego jedyna książka dla dzieci, która współtworzył. Sitja Rubio natomiast studiowała w Nowym Jorku, pracuje w Bar-
celonie i Berlinie, a pochodzi z Wenezueli. Nie fotografuje już, ilustruje książki.

Cóż w ich opowiadaniu ciekawego?

W przeciwieństwie do niewielkiego formatu i jaskrawych, kojarzących się nieco z rek-
lamą, kolorów „Uratuj mnie!”, „Dziwolągi” formatem przypominają album, i na okładce mają las wyrysowany jak się patrzy. Historia jest dość przewrotna, a zilustrowana po całości – obrazy, estetyką przypominające po trosze malarstwo naiwne, zajmują całe strony, co wzmacnia poczucie obcowania z prawdziwym światem wymykającym się poza pełen kadr.


Wracając do fabuły: leśni autochtoni zwabieni ogłoszeniem o balu, po powrocie odkryli, że ich domy, czyli głównie drzewa, znikły. Towarzystwo (dość niepokojąca narracja
w pierwszej osobie liczby mnogiej) radzi sobie jak może: próbuje odbudować siedliska
z tego, co w lesie zostało, ze śmieci znaczy. Skarby wysypisk nie zdają egzaminu, zwie-rzęta udają się tedy na poszukiwania ich starych domów. Znajdują je już w zgoła od-miennym stanie, a po nieudanych pertraktacjach z ludźmi (zgadnijcie związek między nimi a tytułem książki) wspólnymi siłami wpadają na pewien pomysł, o którym już nie napiszę. Historia surrealistyczna, ale w swym koncepcie oraz formie doskonała.
I na pewno nie jednorazowa.

Nie tylko „Uratuj mnie” i „Dziwolągi” wzbogaciły ostatnio nasze zbiory; dzięki dotacji miasta Biblioteka Domu Bajek ma już dla Was także zupełnie wyjątkowe dwie „Galerie Dzikich Zwierząt” – Południe i Północ autorstwa Dietera Brauna, wydane w serii Art przez Egmont, przezabawnego ‘Królika i Misię – Utrapienie Królika” Juliana Gough i Jima Fielda oraz „Las i jego zwykłych-niezwykłych mieszkańców”- pozwolę sobie tylko dopisać, że obie nadzwyczajne i w treści, i w obrazie.

Przyjdźcie na nasze podwórko w sobotę 26.8, o 12-ej!

Maria

Więcej nowych książek o pojazdach w zasobach Biblioteki Domu Bajek:
„Uratuj mnie”, Wydawnictwo Bajka
„Dziwolągi”, Wydawnictwo Dwie Siostry
„Las i jego zwykli-niezwykli mieszkańcy”, Wydawnictwo Widnokrąg
„Płetwal błękitny”, Wydawnictwo: Łajka
„Galeria dzikich zwierząt. Południe”, Egmont
„Galeria dzikich zwierząt. Północ”, Egmont

Spotkanie odbywa się w ramach cyklu „Święty Marcin czyta Dzieciom”. Projekt dofinansowano w ramach Konkursu Mikrodotacji Centrum Inicjatyw Lokalnych
Poznań 2017.

Fotorelacja z trzeciego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców oraz zasobów własnych.

Człowiek zwierzakowi dziwolągiem. Ratujmy naszą godność

Wyspy Niekanaryjskie. O pożytkach z Dziadka i sztormu

Opowiadania o Stinie należą do tego rodzaju literatury dla dzieci, którą z pewnością
zrozumieją rodzice, na poziomie malowanych akwarelą ilustracji i na poziomie
tekstu, bowiem fabuła ma nadzwyczajne tło skandynawskiej skalistej wysepki, przez-
wyciężony w nieoczywisty sposób kłopot, i niezwykłych bohaterów.

Stina, Państwo sobie wyobrażą, nie jest ani łobuziarą-psotnicą ani wszędobylską fig-
larką, to po prostu białowłosa wnuczka pewnego dziadka o nieoczywistej, szwedzkiej urodzie. Czy jest urocza? No jakże. Czy każdy chciałby mieć takiego Dziadka za dziadka
i móc spędzać lato w jego domku na wyspie? Rozumie się. Jednak w opowiadaniach ilustratorki i pisarki Leny Anderson jest coś jeszcze, co pozwala wracać do nich bez zniecierpliwienia schematycznością historii dla dzieci, i nie jest to  sam splot opisy-
wanych wydarzeń, choć jest naprawdę o czym rozmawiać, a być może bardziej wykreowany przez autorkę świat. Niemal słyszy się krzyk mew, czuje zapach sieci,
smak soli morskiej, dźwięk fal i twardość skały pod stopami.

Anderson, na świecie znana najlepiej z powstałej we współpracy z Christiną Björk,
zresztą zekranizowanej, książki “Linnea w Ogrodzie Moneta” (w Polsce wydanej przez
“Zakamarki”), tworzy obrazy i słowa dające iluzję dotknięcia opowiadanej przez nią
historii. Jakby wchodziło się w film, daję słowo. Jej sceny rodzajowe są pełne szcze-
gółów, ale i spokoju, jak na płótnach klasyków. Jest to świat kompletny, pozbawiony jakiejkolwiek kokieterii, dlatego do opowiadań o Stinie wraca się z radością i ciekawoś-
cią, właśnie tak, jak w miejsce, w którym spędzało się wakacje mając za jedyny zaawansowany technicznie wynalazek radio.

Lato02

Jak Dziadek rozwiąże kłopot dzielnej Stiny, która pewnej nocy wybrała się podziwiać
sztorm? Odpowiedź, jak mniemam, warta najlepszych blogów na temat wychowania.
Ponieważ dzięki mikrodotacji Miasta Poznań nasza Biblioteka Domu Bajek wzbogaciła
się o “Lato Stiny”, chcę Wam bardzo polecić również drugie opowiadanie zamiesz-
czone w książce – przekonacie się, co może stanowić najlepszy prezent urodzinowy
i jak bardzo pamięć o urodzinach fantastów jest ważna.

W Bibliotece od dzisiaj będą też na Was czekać inne morskie opowieści: Erica Carle
“Konik Morski”, z kapitalnymi oknami przez które widać podwodne rośliny, nadzwy-
czajna “Co kryje morze” Ainy Bestard z kompletem kolorowych szkiełek do odkry-
wania tajemnic głębin (obie wydane przez Tatarak), kolejne monumentalne i wybor-
ne dzieło Aleksandry i Daniela Mizielińskich “Pod ziemią, pod wodą” (Dwie Siostry), oraz niezawodny “Pan Maluśkiewicz i Wieloryb” Juliana Tuwima, narysowany przez Bohdana Butenkę.

Przyjdźcie na nasze podwórko w sobotę, 12-ego sierpnia o 12-ej, wypożyczcie co się
Wam będzie podobało, a po wspólnym czytaniu o przygodach Stiny narobimy razem
różnych morskich cudów, no i postaramy się znaleźć trochę morskich skarbów.

Wszyscy na pokład!

Maria

Książki:

„Lato Stiny”, Lena Anderson, Wydawnictwo Zakamarki
„Pod ziemią, pod wodą”, Aleksandra i Daniel Mizielińscy, Wydawnictwo Dwie Siostry
„Co kryje morze?”, Aina Bestard, Wydawnictwo Tatarak
„Konik morski”, Eric Carle, Wydawnictwo Tatarak
“Pan Maluśkiewicz i Wieloryb”, Julian Tuwim i Bohdan Butenko, Wydawnictwo Dwie Siostry (wznowienie)

Spotkanie odbywa się w ramach cyklu „święty Marcin czyta Dzieciom”. Projekt dofinansowano w ramach Konkursu Mikrodotacji Centrum Inicjatyw Lokalnych
Poznań 2017.

Fotorelacja z pierwszego spotkania tutaj, z drugiego tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców oraz zasobów własnych.

 

Wyspy Niekanaryjskie. O pożytkach z Dziadka i sztormu

Proponuję Przejażdżkę. Książki o przejazdach i pojazdach

Po raz drugi spotkamy się na naszych warsztatach (tym razem w wakacyjnym, podwórkowym cyklu „Święty Marcin Czyta Dzieciom”) z rezolutną i rozbrajającą
Basią, tytułową postacią „Basi i podróży”.

Myślałby kto, że wyprawa autem w piękne polskie góry, gdzie konie się pasą i potoki szumią, to świetna okazja do napisania dydaktycznego panegiryku na cześć zalet polskiego krajobrazu i wartości turystyki familijnej.

Od miesiąca trwają przygotowania do rodzinnego, świątecznego wypadu w góry. Gdy Basia pakuje najpotrzebniejsze rzeczy (kapcie z pieskami, plastelinę, lizaka od Dziadka Henryka…) pojawia się pierwsza przeszkoda: tata musi zostać w pracy. Rozwiązanie: trójkę zasmuconych dzieci zabierze samochodem mama.

Dalej, jak w porządnym, choć ledwo utrzymującym się w kanonie kina familijnego, amerykańskim filmie o podróżującej autem rodzinie, są już niemal same przeszkody. Prawdę mówiąc, z powodu wizji wyprawy opisanej w książce, niektórym śnią się podob-
ne przygody i przed, i po wycieczce.

Przedmioty nie trzymają się tam, gdzie powinny, bo maja kontakt z ludźmi.
Dzieci nie są „grzeczne”, bo nie mogą.
Samochód nie zachowuje się godnie, bo niby dlaczego.
Mama zachowuje daleko posunięty spokój.

Czytamy „Basię i podróż”, ponieważ opowiadanie przygotowuje i dzieci, i dorosłych
na to, czym prawdopodobnie stanie się wspólna wyprawa najbardziej popularnym
i, zadawałoby się, komfortowym, środkiem lokomocji. Jakie czyhają na wszystkich pułapki, jak radzić sobie z nudą i emocjami; historia jednak nie frustruje, a śmieszy.

Jako drugą książkę będziemy chciały Wam przedstawić coś, co, ze względu na swą objętość i rozmiar tekstu, wydawałoby się pozycją skierowaną dla młodszych dzieci, jednak z uwagi na jakość ilustracji oraz angielskie tłumaczenia, może zachwycić również przedszkolaków.

Kto00

„Kto prowadzi?/Who’s driving?” zilustrował (bowiem przez pierwsze 10 lat zajmował
się jedynie ilustracją dla dzieci) i napisał Belg, Leo Timmers. W tym wydawnictwie najważniejsze są wybitne kolorowe rysunki oraz zagadki, które zawarte są w pytaniach.
I te rysunki nie są ani abstrakcyjne, ani hiperrealistyczne, ani fowistyczne, ani w żaden sposób niewyraźne czy metaforyczne – są po prostu historiami samymi w sobie, humo-
rystycznymi i w pełni zadowalającymi oko młodsze i starsze. Do różnego rodzaju pojaz-
dów zmierzają ochotnym krokiem różne spersonifikowane zwierzaki, poprzebierane
w odpowiednie dla swych hobby, statusu czy profesji, do czytelnika zaś należy odgadnięcie, które z nich trzyma kluczyk do zaparkowanego środka transportu.
I naprawdę, znalezienie odpowiedzi nie musi trwać wcale krótko.

Przepraszam, ale doprawdy zwyczajnie nie mogę czytać książeczek z najbardziej popu-
larnych serii o Kopareczkach Śpioszkach, ze stającymi w gardle rymami i dyskusyjną grafiką. Dzieło Timmersa zaszczyca zaś wszystkich – chłopców, dziewczynki, dorosłych.

Tekstu niewiele, więc zasadny jest angielski, tym bardziej, że można dowiedzieć się,
jak w języku Shakespeara „robi” kabriolet, a jak traktor. Ostatnie pytanie było dla mnie,
nie mogącej się pogodzić z tym, że książka się już kończy, prawdziwym kołem ratun-
kowym.

Sami – na warsztatach w sobotę, 29.7., na naszym Podwórku o 12-ej – zobaczcie, dlaczego!

Maria

Więcej nowych książek o pojazdach w zasobach Biblioteki Domu Bajek:
„Auto Ferdynand”, Janosch, Wyd. Format;
„Co robią auta”, seria „Opowiem Ci, Mamo” Marcin Brykczyński, Artur Nowicki, Wyd. Nasza Ksiegarnia;
„Prawda o tramwajach”, Światopełk Karpiński, Wyd. Muchomor;
„Pracujące pojazdy. Hej ho!” Taro Miura, Wyd. Tako;
„Pracujące pojazdy. Zostaw to mnie” Taro Miura, Wyd. Tako

Spotkanie odbywa się w ramach cyklu „święty Marcin czyta Dzieciom”. Projekt dofinansowano w ramach Konkursu Mikrodotacji Centrum Inicjatyw Lokalnych Poznań 2017.

Fotorelacja z pierwszego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców oraz zasobów własnych.

 

Proponuję Przejażdżkę. Książki o przejazdach i pojazdach

Co robią dorośli, gdy podróżują? Co znaczy podróż dla małego człowieka?

 

Czytamy i oglądamy „Prawdziwą bajkę” Mikołaja Łozińskiego i Marty Ignerskiej oraz „Pomelo podróżuje” Ramony Bădescu i Benjamina Chaud’a.

Obie książki – wydane z pietyzmem charakterystycznym dla komiksowego Wydawnictwa Kultura Gniewu (seria „Krótkie Gatki”) i znanych z publikacji szwedzkiej i francuskiej literatury dla dzieci Zakamarków – traktują o oglądaniu świata w trakcie przebywania drogi. Oswajają i opisują co kto może podczas owych „zmian miejsc w czasie” przeżyć, zobaczyć i kogo spotkać. Że nie zawsze są to rzeczy zapowiadające się na przyjemne,
z natury „podróży” – nieznane i nieoczywiste. Wszak na tym polegają awantury awan-
turników żyjących w sposób awanturniczy – czy warto spróbować poszukać przygody, wyjść za furtkę, wsiąść do samochodu, czy też ruszyć z krzesła na podbój mieszkania.

Wygląda trochę tak, jakby Mikołaj Łoziński, uznany autor książek dla dorosłych i fotograf (laureat Paszportu Polityki, Nagrody Kościelskich, nominowany do Nike) napisał swoją opowieść na ilustracjach Marty Ignerskiej, nagradzanej za niemal wszystkie ilustrowane przez siebie książki (w tym prestiżową Bologna Ragazzi Award za „Wszystko gra”). Czyta-
my album z grafiką abstrakcyjną kojarzącą się z Malewiczem, konstruktywizmem i sup-
rematyzmem, ale bez obaw – dzieci są specjalistami w odkrywaniu sensu znaków – czym jest czarny kwadracik przy wielkim żółtym kole albo przy ogromnym niebieskim prostokącie, i cienka czarna linia ciągnąca się w poprzek dwóch wielkich stron.

Historia opowiedziana jest trochę w znanej dorosłym konwencji kina drogi, poklatkowo, a trochę jak w komiksie. W znany schemat samochodowej włóczęgi pary młodych ludzi po południu Europy wkracza trzeci pasażer, który nie zamienia wyprawy w thriller, a jest raczej nikłym i bezgłośnym gościem z którym będzie się bohaterom bardzo trudno rozstać. To wszystko mogłoby się zdarzyć naprawdę, bo wiele razy bliscy jesteśmy wiel-
kich wewnętrznych zmian, trzeba tylko czasem nieco zaryzykować i odrobinę wytrzesz-
czyć oko.

„Prawdziwą bajkę” z oksymoronem w tytule (prawdziwa bajka? zmyślona prawda?) naz-
wano „najbardziej artystycznie wyrafinowaną książką pośród oferty polskiego rynku”
(dr Małgorzata Cackowska, 2013r.)

Pomelo z kolei, niewielki, i na swój sposób piękny słoń znany z filozoficznego podejścia do rzeczy i pojęć, czując „wielkie PSSSSSS w brzuchu” wyrusza w zniewalające go Nie-
znane. Rysunki Benjamina Chaud’a naprawdę kochają wszystkie dzieci, a i rodzice na-
rzekać nie mogą, nigdy bowiem dość Binty, Lalo, Babo, Skarpetki i innych bohaterów znanego francuskiego rysownika. Autorka, Romana Bădescu, również Francuzka, lecz pochodzenia rumuńskiego, stworzyła postać nieco oświeceniową – małomów-
ną i poczciwą, obserwatora nieustannie dziwiącego się poznawanemu światu.

Chaud 09

Dzięki Pomelo możemy rzeczywiście, że posłużę się trudnym zwrotem „spojrzeć na świat oczami dziecka”; zwrot o tyle zdaje mi się mieć tu sens, że Autorce krótkimi zdaniami udaje się zaskoczyć nawet dorosłego – czy kąpiel w dzbanku z rozpuszczająca się herbatą jest przyjemna, i co oznacza, że pływają tam stare sny? Wędrując po domu różowy słoń o wielkich okrągłych oczach nurkuje, szusuje, ślizga się, lata, odróżnia naturę żywą i prawdziwą od martwej i sztucznej. Za sprawą aury unoszącej się pasiastej skarpecie przenosi się do lasu, na mchy. „Ale co to za tunel, który prowadzi donikąd…?!” Nasze mieszkania w istocie pełne są ciekawych kształtów i kolorów, skrytek, istnienia których dowodzą przecież wciąż gubiące się przedmioty.

Gdy Pomelo opuszcza dom, podróż zmienia go na tyle, że nie wie już „GDZIE”, ani „KIM” jest, co więcej, zastanawia się nad upływającym czasem. W ostatniej części epopei Pomelo trafia do „obcych”, których języka ani obyczajów nie rozumie. Czuje się niepew-
nie, nie wie, czy chcą o niego zadbać, czy umyć przed spożyciem.

Jak widzicie, da się pokazać i opowiedzieć Dzieciom sens podróży. My, na podwórku naszej Biblioteki Domu Bajek, składamy ją tylko z kilku opowieści, ale jest ich o wiele, wiele więcej. Na następnym spotkaniu, 29-ego lipca, w sobotę o 12-ej, zajmiemy
się POJAZDAMI. Czym chcielibyście wybrać się na wakacje, i dokąd, może na księżyc?

Maria

Święty M

Spotkanie odbywa się w ramach cyklu „święty Marcin czyta Dzieciom”. Projekt dofinansowano w ramach Konkursu Mikrodotacji Centrum Inicjatyw Lokalnych Poznań 2017

Książki:
„Prawdziwa bajka”, Mikołaj Łoziński, Marta Ignerska, Kultura Gniewu
„Pomelo podróżuje”, Ramona Bădescu, Benjamin Chaud, Wydawnictwo Zakamarki

Fotorelacja z pierwszego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców, http://www.culture.pl oraz zasobów własnych.

 

Co robią dorośli, gdy podróżują? Co znaczy podróż dla małego człowieka?