Zimowo DomBajkowo – cz. 1

Na najbliższą niedzielę w Poznaniu zapowiadają śnieg. Cóż, połowa listopada to naj-
wyższy czas, by symbolicznie zakończyć jesień – podobnie jak bywało dawniej, wszak
na wsiach czas pracy na polu, orania, siania kończył się dokładnie wraz z celebracją Świętego Marcina. Czas rodzinny przenosił się wtedy do wnętrza chaty, gdzie wspólnie darto pierze, śpiewano, opowiadano bajeczne historie…

Nic nie jest bardziej przyjemne niż czytanie zimą zimowych książek, zwłaszcza, jeśli za oknem brakuje białego puchu, a my mamy nań wielką ochotę. Oto rozpoczynamy zatem cykl artykułów zachęcających Was do sięgania po zimowe książki, których – na szczęście! – jest wiele, a wybór nie aż tak łatwy. Zgodnie z DomBajkową zasadą wybrałyśmy te tytu-
ły, które uważamy za szczególnie cenne, zarówno w treści, jak i obrazie.

20181110_194641_LLS.jpg

Lauren Child
Charlie i Lola. Najbardziej na całym świecie lubię śnieg
Wyd. Media Rodzina

Zimowa odsłona przygód poczciwego Charliego i jego zabawnej młodszej siostry Loli. Charlie jest świętej cierpliwości bratem, który wyjaśnia dziewczynce świat i jego oby-
czaje, ponieważ Lola rozumie go na swój naiwnie-racjonalny sposób, do którego
to paradoksalnego rozumowania uprawnione są młodsze dzieci.

Mała nie może spać, i ciągle wstaje do okna, by sprawdzić czy śnieg już pada. „Wszystko jest całkiem zupełnie białe!” krzyczy rano i wygania całą rodzinę na spacer. Proste i bez-
pretensjonalnie pokazane sceny są bliskie dzieciom i nostalgicznym rodzicom, którzy nie stracili zachwytu nad urokami zimowej bieli (dorośli nigdy nie pojawiają się w opo-
wiadaniach).

Kolejnego dnia śnieżny czar pryska – i wtedy zrozpaczonej Loli brat wyjaśnia, dlaczego nie codziennie może padać śnieg, tak samo jak nie codziennie można mieć urodziny. Można się domyślić, że dla dziewczynki nie jest to mocna argumentacja, Charlie zabiera ją więc w podróż w wyobraźni do Arktyki. Tam jednak nie można np. założyć letniej sukienki… Starszy brat pociesza siostrzyczkę, że odrobinę zimy schował w zamrażarce. Lola jednak, bogatsza w nowe przemyślenia woli popatrzeć jak bałwanek „fajnie się topi”.

Oryginalnie, ekspresyjnie zilustrowana kolażem historia, również dla rozczarowanych efektem cieplarnianym.

20181111_110156_LLS.jpg

Eva Susso, Benjamin Chaud
Yeti
Wyd. Zakamarki

Dla odmiany – historia zupełnie nieprawdopodobna. Uno i Mati, braciszkowie znani również z książki tego samego szwedzko-francuskiego gwiazdorskiego tandemu „Duch
z butelki” wyruszają z domu, z którego wyprawia ich tata, na snowboardową prze-
jażdżkę. Po regeneracyjnej przerwie na konsumpcję mandarynek orientują się, że nie wiedzą jak wrócić, ale wśród przykrytych puchowymi czapami drzew i sypiącego z nieba śniegu, spotykają kogoś, kto ma grube futro i wielkie stopy. Autorzy dobrze kreślą relację między braćmi, młodszy reprezentuje nasze lęki, w starszym bierze górę umiłowanie przygód.

Yeti nie mówi, nie wiadomo, czy jest przyjazny, wszakże ilustracje i charakterystyczny
dla Susso, nieskomplikowany język, szybko kolorują zimowy krajobraz ciepłymi barwami. Obce i niezrozumiałe staje się nieszkodliwe, a wręcz przyjazne – choć nadal do końca nierozpoznane. Niepokój za niepokojem odchodzą, pozostaje jednak wrażenie bajkowej tajemnicy, która, jak się okaże, otacza również ojca chłopców.

Smakowita lektura z przesłaniem, że w najciemniejszą noc zimową w obcym można znaleźć przyjaciela.

20181111_105611_lls1.jpg

Katarzyna Minasowicz
Zima, której nie było
Wyd. Wilga

I kolejna pozycja o europejskiej nostalgii za zimami sprzed lat, czyli krzepiąco podana proza życia polskiej rodziny. Przed tradycyjną porą mrozów Mała przysłuchuje się wy-
rzekaniom dorosłych, które tonem przypominają sławetne „the winter is coming” i jak
w soczewce skupiające złe światła wszystkich kolektywnych lęków, strapień i umęczeń. Nawet mama ma kwaśną minę (wizualizując prawdopodobnie wciąganie gryzących rajstop na kończyny córki), optymistyczny i rozsądny tato rozmarza się na myśl o wie-
czornym paleniu w kominku, niestety szybko uprzytamnia sobie również obowiązki odśnieżania… Dla brata – ponury przymus pogodzenia się z końcem gry w piłkę, jedzenia lodów, jeżdżenia na deskorolce. Słowem, wydaje się, że dojrzałość nie lubi zimy.

Ze strychu naraz przychodzi pewien prozaiczny szczegół, który jednak sprawia, że Mała
z niecierpliwością zaczyna wyglądać mrozów i białego puchu – mianowicie czerwone śniegowce.

W owym sezonie zdarzył się niestety tylko jeden zimowy dzień – i to za sprawą taty.

Znów zaczęło się robić coraz cieplej i cieplej. Śniegowce straciły na atrakcyjności
na rzecz wrotek. Co stało się zaś później? Coś bardzo radosnego i dziwnego, zwłaszcza
z dorosłymi. Ale Małą już, jeżeli chodzi o ich świat, niewiele zdziwi…

Realistyczna, choć bez żadnych rozwlekłości, nieszablonowo zilustrowana stoicka przypowieść o kaprysach zimy i ludzi.

20181111_105535_lls.jpg

Muminek i pierwszy śnieg
Na podstawie opowiadań Tove Jansson
Wyd. Egmont

Zimowa opowieść o czekaniu, nie – nie na plażę i słońce, a na powrót Przyjaciela. Włó-
czykij, przyjaciel Muminka, ma w zwyczaju opuszczać Dolinę, gdy zbliżają się pierwsze śniegi. Mimo, iż muminki z kolei całe zimy przesypują, mały Muminek zaczyna bardzo tęsknić za Włóczykijem, gdy tylko ten znika za horyzontem.

Bohater serii pięknie wydanych książeczek Egmontu, z szacunkiem zarysowujących różne przygody mieszkańców Doliny Muminków, chce mi się czasem powiedzieć, jest poważnym i wrażliwym małym chłopcem, który, mając wokół siebie dość oryginalną rodzinę, z których Tatuś i Mamusia są jednak najważniejsi (i najbardziej kochający),
nie wstydzi się przyznawać do rożnych uczuć.

Włóczykij odszedł –wyszeptał. –Powiedział, że spadnie śnieg, i śnieg spadł. Nie chcę śniegu,
jeśli śnieg oznacza, że nie będzie Włóczykija.
 

Tęsknota jest uczuciem niełatwym nie tylko dla dzieci, i dobrze, że Tove Jansson zawarła w swym opowiadaniu wskazówkę, jak sobie z nią radzić. To Włóczykij daje do zrozumie-
nia Muminkowi, że będzie za nim tęsknił – zostawia mu liścik z prośbą, by ten nie pusz-
czał łódek sam, aby poczekał.

Gdy mieszkańcy Doliny Muminków spotykają się pod niebem by lepić śnieżki, pić gorącą czekoladę i  życzyć sobie nawzajem miłego zimowego snu, Muminek czuje już lekkość
na sercu i może cieszyć się w pełni tym, co ma. Na tęsknotę znajdują się sposoby,
a nawet najbardziej mroźną zimę można ocieplić.

20181111_105825_lls.jpg

Görel Kristina Näslund, Kristina Digman
O zimie
Wyd. Zakamarki

Poznańskie wydawnictwo Zakamarki od lat wiedzie prym w zimowych publikacjach, zatem niech nie zdziwi fakt, że ich propozycje będą się pojawiały w naszych tekstach
po wielokroć. „O zimie” to niewielkich rozmiarów książeczka, zarówno literacko, jak
i formatowo, za to zawiera w sobie wszelkie przyjemności, które tak kochamy o tej porze roku. Dwoje dziecięcych bohaterów przeprowadza czytelników przez zimę – począwszy od pierwszego śniegu, który zasypał świat na biało, kończąc na coraz mocniejszym wiosennym słońcu i radosnym zrzucaniu czapek. Nie brakuje tu wierszyków, a nawet rymowanek, które śmiało można z dziećmi śpiewać. „O zimie” nie jest książką z fabułą,
to raczej luźna impresja, o ptakach odlatujących do cieplejszych krajów i tych, które zostają i potrzebują naszych ziaren. O pękających cieniutkich warstewkach lodu na kałużach. O skrzypiącym śniegu. O ciemnych nocach i śnieżycach, które warto spędzić
w ciepłym domu. I w końcu o śniegowych lampionach i myszkach śpiących w szała-
sikach. Ot, niezwykle miły literacki spacer przez kilka mroźnych tygodni.

20181111_101130_lls.jpg

Jerzy Ficowski, Mieczysław Piotrowski
Śnieżne rymy białej zimy
Wyd. Warstwy

Wrocławskie Warstwy w ramach jednego ze swoich priorytetów wydawniczych wzna-
wiają cudeńka z lat 60. i 70. XX wieku. „Śnieżne rymy białej zimy” to prawdziwa perełka, fantastyczne, niedługie i wesołe wiersze Jerzego Ficowskiego opowiadają o zabawie, katarach, ptakach, kaloryferach… Jest i nawet cosik o karpiu w wannie i termometrze rtęciowym, czego zdaje się nie doświadczają już dzisiejsze dzieci. Za to my, ich rodzice, pamiętamy te obrazy aż za dobrze, zatem wspólne czytanie może obudzić wiele wspomnień i rodzinnych opowieści.

Rym i rytm ficowskich wierszy doskonale nadaje się do lektury na głos, poleciłabym
je z czystym sercem nawet tym, którzy obawiają się poezji dla dzieci. W tych krótkich formach zawierają się bowiem całe fabuły – o bałwanie chuliganie, o malowanych szronowych kwiatach, o szadzi. Niezwykłe pastelowe akwarele Mieczysława Piotrow-
skiego fenomenalnie dopełniają ten zimowy, znany nam z dzieciństwa świat.
Są i tro-
chę retro, ale zdecydowanie nie archaiczne, swoją świeżością bezpardonowo wkomponowują się w obecny bardzo atrakcyjny i różnorodny świat ilustracji dla dzieci.

Esteci docenią także samą edycję książki – nie jest to li i jedynie wznowienie, to wydaw-
niczy majstersztyk. Oryginał wzbogacono o nowe liternictwo, zrobiono to jednak
z niezwykłym wyczuciem i smakiem.

20181111_105037_lls.jpg

Tadeusz Kubiak, Przemysław Liput
Idzie zima
Wyd. Zysk i S-ka

Poezji zimowej czar można odnaleźć także w wierszach Tadeusza Kubiaka, który zabaw-
nymi wersami opisuje wszelkie zimowe przyjemności. Jest w tym tomiku lekkość i urok starych peerelowskich pocztówek, które pół wieku temu w wielotysięcznych nakładach niosły ze sobą szereg dobrych życzeń na Święta i Nowy Rok. Zwierzęta szykują zapasy na mroźne miesiące, radosne dzieci z szybkością błyskawicy gonią się na sankach i nartach, lepią bałwany i wpatrują się w piruety tancerki na lodowisku. Tradycyjne ozdoby choinkowe prowadzą zabawne dialogi zawieszone na pachnącym świerku.

Przemysław Liput z dużą zręcznością maluje ten świat, świadomie nawiązując do retro stylistyki, bawiąc się konwencją zawieszoną pomiędzy żartem i sentymentem, znako-
micie oddając atmosferę każdego wiersza.

20181111_101008_lls.jpg

Rotraut Susanne Berner
Zima na ulicy Czereśniowej
Wyd. Dwie Siostry

W naszym zimowym zestawieniu nie mogło zabraknąć ulicy Czereśniowej – cieszącej
się ogromną popularnością serii książek obrazkowych ukazujących po kolei cztery pory roku oraz noc rozgrywającej się w tej samej scenerii jednej okolicy w niewielkim mias-
teczku. Na początku poznajemy bohaterów, których perypetie możemy śledzić kartka
po kartce aż do finału opowieści. Wielorodzinny dom narysowany  w przekroju kusi,
by przyjrzeć się szczegółom niewielkich pokoików, wyposażeniu łazienek, mebelkom, kwiatom, żyrandolom… Ktoś wiesza pościel na balkonie, by nabrała zimowej świeżości mroźnego powietrza, ktoś ozdobił salon gałązkami świerku, choinki czekają na moment uroczystego dekorowania. Rotraut Susanne Berner rysuje ten świat skrupulatnie, według niezwykle przemyślanego scenariusza – ktoś gubi portfel i klucze, ktoś inny pomaga mu je odnaleźć, papuga, która ucieka z klatki daje się w końcu złapać, a autobus dowozi przyjaciół na spotkanie w kawiarni nad zamarzniętym stawem. Śnieg pojawia
się po cichutku, stopniowo otulając grudniowe ciche przygotowania do Świąt, delikatnie rozświetlając ryneczek wypełniony zapachem jarmarcznego grzanego wina.

Historie same przychodzą do głowy, zdecydowanie tej książce nie brakuje słów,
a wspólne czytanio-oglądanie przynieść może dużo radości. Małym i Dużym!

Zatem – miłej zimowej lektury!

Maria i Basia

 

Reklamy
Zimowo DomBajkowo – cz. 1

Poemat epicki dla kilkulatków

O, nadstawcie ucha Wy,
którzy chcecie dowiedzieć się, jak smutny i strachliwy Maciupek
stał się szczęśliwym, pewnym swego trollem!

Napisana rytmiczną, poetycką prozą historia małego nieszczęśnika mogłaby, moim zdaniem, doskonale wybrzmieć przy wtórze średniowiecznej lutni (choćby takiej, jakiej używali prości kuglarze w „Siódmej Pieczęci” Bergmana, cóż, że ze Szwecji). Teatralnie obecny narrator melancholijnie, lecz z odrobiną nadziei, zwraca się do słuchaczy z py-
taniem zawartym w tytule utworu.

Maciupek00.jpg

Mamy więc do czynienia z podróżą przemienienia; na kolejnych kartach ilustrowanych przez twórczynię uniwersum spotykamy wielu jego nadzwyczajnych bohaterów: Fili-
fionków, Mimbli, Buki, Homków i innych mieszkańców okolic Doliny Muminków. „Kto pocieszy Maciupka?” jest jedną z tych pozycji w nadzwyczajnym dorobku Tove Jansson, którą być może dzisiejsi znawcy mediów nazwaliby „spin-offem”– nowym wątkiem powstałym na bazie dużej popularności bohaterów lub wątków produkcji oryginalnych. Maciupek wyszedł na świat 14 lat po ukazaniu się pierwszej części serii o Muminkach, w 1960 r. Z okładki pięknego wydania Naszej Księgarni (a sprzed kilku lat EneDueRabe) spogląda nam w oczy odziana w czarny płaszczyk przygnębiona postać oddana kreską tak szczególną, że nawet gdyby nie stojące za nim, wyglądające na szczęśliwe, towa-
rzystwo, z pewnością nadal wiedzielibyśmy, gdzie jesteśmy.

Zaczęłam poważnie, z eposem, który opowiada o przełomach, i Bergmanem, który opowiadał o rozpaczy, a to dlatego, że temat książki jest równie poważny, i poważnie potraktowany – jest nim samotność wzmacniająca się wzajem ze strachem, w kółko Macieju i dookoła Wojtek, beznadzieja i bezsiła, w dodatku opisane i zilustrowane tak sugestywnie a poetycko, i to zrozumiale dla dzieci, że czujemy się gotowi do mobilizacji, czyli współczucia, zniecierpliwienia, gniewu – zawsze z nadzieją, że nasza opowieść
o bohaterze skończy się dobrze, a desperacja z którą porzucił swoje opłakane położenie doprowadzi go w jakieś dobre miejsce, a kto wie, być może sam Maciupek też się zmieni.

Tove Jansson, podobnie jak potrafiła to zrobić Astrid Lindgren, wspaniale odkrywała, opisywała i odkładała w bezpieczne miejsce największe traumy dzieciństwa. Pisarstwo autorki świata nieszczęśliwej Buki i wrażliwego Muminka przenika i elektryzuje prze-
kaziciela tekstu, dorosłego – większość z nas przeżyła i przewalczyła obawę przed tzw. socjalizacją, poczucie samotności, lęku odrzucenia przez zorganizowaną już społecz-
ność. Pierwsze wyjścia na dziecięce przyjęcia, przedszkole, podwórko po przepro-
wadzce, szkoła, jakże to samemu wyjść z oswojonego, choć bardzo już niewygodnego miejsca, jakże sprawić, by świat nas polubił i ogarnął?

Maciupek, zrozpaczony samotnością w zamkniętym przed ciężko stąpającymi w nocnych ciemnościach Paszczakami i zawodzeniem Buki (czy słusznie?) pustym domu, boi się jeszcze bardziej niż inni.

Opuszczenie sygnalizowane jest ilustracjami w których dominuje czerń, format stron jest duży, stąd przeżycia bohatera wydają się nam jeszcze bardziej czytelne. Po drodze bohater mija różne zajęte sobą stworzenia, nie przystaje jednak i tym samym nie daje nikomu szansy na pocieszenie i pouczenie (kojarzy się nieco epos dydaktyczny
Hezjoda), iż:

Jeśli od wszystkich będziesz uciekał,
Nie znajdziesz przyjaciela!

Maciupek dzielnie znosząc trudy drogi próbuje się pocieszyć tym, co ma: torbą, która choć ciężka, nadaje się, by na niej może przysiąść i dać odpocząć nogom w za ciasnych butach. Niedaleko przechadza się beztroski wobec wszelkich ziemskich dóbr Włóczykij; pod koniec strofy swą obecność zaznacza znów zatroskany narrator:

Lecz kto pocieszy Maciupka i wytłumaczy mu,
Że gdy droga długa, lepsza od torby jest piosenka?

Maciupek03

Nasz mały bohater czuje się źle nawet w okolicznościach, które hipotetycznie powinny przynieść mu upragniony spokój i radość, przyczynę, dlaczego tak nie jest podsuwa doświadczony bajarz. W końcu ktoś daje Maciupkowi szansę działania, wskazuje drogę wyjścia z przygnebiającego zagmatwania.

Rozwiązanie przypomina nieco wątek podjęty w „Muminku i małym duchu”; gdy Maciu-
pek zaczyna działać w sprawie, w którą wierzy, i czuje się potrzebny, wszyscy zwracają
ku niemu wzrok. Nie ruszają mu jednak z pomocą, byłoby to zbyt słodkie i nie przystoi szwedzkiej balladzie; bohater zostaje poddany próbie, która najprawdopodobniej przed podróżą unieruchomiłaby go w trwodze. Zdradzę Wam tylko, niby ten od lutni, że Ma-
ciupkowi pomogło coś, co uruchomiło się w nim samo, a co każdemu dziecku i rodzi-
cowi jest bardziej niż znane.

Pieśń kończy się szczęśliwie, jak, dowiedzcie się już w niedzielę 4. lutego w naszej nowej przestrzeni przy Wspólnej 40. Zaręczam, skorzystają na dziele Tove nie tylko dzieciaki.

Maria

Kto pocieszy Maciupka? / Vem ska trösta knyttet?
Tove Jansson, przeł. Ewa Kozyra-Pawlak / przeł. Teresa Chłapowska
EneDueRabe, 2013 / Nasza Księgarnia 2017

Ilustracje zaczerpnęłyśmy z materiałów wydawców oraz ze stron: katemacdonald.net, goldenharebooks.com.

Poemat epicki dla kilkulatków

Nie bójcie się Muminków! Dużo słów o kolejnej książce

Z moich rozmów ze znajomymi na temat książek i dobranocek dzieciństwa od zawsze wyłaniała się postać Buki, uosobienia grozy i dławiącej tajemnicy. Choć to w zasadzie epizodyczna postać serii opowiadań o Muminkach, nadal żyje w pamięci wielu pogodnych ludzi w średnim wieku. Tak samo z klimatem tych bajek (choć “bajka”
w jednym zdaniu z “Muminkami” brzmi jakoś niemądrze), również w dyskusjach
na rozmaitych portalach pojawiają się opinie, że to melancholijne książeczki
nie dla dzieci, przynajmniej nie tych najmłodszych.

A teraz jeszcze więcej słów.

Ku pokrzepieniu niewinnych serc opowiemy tu trochę o fenomenie Muminków
i innych stworzeń wywodzących się z pięknej głowy Tove Mariki Jansson.

Autorka 9 książek i 22 komiksów o Muminkach urodziła się w Helsinkach, stolicy Finlandii, jednak pisała po szwedzku i większą część życia spędziła na wyspie Klovharu
w Zatoce Fińskiej. Tove, córka rzeźbiarza i graficzki, kształciła się na artystycznych uczelniach również w Sztokholmie i Paryżu. Honorowana ważnymi nagrodami, w 1975 r. przyjęła od polskich dzieci Order Uśmiechu. Niezwykły świat Muminków i innych barwnych stworzeń zaczęła tworzyć w 1939 r., kiedy miała 25 lat.

Jej ilustracje tła i samych bohaterów swoich opowiadań (Muminków, Paszczaków, Mimbli, Homków, Hatifnatów, Filifionków i innych) są natychmiast rozpoznawalne
i stanowią graficznie niezwykle spójną całość, która zresztą przy całej swej fantastyczności dość wiernie odzwierciedla pejzaże i klimat wysp Zatoki Fińskiej.
Historie o mieszkańcach Doliny Muminków zostały przetłumaczone na ponad
40 języków i rozeszły się po świecie w milionach egzemplarzy.

W komicznym zestawieniu cech ludzkich (w wyglądzie – żeby wspomnieć o torebce Mamy Muminka, sukience-szlafroku Paszczaka, fajce Włóczykija) z prostymi rysunkami dwunożnych istot, nieco przypominająch hipopotamy, bohaterowie “Muminków” tworzą przekonującą i pełnokrwistą galerię różnych typów psychologicznych. Owa taktyka – zapełniania historii dla dzieci alegorycznymi przedstawieniami ludzkich charakterów – wpisuje się w wielowiekową tradycję bajki jako gatunku – od Ezopa począwszy.

Postacie postaciami, ale ta szczególna, wprawiająca niektórych w konfuzję,
atmosfera! Majstersztykiem jest jej jedyny w swoim rodzaju mariaż z bezpośrednim, humorystycznym językiem i brakiem sumiennego moralizatorstwa – wszystko
to wcześniej było niespotykane w literaturze dla dzieci.

Wracając do niezwykle popularnej, a okrytej niesławą Buki (w szwedzkim oryginale Marran, które to słowo pochodzi od morra, co oznacza “mruczeć, warczeć”). Spójrzmy strachowi w wielkie oczy i spróbujmy przerwać złowrogą ciszę; jakoś ją, w miarę obiektywnie, opisać. Buka przynosi zatem chłód i zamraża ziemię, tam gdzie stąpnie
czy przysiądzie, nic już wyrosnąć nie może. Miejmy wszakże na uwadze, że tak naprawdę nie wiadomo, czy ta tajemnicza, podobna do potężnej skały o bladych oczach
i wyszczerzonych zębach jest naprawdę groźna, czy tylko samotna i nieszczęśliwa.

W powieści Tatuś Muminka i morze Buka, którą przyciąga światło i ciepło domu, podąża za lampą podróżującej rodziny Muminka, płynąc na zamrożonej przez siebie krze. Współczujący jej Muminek każdego dnia wynosi na brzeg morza lampę naftową;
w końcu jego postępowanie zmienia Bukę, która przestaje nieść ze sobą chłód!

Uwaga – z większością postaci – prostodusznym, otwartym, naturalnym Muminkiem, jego wyrozumiałą i ciepłą Mamą, niewinnym i chłopięcym Tatusiem Muminka, beztroskim filozofem-włóczęgą Włoczykijem, roztargnionymi Paszczakami, stoicką Mimbą – naprawdę chce się poznać i zaprzyjaźnić, tym bardziej, że Tove Jansson wymyśliła ich tak, podobnie zresztą jak cały ich świat, że każdy, i dziecko i dorosły,
czuje się w tym uniwersum jak w domu.

Muminki wydawnictwa Egmont

Pełnosłowie o całej serii, i o książce, z której korzystamy

Im młodsze dziecko, tym fabuła powinna być prostsza, z mniejszą ilością wątków, bohaterów, przygód, i tym bardziej wszystko powinno wieńczyć jednoznacznie pozytywne zakończenie.

Dobrze też, gdy język jest dopasowany do wieku dziecka. Jasny podział na dobro
i zło – dobrzy zwyciężają dzięki cechom, które zazwyczaj chcemy i możemy w dziecku wykształcić (wytrwałości, odwagi, dobroci, pracowitości). Dobra bajka przekazuje
wizję świata pełną nadziei, problemy są częścią życia, po okresach rozpaczy przychodzi pociecha, nie musimy być sami ze swoimi problemami, dobro zostaje nagrodzone, miłość zwycięża.

Wszystko to można znaleźć w serii uproszczonych historii o Muminkach wydanych
przez Egmont. Opowieści nie są tak złożone jak oryginały, stanowią jednak naprawdę godny wstęp do ich pełnych wersji. Na każdej solidnej, błyszczącej, papierowej stronie mamy kolorową ilustrację, wierną duchowi rysunków Tove Jansson, przy czym
w omawianym wydaniu złożono miły ukłon wobec pierwszych edycji – postacie samych Muminków pozostają czarno-białe, z kolorowymi elementami w rodzaju czerwonego paska na kapeluszu Tatusia czy złotej grzywki Migotki, tło zaś utrzymane jest zawsze
w eleganckich, mniej lub bardziej nasyconych barwach.

Zarówno język, jak i szata graficzna nie urągają inteligencji oraz estetycznej wrażliwości dziecka i dorosłego.

Głośne czytanie mojemu 4-latkowi zajmuje nam około 20 min.

W serii ukazało się już kilka innych pozycji ze świata Muminków, moim zdaniem – wszystkie warte lektury. Jest spora szansa, że młodsze dzieci instynktownie polubią twórczość Tove Jansson, błogo i bezpiecznie wejdą w jej świat i zyskają nowych, arcyciekawych i różnych znajomych.

Pan Egmont Harald Petersen żeby móc wydrukować pierwszą książkę, pożyczył pieniądze od matki i otworzył małą drukarnię w swoim domu, w 1878 r.


Co zdradza Wydawca o “MUMINKU I PIERWSZYM ŚNIEGU”:

“- Nie chcę śniegu, jeśli śnieg oznacza, że nie będzie Włóczykija.

Do Doliny Muminków przyszła ZIMA i przyjaciel Muminka musi wyruszyć
na południe. Muminek martwi się, czy Włóczykij będzie za nim TĘSKNIŁ równie
mocno, jak on za Włóczykijem. A jeśli nawet, jak się o tym dowie?”

Przyjdźcie w niedzielę 5. lutego o 11 do nas, do Domu Bajek , na Lodową, i posłuchajcie.

Nie możemy się doczekać!

Maria

Ps.

Pisząc tekst korzystałam z publikacji dr Anity Wincencjusz-Patyny: „Nie tylko Muminki, czyli to i owo o skandynawskiej ilustracji dla dzieci”, „Quart” 2011, nr 2 (20), s. 62-85,
oraz artykułu zamieszczonego w portalu „Rodzice”: „Trolle, wilki, czarownice – po co dzieciom straszne bajki?”.

Obrazki ilustrujące ten tekst zawdzięczamy dzięki:
– oficjalnym stronom wydawców
– portalu Wikipedia w różnych wersjach językowych
– stronom: www.dailymail.co.uk ; Pinterest ; Amazon ; moomin.com ; http://www.polskieradio.pl

 

 

Nie bójcie się Muminków! Dużo słów o kolejnej książce