Ale tylko dzień! Kawał dobrego wiersza z dziedziny ontologii

Naprawdę wiersz amerykańskiej autorki Laury Leuck „Na jeden dzień” przełożony jest
na język polski fantastycznie, a dokonała tego dzieła Anna Ferenstein- Młokosiewicz,
i jeśli piszę, że jest to „kawał dobrego wiersza”, to mam na myśli, że jak najbardziej prowadzi nas w świetne rejony, gdy czytamy go na głos. Rymy nie żenują, rytm żartuje na temat znaczeń, skłania ku próbom dokończenia wersów (a nie są to banalne zgadywanki, tym bardziej, że odpowiedź znajduje się dopiero na następnej stronie). Moim zdaniem o tzw. dobrą współczesną poezję wcale nie jest łatwo, zarówno pod względem formy, jak i treści, czasem kulejące strofy ratują ilustracje, ale często słowa trzeba po prostu zmilczeć lub przełożyć na prozę.

00Na jeden dzień.jpg

O książce, z dowcipnymi, narracyjnymi obrazkami (choć chyba w blogu poświęconym literaturze dla dzieci powinno się uważać z użyciem tego zdrobnienia) na swojej stronie Wytwórnia (wydawca) pisze:

Kto nie udawał kiedyś, że jest niedźwiedziem, krokodylem albo króliczkiem?
Kto nie 
marzył, by na jeden dzień zmienić się w kogoś innego? (…)
Dziecięca zabawa w 
poszukiwanie alter ego daje dużo uciechy – nie tylko najmłodszym.
W efekcie można zaś odnaleźć to, co najciekawsze w nas samych.

Bohaterem wiersza Laury Leuck jest chłopiec zastanawiający się, w jakie zwierzę chciałby wcielić się na jedną z niedziel i co mógłby wtedy robić zajmującego. Jako trzmiel miano-
wicie mógłby spijać nektar z kwiatów i sobie brzęczeć, jako krokodyl robić wrażenie olśniewającym uśmiechem, zjeść całą aż kiść bananów będąc szympansem, postawić irokeza w skórze jeżozwierza (wyczuwacie ten rym).

Chłopiec w swoich rozmyślaniach prezentuje dość dojrzałą postawę. Jest bowiem pewien, że jego życie jest najlepszym wyborem; przy czym dziecięcy punkt widzenia
nie stawia egzystencji zwierząt niżej od ludzkiej, zwyczajnie trzeba rozwijać się w oparciu o to, co się zna najlepiej. Z drugiej strony zaś wiersz podsuwa myśl, że warto obser-
wować z uwagą innych, by móc szukać i znaleźć coś, co wykracza poza nas samych,
a co być może warto sobie przyswoić. Czyli – by rozwijać w sobie swojego rodzaju uwalniającą pokorę, o której rzadko wspomina się w kontekście dzieci ze względu na obawę, że jest ona zbyt blisko zgody na doświadczenie krzywdy; jest ona jednak ważna dla rozwoju na późniejszych etapach życia.

Naprawdę te wszystkie rzeczy przyszły mi do głowy w trakcie czytania „Na jeden dzień”. Ilustracje nie szkodzą, a są bardzo dobre, dopowiadają swoje z równa błyskotliwością. Co ciekawego mają ludzie, których znasz, czy podoba Ci się coś, co umie robić babcia? Czy Twoja koleżanka z grupy, poza tym, że czasem zabiera Ci zabawki, ma w sobie coś fajnego?

A co Ty lubisz w sobie?
Nie wiesz? To ja Ci powiem, co w Tobie lubię.

Z książką spotkamy się podczas poznańskich Targów Książki „Pegazik”, w sobotę
24 marca o 14.30. Zapraszamy!

Maria

„Na jeden dzień” Laura Leuck, ilustracje: Marc Boutavant
Wydawnictwo Wytwórnia 2017

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy.

Reklamy
Ale tylko dzień! Kawał dobrego wiersza z dziedziny ontologii

Niezręcznie prywatna wypowiedź o książce Jarosława Mikołajewskiego “Wedrówka Nabu”

 

Pozwólcie, że po raz pierwszy nie będzie to typowa dla mnie publikacja opisowo-recenzencka. Tym razem spróbuję też zrezygnować ze słowotoku, dlatego,
że chciałabym, byście przeczytali “Wędrówkę Nabu” bez szczegółowej wiedzy
o jej zawartości, żebyście, tak jak ja, mogli przeżyć niespodziewane.

Otóż przyznam się, co budzi moje sążniste zakłopotanie, iż jest to jedna z niewielu opowieści dla dzieci, która porwała mnie przenikliwością, wobec której poczułam
się w sposób szczęśliwy bezbronna.

 


Co więcej, “Nabu” jest książką, którą najlepiej, jak do tej pory, przeczytałam moim synkom. To najbardziej dotkliwa, zarówno pod względem tekstu, jak i ilustracji, literatura. Ponieważ potrafiłam ją po prostu dobrze przeczytać głośno czerpiąc
z ekskluzywnego daru, jakim jest uruchomienie myślenia, mój głos zmienił się na dźwięczny (urzekł mnie nawet pewną teatralnością), dzięki czemu moi synkowie
słuchali historii Nabu z nieznanymi mi do tej pory minami. Na takie miny kątem
oka patrzy się z dumą. Synkowie są mali, ale jako że pasjonują się np. pożarami,
bo wtedy można wprowadzić strażaków, odebrali “Nabu” wyjątkowo.

Naprawdę nie chcę tu próbować interpretacji użytych w sposób mistrzowski przez Jarosława Mikołajewskiego symboli i metafor. Tak, “Wędrówka Nabu” dotyka zagadki uchodzenia.

 


Pewnego razu zdarzyło mi się wrócić z poznańskiej opery (był to “Parsifal” duńskiego Hotelu Pro Forma) bojąc się, że mój mały syn mnie nie rozpozna, a ja nie będę potrafiła mu opowiedzieć jak i co się we mnie zmieniło. Z “Wędrówką Nabu”, historią napisaną
dla dzieci i dorosłych, jest trochę prościej. Autor, poeta, pisarz, eseista i tłumacz z języka włoskiego napisał dla nas tak nadzwyczajną opowieść, że chroni przed wszelką traumą.

Dom Bajek przedstawi ją w siedzibie Centrum Inicjatyw Rodzinnych (budynek Arkadii,
ul. Ratajczaka 44) w najbliższy piątek, 19-ego maja, o godzinie 16. Będziemy czytać, oglądać, i budować kawałek dobrego świata. Zapraszamy dzieci z opiekunami, wstęp – wolny.

Maria

Wydarzenie jest częścią akcji “Małe Miasta Czytają”.
“Wędrówka Nabu” została wyróżniona przez polską sekcję IBBY, Autor, Jarosław Mikołajewski przeczyta ją o godzinie 11 20-ego maja, w sobotę, w Bawialni Centrum Kultury Zamek (wejściówki). Kolejne spotkanie z książką – 11 czerwca w ramach Festiwalu Ethno Port, na zamkowym dziedzińcu.

MMC 2017

“Wędrówka Nabu”
Jarosław Mikołajewski,
Ilustracje: Joanna Rusinek
Wydawnictwo Austeria 2016

Źródła ilustracji:

 

Niezręcznie prywatna wypowiedź o książce Jarosława Mikołajewskiego “Wedrówka Nabu”