ZIMOWO DOMBAJKOWO – CZ. 3

Dla siostry i braci zimowy plakacik
śnieg….

Kontynuujemy wątek zimowy, lodowy, śnieżny, i arcyprzyjemny. Będzie i troszkę baśniowo, na pewno nieco magicznie, wesoło i w wielu odcieniach bieli.

zimowa-przygoda-ollego.jpg

Elsa Beskow
Zimowa wyprawa Ollego
Wyd. Zakamarki

Klasyczna pozycja literatury dziecięcej z 1907 r., jednej z najbardziej znanych szwedzkich autorek, dla wszystkich, którzy chcą ujrzeć i poczuć prawdziwą zimę w klimacie retro. Olle nie ma prawdziwych nart (tylko takie, wiecie, zrobione przez parobka). Kiedy na szóste urodziny dostaje od ojca porządną parę desek, i wreszcie, wreszcie śnieg uczciwie pokrywa zmarzniętą ziemię, z dwiema kanapkami w kieszeniach palta rusza z nimi do lasu. I tu zaczyna się dziać prawdziwa magia, z której czynienia znana jest Elsa Beskow – w figlarno-poważnym nastroju chłopiec spotyka prawdziwie baśniowe postaci, a każda z nich pełni ważką funkcję w sprawianiu władzy nad siłami przyrody.

Zima jest prawdziwie przedwojenna, szwedzka, skrząca śniegiem i słoneczna, spersonifikowany Wuj Mróz, dumny z chłopca, który nie wzdraga się przed szczypiącym w policzki mrozem, prowadzi go do Króla Zimy. Po drodze mijają uosobienie pory roztopów – kichającą, zakapturzoną Ciotkę Odwilż, pod której gumiakami pluska niknący śnieg. Rozeźlony Wuj przegania „gorliwą babę”, życząc sobie, by wreszcie nauczyła się przychodzić w porę, gdy ma pomagać wiośnie. Tymczasem kolejne pełne niedzisiejszego uroku ilustracje pokazują czym naprawdę zajmują się mieszkańcy śnieżnej twierdzy Króla Zimy – malutcy Lapończycy, staruszkowie, dziewczęta i chłopcy. Muszą spieszyć się ze swą robotą przed Bożym Narodzeniem, wszakże dzieła, które powstają w Zamku służą wyłącznie wspólnej radości i zabawie w pięknej, zimowej odsłonie przyrody.

O tym, jak ważne jest to, co związane z naturą, ale i wyczucie czasu, przeczytacie w wydanej z wielkim pietyzmem, magicznej, dziarskiej i zabawnej historii z przed ponad 100 lat.

Przygoda Marlenki.JPG

Sybille von Olfers
Przygoda Marlenki
wyd. Przygotowalnia

Marlenka to także postać stworzona na początku XX wieku, co widać nie tylko w treści książki (cóż, dzieci bywały drzewiej bardziej samodzielne, jak chociażby wspomniany Olle, który sam rusza na nartach do lasu), ale przede wszystkim w pięknej secesyjnej formie ilustracji.

Sybille von Olfers, autorka zarówno strof, jak i rysunków, otwiera przed nami świat zimowej magii i baśni, mała dziewczynka skuszona przez spadające z nieba, niczym cherubiny, białe spersonifikowane śnieżynki wsiada na srebrne sanie i rusza prosto do pałacu Królowej Zimy. Tam, w lodowych komnatach czekają ją niezwykłe przygody, bowiem królewska córka, jedynaczka, obchodzi właśnie urodziny. Są więc suto zastawione stoły i lokaje-bałwany, są tańce na lodzie i inne cuda. Marlenkę, zmęczoną od atrakcji i z policzkami zaróżowionymi od mrozu bałwan Johann odwozi do domu wprost w ramiona stęsknionej mamy.

Warto prześledzić ilustracje w tej książce, Olfers z wyczuciem i delikatnością prowadzi płynną secesyjną linię, każdy rysunek okalając zdobną ramą z przebiśniegów. Czerwony kubraczek Marlenki jest mocnym akcentem kolorystycznym na tle wariacji na temat bieli i błękitów, dużo tu wdzięku i poezji.

Skrzat nie śpi.jpg

Astrid Lindgren, Kitty Crowther
Skrzat nie śpi
Wyd. Zakamarki

Kolejna klasyczna propozycja z krainy zimy – Szwecji, opowieść – parafraza wiersza z 1881 r., której, ku radości dzieci i ich rodziców dokonała niezastąpiona Astrid Lindgren.

Jest to jest bajka o harmonii, poczuciu sytości i bezpieczeństwa w mroźną i ciemną zimową noc. O tym, że jest ktoś, kto dba o porządek i dobrostan zwierząt w przysypanych śniegiem zagrodach. Poetycką prozą, drobnymi krokami ścieżki w obejściu cichoszepcze do zwierząt w języku, które tylko one rozumieją, bierze na kolana, gładzi, ale przede wszystkim uspokaja przekonując o czymś, o czym doskonale wie, ponieważ jest stary, bardzo stary.

Niejedną zimę widziałem, każda minęła, niejedno lato
widziałem, każde minęło, wkrótce przylecą jaskółki.

Dzięki klasycznemu tekstowi, ale też niezwykłym, oddającym klimat zagubionej gdzieś w bezczasie starej zagrody, a powstałym współcześnie, ilustracjom, możemy wspólnie z dziećmi ukołysać się w cieple płynącym z czyjejś troski o śpiących, o tych, którzy o nic nie proszą. Prosta historia o uśpionym świecie, nieco melancholijna i tajemnicza, taka, o jakie dziś naprawdę trudno. Warto przeczytać, żeby samemu się sprawdzić, na ile sami jesteśmy bliscy niecyfrowemu światu. Dobrze jest żyć w takim świecie, w którym ktoś opowiada o skrzacie, którego ludzie nigdy nie widują, ale wiedzą, że jest.

spc3b3jrz-madika.jpg

Astrid Lindgren, Ilon Wikland
Patrz, Madika, pada śnieg!
Wyd. Zakamarki

Mało które zjawiska przynoszą tyle radości, co śnieg. Biały, miękki, otulający przestrzeń, to dzięki niem świat prezentuje się zupełnie inaczej. Skandynawia ma swoje sposoby na celebrowanie białego puchu – wszak w ich stronach bywa częściej i pobudza wyobraźnię.

Historia niesfornej Madiki zaczyna się beztrosko: zabawą, śnieżkami z tatą, radosnym łobuziakowaniem. W toku opowieści fabuła ewoluuje w inną stronę – oto buńczuczna dziewczynka, Madika, która niczego się nie boi, wskakuje na płozy sań dla draki i zabawy. Także, by pokazać chłopcu z sąsiedztwa, że dziewczynki też potrafią nieźle broić. Sprawa komplikuje się, gdy zostaje sama w głębokim zimowym lesie, a przyjemny śnieg może oznaczać coś niebezpiecznego. Zakończenie historii jest rodzinne i ciepłe, a w tle przebija delikatna, ledwo wyczuwalna, ale jednak obecna przestroga, że z prawdziwą zimą nie ma żartów.

Lindgren z wrodzoną sobie powagą nakreśla emocje głównej bohaterki, a te z kolei mocno wpływają na czytelników. Książka koniecznie do czytania pod puchową kołdrą, w bezpiecznych objęciach rodzica. Za fantastyczne ilustracje odpowiedzialna jest Ilon Wikland, dobra znajoma Astrid, która zobrazowała wiele tytułów tej poczytnej autorki. Artystka kilka dni temu została uhonorowana ustanowioną w 2018 r. nagrodą Szwedzkiego Stowarzyszenia Wydawców za całokształt twórczości – jako pierwsza laureatka tego wyróżnienia.

Reksio. Zimowa przygoda.jpg

Maria Szarf
Reksio. Zimowa przygoda
Wyd. Papilon

Zimowa przygoda to jedna wśród ponad 20-stu pozycji poznańskiego wydawnictwa Publicat, których bohaterem jest kultowa postać polskiej dobranocki. Zgodnie z duchem serii, psiak czuje się zobligowany przybliżyć swoim podwórkowym towarzyszom – kotu, kurom, wronom, Azorowi – zajęcia, którym z przyjemnością, ale i odrobiną zdrowego wysiłku, można się poświecić właśnie w mroźną porę zimową.

Historia jest klarowna, zwierzęta same konstruują narty, sanki, tarczę do celowania śnieżkami, nie od razu wszystko im wychodzi, wszak poddawać się nie należy, a próbować wspólnymi siłami… Trudno. Cieszmy się z tego, co już mamy, po stoicku stwierdza Reksio, gdy przychodzi pogodzić się z tym, że z łyżwami może się jednak nie udać. Akcja nabiera tempa, gdy w zagrodzie pojawia się Adaś, ukochany pan i przyjaciel Reksia. Darowuje pieskowi szalik i zabiera na spacer, na zamarzniętą sadzawkę, a tam… Okaże się, ile warte są tak proste wartości jak przyjaźń i życzliwe podejście wobec bliźnich w biedzie (np. głodnych wron). Tak czy inaczej, bez wielce natrętnego moralizowania, bo to Reksio jak zwykle, wielkodusznie, bierze na siebie część odpowiedzialności, zdrowy rozsądek upomina się o swoje miejsce. Zimowa przygoda, przejrzysta i przyjazna w wielkiej mierze również dzięki niezapomnianej oryginalnej kresce, w sam raz się nada na każdy gorszy nastrój, wątpliwości natury moralno-koleżeńskiej, czy też ukojenie cierpień zbyt niecierpliwego odkrywcy świata.

wesoc582y-ryjek-i-zima.jpg

Wojciech Widłak, Agnieszka Żelewska
Wesoły Ryjek i zima
wyd. Media Rodzina

Wesoły Ryjek – bardzo lubiany dziecięcy bohater to najmłodsza świnka w trzyosobowej rodzinie, tfu! – czteroosobowej, bowiem niezwykle ważne miejsce zajmuje w niej ukochany pluszowy przyjaciel Ryjka, Żółw Przytulanka. Razem z rodzicami ta czasem ciut nieporadna, ale bardzo po dziecięcemu mądra postać odkrywa sekrety świata, każde z krótkich opowiadań wieńcząc zadziwiającą i trafną puentą.

Z niedługich rozdziałów bije rodzinne ciepło, wzajemny szacunek – przede wszystkim dorosłego wobec dziecka. Rodzice Ryjka zawsze pochylają się nad jego pytaniami i razem z nim szukają na nie odpowiedzi, dając mu pierwszeństwo odkrywania i zdobywania doświadczenia. W zimowym tomie pojawiają się motywy zwyklejsze i codzienne, jak odkrywanie zabawy w śnieżki razem z dziadkiem (i jednocześnie dorosłego syna z ojcem) czy wyjazd w góry, gdy śniegu jak na lekarstwo. Są też słowa poświęcone sprawom ważkim i wzniosłym, choć opowiedziane bardzo lekko, bo przecież bez tego malutkiego Dziecka w kołysce nie byłoby żądnych kolęd!.

Ryjka stworzył Wojciech Widłak, literat z najwyższej półki, osobowość, jakich mało. Nie dziwi więc mądrość, która bije z tej książki. Bezpretensjonalna, za to trafiająca prosto w umysł i serce. Zaś uroczo niezdarnego Wesołego Ryjka z drużyną wyczarowała Agnieszka Żelewska, rysunkową stylizacją, widoczną fakturą i kreską świetnie trafiając w humor tych przemiłych opowieści.

zimowe popołudnie (2).JPG

Jorge Lujan, Mandana Sadat
Zimowe popołudnie
wyd. Czerwony Konik

To książka niezwykła, jej ważną treść wyraża zaledwie kilka prostych zdań, resztę zaś dopowiadają kapitalne ilustracje. Jorge Lujan i Mandana Sadat kreują zaczarowany świat maleńkiego miasteczka, w którym wzdłuż jednej ulicy proste domy poustawiane są jak budowane przez dzieci malownicze konstrukcje urbanistyczne. Z kominów unoszą się ku rozgwieżdżonemu niebu delikatne obłoczki dymu, świat powoli robi się coraz bielszy i chłodniejszy – bo owe gwiazdy to też delikatne płatki śniegu. Właśnie w tym miasteczku, w jego centrum, w jednym z domów bije maleńkie serce dziewczynki oczekującej przy oknie na powrót ukochanej mamy. Dziewczynka trwając w tym oczekiwaniu rysuje paluszkiem szlaczki po zamarzniętej szybie, a gdy w świeżo powstałym „okienku” pojawia się postać mamy historia nabiera bardziej symbolicznego i poetyckiego wymiaru.

Urzeka przede wszystkim atmosfera fantastycznie oddana bardzo subtelnymi słowami oraz niemal abstrakcyjną ilustracją. To właśnie obraz staje się kluczem do tej książki, bardzo malarskie i proste jednocześnie środki wyrazu, delikatne gradacje barw i chropowatość faktury tworzą czystą magię. Przepiękna historia o miłości, czułości. Ale bardzo symbolicznie o oczekiwaniu – jakże często obecnym, gdy nadchodzi zima.

Książka jest dwujęzyczna, polsko-angielska. Istnieje także animowana wersja tej historii (https://www.youtube.com/watch?v=iCIsPspWQ90&feature=player_embedded#%21).

O książkach wielojęzycznych przeczytasz tutaj.
mama-mu-na-sankach.jpg
Jujja Wieslander, Sven Nordqvist
Mama Mu na sankach
Wyd. Zakamarki
Jedna z części serii o stoickiej a ciekawej życia krowie i jej cholerycznym przyjacielu, Panu Wronie. Ptak zazwyczaj podchodzi co najmniej sceptycznie do pomysłów przyjaciółki, a to do wybudowania domku na drzewie, a to czytania książek, a to bujania się na huśtawce. Wszakże jego próby torpedowania śmiałych planów parzystokopytnej Mu kończą się zawsze mizernie – tak jest i tym razem.
Wrona nie może nadziwić się, co też przyjemnego może być w spadaniu z sanek (razem z Mu obserwują dzieci gospodarzy, które zanoszą się od śmiechu lądując w śniegu). „Właśnie o to chodzi, żeby zlecieć – odparła Mama Mu. – Super jest zlecieć.” Pesymista ma na to odpowiedź: „No to w takim razie sanki są im zbędne (…) Mogą od razu położyć się w śniegu i zacząć śmiać. Jeśli to ma być takie super.” W cyklu o dwojgu zwierząt, którym, mimo dzielących je różnic, trudno jest żyć z dala od siebie, Mama Mu znajduje sposoby by przekonać niedowiarka do wzięcia udziału w swych projektach, po przejażdżce z górki, co prawda Pana Wronę będzie bolała pupa, ale według Mamy Mu, mimo furczenia i krakania, nie było mu specjalnie z tego powodu przykro. Warto przeczytać przed pierwszą wyprawą żeby zaprawić się przed wątpliwościami jakie czasem ogarniają dorosłych nim zaczną się dobrze bawić.
Basia i Maria

 

Reklamy
ZIMOWO DOMBAJKOWO – CZ. 3

Dwujęzycznie – co na prezent?

Żyjemy w czasie, w którym geograficzne odległości stają się niemal niezauważalne,
a to, co kiedyś dzieliło ludzi tygodniami czy miesiącami podróży skróciło
się do kilkunastu godzin. Coraz więcej rodzin to małe mikrokosmosy, w których spotykają się różne kultury, różne języki i kraje pochodzenia. I coraz częściej
staję przed dylematem, co dać w prezencie Dzieciom moich Przyjaciół, którzy żyją
poza granicami Polski lub dzielą rodzinną przestrzeń życiową z obcokrajowcem.

Odpowiedzi na to wyzwanie są dwie – możemy zaufać magii ilustracji i zainwestować
w książki obrazkowe, których na szczęście coraz więcej i w coraz lepszym gatunku
na polskim rynku wydawniczym. Treść, którą przekażemy Małemu Czytelnikowi jest zależna wtedy od nas i naszej wyobraźni, może stać się polem wielu eksperymentów, także językowych. Obraz broni się sam, choć „czytanie” takich książek wymaga elastyczności i świeżości umysłu. I na pewno swoistej erudycji – by umiejętnie
rozwinąć to, co już nam zostało zaserwowane.

Drugim rozwiązaniem są książki dwujęzyczne (lub wielojęzyczne) i im właśnie
chciałabym poświęcić ten tekst. Nie jestem filologiem, więc trudno oceniać
mi wartość merytoryczną tłumaczeń, mnie cieszy przede wszystkim warstwa wizualna
i nietuzinkowość książek, które wybrałam do ilustracji tego tekstu. Od razu zaznaczam, że moja selekcja ma charakter czysto subiektywny i z pewnością niepełny, więc
z przyjemnością proszę o komentarze i podpowiedzi, jeśli przeoczyłam pozycję
wartą szczególnej uwagi.

Wśród książek, które nasunęły mi się jako ilustracje do tego tekstu są albo
wznowienia pozycji już znanych, które wpisały się w historię polskiej literatury
dziecięcej, a przetłumaczone mogą cieszyć nowe szersze grono Czytelników, albo projekty autorskie, napisane i zilustrowane przez tą samą osobę – idąc
tym tropem podzieliłam je na dwie grupy.

Grupa pierwsza to współczesne reedycje wartościowych książek.


„Lokomotywa. The Locomotive. Die Lokomotive”
, Julian Tuwim
Ilustracje: George Him i Jan Le Witt
Wydawnictwo Universitas i Instytut Książki, 2013
Tekst w języku polskim, angielskim i niemieckim.

Klasyczny utwór jednego z największych okraszony ilustracjami duetu grafików George’a Him (Jerzego Himmelfarba) i Jana Le Witt (Lewitt). Obrazy powstały w latach 30. XX wieku i są przykładem grafiki wysokiej klasy, wznowione znów mogą cieszyć kolejne pokolenie miłośników rytmicznego wiersza. Tym razem polski tekst został uzupełniony
o tłumaczenie na język angielski i niemiecki, co razem stanowi potrójną jakość.
Na stronie wydawcy możemy przeczytać, że publikacja dedykowana jest pamięci Albrechta Lemppa (1953-2012), promotora literatury polskiej na świecie.

http://www.universitas.com.pl/ksiazka/Lokomotywa__The_Locomotive__Die_Lokomotive_3215.html

Lokomotywa 02


„Kurczę blade! What a cheek!”
, Wanda Chotomska
„Smok ze Smoczej Jamy”, Wanda Chotomska
Ilustracje: Edward Lutczyn
Wydawnictwo Babaryba, 2010 i 2015
Tekst w języku polskim i angielskim.

Te dwie książki to prawdziwa gratka dla miłośników kreski Edwarda Lutczyna – możliwości współczesnego druku dały książki o mocnej, nasyconej barwie, opublikowane w formie kartonowej, co nie pozostaje bez znaczenia, jeśli marzymy
o tym, by książka przetrwała dłużej w nieobliczalnych rękach Małego Czytelnika.
Obie pozycje to pełne humoru zestawienie poezji Wandy Chotomskiej, której
zachwalać nie trzeba z komiksowymi i żartobliwymi ilustracjami Lutczyna o nieco karykaturalnym charakterze. Niejednemu łezka się w oku zakręci 🙂

http://babaryba.shoparena.pl/pl/p/KURCZE-BLADE-What-a-cheek-Wanda-Chotomska-Edward-Lutczyn/114

http://babaryba.shoparena.pl/pl/p/SMOK-ZE-SMOCZEJ-JAMY-Wanda-Chotomska-Edward-Lutczyn/116

 

 

I grupa druga – autorska, pełna niezwykle ciekawych i wartych uwagi publikacji.


„Kici kici, miau miau”
, tekst i ilustracje Józef Wilkoń
Wydawnictwo Hokus-Pokus, 2014 (wyd. II, poszerzone o tłumaczenie na język angielski)
Tekst w języku polskim i angielskim.

Józefa Wilkonia przedstawiać nie trzeba, rzadko który artysta ma tak szeroki dorobek twórczy, jak ten autor. W małej kołysance o niesfornym kotku zabawny jest i rymowany tekst (tłumaczce Antonii Lloyd-Jones należą się niskie ukłony!) i „wilkoniowate” zamaszyste ilustracje wymalowane z wdziękiem i lekkością tak charakterystyczną
dla Mistrza. Plamy barwne zlewają się ze sobą, by za chwilę tworzyć nowe formy
na pograniczu abstrakcji, a subtelnie i oszczędnie dobrany kolor pozwala stworzyć
nową jakość. To dobry wybór nie tylko dla miłośników kotów czy rymów.

http://www.hokus-pokus.pl/ksiazka/48/index.html

 

„Zimowe popołudnie”, tekst i ilustracje Mandana Sadat
Wydawnictwo Czerwony Konik, 2008
Tekst w języku polskim i angielskim.

Mam do tej książki duży sentyment, kupiłam ją na kilka lat przed tym, nim sama zostałam mamą i czekałam na moment, by móc ją czytać własnemu Dziecku. Historia prosta, ale pełna silnych emocji i wzruszeń – oczekiwanie na powrót najważniejszej osoby i ogromna radość z bycia razem, wszystko w zimowej aurze. To opowieść ilustracyjnie bardzo oszczędna, niemal abstrakcyjna, choć pojawiają się w niej wyjątkowe momenty – malowane paluszkiem na zamarzniętej szybie ornamenty
czy subtelne przechodzenie zimowego dnia w rozgwieżdżoną mroźną noc. Miasto,
w którym dzieje się ta historia urzeka malarskością i rytmem subtelnych barw oddających poezję prostej, acz pięknej historii. Czytałam ją Dzieciom w różnym wieku, począwszy od Maluszków po Przedszkolaki i każdy znalazł w niej cząstkę dla siebie.

http://www.czerwonykonik.pl/s/ksiazka/3

 

 

„Harold i fioletowa kredka”, tekst i ilustracje Crockett Johnson
Wydawnictwo Media Rodzina, 2010
Tekst w języku polskim i angielskim.

Oszczędna, a jednocześnie bardzo działająca na wyobraźnię historia tytułowego chłopca Harolda wyrysowana jest za pomocą fioletowej kredki, której kreska jest pretekstem
do budowania akcji książki. Harold, niczym mały Piotruś w dobrze nam znanym filmie animowanym „Zaczarowany ołówek”, strona po stronie kreśli ciąg wydarzeń
z pogranicza jawy i snu. Tym razem warstwa ilustracyjna (mająca w sobie dużo uroku nie tak młodego już obrazu, książka powstała bowiem w 1955 roku) jest ograniczona naprawdę do minimum, aczkolwiek doskonale współgra z narracją opowieści. I z jednej strony podpowiada nam rozwiązanie tej historii, a z drugiej pokazuje, jaką moc
ma sztuka, a dokładniej nasza dłoń, w której trzymamy kredkę. Proste, prawda?
I takie oczywiste dla Małego Człowieka, a jakże nieoczywiste dla Dorosłego…

https://mediarodzina.pl/prod/147/Harold-i-fioletowa-kredka

 

„Kto prowadzi”, tekst i ilustracje: Leo Timmers
Wydawnictwo Babaryba, 2014
Tekst w języku polskim i angielskim.

Warszawskie wydawnictwo Babaryba ma w swoim repertuarze niejedną książkę dwujęzyczną, poza opisanymi wyżej publikacjami duetu Chotomska – Lutczyn proponują nam także „Kto prowadzi” belgijskiego twórcy dla Dzieci, Leo Timmersa. Narracja książki opiera się na pytaniach i typowaniu, który z przedstawionych bohaterów jest kierowcą danego pojazdu. Interesujący jest nie tylko w gruncie rzeczy prosty zabieg, którego atutem jest budowanie napięcia i zaangażowanie czytelnika, ale także efekty dźwiękowe, zabawa słowami oraz obrazy narysowane realistycznie i humorystycznie zarazem. Dzięki tekstowi w języku angielskim będzie to pretekst do zabawy na dłużej.

http://babaryba.shoparena.pl/pl/p/KTO-PROWADZI-Whos-driving-Leo-Timmers/101

 

Postanowiłam przywołać w tekście także publikację dwujęzyczną innego rodzaju –
to raczej książka – zabawka stymulująca do nauki języka obcego.


„Moja pierwsza książka o słowach”
, tekst i ilustracje Eric Carle
Wydawnictwo Tatarak, 2011
Tekst w języku polskim i angielskim.

Eric Carle to także niemal człowiek – instytucja. Zasłynął przede wszystkim jako autor bestsellera wśród książek dla Dzieci – „Bardzo głodnej gąsienicy”. Jak ważna to pozycja świadczy między innymi ikona Google, która w 40. rocznicę publikacji książki została tymczasowo zaprojektowana na jej wzór. W Polsce książki Erica Carle publikuje wydawnictwo Tatarak. Wśród dostępnych tytułów znajdują się i książki „angażujące”,
w tym właśnie „Moja pierwsza książka o słowach”. Wydrukowana na mocnym kartonie podzielona jest nie tylko na strony na sposób klasyczny, każda strona
składa się jeszcze z dwóch części. Zadaniem Czytelnika jest dopasowanie słów w języku polskim i angielskim do odpowiedniej ilustracji. Zabawa z książką staje się pretekstem do nauki języka obcego miłą i prostą metodą, niemalże mimochodem. Jednak nie tylko konstrukcja książki jest jej atutem – trudno pozostać obojętnym wobec ilustracji Erica Carle, który w doskonały sposób opanował energię pulsujących barw i zamaszystość nakładania farby. Obrazy, które kreuje są z jednej strony proste, syntetyczne, nawet zbliżające się do abstrakcji, nie jest to jednak geometryczny minimalizm, a ekspresyjna
i bogata fakturowo forma.

http://tatarak.com/en/ksiazki-od-1/5-moja-pierwsza-ksiazka-o-slowach-9788393256112.html

Carle Gąsienica
Źródło ilustracji: en.wikipedia.org 

 

Można sobie zadać pytanie, czy potrzebujemy takich publikacji, czy nie ma ich zbyt
mało. I czy rzeczywiście spełniają swoją rolę – książki, która nie tylko cieszy i bawi,
ale także edukuje. Osobiście mam wśród Przyjaciół osoby będące w związkach
różnych narodowości i to im dedykuję ten tekst z dużą chęcią obdarzając
tymi właśnie książkami. I nadal wypatruję kolejnych publikacji.

Basia

 

Dwujęzycznie – co na prezent?