Praezentujmy sobie jak Aston na czasy świąteczne z Domem Bajek

Znów zdarzyło się tak, że weźmiemy na nasz warsztat książkę, za którą przepadam osobiście – Lotty Geffenblad „Prezenty Astona”. Dwa lata temu piałam już na tym blogu o „Kamykach Astona”, szwedzkiej autorce, jej porywających ilustracjach, tym razem skupię się więc bardziej na – znów – wybornej treści, bo forma wybitna (czytaj).

W skrócie chodzi o dziecięce, jeszcze nie stereotypowe spojrzenie na podarunki. I nie, tym razem sęk nie tylko w tym, co „niewidzialne dla oczu”, ale i w samej samiutkiej materii prezentu, jego funkcjonalności, wszechstronności użycia i zakresu użytkowników.

Prezenty Astona00

Wróćmy do tytułu.

Aston to psiejski synek mamy grającej na gitarze i taty lubiącego m.in. robótki ręczne. Bohaterowie pokazani są dość oryginalnie, mianowicie ich antropomorfizacja obejmuje ogólną wyprostowaną postawę, szczątkowe ubrane (np. wełniany sweter, lub spódniczka i beret) oraz warunki zamieszkania (typowe ludzkie mieszkanie bez ludzi).

Prezenty. Łacińskie słowo praesent, które notowano np. u Skargi, pojawiało się coraz częściej wraz z rozwojem popularności języków romańskich. Wcześniej, rzecz jasna, mieliśmy już pradawne słowiańskie dar, darzyć. Zajrzyjmy do Słów na czasie, bloga językoznawców Uniwersytetu Warszawskiego:

Według Słownika etymologicznego Andrzeja Bańkowskiego angielskie present oznaczało pierwotnie dar lenny przedstawiany publicznie, czyli prezentowany władcy. Pierwszy prezent w tym znaczeniu otrzymać miał Wilhelm Zdobywca w XI wieku. Nawet jeśli damy pierwszeństwo etymologii francuskiej lub łacinie średniowiecznej, to starodawne i wspólne dla całej Europy słowo prezent ma związek z prezentowaniem, czyli publicznym pokazywaniem podarunku. Taki charakter ma też rozpakowywanie prezentów pod choinką, niezależnie od tego, czy uczestniczy w tym święty Mikołaj, czy nie.

Prezenty01.jpg

Prezenty Astona” świąt nie dotyczą, choć za oknem plucha i wyjść ze świeżo otrzymanym rowerem czy latawcem nie można. Aston jest po prostu chory, i jak to często bywa, w pewien „bardzo zasmarkany poniedziałek” wyczuwa w sobie nową pasję. Jest nią obdarowywanie poprzez zapakowywanie – solniczki, płynu, szczotki, wreszcie tak cennej rzeczy, jak toalety – i to w momencie, gdy do domu wraca w wielkiej potrzebie mama. Zatem żadne efektowne gadżety, a ile radości przynieść potrafią! Akcent wybrzmiewa również samym prezentowaniem.

Najwięcej radości – nie tylko Astonowi, ale i jego przyjaciołom, i tacie – przyniesie jednak właśnie część opakowania bardziej typowego prezentu. Nie będę jednak zdradzać co to było, i dlaczego Wujek Ester musiał wymiotować do wiaderka.

Zapraszamy na przedświąteczny warsztat w magicznym Cmoku, ciepłego w grudniu niczym sklep Wokulskiego w „Lalce”.

Maria

„Prezenty Astona”, Lotta Geffenblad
Wydawnictwo EneDueRabe

*http://www.slowanaczasie.uw.edu.pl/slowo-grudnia-prezent/

Projekt „Kejtry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto – dziękujemy!!! Źródła ilustracji: zasoby własne oraz ze strony wydawcy.

Praezentujmy sobie jak Aston na czasy świąteczne z Domem Bajek

Azor Nie Pies

To czwarta książka Marty Altés, którą będziemy Was czarować na warsztatach (o wszystkich poprzednich możecie przeczytać na niniejszym blogu). Tym razem przedstawimy Wam prostą i malowniczą historię opartą na serii nieporozumień definiujących życie pewnego pogodnego psa.

Nie00

Zamieszanie wynika stąd, że żaden z bohaterów nie zdradza brojącemu psu swoich prawdziwych uczuć wobec jego zachowania, czy może raczej: reaguje dość lakonicznie: „NIE!”.

Nikt mu nie tłumaczy dlaczego, to co wyprawia (są to procedery typowe dla tego gatunku zwierząt) wzbudza solidny sprzeciw, wszyscy za to krzyczą wściekle? Bezradnie? „NIEEE!”. Przekonany, że tak ma właśnie na imię, psiak wdzięcznie opowiada o tym, jak stara się uprzyjemnić rodzinie życie.

Pomaga im szybciej dostać się w różne miejsca (ciągnąć z zawrotną prędkością właściciela na smyczy), jako pierwszy próbuje potraw z troski, by bliscy czasem się nie potruli, pomaga szukać skarbów w ogrodzie (budując kopczyki obok wygrzebywanych z zapałem dziur). Bohater cieszy się, że za każdym razem ludzie powtarzają jego imię. Nie słyszy w tym zgrozy, ponieważ nikt mu niczego nie wyjaśnia, ograniczając się jedynie do słowa protestu. Być może wśród ludzi jest podobnie?

 

Jest coś, co „Nie” burzy beztroski nastrój i przekonanie o tym, że jego zachowanie wzbudza akceptację i wdzięczność otoczenia. Jest tym mianowicie błędnie napisane imię na jego obróżce.

Warto, jak to mówią, rozmawiać. Zapraszamy do wspólnej zabawy i rozmowy podczas drugiego spotkania z cyklu „Kejtry ze Starego Miasta” w niezwykłej przestrzeni zaprzyjaźnionej z nami fundacji Fiona w ostatni wspaniały listopadowy piątek.

Maria

Nie!
Tekst i ilustracje: Marta Altés
Przełożył: Jacek Dehnel
Wydawnictwo Adamada 2016

Projekt „Kejtry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto – dziękujemy!!!

Źródła ilustracji: zasoby własne oraz ze strony wydawcy.

Azor Nie Pies

Książkowo DomBajkowo (2)

Kontynuujemy przygodę z literackimi miejscami, w których zatopić się można w bez-kresnej lekturze. Oto zapraszamy do dwóch kolejnych bibliotek, jedna z nich istnieje naprawdę w samym centrum miasta Poznania i jest zdecydowanie warta wizyty 🙂

Mama Mu czyta, Jujja Wieslander
Ilustracje: Sven Nordqvist
Wydawnictwo Zakamarki, 2012

Do kraju przedziwnej pary przyjaciół – krowy i wrony – przyszła jesień. Sympatyczna, otwarta i pełna uroku Mama Mu wybiera się z dziećmi gospodarza ciężarówką do mias-teczka i razem odwiedzają bibliotekę.

W opowiadaniach o przygodach Mu i Wrony rzeczywistość zamieszkują zantropomorfizowane postacie, ona buduje domek na drzewie albo uczy się huśtać na huśtawce, on wiecznie powątpiewa w jej zdrowy rozsądek i powodzenie powziętych zamiarów. I tym razem, na widok wypoczywającej pod drzewem przyjaciółki z książką o Pippi traci nad sobą panowanie; piekli się mianowicie, że krowom NIE WOLNO czytać, mają przecież siedzieć u siebie w oborze! Pan Wrona zaś, nie posiadając się ze złości, cierpiąc na urażoną ambicję, na swój sposób, skwapliwie podejmuje wyzwanie, i chcąc dać Mamie Mu nauczkę, postanawia ja prześcignąć i zostać autorem naukowej dysertacji za którą planuje zgarnąć Nagrodę Nobla.

Brawurowo, lecz dość realistycznie zilustrowana przez niezrównanego Nordqvista historia niesie morał, by mierzyć siły na zamiary, co dla każdego pieniacza stawia pewne wyzwanie. Dobrze jest też czasem poprzestać na małym, które w przypadku tej części cyklu – jest wielkim, chodzi bowiem o skorzystanie z bramy do niezmierzonego świata słowa pisanego, którą jest np. biblioteka w małym mieście.

Na temat fenomenu serii Jujji Wieslander i Svena Nordqvista o pełnej stoicyzmu, pogodnej Mamie Mu (krowie) i cholerycznym Panu Wronie przeczytajcie także tu.

 

Tajemnice Biblioteki Raczyńskich
tekst i ilustracje: Eliza Piotrowska
Wydawnictwo Miejskie Posnania, 2017

Wydawnictwo Miejskie Posnania wraz z Eilizą Piotrowską opublikowało już kilka tytu-łów poświęconych stolicy Wielkopolski. Są to zabawnie wierszowane historie, w których autorka (jednocześnie twórczyni ilustracji) zgrabnie przeplata elementy codziennego życia z wątkami legendarnymi czy historycznymi.

W Tajemnicach Biblioteki Raczyńskich poznajemy rodzeństwo – Anię i Piotrka, którzy wraz z mamą wybierają się do biblioteki. Dzieci, z początku nastawione nieco sceptycznie do tej wyprawy, przekraczając próg dostojnego budynku dają się szybko unieść panującej tu atmosferze miejsca niezwykłego i oddychającego historią. Po licznych bibliotecznych zakątkach oprowadza ich nie kto inny jak sam Edward Raczyński w eleganckim cylindrze – założyciel poznańskiej biblioteki, filuterna Pippi Pończoszanka, wesoła Mary Poppins i długobrody Pan Kleks. Te wyjątkowe osobistości historyczno-literackie nie wyczerpują arsenału bohaterów mijających się uprzejmie na schodach, są tu rycerze w błyszczących zbrojach, panowie w pięknych perukach, słynni detektywi… Ania i Piotrek, a wraz z nimi każdy czytelnik, który sięgnie po tę książkę, mają okazję zajrzeć także do czytelni i wnętrz, w których przechowywane są zbiory specjalne. Same tutaj cudeńka i cymesiki!

Krok po kroku, strona po stronie Eliza Piotrowska czaruje opowieścią i obrazem, ze swadą i  żartem udowadniając, że biblioteki to miejsca magiczne. A już zupełnie wyjątkowe są te stare, dostojne, które – jeśli tylko damy sobie szansę – otworzą przed nami wielki świat. I nic a nic nie trzeba się ich bać (wierzcie nam – doświadczyłyśmy tego empirycznie 🙂 ).

Basia i Maria

Fotografie zaczerpnęłyśmy z zasobów własnych.

Książkowo DomBajkowo (2)

Dom Bajek i Tu Się Czyta na Poznańskich Targach Książki

Już za chwileczkę, już za momencik wydarzenie nie byle jakie, ba! bardzo dla nas w Poz-naniu ważne – POZNAŃSKIE TARGI KSIĄŻKI.

W ciągu trzech dni w samym sercu stolicy Wielkopolski serwowane są same przyjem-ności dla miłośników czytania – wykłady, koncerty, spotkania autorskie, warsztaty, do tego liczne rabaty, rabaty, rabaty 🙂

Tu się czyta

Także i w tym roku będzie można nas spotkać – szukajcie załogi Domu Bajek w Pawilonie nr 7, na stoisku warsztatowym w sobotę 2 marca między 15.00 – 18.00. Dzięki bardzo owocnej współpracy z Tu Się Czyta zaprezentujemy Wam aż 4 wyjątkowe tytuły:

WARSZTAT 1
Nosorożce w dorożce – wesołe zabawy z rymem i rytmem
Termin: sobota, 2 marca 2019
Godzina: 15.00-15.40

Nosorożce w dorożce i inne wiersze, Ludwik Jerzy Kern
Czytają: Krzysztof Kowalewski i Agnieszka Suchora
Wydawnictwo Buka Radość słuchania, 2018

Ludwik Jerzy Kern, wspaniały autor dla dorosłych i dla dzieci, elegancki, z dystansem, przezabawny, nieodżałowany redaktor „Przekroju”, autor tekstów piosenek („Wojna domowa”) doczekał się od Buki świetnego zbioru małych wierszy (od czterowersowych). Kern był mistrzem celnych obyczajowych obserwacji, czasem jego utwory wydają się pozbawione pointy, jednak zawsze wywołują w wyobraźni żywe sceny rodzajowe, w których struś może przybrać postać np. naszego sąsiada. Klasyczne morały zapowiadane pod koniec wiersza napotkamy w tłumaczeniach klasycznych bajek zwierzęcych o Zającu i żółwiu czy Koniku Polnym i Mrówce.

Poezji, czytanej przez dwoje bardzo uznanych polskich aktorów, towarzyszy kapitalnie skomponowana, nienachalna muzyka Macieja Mulawy. Przychodzą doprawdy na myśl najlepsze czasy polskich nagrań dla dzieci.

Zapraszamy do wytwornego świata Kerna dla dzieci młodszych i starszych. Posłuchamy razem, o czym plotkują ptaki, co wleciało w oko panu Kosowi, a co stłukło państwu Wróbelkom. Przyjdźcie!

WARSZTAT 2
O niezwykłym chłopcu, który pożerał książki – małe co nieco o molach książkowych
Termin: sobota, 2 marca 2019
Godzina: 15.45–16.25

O niezwykłym chłopcu, który pożerał książki, Oliver Jeffers
Wydawnictwo Format, Wrocław 2017

Wesoła, acz pouczająca historia obrazkowa, nadzwyczajnie wydana i zilustrowana, i to wcale nie o chłopcu, który z wrodzonej wrażliwości, inteligencji i poznawczej pasji zaczytywał się książkami. Henio po prostu jadł wszystkie stroniczki razem z okładkami. Martwił tym swoich bliskich, cieszył zaś żądną anomalii gawiedź. Rzeczywiście, pochłaniając dosłownie, i trawiąc kolejne woluminy, robił się Henio coraz mądrzejszy, to znaczy, coraz bogatszy w wiedzę. O wszystkim.

W pewnym momencie jednak zaczęła doskwierać mu niestrawność połączona z rosnącym zamętem w głowie. Problemem okazał się brak czasu na odpowiednie wchłonięcie treści. Bohater nie może już niczego sensownego wykrztusić, na lekcjach milczy zawstydzony. Dalszych wypadków można się domyślić; najmądrzejszym człowiekiem na świecie można stać się na sposób dużo mniej raptowny, a równie emocjonujący.

Ilustracje samego Autora są bardzo na temat i wysmakowane – kolaże z notatek na pożółkłych papierach, rysunków technicznych, obwolut, stron gazet. W sobotę przyrządzimy coś równie strawnego, brzuchy Was nie rozbolą!

WARSZTAT 3
Jestem artystą, a wszystko, co mnie otacza jest sztuką
Termin: sobota, 2 marca 2019
Godzina: 16.30–17.15

Jestem artystą, Marta Altés
Wydawnictwo Tako, Toruń 2018

W tej książce aż kipi od wszelkich artystycznych pomysłów, bowiem tytułowy bohater, kilkuletni chłopiec jest osobą twórczą w każdy możliwy sposób. W jego spojrzeniu niedojedzony obiad staje się samotnością marchewki, a otwarta lodówka ewoluuje w stronę surrealistycznego eksperymentu. Inspiruje go dosłownie wszystko, choć to, co kreuje nie zawsze znajduje zrozumienie w oczach jego mamy. To właśnie dla niej więc nasz artysta postanawia stworzyć dzieło absolutne.

Marta Altés wykazuje nie tylko talent ilustratorski, ale także świetne oko specjalistki zorientowanej w zawiłych ścieżkach sztuki współczesnej. Wprawny cyztelnik odnajdzie w tej książce inspiracje Marcelem Duchampem, wąsik Salvadora Dali, mobile Alexandra Caldera czy błękity Yves Kleina. My także wcielimy się w artystów bezkompromisowo wchodzących w dialog ze znanym dziełem sztuki. Jakim? Zobaczycie sami w sobotę!

WARSZTAT 4
Wampiry, upiory, potwory i inne nieziemskie stwory – gratka dla miłośników dreszczyku
Termin: sobota, 2 marca 2019
Godzina: 17.20–18.00

Wampiry, potwory, upiory i inne nieziemskie stwory, Sylwia Błach
Ilustracje Paulina Daniluk, Wydawnictwo Albus, Poznań 2107

Prawdziwy leksykon strachów, które co i rusz wyglądają z różnych form, głównie pop-kulturowej, rozrywki. 37 solidnie opracowanych postaci – od Jednorożca, Cyklopa, Zombie, Nekromantów, Gremlinów, Krakena, Boogeymana aż po Elfy i Rusałki. Uwaga – książka, choć z założenia dla młodszych nastolatków – jest naprawdę pozbawiona infantylnej stylistyki (piękne ilustracje Pauliny Daniluk zachwycą po prostu wszystkich), i żaden drastyczny element legendy danej postaci nie zostaje w głębokim domyśle czytelnika. Ale autorka nie zamierza straszyć, ona tylko te mechanizmy opisuje, przystępnie, dowcipnie, z dużym talentem do rozbierania konstrukcji mających budzić grozę. Zawsze też otrzymujemy pewną dawkę dydaktyzmu, bo przecież grzeczne dzieci rzadziej spotykają się w ciemnym lesie z potworem, w ogóle tam nie chadzają.

Fascynujące opowiadania, dla świadomych granicy między fikcją a rzeczywistością czytelników. Na sobotnich warsztatach zwrócimy się w stronę szlachetnych Pegazów. Nie ma się czego bać!

 

Kompletny program targowy znajdziecie tutaj.

Serdecznie zapraszamy!

Basia i Maria

Dom Bajek i Tu Się Czyta na Poznańskich Targach Książki

Kot kotu kotem Logiczne zagadki bytowe dla dzieci.

Sądzimy świat wedle siebie. Podziwiamy, zazdrościmy u innych tego, czego sami pragniemy, uznajemy za osiągnięcie. Uznajemy się za wyjątkowych, za ludzi będących wzorem całej ludzkości, i równocześnie najlepszym uosobieniem jej ideału. Rozumiecie, o co chodzi? Myśląc tak możemy wpaść w prawdziwe kłopoty. Poczuć się samotnym, oderwanym, przez swoją wydumaną lepszość lub gorszość.

 


W niedużej książce izraelsko-amerykańskiej ilustratorki, pisarki, blogerki i projektantki Galii Bernstein morał o tym, że milej żyje się dostrzegając podobieństwa między nami
a najmniej nas przypominającymi w cechach fizycznych ludźmi, ujęty jest w ramy bajki zwierzęcej. Zazwyczaj autorzy czynią bohaterami swych opowiadań zwierzaki różnych gatunków – dżdżownica koleguje się z chomikiem, wilk ze świnkami, sowa z zającem.

Jestem kotem03W książce pod mocnym tytułem „Jestem kotem” bohater tytułowy, mały i dość pulchny Felek, spotyka wyłącznie przedstawicieli swojego gatunku. Geparda, lwa, pumę, tygrysa, panterę. Nie może im się to w łbach pomieścić – jakżeż to drobne coś bez grzywy, pas-
ków, ani czarne ani pomarańczowe, nie potrafiące skakać ani porządnie ryknąć, może być kotem! Po kolei próbują Felka wyprowadzić z błędu, śmieją się z naiwności przyby-
sza. Ten jednak w owej niewygodnej sytuacji zaczyna ją analizować: wszystkie spotkane zwierzęta różnią się kolorami, zdolnościami i – tu czytelnik sam może pomyśleć – np. miejscami siedlisk. W końcu pada zasadnicze pytanie: „Jak to możliwe, że wszystkie jesteście kotami?”

Jestem kotem02

Jedną z najlepszych rzeczy w powiastce „Jestem kotem” są ilustracje – zajrzyjcie na stronę
autorki, jej bloga (gdzie, m.in. literacko i z dystansem do siebie przedstawia swoje pro-
jekty inspirowanych wschodnio- i północnoeuropejską ludowością przedmioty, a przede wszystkim wielkodusznie prezentuje wyjątkowe dzieła innych artystów); przywodzą na myśl doskonale przemyślane i wykonane rysunki satyryczne najlepszych czasopism, staromodną sztukę zastępowaną obecnie przez memy, gify, emotikony. Wartością staje się zatem wyraz oczu małego Felka, zbliżenie kolorowych puchatych ogonów, układ szczerzących się w ryku śmiechu paszcz drapieżników.

Kapitalna, elegancka, uniwersalna rzecz dla wszystkich.

Dom Bajek zaprasza na serię pięciu kocich spotkań pod hasłem „Kociambry ze Starego
Miasta”, w samym centrum tegoż (i przez Radę Osiedla Stare Miasto zafundowaną).
Zobaczymy się w ekstra miejscu przy Piekarach, wejście od tej wyjątkowej w Poznaniu wąskiej i stromej ulicy Wysokiej – CMOK-u. Dzieją się tam różne ciekawe rzeczy, można się wybawić i wiele dowiedzieć.

Zaczynamy w sobotę o 10.30, a potem co dwa tygodnie.

Nie musicie szaleć za kotami.

Maria

„Jestem kotem”, Galia Bernstein
wyd. Nasza Księgarnia

Projekt „Kociambry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto.

Autorką identyfikacji wizualnej do projektu jest artystka Katarzyna Olbrycht.

 

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy, zasobów własnych oraz ze strony www.letstalkpicturebooks.com.

Kot kotu kotem Logiczne zagadki bytowe dla dzieci.

W pogoni za czajnikiem idealnym. Wielkie jest piękne, lecz czy na pewno tego potrzebujemy?

Otóż mamy do czynienia z prawdziwą bajką, napisaną i zilustrowaną przez pewną Japonkę mieszkająca w Paryżu. Opowieść toczy się tak, jak lubię, to znaczy otwiera
się i zamyka tajemnicą. Pośrodku też niezbyt oczywiście, pośrodku jest jak we śnie.

 

Akcja toczy się od jednej absurdalnej, czyli doskonale bajkowej, literackiej sceny do drugiej i kolejnej, po prostu w książce o trywialnym, zdałoby się, tytule „Czajniczek”
drogie czajniki mijają dinozaury, krety prowadzące podziemne hotele, pałace cesa-
rzy japońskich, roboty, olbrzymy i bezrobotni.

02Czajniczek

Bajka ma również morał, który odczytuję następująco: że chociaż nie jest łatwo dziś znaleźć rzecz odpowiadającą naszym indywidualnym potrzebom, bo wszystko zdaje
się krzyczeć: „jestem najpiękniejszy, najdroższy i największy, musisz mnie chcieć!”, podejmując pewien trud, i z pomocą czasem ludzi z większymi od naszych kłopotami, uda nam się odszukać rzecz dla nas idealną. Tak bywa nie tylko z przedmiotami, prawda?

01Czajniczek

Książka opublikowana przez wydawnictwo Dragon swym ogromnym formatem ogarnia świat po horyzont, jednak zbijające z tropu (czytelne) ilustracje nie przytłaczają ogro-
mem szczegółów ani nie wymagają szczególnej wyobraźni w konkretyzowaniu smug, plam czy geometrycznych figur. Dla mnie jest to książka właściwa w tym rozumieniu,
że dorosły czytelnik może wiele skorzystać wsłuchując się w interpretację młodszego. Życie w takich chwilach, gdy w podróży przez lekturę możemy się trzymać za ręce, ponieważ potrzebujemy towarzysza by pomógł nam zrozumieć świat, staje się, jak sądzę, piękne.

03Czajniczek.JPG

Zapraszamy na przedostatnie spotkanie literacko-plastyczne na naszym dombajkowym podwórku. Będą też różne intrygujące mgły, zapachy i trochę paprajstwa, przyjdźcie
do nas!

Maria

Czajniczek, Etsuko Watanabe
Wydawnictwo Dragon 2016

Projekt „Święty Marcin Czyta Dzieciom: Lato w mieście” dofinansowano w ramach Centrum Regrantingowego Inicjatyw Lokalnych Poznań 2018 ze środków budże-
towych Miasta Poznania. Operatorem Centrum Inicjatyw Lokalnych Regrantingowe
jest Wielkopolska Sieć Organizacji Pozarządowych „Działamy Razem” i Stowarzy-
szenie Instytut Zachodni.

Fotorelacja z czwartego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców, zasobów własnych oraz ze strony http://www.babelio.com.

W pogoni za czajnikiem idealnym. Wielkie jest piękne, lecz czy na pewno tego potrzebujemy?

Kto klapnięte uszko ma? Z wizytą w odległej krainie dobrych manier i foliowych kałuż

Iluż moich znajomych milczy posępnie na temat 60-latka, bohatera zbiorowej wyobraźni dzieci PRL-u, misia, po którego nikomu nie chciało się sięgnąć, by zabrać do domu ze sklepowej półki? Tych znajomych, już dorosłych, jest wielu. Przyczyną, jak się domyślam, może być mentorski ton spersonifikowanego misia, niezbyt w naszym rozedrganym czasie zrozumiała pogoda ducha i zaradność pochodząca z niewzruszonego przeko-
nania o harmonii zastanego świata. Nie zapominajmy też o jego naiwności, jakże przy-
pominającej stan wiedzy o otoczeniu najmłodszych: miś doświadcza najróżniejszych zderzeń z rzeczywistością, które dorośli mogą traktować protekcjonalnie, dzieci jednak podchodzą do nich jak do czegoś znajomego. Czy można urosnąć po deszczu? Czy warto rozpędzać się przed kałużą w nowej, świetnej koszulce, sprawdzać jak wygląda pociąg tuż przed jego odjazdem?

ŚMCD

Uszatek – a ucho klapnęło misiowi w chwili, gdy osłabła jego wiara, że ktoś go zechce
i zakupi w sklepie z zabawkami – co gorsza ma tendencje do egocentryzmu, często
się przechwala i innych poucza,  zazwyczaj jednak dostaje od świata po uszach i musi przyznać się do błędu. Jak zauważa autorka kapitalnego wstępu do jubileuszowego wydania zbioru opowiadań o Misiu Uszatku (wydawnictwo Nasza Księgarnia 2016), Małgorzata Strękowska-Zaremba, jego przywary nie tylko śmieszą, lecz także stwarzają okazję, żeby „cztero- i pięcioletni malcy poczuli się mądrzejsi i dojrzalsi”. Zresztą domi-
nująca słabość niedźwiadka, skłonność do łakomstwa, winna i dziś służyć rodzicom
do wychowania swych dzieci ku zdrowej żywności.

Męcząca może zdawać się również nieustanna chęć niesienia pomocy; wszelako, Uszatek, nie jest w tym dążeniu odosobniony – w wielu dzisiejszych kreskówkach,
już w czołówce, słychać pieśni o tym by „codziennie pomoc nieść”, i że bohaterka, bodajże Wissper, „pomogła już”.

Kiedy Miś dorasta i idzie do przedszkola predylekcja do wymądrzania się osiąga punkt krytyczny – wydaje się, że wciąż słyszymy jak Uszatek napomina kolegów by wycierali buty, ubrali szaliki czy poznali różnice między pojęciami „dziś”, „wczoraj” i „jutro”. Zara-
zem jednak myli znaczenia innych terminów, miesza mu się w głowie dokładnie tak jak przedszkolakom, które znam, którym byłam sama.

Nim wrócę do fenomenu dobranocek z Uszatkiem, kilka słów poświęcę jeszcze nad-
zwyczajnej książce, będącej antologią zbiorów opowiadań: „Przygody i wędrówki Misia Uszatka” (1960), „Nowi przyjaciele Misa Uszatka”(1963), „Gromadka Misia Uszatka” (1964), „Bajki Misia Uszatka” (1967) oraz „Zaczarowane kółko Misia Uszatka” (1970).

Na samym początku była wszakże nie książka, a dwutygodnik „Miś-przyjaciel najmłod-
szych”, którego pierwszy numer ukazała się 12 lat po wojnie. Czesław Janczarski, poeta
z wołyńskiego dworu, ze względów cenzorskich musiał porzucić tematykę związaną
z kresami i postanowił poświęcić się literaturze dla dzieci, dla których napisał około
80 książek (m.in. „Jak Wojtek został strażakiem”). W 1957 r. Autor Uszatka zostaje re-
daktorem naczelnym „Misia”, w którym redaktorem graficznym był podówczas Zbig-
niew Rychlicki.

Zbigniew Rychlicki, jedyny polski twórca uhonorowany nagrodą IBBY w komitecie im. Hansa Christiana Andersena, zwaną „Małym Noblem” (1982 r.), zilustrował ponad 150 książek, głównie baśni; z jego rysunków pamiętamy również np. słonia Dominika czy Plastusia. Uważał, że książka dla małego odbiorcy „często jest pierwszym salonem sztuki”. Grafik używał koloru, kolażu, jego ilustracje są wesołe, lekkie w treści, jakby
w ciągłym ruchu, do tego komunikatywne i zatrzymujące uwagę dzieci; przynoszą też poczucie bezpieczeństwa. W jubileuszowym zbiorze Naszej Księgarni znalazł się pełen zestaw owych naprawdę wyjątkowych obrazów.

02MiśW literackim świecie Uszatka, choć zewsząd regulowanym wiedzą o zasadach jego działania, życie wydaje się lekkie, a przyroda tajemnicza. Miś jest, jak pisze Małgorzata Strękowska-Zaremba:

Uroczy jak małe dziecko, czasem dziecinnie nieporadny, to zdziwiony światem, to znów zaskoczony przygodą, beztroski, radosny, pewnie kroczący w świat, stropiony lub przejęty
swoją rolą. Zmienia miny, przebiera się w różne stroje i wydaje się w ciągłym ruchu. (…)

Otulone lekkością takich obrazów dziecko wchodzi w wykreowaną przestrzeń bez lęku,
by zachwycić się soczystymi, zdecydowanymi barwami, ornamentyką nawiązująca do folkloru
i przejść do kolażowych widoków łączących postrzępione linie z liniami prostymi, nieregularne kształty z bryłą geometryczną, słowem: światem realnym przefiltrowanym przez magię spojrzenia artysty – mistrza ilustracji.*

00MiśJako, że nie pamiętam z dzieciństwa wydania książkowego przygód Uszatka, muszę przyznać, że niezmiernie zdziwiła mnie objętość opowiadań o misiu; w zasadzie, przy-
zwyczajonej do przeładowanych akcją, jednak szkicowych fabuł współczesnych popu-
larnych bajek, wydały mi się niemal pozbawione pointy, jakby były zaledwie zaczątkiem jakichś historii. Nastroszona nieco i niepewna reakcji moich prywatnych odbiorców zanotowałam wszakże, że słuchają mnie z zainteresowaniem, jednocześnie wpatrując
się intensywnie w towarzyszące każdej historyjce ilustracje. W świecie Uszatka zaprawdę jest coś niebywałego, o czym ja już nie wiem. Tym bardziej wszakże warto zajrzeć do tej, może nieco już archaicznej, jak na nasze dziwne czasy, książki.

Międzynarodowa sława filmowa

Status filmowej gwiazdy zyskał Uszatek wraz z upowszechnieniem 104 odcinków serialu animowanego, produkowanego od 1975 r. przez Studio Małych Form Filmowych Se-
Ma-For w Łodzi. Jeszcze wcześniej powstały dwa filmy o Misiu, który od początku miał szczęście do swoich filmowych twórców. „Niewidzialnymi” byli Janusz Galewicz – jeden
ze scenarzystów i autor piosenki z czołówki i końcówki, Sławomir Grabowski – autor komentarzy, Piotr Hertel – kompozytor muzyki, oraz scenograf i twórca lalek – nieza-
stąpiony Zbigniew Rychlicki. Ostatni z nich – ponieważ w czasie jednego dnia zdjęcio-
wego można było nagrać 10-20 sekund filmu (odcinek trwał ok. 7 minut) z nudów przebierał bohatera kilka razy w trakcie jednego epizodu. Stąd wzięła się nadzwyczajna schludność Misia oraz bogactwo jego garderoby, z  ubraniami na każdy rodzaj pogody, szlafrokami i piżamami, co zresztą dobrze współgrało z charakterem filmowego Misia. Największą sławę zyskał jednak wybitny aktor teatralny i filmowy, Mieczysław Czechowicz, który obdarzył Uszatka niezapomnianym głosem.

Animowany Miś rzeczywiście może konsternować pedanterią, moralizatorstwem (przy-
pomnijmy choćby złote myśli wypowiadane przed snem) czy nawet sztywniactwem. Skąd zatem międzynarodowy triumf piosenki „Misie lubią dzieci, dzieci lubią misie?”

Mgliście, bo mgliście, ale jednak pamiętam te dobranocki z dzieciństwa – końcówki słusznie minionych czasów PRL-u. Lat, w których niezbyt wiele, prócz naprawdę ponu-
rych rzeczy, było stałe, których zimy były ciemne i dość brudne, a wiosny stosunkowo biedne. Wtedy ciągnęło mnie (jak muminkową Bukę) do ciepła bijącego z domków Misia
i jego przyjaciół, a nawet z przedszkola, do którego chodził (moje wydawało mi się raczej posępnym przybytkiem). Uszatek w swej prostocie i pewności siebie był dla mnie rozbrajający i chyba stanowił swego rodzaju antidotum na cienie ówczesnego świata.

Powstrzymałabym się jednak przed umieszczeniem naszego bohatera w kombatanckiej szufladzie **, czym bowiem wytłumaczyć jego niebywałą popularność w takich krajach jak Finlandia, Japonia, obie Ameryki czy Afryka? Serial o przemądrzałym misiu z klapnię-
tym uszkiem stał się jednym z najlepszych produktów eksportowych polskiej kinema-
tografii. W różnych krajach niedźwiadek zyskał nowe imiona, np. Peluchon, Meczko Kle-
pouszko, Medvedek Uhec, Teddy Puschelohrs, L’osset Faluc.

Czy wobec takiego pluszowego fenomenu warto pozostać obojętnym?

03Miś

Jeśli nie znacie jeszcze odpowiedzi, przyprowadźcie dzieciaki na DomBajkowe warsztaty (wstęp bezpłatny), które poprowadzimy dla wszystkich ciekawych w piątek 29-ego września przy ul. Święty Marcin – o 15-ej w siedzibie Stowarzyszenia Łazęga Poznańska (ul. Św. Marcin 75), oraz o 16-ej w galerii Jak (św. Marcin 37). Będziemy, jak zwykle, czytać
i majstrować wokół bohatera spotkania. Zrobimy jakieś przygody!

Maria

Wydarzenie „ŚWIĘTY MARCIN CZYTA DZIECIOM – URODZINY USZATKA” organizowane jest dzięki dofinansowaniu Miasta Poznania, data jest datą szczególną: Ogólnopolski Dzień Głośnego Czytania obchodzony jest 29 września w całym kraju.

„Miś Uszatek”, Czesław Janczarski, Zbigniew Rychlicki
Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2016

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców, zasobów własnych oraz ze stron:
papierowemysli.pl, biznesistyl.pl, ckis.kalisz.pl, wspolczesny.pl oraz film.onet.pl

* „Miś Uszatek”, Czesław Janczarski, il. Zbigniew Rychlicki, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2016; s. 14.

** Zdarzyło się jednak kilka antysystemowych wybryków związanych z Uszatkiem: fragment, w którym zwierzaki parodiują I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka („Pomożecie Prosiaczkowi?” „ Pomożemy!”) rzecz jasna został zdjęty przez cenzurę; wiarygodność czasopisma „Miś” poświadczyli studenci protestujący w Marcu’68, skandując „Tylko Miś nie kłamie!”, a w stanie wojennym numer, w którym zamiesz-
czono instruktaż wykonania domowej drukarki z ziemniaka lub ze szpulki, błyskawicznie zniknął z kiosków (wskazówki zilustrował Bohdan Butenko). Więcej anegdot można poznać zaglądając do wstępu najnowszego zbioru historii Misia Uszatka.

 

Kto klapnięte uszko ma? Z wizytą w odległej krainie dobrych manier i foliowych kałuż