Praezentujmy sobie jak Aston na czasy świąteczne z Domem Bajek

Znów zdarzyło się tak, że weźmiemy na nasz warsztat książkę, za którą przepadam osobiście – Lotty Geffenblad „Prezenty Astona”. Dwa lata temu piałam już na tym blogu o „Kamykach Astona”, szwedzkiej autorce, jej porywających ilustracjach, tym razem skupię się więc bardziej na – znów – wybornej treści, bo forma wybitna (czytaj).

W skrócie chodzi o dziecięce, jeszcze nie stereotypowe spojrzenie na podarunki. I nie, tym razem sęk nie tylko w tym, co „niewidzialne dla oczu”, ale i w samej samiutkiej materii prezentu, jego funkcjonalności, wszechstronności użycia i zakresu użytkowników.

Prezenty Astona00

Wróćmy do tytułu.

Aston to psiejski synek mamy grającej na gitarze i taty lubiącego m.in. robótki ręczne. Bohaterowie pokazani są dość oryginalnie, mianowicie ich antropomorfizacja obejmuje ogólną wyprostowaną postawę, szczątkowe ubrane (np. wełniany sweter, lub spódniczka i beret) oraz warunki zamieszkania (typowe ludzkie mieszkanie bez ludzi).

Prezenty. Łacińskie słowo praesent, które notowano np. u Skargi, pojawiało się coraz częściej wraz z rozwojem popularności języków romańskich. Wcześniej, rzecz jasna, mieliśmy już pradawne słowiańskie dar, darzyć. Zajrzyjmy do Słów na czasie, bloga językoznawców Uniwersytetu Warszawskiego:

Według Słownika etymologicznego Andrzeja Bańkowskiego angielskie present oznaczało pierwotnie dar lenny przedstawiany publicznie, czyli prezentowany władcy. Pierwszy prezent w tym znaczeniu otrzymać miał Wilhelm Zdobywca w XI wieku. Nawet jeśli damy pierwszeństwo etymologii francuskiej lub łacinie średniowiecznej, to starodawne i wspólne dla całej Europy słowo prezent ma związek z prezentowaniem, czyli publicznym pokazywaniem podarunku. Taki charakter ma też rozpakowywanie prezentów pod choinką, niezależnie od tego, czy uczestniczy w tym święty Mikołaj, czy nie.

Prezenty01.jpg

Prezenty Astona” świąt nie dotyczą, choć za oknem plucha i wyjść ze świeżo otrzymanym rowerem czy latawcem nie można. Aston jest po prostu chory, i jak to często bywa, w pewien „bardzo zasmarkany poniedziałek” wyczuwa w sobie nową pasję. Jest nią obdarowywanie poprzez zapakowywanie – solniczki, płynu, szczotki, wreszcie tak cennej rzeczy, jak toalety – i to w momencie, gdy do domu wraca w wielkiej potrzebie mama. Zatem żadne efektowne gadżety, a ile radości przynieść potrafią! Akcent wybrzmiewa również samym prezentowaniem.

Najwięcej radości – nie tylko Astonowi, ale i jego przyjaciołom, i tacie – przyniesie jednak właśnie część opakowania bardziej typowego prezentu. Nie będę jednak zdradzać co to było, i dlaczego Wujek Ester musiał wymiotować do wiaderka.

Zapraszamy na przedświąteczny warsztat w magicznym Cmoku, ciepłego w grudniu niczym sklep Wokulskiego w „Lalce”.

Maria

„Prezenty Astona”, Lotta Geffenblad
Wydawnictwo EneDueRabe

*http://www.slowanaczasie.uw.edu.pl/slowo-grudnia-prezent/

Projekt „Kejtry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto – dziękujemy!!! Źródła ilustracji: zasoby własne oraz ze strony wydawcy.

Praezentujmy sobie jak Aston na czasy świąteczne z Domem Bajek

Azor Nie Pies

To czwarta książka Marty Altés, którą będziemy Was czarować na warsztatach (o wszystkich poprzednich możecie przeczytać na niniejszym blogu). Tym razem przedstawimy Wam prostą i malowniczą historię opartą na serii nieporozumień definiujących życie pewnego pogodnego psa.

Nie00

Zamieszanie wynika stąd, że żaden z bohaterów nie zdradza brojącemu psu swoich prawdziwych uczuć wobec jego zachowania, czy może raczej: reaguje dość lakonicznie: „NIE!”.

Nikt mu nie tłumaczy dlaczego, to co wyprawia (są to procedery typowe dla tego gatunku zwierząt) wzbudza solidny sprzeciw, wszyscy za to krzyczą wściekle? Bezradnie? „NIEEE!”. Przekonany, że tak ma właśnie na imię, psiak wdzięcznie opowiada o tym, jak stara się uprzyjemnić rodzinie życie.

Pomaga im szybciej dostać się w różne miejsca (ciągnąć z zawrotną prędkością właściciela na smyczy), jako pierwszy próbuje potraw z troski, by bliscy czasem się nie potruli, pomaga szukać skarbów w ogrodzie (budując kopczyki obok wygrzebywanych z zapałem dziur). Bohater cieszy się, że za każdym razem ludzie powtarzają jego imię. Nie słyszy w tym zgrozy, ponieważ nikt mu niczego nie wyjaśnia, ograniczając się jedynie do słowa protestu. Być może wśród ludzi jest podobnie?

 

Jest coś, co „Nie” burzy beztroski nastrój i przekonanie o tym, że jego zachowanie wzbudza akceptację i wdzięczność otoczenia. Jest tym mianowicie błędnie napisane imię na jego obróżce.

Warto, jak to mówią, rozmawiać. Zapraszamy do wspólnej zabawy i rozmowy podczas drugiego spotkania z cyklu „Kejtry ze Starego Miasta” w niezwykłej przestrzeni zaprzyjaźnionej z nami fundacji Fiona w ostatni wspaniały listopadowy piątek.

Maria

Nie!
Tekst i ilustracje: Marta Altés
Przełożył: Jacek Dehnel
Wydawnictwo Adamada 2016

Projekt „Kejtry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto – dziękujemy!!!

Źródła ilustracji: zasoby własne oraz ze strony wydawcy.

Azor Nie Pies

Elegancki Spacerowicz

Pouczenie o tym, jak poruszać się w gąstwie miasta, w którym i pasy na jezdniach, i tory
tramwajowe, i światła, kierunki gąsienic pieszych na chodnikach, autorstwa niezrównanej Wandy Chotomskiej i Wacława Bisko, autora m.in. „Kursu języka polskiego dla początkujących” – jest równocześnie eleganckie jak i przekomiczne.

Pies z ulicy Bałamutów 00

Pisane rytmicznym ośmiozgłoskowcem przedstawia oryginalnego przechodnia, mianowicie jamnika. Wydana po raz pierwszy w 1975 książka, stylowo zilustrowana przez znakomitego grafika, mistrza polskiej szkoły plakatu, Jerzego Flisaka, jako całość wywołuje skojarzenia z szykowną i nieco absurdalną twórczością Kabaretu Starszych Panów, Ludwika Jerzego Kerna, z lengrenowskim Profesorem Filutkiem, czy wreszcie historyczną postać należącego do Jerzego Waldorffa jamnika Puzona. Jest to prawdziwy koktajl dla dzieci i dorosłych, estetyczny rarytas – dlatego też w 2014 r. Wydawnictwo Muza opublikowało reprint „Psa z ulicy Bałamutów”.

Pies z ulicy Bałamutów 01.jpg

Bohater co rusz wpada w kłopoty – „zamiast chodzić po ulicy, on po jezdni szedł piechotą”, „Pies na chodnik wskoczył godnie/z miną wielce obrażoną. Przewracają się przechodnie./ Któż to chodzi lewą stroną?”.

Jamnika, elegancko ustrojonego w buty, co po chwilę gnębi uprzejmy, choć stanowczy policjant: „Piesku! – krzyknął pan policjant. – Nie myśl tylko o obiedzie!/Zanim zrobisz krok na jezdnię, popatrz, czy nią coś nie jedzie!”. Po drodze buntują się przechodnie, kierowcy i motorniczy. Sam piesek nie jest zbyt zadowolony, ale dzięki jego przygodom czytelnik dostaje wyraźne wskazówki jak bezpiecznie i kulturalnie poruszać się w ruchu ulicznym.

Pies z ulicy Bałamutów 02

Przy okazji uhonorowania autorki m.in. „Tadka niejadka” i „Przygód jeża spod miasta Zgierza” znany twórca literatury dziecięcej powiedział: „Szwedzi mają Astrid Lindgren, Finowie Tove Jansson, a Polacy – Wandę Chotomską. Naprawdę nie wyszliśmy na tym źle!”

Maria

„Pies z ulicy Bałamutów „, Wanda Chotomska, Wacław Bisko
Ilustracje: Jerzy Flisak
Wydawnictwo Muza (wznowienie)

Projekt „Kejtry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto – dziękujemy!!!

Źródła ilustracji: zasoby własne oraz ze strony wydawcy.

Elegancki Spacerowicz

O kamieniu, który zmienił zdanie, czyli tu es Petra

Bardzo wciągająca, angażująca intelekt i wrażliwość rzecz, wydana przez nadzwyczajną Wytwórnię. Sprawia mi też satysfakcję świadomość, że okładka książki na całym świecie wygląda tak samo. Posłuchajcie.

Petra00.jpg

Bohaterce, która w pierwszej części opowieści jest – jak na okładce – górą, prastarą, imponującą skałą, pod którą rosną gigantyczne paprocie i przechadzają się dinozaury, jest bardzo dobrze samej ze sobą. „Nic mnie nie ruszy” – konstatuje z lekkim uśmiechem. „Ani Wiatr. Ani czas.” Co więcej – jest zadowolona, że nigdzie nie chodzi, bo to wszyscy do niej przychodzą, a zwłaszcza ludzie (wśród nich być może, jak w starym porzekadle, Mahomet). Wśród rycerzy w zbrojach czuje się jak królowa gór.

Petra01

I w tej chwili tekst znika, wraz z bohaterką czujemy się zaskoczeni przelatującą nad jej „głową” gałęzią. Po raz pierwszy skała zmienia swoją minę. W kolejnej odsłonie odkrywa się cała przemiana – na ilustracji pojawia się gigantyczny psi, z przeproszeniem, łeb.

Wśród kapitalnych obrazów Marianny Coppo widzimy właściciela psa (jak to się mówi, pana) z wystającą z kieszeni procą. „O, kamień?” ni to się dziwi, ni cieszy gdy pies przynosi mu swoje osłupiałe znalezisko.

Tego epitetu Petra nie może znieść – woli być już „niezwykłym jajkiem, pełnym niespodzianek”. Niespodzianką ma być jego lokator – ziejący ogniem smok, wyfraczony pingwin, w każdym razie, skała jest pewna – ktoś wyjątkowy.

Iluzje szybko jednak rozwiewa powracający do gniazda ptak, który ponownie nazywa niewzruszoną, do tej pory, skałę, kamieniem. Znudzona tym bohaterka zostaje wyrzucona do płytkiej wody, w której, w 1/4 zanurzona, z zadowoleniem stwierdza „A mówią, że jajko nie może być wyspą”, cóż, nie słyszałam tego wyrażenia, ale być może jest używane w Rzymie, z którego Autorka pochodzi.

Petra02

Wyobraźnia Petry zaczyna podsuwać nowe obrazy – rajskiej, słonecznej i spokojnej wyspy. Obok niej, a w zasadzie pod nią, przepływa żaglówka, z czubka wyrasta egzotyczne drzewo, w które stuka czerwony ptak. Jednak perspektywa jest podwójna – bo obok, z toni, wystaje butelka, proporcjami równa żaglówce.

Nowy czar wkrótce pryska – po skałę tkwiącą znów w wielkiej kałuży (czyli, jak pamiętamy, kamień) wyciąga się dłoń, której właściciel krzyczy „Jaki fajny kamyk!”. No, nie wzbudza to w Petrze radości. Ląduje w kieszeni, potem trafia do dziecięcego pokoju, w ręce uśmiechniętej dziewczynki.

Zdaje się, że po wielu przejściach bohaterka odzyskuje szczęście i spokój. Z pomocą kilku kresek dziecko zamienia ją w słonia. Czy to koniec przemian? „Jakieś pomysły? Żadnych?” – „Będzie się działo. Kamień z serca”.

Petra” to doceniany w świecie debiut autorki i ilustratorki tekstu. „Gdy nie śpię lub nie jem bruschetty, zazwyczaj rysuję”. Mam wielką nadzieję i chęć poznać więcej jej bogatych w znaczenia, uniwersalnych (choćby biblijna aluzja przepowiadających przeznaczenie Piotra słów Chrystusa – „Ty jesteś skałą”) oraz fascynująco namalowanych temperą, akwarelą książek. Tym razem zapraszamy na warsztaty do łazarskiego „Kręgu”. Będzie się działo.

Maria

Petra, Marianna Coppo
Tłum. Gabriela Rogowska
Wydawnictwo Wytwórnia 2019

Projekt „Dom Bajek Wciąż Czyta Maludom” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania.

O kamieniu, który zmienił zdanie, czyli tu es Petra