ZIMOWO DOMBAJKOWO – CZ. 3

Dla siostry i braci zimowy plakacik
śnieg….

Kontynuujemy wątek zimowy, lodowy, śnieżny, i arcyprzyjemny. Będzie i troszkę baśniowo, na pewno nieco magicznie, wesoło i w wielu odcieniach bieli.

zimowa-przygoda-ollego.jpg

Elsa Beskow
Zimowa wyprawa Ollego
Wyd. Zakamarki

Klasyczna pozycja literatury dziecięcej z 1907 r., jednej z najbardziej znanych szwedzkich autorek, dla wszystkich, którzy chcą ujrzeć i poczuć prawdziwą zimę w klimacie retro. Olle nie ma prawdziwych nart (tylko takie, wiecie, zrobione przez parobka). Kiedy na szóste urodziny dostaje od ojca porządną parę desek, i wreszcie, wreszcie śnieg uczciwie pokrywa zmarzniętą ziemię, z dwiema kanapkami w kieszeniach palta rusza z nimi do lasu. I tu zaczyna się dziać prawdziwa magia, z której czynienia znana jest Elsa Beskow – w figlarno-poważnym nastroju chłopiec spotyka prawdziwie baśniowe postaci, a każda z nich pełni ważką funkcję w sprawianiu władzy nad siłami przyrody.

Zima jest prawdziwie przedwojenna, szwedzka, skrząca śniegiem i słoneczna, spersonifikowany Wuj Mróz, dumny z chłopca, który nie wzdraga się przed szczypiącym w policzki mrozem, prowadzi go do Króla Zimy. Po drodze mijają uosobienie pory roztopów – kichającą, zakapturzoną Ciotkę Odwilż, pod której gumiakami pluska niknący śnieg. Rozeźlony Wuj przegania „gorliwą babę”, życząc sobie, by wreszcie nauczyła się przychodzić w porę, gdy ma pomagać wiośnie. Tymczasem kolejne pełne niedzisiejszego uroku ilustracje pokazują czym naprawdę zajmują się mieszkańcy śnieżnej twierdzy Króla Zimy – malutcy Lapończycy, staruszkowie, dziewczęta i chłopcy. Muszą spieszyć się ze swą robotą przed Bożym Narodzeniem, wszakże dzieła, które powstają w Zamku służą wyłącznie wspólnej radości i zabawie w pięknej, zimowej odsłonie przyrody.

O tym, jak ważne jest to, co związane z naturą, ale i wyczucie czasu, przeczytacie w wydanej z wielkim pietyzmem, magicznej, dziarskiej i zabawnej historii z przed ponad 100 lat.

Przygoda Marlenki.JPG

Sybille von Olfers
Przygoda Marlenki
wyd. Przygotowalnia

Marlenka to także postać stworzona na początku XX wieku, co widać nie tylko w treści książki (cóż, dzieci bywały drzewiej bardziej samodzielne, jak chociażby wspomniany Olle, który sam rusza na nartach do lasu), ale przede wszystkim w pięknej secesyjnej formie ilustracji.

Sybille von Olfers, autorka zarówno strof, jak i rysunków, otwiera przed nami świat zimowej magii i baśni, mała dziewczynka skuszona przez spadające z nieba, niczym cherubiny, białe spersonifikowane śnieżynki wsiada na srebrne sanie i rusza prosto do pałacu Królowej Zimy. Tam, w lodowych komnatach czekają ją niezwykłe przygody, bowiem królewska córka, jedynaczka, obchodzi właśnie urodziny. Są więc suto zastawione stoły i lokaje-bałwany, są tańce na lodzie i inne cuda. Marlenkę, zmęczoną od atrakcji i z policzkami zaróżowionymi od mrozu bałwan Johann odwozi do domu wprost w ramiona stęsknionej mamy.

Warto prześledzić ilustracje w tej książce, Olfers z wyczuciem i delikatnością prowadzi płynną secesyjną linię, każdy rysunek okalając zdobną ramą z przebiśniegów. Czerwony kubraczek Marlenki jest mocnym akcentem kolorystycznym na tle wariacji na temat bieli i błękitów, dużo tu wdzięku i poezji.

Skrzat nie śpi.jpg

Astrid Lindgren, Kitty Crowther
Skrzat nie śpi
Wyd. Zakamarki

Kolejna klasyczna propozycja z krainy zimy – Szwecji, opowieść – parafraza wiersza z 1881 r., której, ku radości dzieci i ich rodziców dokonała niezastąpiona Astrid Lindgren.

Jest to jest bajka o harmonii, poczuciu sytości i bezpieczeństwa w mroźną i ciemną zimową noc. O tym, że jest ktoś, kto dba o porządek i dobrostan zwierząt w przysypanych śniegiem zagrodach. Poetycką prozą, drobnymi krokami ścieżki w obejściu cichoszepcze do zwierząt w języku, które tylko one rozumieją, bierze na kolana, gładzi, ale przede wszystkim uspokaja przekonując o czymś, o czym doskonale wie, ponieważ jest stary, bardzo stary.

Niejedną zimę widziałem, każda minęła, niejedno lato
widziałem, każde minęło, wkrótce przylecą jaskółki.

Dzięki klasycznemu tekstowi, ale też niezwykłym, oddającym klimat zagubionej gdzieś w bezczasie starej zagrody, a powstałym współcześnie, ilustracjom, możemy wspólnie z dziećmi ukołysać się w cieple płynącym z czyjejś troski o śpiących, o tych, którzy o nic nie proszą. Prosta historia o uśpionym świecie, nieco melancholijna i tajemnicza, taka, o jakie dziś naprawdę trudno. Warto przeczytać, żeby samemu się sprawdzić, na ile sami jesteśmy bliscy niecyfrowemu światu. Dobrze jest żyć w takim świecie, w którym ktoś opowiada o skrzacie, którego ludzie nigdy nie widują, ale wiedzą, że jest.

spc3b3jrz-madika.jpg

Astrid Lindgren, Ilon Wikland
Patrz, Madika, pada śnieg!
Wyd. Zakamarki

Mało które zjawiska przynoszą tyle radości, co śnieg. Biały, miękki, otulający przestrzeń, to dzięki niem świat prezentuje się zupełnie inaczej. Skandynawia ma swoje sposoby na celebrowanie białego puchu – wszak w ich stronach bywa częściej i pobudza wyobraźnię.

Historia niesfornej Madiki zaczyna się beztrosko: zabawą, śnieżkami z tatą, radosnym łobuziakowaniem. W toku opowieści fabuła ewoluuje w inną stronę – oto buńczuczna dziewczynka, Madika, która niczego się nie boi, wskakuje na płozy sań dla draki i zabawy. Także, by pokazać chłopcu z sąsiedztwa, że dziewczynki też potrafią nieźle broić. Sprawa komplikuje się, gdy zostaje sama w głębokim zimowym lesie, a przyjemny śnieg może oznaczać coś niebezpiecznego. Zakończenie historii jest rodzinne i ciepłe, a w tle przebija delikatna, ledwo wyczuwalna, ale jednak obecna przestroga, że z prawdziwą zimą nie ma żartów.

Lindgren z wrodzoną sobie powagą nakreśla emocje głównej bohaterki, a te z kolei mocno wpływają na czytelników. Książka koniecznie do czytania pod puchową kołdrą, w bezpiecznych objęciach rodzica. Za fantastyczne ilustracje odpowiedzialna jest Ilon Wikland, dobra znajoma Astrid, która zobrazowała wiele tytułów tej poczytnej autorki. Artystka kilka dni temu została uhonorowana ustanowioną w 2018 r. nagrodą Szwedzkiego Stowarzyszenia Wydawców za całokształt twórczości – jako pierwsza laureatka tego wyróżnienia.

Reksio. Zimowa przygoda.jpg

Maria Szarf
Reksio. Zimowa przygoda
Wyd. Papilon

Zimowa przygoda to jedna wśród ponad 20-stu pozycji poznańskiego wydawnictwa Publicat, których bohaterem jest kultowa postać polskiej dobranocki. Zgodnie z duchem serii, psiak czuje się zobligowany przybliżyć swoim podwórkowym towarzyszom – kotu, kurom, wronom, Azorowi – zajęcia, którym z przyjemnością, ale i odrobiną zdrowego wysiłku, można się poświecić właśnie w mroźną porę zimową.

Historia jest klarowna, zwierzęta same konstruują narty, sanki, tarczę do celowania śnieżkami, nie od razu wszystko im wychodzi, wszak poddawać się nie należy, a próbować wspólnymi siłami… Trudno. Cieszmy się z tego, co już mamy, po stoicku stwierdza Reksio, gdy przychodzi pogodzić się z tym, że z łyżwami może się jednak nie udać. Akcja nabiera tempa, gdy w zagrodzie pojawia się Adaś, ukochany pan i przyjaciel Reksia. Darowuje pieskowi szalik i zabiera na spacer, na zamarzniętą sadzawkę, a tam… Okaże się, ile warte są tak proste wartości jak przyjaźń i życzliwe podejście wobec bliźnich w biedzie (np. głodnych wron). Tak czy inaczej, bez wielce natrętnego moralizowania, bo to Reksio jak zwykle, wielkodusznie, bierze na siebie część odpowiedzialności, zdrowy rozsądek upomina się o swoje miejsce. Zimowa przygoda, przejrzysta i przyjazna w wielkiej mierze również dzięki niezapomnianej oryginalnej kresce, w sam raz się nada na każdy gorszy nastrój, wątpliwości natury moralno-koleżeńskiej, czy też ukojenie cierpień zbyt niecierpliwego odkrywcy świata.

wesoc582y-ryjek-i-zima.jpg

Wojciech Widłak, Agnieszka Żelewska
Wesoły Ryjek i zima
wyd. Media Rodzina

Wesoły Ryjek – bardzo lubiany dziecięcy bohater to najmłodsza świnka w trzyosobowej rodzinie, tfu! – czteroosobowej, bowiem niezwykle ważne miejsce zajmuje w niej ukochany pluszowy przyjaciel Ryjka, Żółw Przytulanka. Razem z rodzicami ta czasem ciut nieporadna, ale bardzo po dziecięcemu mądra postać odkrywa sekrety świata, każde z krótkich opowiadań wieńcząc zadziwiającą i trafną puentą.

Z niedługich rozdziałów bije rodzinne ciepło, wzajemny szacunek – przede wszystkim dorosłego wobec dziecka. Rodzice Ryjka zawsze pochylają się nad jego pytaniami i razem z nim szukają na nie odpowiedzi, dając mu pierwszeństwo odkrywania i zdobywania doświadczenia. W zimowym tomie pojawiają się motywy zwyklejsze i codzienne, jak odkrywanie zabawy w śnieżki razem z dziadkiem (i jednocześnie dorosłego syna z ojcem) czy wyjazd w góry, gdy śniegu jak na lekarstwo. Są też słowa poświęcone sprawom ważkim i wzniosłym, choć opowiedziane bardzo lekko, bo przecież bez tego malutkiego Dziecka w kołysce nie byłoby żądnych kolęd!.

Ryjka stworzył Wojciech Widłak, literat z najwyższej półki, osobowość, jakich mało. Nie dziwi więc mądrość, która bije z tej książki. Bezpretensjonalna, za to trafiająca prosto w umysł i serce. Zaś uroczo niezdarnego Wesołego Ryjka z drużyną wyczarowała Agnieszka Żelewska, rysunkową stylizacją, widoczną fakturą i kreską świetnie trafiając w humor tych przemiłych opowieści.

zimowe popołudnie (2).JPG

Jorge Lujan, Mandana Sadat
Zimowe popołudnie
wyd. Czerwony Konik

To książka niezwykła, jej ważną treść wyraża zaledwie kilka prostych zdań, resztę zaś dopowiadają kapitalne ilustracje. Jorge Lujan i Mandana Sadat kreują zaczarowany świat maleńkiego miasteczka, w którym wzdłuż jednej ulicy proste domy poustawiane są jak budowane przez dzieci malownicze konstrukcje urbanistyczne. Z kominów unoszą się ku rozgwieżdżonemu niebu delikatne obłoczki dymu, świat powoli robi się coraz bielszy i chłodniejszy – bo owe gwiazdy to też delikatne płatki śniegu. Właśnie w tym miasteczku, w jego centrum, w jednym z domów bije maleńkie serce dziewczynki oczekującej przy oknie na powrót ukochanej mamy. Dziewczynka trwając w tym oczekiwaniu rysuje paluszkiem szlaczki po zamarzniętej szybie, a gdy w świeżo powstałym „okienku” pojawia się postać mamy historia nabiera bardziej symbolicznego i poetyckiego wymiaru.

Urzeka przede wszystkim atmosfera fantastycznie oddana bardzo subtelnymi słowami oraz niemal abstrakcyjną ilustracją. To właśnie obraz staje się kluczem do tej książki, bardzo malarskie i proste jednocześnie środki wyrazu, delikatne gradacje barw i chropowatość faktury tworzą czystą magię. Przepiękna historia o miłości, czułości. Ale bardzo symbolicznie o oczekiwaniu – jakże często obecnym, gdy nadchodzi zima.

Książka jest dwujęzyczna, polsko-angielska. Istnieje także animowana wersja tej historii (https://www.youtube.com/watch?v=iCIsPspWQ90&feature=player_embedded#%21).

O książkach wielojęzycznych przeczytasz tutaj.
mama-mu-na-sankach.jpg
Jujja Wieslander, Sven Nordqvist
Mama Mu na sankach
Wyd. Zakamarki
Jedna z części serii o stoickiej a ciekawej życia krowie i jej cholerycznym przyjacielu, Panu Wronie. Ptak zazwyczaj podchodzi co najmniej sceptycznie do pomysłów przyjaciółki, a to do wybudowania domku na drzewie, a to czytania książek, a to bujania się na huśtawce. Wszakże jego próby torpedowania śmiałych planów parzystokopytnej Mu kończą się zawsze mizernie – tak jest i tym razem.
Wrona nie może nadziwić się, co też przyjemnego może być w spadaniu z sanek (razem z Mu obserwują dzieci gospodarzy, które zanoszą się od śmiechu lądując w śniegu). „Właśnie o to chodzi, żeby zlecieć – odparła Mama Mu. – Super jest zlecieć.” Pesymista ma na to odpowiedź: „No to w takim razie sanki są im zbędne (…) Mogą od razu położyć się w śniegu i zacząć śmiać. Jeśli to ma być takie super.” W cyklu o dwojgu zwierząt, którym, mimo dzielących je różnic, trudno jest żyć z dala od siebie, Mama Mu znajduje sposoby by przekonać niedowiarka do wzięcia udziału w swych projektach, po przejażdżce z górki, co prawda Pana Wronę będzie bolała pupa, ale według Mamy Mu, mimo furczenia i krakania, nie było mu specjalnie z tego powodu przykro. Warto przeczytać przed pierwszą wyprawą żeby zaprawić się przed wątpliwościami jakie czasem ogarniają dorosłych nim zaczną się dobrze bawić.
Basia i Maria

 

Reklamy
ZIMOWO DOMBAJKOWO – CZ. 3

Jan Christian Andersen. Calineczka

 

Calineczka. Kiwit, Kiwit!
Kawał doskonałej literatury o dojrzewaniu

Cal to 2,5cm. Narodzona z tulipana Calineczka zatem rzeczywiście wygodnie mieściła
się w wygodnie umoszczonym dla niej przez opiekunkę-matkę, łóżeczku z łupinki orzecha.

Historia narodzin bohaterki jest w zupełności wyjątkowa: oto samotna kobieta idzie
do starej czarownicy, by zapytać ją, skąd ma wziąć kogoś, kogo pragnie najbardziej: maleńkie dziecko. Dostaje nie byle jakie ziarenko, sadzi je w doniczce, a potem patrzy
jak kiełkuje kwiat, który otworzy się dopiero, gdy kobieta go pocałuje. W jego wnętrzu,
na maciupeńkim zielonym słupku (czy też, według innych tłumaczeń – stołeczku) siedzi maleńka dziewczynka.

Dzięki swej przybranej matce Calineczka prowadziła beztroskie, pełnej urody życie: w nocy Calineczka spała wybornie, a w dzień się bawiła na stole. Dobra kobieta postawiła na nim talerz z wodą, otoczony wiankiem kwiatów, których łodyżki były zanurzone w wodzie; listek tulipana zastępował łódkę, dwa pręciki kwiatowe stanowiły wiosła, i Calineczka pływała
sobie po talerzu od jednego brzegu do drugiego. Ślicznie to wyglądało!

(tłum. Cecylia Niewiadomska)

W owo życie ozdoby kobiecego stołu wkrada się wszakże przez rozbitą szybkę ropucha. Zwierzak jest obrzydliwy, na poziomie śmieszności charakterów ludzkich (błyskotliwie
i bardzo atrakcyjnie opisywanych przez Andersena) jest niespełnioną, okropną kobietą, która porywa Calineczkę dla swego syna, jego zaś stać tylko na wydobycie z siebie rechotu:

Kok, koak, breke-ke- keks*

Gaudasińka02
Słysząc rozpaczliwy płacz ślicznego dziecka, z ratunkiem przypływają małe rybki, przegryzają łodyżkę liścia lilii – wyspy skazanej, i Calineczka, z pomocą zachwyconego
nią motyla, odpływa w idylliczną podróż strumykiem. Następuje kolejny gwałtowny zwrot akcji, i kolejne porwanie – tym razem przez chrząszcza, lecz tym razem cierpi jeszcze ktoś inny – przywiązany do masztu łódeczki motyl. Tu dostajemy od Jana Christiana Andersena przypowiastkę o tym, co dla kogo jest ładne, otóż dziewczynka
po raz pierwszy dowiaduje się, że wcale nie jest śliczna – od rodziny i znajomych chrabąszcza, i ten, choć sam jest nią zachwycony, uległszy presji opinii środowiska, odstawia Calineczkę w bezpieczne miejsce na łąkę.

Oto nastaje szczególny czas, motyw rzadko w dawnych bajkach spotykany – bohaterka
pozostaje przez całe lato i jesień sama w lesie, i świetnie sobie radzi. Wyrzucona nie gubi się, plecie z trawy wygodne łóżeczko, które podwiesza pod liściem, sama znajdowała sobie pożywienie, i owa samodzielność bardzo przypadła jej do gustu. Sytuacja zmienia się diametralnie z nadejściem zimy, kiedy to Calineczka znów zdana jest na pomoc
z zewnątrz. Teraz, jednak, już bez lęku, postanawia znaleźć ją sama. Zziębnięta puka
do drzwi bogatej myszy:

Calineczka stanęła we drzwiach jak żebraczek i cieniutkim głosikiem poprosiła o ziarenko
żyta lub jęczmienia, bo od dwóch dni nic nie jadła.

Za pomoc – dach nad głową, wikt i opierunek, płaci swej gospodyni utrzymując jej dom w czystości i opowiadając ciekawe historie. W ciemnych podziemnych korytarzach siedziby myszy dziewczynka tęskni wszak bardzo za słońcem, powietrzem, przestrzenią. Kolejnym kandydatem na męża dla Calineczki jest niezmiernie uczony, bogaty, lecz ślepy Kret, który nie znosi tego, czego nie zna. Pod ziemię trafia jaskółka, co do której kret jest pewien, że zamarzła (wyniośle traktuje wszystkie latające stworzenia). Bohaterka żałuje kojarzącego jej się z pięknem lata wędrownego ptaka, plecie mu dywanik i opatula uschniętymi kwiatkami; pod wpływem ciepła jaskółka się budzi, a wiosną odlatuje przez zrobiony dla niej otwór w ziemi. Calineczka odmawia towarzyszenia jej ze względu
na uczucia myszy.

Choć bohaterka wie, że zaślubiny kreta będą dla niej znaczyły wieczną rozłąkę
ze swobodą świata powyżej, ulega perswazjom myszy i wybiera pewność i dobrobyt. Rozpoczyna niemal żałobne ceremonie pożegnania ze światłem, jej starym światem;
w dzień ślubu o swoim losie opowiada jaskółce. Wdzięczny za ocalenie życia i wypusz-czenie z “lochu” ptak namawia ją do ucieczki, ponieważ tego dnia odlatuje do ciepłych krajów, nikt Calineczki nie znajdzie. Bohaterka zgadza się, sama przywiązuje do grzbietu zwierzęcia, znów zaczyna się pasjonująca, egzotyczna podróż nasycona pięknymi widokami:

Jaskółka przytuliła się do ziemi, dziewczynka weszła na nią i przywiązała się paskiem
do mocniejszych piórek. Potem ptaszek wzleciał w powietrze i płynął ponad lasami,morzami wznosił się ponad góry, wiecznym okryte śniegiem. Tam było zimno, lecz dziewczynka skryła
się pod skrzydełka ptaszka i tylko małą główkę wysunęła, aby widzieć te cuda, jakich pełno
na świecie Bożym. Doleciały na koniec do cieplejszych krajów. Tutaj słońce świeciło jaśniej
i goręcej, niebo było wyższe i dziwnie błękitne, a po rowach i płotach rosły najpiękniejsze zielone i granatowe winogrona. W lasach było pełno cytryn i pomarańcz, w powietrzu zapach kwiatów, prześliczne dzieci biegały po drodze, goniąc się z motylami.

Dziewczynka wybiera za mieszkanie kielich białego kwiatu, który wyrósł wśród odłamków niegdyś wspaniałej marmurowej kolumny. Ku jej zdziwieniu, ma on już lokatora – istotę wreszcie do niej podobną, równie pięknego ducha kwiatu. Zachwycony Calineczką elfi król natychmiast zdejmuje koronę i wręcza ją dziewczynce.

– Ach, czy ja jestem warta?—szepnęła zawstydzona Calineczka.
– Jesteś warta, bo jesteś dobra, śliczne dziecię, inaczej nie pokochałby cię ten ptaszek wielki
i nie przyniósł aż tu na skrzydłach.Kto umiał zdobyć przyjaźń jaskółki, ten godzien zostać królową elfów.

Calineczka jest już gotowa, by zostać królowa kwiatów, jest też u siebie – w końcu sama
z kwiatu się narodziła. Spotyka wielu innych, podobnych sobie rozmiarem, stworzeń, które przyjmują ja taką, jak jest. Ich obecność przysparza bohaterce skrzydeł – odtąd może sama już latać! Staje się Mają, sobą, nie długim na cal dziwadłem. Opowieść znajduje harmonijne, pomyślne zakończenie, co wcale u Jana Christiana Andersena
nie jest tak powszechne. Jaskółka wraca do Danii, do gniazda, które uwiła nad oknem “człowieka, który opowiadał wam tę bajeczkę. Kiwit, Kiwit!”

P.S. Duńska Tommelise była Calinką (H.F. Lewastam, 1859), Calóweczką (Anonim, 1892), Paluszką (Młodnicka, 1892), Malutką (Anonim, 1898), Dziecięciem elfów (Niewiadomska 1899), Calineczką (Rygiel, 1909), Kruszynką (Przemski, 1938), Palusią (Tarnowski 1938)
i Odrobinką (Zechenter 1946).

Tyle tytułem wstępu, teraz zapraszamy do obrazków 🙂

Dziecię Elfów, Hans Christian Andersen
Państwowe Wydawnictwo Literatury Dziecięcej „Nasza Księgarnia”,
Warszawa 1956

Ilustracje: Teresa Tyszkiewiczowa

VLUU L310W L313 M310W / Samsung L310W L313 M310W

Połowa lat 50. XX wieku to czas, który można nazwać momentem „tuż przed wybuchem” polskiej szkoły ilustracji. Już za moment pojawią się artyści, których nierozerwalnie łączymy z tym pojęciem: Józef Wilkoń, Janusz Stanny, Antoni Boratyński, Mirosław Pokora, Maria Uszacka czy Ewa Salamon (artystów było znacznie, znacznie więcej – dotykamy zaledwie wierzchołka góry lodowej). Tymczasem w ilustracji, po okresie socrealizmu, zaczyna dominować nurt malarsko-realistyczny. Lekkie, baśniowe formy, delikatna kreska, duża zdobność, kompozycje bardziej zachowawcze niż ekspery-
mentalne, tak mniej więcej można streścić obraz tego czasu.

W to tło wpisuje się postać niezwykle ciekawej osoby – Teresy Tyszkiewicz, malarki abstrakcji niegeometrycznej, wieloletniej wykładowczyni Łódzkiej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, gdzie założyła i prowadziła Katedrę Druku na Tkaninie. Teresa Tyszkiewicz była również ilustratorką (przez wiele lat współpracowała ze „Świerszczykiem”) i to jej rysunki, a właściwie obrazy, ilustrują „Dziecię Elfów” opublikowane w 1956 r.  Czuć w nich artystyczne zainteresowania artystki, zamiłowanie do form miękkich, malarskich, płynnych.

Ilustracje Tyszkiewiczowej można porównać z obrazami Jana Marcina Szancera (poświęcimy mu osobny artykuł, obiecujemy!), chociażby ze zwiewną Calineczką
o klasycznej formie wpisującą się już w kanon wyobrażeń o andersenowskiej
bohaterce.


Dziecię Elfów, Hans Christian Andersen

Instytut Wydawniczy „Nasza Księgarnia”, Warszawa
(opieramy się na wydaniu z 1978 r.)
Ilustracje: Olga Siemaszko

Siemaszko001

Olga Siemaszko, warszawska ilustratorka oraz malarka, jest jedną z ikonicznych postaci świata polskiej ilustracji dla dzieci. Przez lata pracowała jako kierownik artystyczny tygodnika „Świerszczyk”, za swoje rysunki zdobyła wiele prestiżowych nagród, w tym
np.: Nagrodę Honorową na I Ogólnopolskiej Wystawie Książki i Ilustracji w 1951 r.
czy Złoty Medal na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Edytorskiej – zdobyła go jako pierwsza polska laureatka nagrody IBBY w 1959 r. W 2000 r. została uhonorowana Medalem Polskiej Sekcji IBBY za Całokształt Twórczości dla Dzieci i Młodzieży.

Olga Siemaszko prezentuje rysunkowy nurt w polskiej ilustracji, skupia się przede wszystkim na kreowaniu scen czy krajobrazów z płaskich plam obwiedzionych silnym konturem, z delikatnym modelunkiem światłocieniowym. Jej kompozycje najczęściej rozgrywają się na jednobarwnym tle mocnego koloru, co dodatkowo  zagęszcza
i spłaszcza plany. Siemaszko, sięgając nierzadko po delikatną groteskę czy zestawienia humorystyczne  stała się mistrzynią przedstawiania świata o nieco surrealistycznym zabarwieniu.  W podobny sposób opowiada historię Calineczki, skupiając się na pro-
wadzeniu mocno zarysowanej linii o miękkim i dekoracyjnym dukcie, co dodaje rysun-
kom dodatkowego smaczku – przypominają one subtelne ornamenty secesyjnych witraży.


Calineczka, Hans Christian Andersen

Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa
(opieramy się na wydaniu z 1983 r.)
Ilustracje: Elżbieta Gaudasińska

Gaudasińska01

Elżbieta Gaudasińska, absolwentka warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, dyplom obroniła w pracowni malarstwa. W trakcie poszukiwań twórczych akcent jej działalności artystycznej przesunął się na ilustrację i to w tej dziedzinie zapisała się zauważalnie
i znacząco.

Wbrew powszechnej opinii, jaka kiedyś panowała, że ilustracja to coś podrzędnego,
że malarstwo jest czymś wyższym, doszłam do wniosku, że można być również dobrym
malarzem będąc ilustratorem.**

O randze jej twórczości świadczą liczne nagrody (w tym Złote Jabłko na Biennale Ilustracji w Bratysławie w 1985 r. i Medal Polskiej Sekcji IBBY w 2006 r.) oraz fakt, że była bohaterką jednego odcinka w dokumentalnym cyklu filmowym o polskich ilustratorach „Premio Europeo di Letteratura” (Robert Laus, 2009).

Gaudasińska, podobnie jak Siemaszko, kontynuuje nurt rysunkowy, wypracowała jednak swoją własną jego redakcję, kładą akcent przede wszystkim na świat wypeł-
niony dość gęsto przejaskrawionymi postaciami. Bohaterowie jej książek są charakterni
o wyrazistej mimice, żaba nie jest po prostu żabą, a wielką ropuchą o niebezpiecznym rysie. W kontraście postać Calineczki w rozkloszowanej czerwonej sukience z kokardą objawia się delikatnie, choć bynajmniej nie zwiewnie czy czarodziejsko – w interpretacji Gaudasińskiej świat baśni jest mocny w płaskiej plamie rysunku obwiedzionej silnym konturem, nie ma tu głębi czy przestrzeni, raczej ciasne wycinki rzeczywistości o nieco złowieszczej atmosferze. Jej rysunki, z lekka surrealistyczne, dalekie są od infantylizacji Andersenowskiej opowieści, co niestety tak częste bywa obecnie.

Calineczka, Hans Christian Andersen
Seria: Mistrzowie Klasyki Dziecięcej
Wydawnictwo Media Rodzina, 2008
Ilustracje: Aleksandra Kucharska-Cybuch

Kucharska-Cybuch01.jpg

Nową wersję „Calineczki” zaproponowało w przywoływanej już serii  „Mistrzowie
Klasyki Dziecięcej” wydawnictwo Media Rodzina. Świat maleńkiej bohaterki wykreowała Aleksandra Kucharska-Cybuch. Ilustratorka przeniosła opowiadanie w krainę szczelnie wypełnioną drobną kreską, której podporządkowane są kształt i kolor. To właśnie
ta kreska, przywołująca szlachetny charakter tradycyjnej odbitki graficznej, kładziona gęsto, jakby w potrzebie wypełnienia każdego wolnego miejsca kompozycji, oddaje
– w nieco inny sposób – „duszność” tej historii. Podobnie jak u Gaudasińskiej,  w tych ilustracjach nie ma lekkości i blasku, a raczej subtelnie ukazany mrok i niebezpie-
czeństwo czające się na postać  Calineczki. Ten niepokój doskonale gra z treścią baśni, po raz kolejny udowodniono, że można stworzyć cenną propozycję dla dzieci, daleką
od pastelu i słodyczy, choć jednocześnie łagodzącą nie zawsze łatwe współcześnie
w odbiorze baśnie duńskiego pisarza.

 

Calineczka, Grzegorz Kasdepke
na podstawie baśni Hansa Christiana Andersena
Wydawnictwo Agora , seria Kolekcja Dziecka, 2005
Ilustracje: Agnieszka Żelewska

Żelewska01

Po raz drugi przywołujemy serię „Kolekcja Dziecka” (Wydawnictwo Agora  2005r.),
tym razem przedstawiając nową artystkę, Agnieszkę Żelewską. Absolwentka Wydziału Malarstwa i Grafiki w Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Gdańsku, zajmuje się ilustracją dla dzieci, fotografią i projektowaniem zabawek. Współpracuje między innymi z czasopismami „Świerszczyk” i „Dziecko”. Obserwujemy ją od kilku lat kibicując jej poszukiwaniom artystycznym (zwłaszcza w „Cukrowym miasteczku” wyd. Bajka
i „Zaczarowanej zagrodzie” Naszej Księgarni).

W 2005 roku Agnieszka Żelewska zaproponowała kolejną rysunkową redakcję Calineczki. Tym razem jednak nie spotkamy charakternych bohaterów o przerysowanych cechach czy atmosfery jak z surrealistycznego snu. Jest za to kolorowo, baśniowo, trochę
po dziecięcemu. Może nie pastelowo i słodko, ale na pewno w łagodniejszej i w weselszej wersji.

 

Tradycyjnie już opinię zostawiamy Czytelnikowi mając nadzieję, że nasz subiektywny wybór dał trochę inspiracji i zachęcił do podjęcia własnych tropów.

Basia i Maria

* w oryginale koax, koax, brekke-ke- kex!, cytat z komedii Arystofanesa „Żaby”
**  cytat za pl.wikipedia.org

Źródła:

Jan Christian Andersen, Calineczka i inne baśnie, tłum. Cecylia Niewiadomska,
Wyd. Zielona Sowa, 2014;
Bogusława Sochańska, Czy potrzebny był nowy przekład baśni Andersena?,
w: Przekładaniec. A Journal of Translation Studies, 2009, nr. 22-23, str. 97-129;
http://czarownice.com/calineczka-motyw- drogi/

Fotografie zaczerpnęłyśmy z własnego archiwum, stron wydawców oraz portalu Allegro.

 

 

Jan Christian Andersen. Calineczka

O BAŁWANIE CHULIGANIE

Choć zima z każdym dniem delikatnie odpuszcza, a krajobraz za oknem robi się coraz bardziej wiosenny, doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że najbielsza z pór roku
nie podda się bez walki. A może właśnie na przekór tej niedopowiedzianej pogodzie
i nieokreślonej zimie na chwilę jeszcze pobawmy się domowym śniegiem
i białym pejzażem?

Stworzenie Bałwana Chuligana to nie tylko cytat z książki „Śnieżne rymy białej zimy” (wydawnictwo Warstwy) i nawiązanie do pierwszego wiersza opublikowanego w tym zimowym tomiku, ale także patent na zabawę, w której można mocno nabałaganić,
a później chaos przetworzyć w dzieło sztuki, w której łączy się pierwiastek aktywności
i ruchu z działaniem plastycznym. Jeśli dodamy do tego kontekst eko i wykorzystywania surowców wtórnych mamy przepis na istne cacko 🙂

Pierwszy raz po kartonowe trójwymiarowe bałwany sięgnęłyśmy przy okazji warsztatów wokół książki „Wesoły Ryjek i zima” znakomitego duetu Widłak – Żelewska (zobacz tutaj) opublikowanej przez wydawnictwo Media Rodzina. Baza to wycięte i sklejone grube kartony o dowolnej wysokości:

Bałwan 09

A reszta to już kwestia naszej wyobraźni i chęci. Na warsztatach braliśmy do ręki kartki papieru – głównie białe, najczęściej zadrukowane – z tzw. odzysku. Najpierw tworzyliśmy
z nich śnieżki, po skończonej bitwie obkleiliśmy kartonowe formy. Papier można miąć, prostować, drzeć,  ciąć – na cokolwiek mamy ochotę. Do tego klej i nie tylko mamy
z głowy sprzątanie, ale uzyskujemy trójwymiarowy efekt  bardzo przyjemny
i przestrzenny:

Mówiąc o sporej dowolności materiału chciałabym pokazać ten sam pomysł wykorzystany w zimowej zabawie urodzinowej pewnej sympatycznej pięciolatki. Artyści byli ciut starsi, więc i efekt nieco inny. Papier uzupełniliśmy o inne surowce – waciki kosmetyczne, syntetyczną watę, fragmenty fizeliny, chusteczki; oczy, nos i guziki robiąc
z papieru piankowego. Jednym słowem wykorzystaliśmy wszelkie tzw. resztki. Bardzo, bardzo nam się ten bałwan spodobał!

Bałwan 01

Na koniec białych impresji polecamy jeszcze zimowy tor przeszkód, w tym absolutny
hit: „lasery” z bawełnianych sznurków elastycznych (w Polsce można je znaleźć
pod nazwą Bobbiny lub KotToOn), także pochodzących z recyklingu.

Bałwan 04

Tyle na zimno. Bo przecież już przedwiośnie i czas szukać innych rozrywek 🙂

Basia

„Wesoły Ryjek i zima”, Wojciech Widłak
ilustracje: Agnieszka Żelewska
Wydawnictwo Media Rodzina, 2015

“Śnieżne rymy białej zimy”, Jerzy Ficowski
ilustracje: Mieczysław Piotrowski
Wydawnictwo Warstwy, 2014

O BAŁWANIE CHULIGANIE

W tej historii jest stale zima…

Długo kazała na siebie czekać. Pani Zima – ze śniegiem, mrozem szczypiącym
w policzki, pękającą pod podeszwami cienką warstwą lodu na kałużach. Od początku
grudnia na naszej książeczkowej półeczce królowały historie o tej porze roku, wypełnione po brzegi białym puchem, czerwonymi nosami i arcyciekawymi opowieściami. Nareszcie nadszedł ten magiczny moment, kiedy odtańczyłyśmy
dziki korowód do piosenki T-Raperów znad Wisły „Kiedy pada śnieg” – w końcu
zima zawitała i do nas, nie tylko na papierze!

Śnieżne 06

A więc tym razem będzie na zimowo. Kilka maleńkich pomysłów – prostych, a jakże
przyjemnych! Zimowo – śniegowo, też nostalgicznie (bo któż z nas w dzieciństwie
nie malował zimowego pejzażu pastą do zębów???). Jeden z nich, bardzo przyjemny,
sensoryczny zaczerpnięty z niezwykłego bloga Dzieciaki w domu (ogromnie polecamy!).
Bałwanek z filuternie przesuniętą czapką i pomarańczowym szaliczkiem w kropeczki
to też nasz domowy wyrób, ale niech jego bogate „wnętrze” pozostanie tajemnicą 😀

W beztroskiej twórczości towarzyszyły nam przepięknie wydane wiersze Jerzego
Ficowskiego zmalowane przez Mieczysława Piotrowskiego – z magiczną urodą najlepszego czasu polskiej ilustracji, swobodą i jednocześnie oszczędnością formy. „Śnieżne rymy białej zimy” to nie tylko radość czerpana z tekstu, ale też z formy graficznej.  Wprawne oko zauważy na zdjęciach zapewne fragment zimowej odsłony przygód Wesołego Ryjka – przemiłego bohatera stworzonego przez Wojciecha
Widłaka, a wyrysowanego przez Agnieszkę Żelewską.

Śnieżne 01

Wszystko zaczęło się od pejzażu zimowego. Jestem miłośniczką robótek na drutach,
bez problemu więc znalazłyśmy z Ulką zapas różnych białych i zimowych włóczek. Macałyśmy faktury, dobierałyśmy grubości i odcienie. Na postać Bałwana-Chuligana świetnie nadało się wypełnienie najtańszej poduszki z Ikei. Ulka z całym zapałem 2,5 latki szybko odkryła, że potrzebne jest „jeszcze coś Mamusiu”. Kropką nad i było tym razem kilka cekinów i śnieżynek doklejonych tu i tam. Taaaak, Ulka szybko się nie poddaje
i zawsze znajdzie miejsce na cekiny lub brokat 🙂

Śnieżne 05

Innego śnieżno-zimowego popołudnia sięgnęłyśmy po wieloletni już sposób
tworzenia pejzażu za pomocą białej pasty do zębów. I tym razem nasz krajobraz
jest tylko z pozoru prosty – składa się na niego rysunek białą i niebieską kredką, następnie grubo nakładana „farba”, która została z kolei wydrapana. Wisienką na torcie było „jeszcze coś Mamusiu” w postaci wyciętego wcześniej bałwanka w otoczeniu
brokatowego pyłu. Różowego – obecnie ukochanego koloru młodej Artystki 🙂

Śnieżne 08

Na koniec końców (a może dopiero początek???) proponujemy niezwykłą zabawę
sensoryczną, na którą przepis znalazłyśmy tu. Jakże miło było poeksperymentować
w domowym zaciszu! Proste, efektowne, a po zabawie z wielką przyjemnością
można wskoczyć do łóżka, zaszyć się pod kołdrą i rozkoszować się zimową lekturą.

Przyjemności!!!

B & U

Ps. Już niebawem nasze DomBajkowe warsztaty z obiema książkami – śledźcie nasz profil
na Facebooku – tam będą jeszcze inne, równie ciekawe zabawy plastyczne!

Śnieżne rymy

„Śnieżne rymy białej zimy”, Jerzy Ficowski
ilustracje: Mieczysław Piotrowski
Wydawnictwo Warstwy, 2014

Wesoly_Ryjek_i_zima

„Wesoły Ryjek i zima”, Wojciech Widłak
ilustracje: Agnieszka Żelewska
Wydawnictwo Media Rodzina, 2015

W tej historii jest stale zima…