Jak nieśmiałek śmiałkiem się staje

Dwoje bohaterów. Jedno z nich nie może żyć bez włóczęgi, przygód, wyzwań, adrenaliny.
Drugie przeciwnie, szczęście odnajduje w domowym zaciszu, oddając się robieniu na
drutach, pielęgnacji roślin doniczkowych, wypiekom.

Odwagi00

Historię typową dla związków męsko-damskich w nowe, kolorowe ramy obejmujące obraz przyjaźni, oprawia Nicola Kinnear, londyńska, zakochana w naturze i folklorze autorka. To jedna z tych opowieści, które przekonują nas, że warto opowiadać na najróżniejsze sposoby o tym, jak ważna jest wiara w przyjaźń, lojalność, w zaufanie do kogoś, kto „umie” inne rzeczy. To „umie” dla tego, który „nie umie” zdaje się być nieosiągalne. Jak długo można pozostawać blisko, w cieniu kogoś, kto jest zdolny do wszystkich tych rzeczy, o których boimy się nawet pomyśleć? Czy ktoś, kogo nie stać na czyny, które przyjacielowi nie sprawiają żadnej trudności, a wręcz przeciwnie – sprawiają największą radość – zasługuje na tę przyjaźń?

 

„Odwagi, zajączku” – to kolejna barwna historia w serii bestsellerów wydawnictwa Amber traktujących o wadze i wyzwaniach przyjaźni. Jedno z bohaterów w pewnym momencie załamuje się kolejną odmową przyjaciela, który nie może wziąć udziału w tym, co proponuje mu towarzyszka – bo się po prostu boi. Tę mizerię mieszaną z poczuciem winy kończy spięcie – wyładowanie, wynikające z mieszaniny żalu, tęsknoty i
rozczarowania.

Zajączek wzmaża się, zaciska ząbki, pakuje do plecaka wszystko, co mu się wydaje, że może go ocalić. Przechodzi przez złowrogi próg dziupli, i podobnie Maciupkowi, postaci stworzonej przez Tove Jansson, stawia czoła swoim największym lękom. Dochodzi do punktu, w którym ratuje swoją „lady tramp”, i przekracza – zdaje się, że już na zawsze – biegun bezpiecznego przywiązania do zamknięcia.

Odwagi01.jpg

Myślę, że każdy zasługuje na przyjaźń, trzeba ją tylko wywołać. A potem o nią dbać, być czujnym, mieć wyobraźnię, i umieć poczekać.

Szczęśliwe przyjaźnie polegają – chyba – na cieszeniu się z tego, co najlepszego Ktoś chce nam podarować z siebie. Nie musi się to nam wydawać na początku najlepsze, najbardziej wartościowe. Ale jest takie od naszego przyjaciela. Dokładnie tak jak awanturnicze przygody Luny i zamknięte w domu ambicje Logana.

Różnice to jedna z pierwszych rzecz, którą wyczuwają między sobą młodzi ludzie. Jakąż przygodą jest robienie z tych nie do zniesienia różnic balona!

Maria

„Odwagi zajączku”, Nicola Kinnear
Seria Przyjazna Łapka
Wydawnictwo Amber

Źródła ilustracji: zasoby własne oraz ze strony wydawcy.

Projekt „Dom Bajek Wciąż Czyta Maludom” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania! #poznanwspiera

Reklamy
Jak nieśmiałek śmiałkiem się staje

Gdzie jesteśmy? “Tutaj jesteśmy”

Oliver Jeffers (w Polsce znany m.in. z „O niezwykłym chłopcu, który pożerał książki”, „Jestem dzieckiem książek”, „O chłopcu, który pływał z piraniami”) narysował i opisał książkę, którą można by nazwać ilustrowanym wstępem do życia na Ziemi.

Here we are – tak w północnej Irlandii zwykle się mawia po wejściu dokądś w towa-rzystwie, w chwili ciszy. Jeffers dedykuje swoją książkę Harlandowi, synkowi, aby mu „pomóc zrozumieć świat”. Są w niej rzeczy, które według autora warto wiedzieć. W wywiadzie dla Guardiana przyznaje, że najpierw myślał o liście do syna, rosnące stosy notatek jednak postanowił zawrzeć w ilustrowanej książce.

„Cześć, maleństwo. Witaj na naszej planecie. Nazywamy ją Ziemią.” Chyba większość rodziców przeżywa niepokój o to, czy sprostają zadaniu objaśnienia świata w całej jego złożoności i prostocie; czy znajdzie właściwe słowa, odniesienia, metafory. Gdyby Jeffers nie został ojcem, jak sam mówi, nie byłby w stanie napisać tej książki. Jest ona swojego rodzaju kompendium wiedzy o świecie – z perspektywy ojca przedstawiającego dziecku, które trzyma na rękach, nie tylko najbliższe otoczenie, ale świat cały.

Tutaj02.jpg

Zaczyna od ogółu, kosmosu – ponieważ wraz z pojawieniem się Harlanda natychmiast doświadczył stanu “mikro i makro”- skupiony na malutkim obiekcie coraz lepiej zdawał sobie sprawę jak przepastna jest rzeczywistość dookoła. Kolejne ilustracje przedstawiają, niczym w biblii, lądy, morza, wreszcie ich mieszkańców. Ambicją Autora nie jest dochodzenie szczegółów, wyhamowuje tam, gdzie, jak się dorosłym wydaje, leży granica dziecięcej zdolności pojmowania.

Krótkie komentarze dopełniają kapitalne, jak zwykle u Jeffersa, ilustracje, z naniesionymi gwiazdozbiorami, podziałem przestrzeni nad ziemią, anatomią człowieka („Dbaj o ciało, bo większość jego części nie odrasta”). Jak każda wypowiedź rodzica, nie jest ona pozbawiona dobrych rad oraz przesłania. Dowiadujemy się zatem co jest naprawdę ważne, żeby przeżyć, jak bardzo różnorodne gatunki zwierząt i rasy ludzi zamieszkują Ziemię. Jak odróżnić dzień od nocy? „Ogólnie jest tak, że kiedy widać słońce, to jest dzień i wtedy robimy różne rzeczy.” Zagadnieniu czasu, który bywa, że płynie leniwie towarzyszy przestroga by dobrze go wykorzystywać, ponieważ często jednak „pędzi jak szalony”.

Tutaj01.jpg

Autor, chcąc nie chcąc, wypowiada się po trochę w imieniu całej ludzkości (mnie samej wobec pierwszego synka wydawało się, że niezbyt zgrabnie występuję w roli tłumacza i przewodnika japońskiego ministra, który nic z tego co plotę nie rozumie, ale uprzejmie się uśmiecha), czyli dotychczasowych mieszkańców Ziemi, która „wygląda na wielką. Ale i nas jest tutaj całe mrowie – dokładna liczba – więc bądź dobry. Dla wszystkich starczy miejsca.”

Opowieść kończy się poruszająco i prawdziwie. Kiedyś, nas, narratorów-rodziców, zabraknie. Ale i na to Autor znajduje radę: „Zawsze możesz spytać kogoś innego. Na Ziemi nigdy nie będziesz sam”

Warto zajrzeć też na ostatnie, pozbawione ilustracji, strony. Na nich opowiadający synkowi o świecie przejęty nową rola i ogromną odpowiedzialnością ojciec cytuje m.in. słowa własnego Taty. Dziękuje również nam, czytelnikom.

Zapraszamy do wspólnego wysłuchania osobistych „wskazówek dla mieszkańca planety Ziemia”, pomóżcie nam rozjaśnić jej tajemnice.

Maria

Oliver Jeffers
Tutaj jesteśmy
Wydawnictwo Zielona Sowa 2018

Źródła ilustracji: zasoby własne, wydawca oraz https://www.theguardian.com.

Projekt „Dom Bajek Wciąż Czyta Maludom” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania! #poznanwspiera

Gdzie jesteśmy? “Tutaj jesteśmy”

Mam tak samo jak ty. Gdacze, mruczy, mówi

Zdecydowanie nieczęsto autorzy książek bardzo dla dorosłych piszą również dla dzieci. Wyróżniony m.in. za debiutancką powieść Nagrodą Goncourt’ów za Une éducation libertine, Jean-Babtiste Del Amo, autor głośnej ostatnio powieści Animalia, weganin i aktywista na rzecz zwierząt wyciągnął ku nam drobną, lecz bardzo mocną wypowiedź – świetną dla dzieci i dorosłych Tak jak ty.

 

Tak jak ty00.jpg

Lektura intryguje od pierwszych stron – nie wiadomo bowiem do końca, kto jest jej nar-ratorem; ikoniczne rysunki znanej z ilustracji np. bestsellerowej trylogii o uczuciach wydawnictwa Entliczek (aut. Astrid Desbordes Miłość, Moja młodsza siostra, Co mi powiedział tata) nie muszą dodawać zbędnego już dramatyzmu historii. Głos przekonuje nas łagodnie do tego, że dzieli z nami doświadczenia, na ilustracjach zaś widoczne jest zawsze dziecko w typowych dla małego człowieka sytuacjach oraz, z drugiej strony, różne rodzaje zwierząt.

Tak jak ty02.jpg

Raz bywam wesoły, a kiedy indziej smutny. Mam swoje uczucia – tak jak ty.
Bardzo nie lubię, kiedy mnie coś boli!

W możliwie najprostszy i najmniej pryncypialny sposób dwoje artystów ustawia nas na wspólnym rodzinnym zdjęciu ze zwierzakami, darowuje nam nowych bliskich. Nic nie każe, tylko wskazuje z delikatnym uśmiechem, że nie jesteśmy sami, że możemy się poro-zumieć, bo mamy z kim. Póki wciąż mamy z kim.

Tak jak ty01.jpg

Zapraszamy do wspólnej lektury na nasze świętomarcińskie podwórko w sobotę 20 lipca.

Maria

Projekt „Dom Bajek Wciąż Czyta Maludom” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania! #poznanwspiera

„Tak jak ty”, Jean-Baptiste Del Amo
ILUSTRACJE: Pauline Martin
wyd. Entliczek

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy oraz ze stron: http://www.theguardian.com i http://www.albin-michel.fr.

 

Mam tak samo jak ty. Gdacze, mruczy, mówi

Guido, Wzmacniacz

Ktoś Inny. Zawsze ich za mało.

Belg, Guido van Genechten to znany w 40 językach autor obrazkowych książek o rze-czach najwstydliwszych – tak, również o kupie (popatrzcie np. na „Wielki konkurs kup”, „Ale kupa! Co masz w pieluszce?”), ale, gdyby kupa nie była dla kogoś jakimś problemem o wielkim formacie, może zainteresuje się innym kłopotem, który często bywa tabu – innością, odstępstwem od większości, czymś, co mylnie czasem zwie się ułomnością.

Genechten

Van Genechten, twórca także serii opowiastek o kochanej przez maluchów Małej Białej Rybce, podobnie jak w „I co teraz?” pochyla się nad odrębnością, której nikt nie ma ocho-ty nazwać wybitną, lecz większość ją wyśmiewa. Rikki, w polskim tłumaczeniu Rikuś, ma jedno ucho klapnięte. Co nie było powodem do wstydu w zacnym świecie naszego Misia Uszatka, w otoczeniu króliczka jest przyczyną wielu przykrości.

 

I teraz: schemat jest taki, że bohater z nie takim uchem próbuje je zakryć, naprostować, dokształcić do uszu reszty. No, żeby nie odstawać, wiadomo. Co jest nowego: chłopacy i dziewczyny królicy, kiedy ostatecznie Rikuś udał się do lekarza (laryngologa chyba…! W życiu bym nie poszła, po traumie wycinania migdałków), i trochę go nie było (mądry doktor zbadał przede wszystkim, czy pacjent słyszy, a jak wygląda ucho – to z doś-wiadczenia podzielił się, że każde inne) – zatem jak już w końcu wrócił Rikuś na pole swojej sromoty, co tam się z niego śmieją – okazało się, że tak naprawdę to za nim tęsknili. Że niby co tam znowu śmiesznego zrobiłeś z uchem (i owszem, były różne próby
naprostowywania i usztywniania z pomocą marchewki czy patyka) – ale w ogóle – dlaczego tak długo cię nie było?

Rikuś02.png

Stąd, od Guido, przyszła mi myśl, że odrębność nie musi być śmieszna, żałosna – to oczywiście zależy od  towarzystwa – ale może jest tak, że jest po prostu atrakcyjna. Że, zwłaszcza gdy zniknie – jej brakuje. Bo na czym budujemy siebie – na zderzeniu z Innym.

Dużo jest książek o okularnikach, pulchniasach, chudeuszach. Nigdy dość. Przypomnijmy sobie siebie lat 10.

Maria

Projekt „Dom Bajek Wciąż Czyta Maludom” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania! #poznanwspiera

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy oraz lubimyczytac.pl.

 

Guido, Wzmacniacz

Houston, nie mamy problemu! O mgławicowej naturze bałaganu na stole

Dawno nie widziałam książki dla maluchów, która tak dobrze łączy w sobie elementy fantastyczne z realistycznymi. Niczym w najporządniejszym komiksie rozpoznajemy elementy zwyczajne, ale te, poprzez sąsiadowanie z nadzwyczajnymi tracą swą swojską jednoznaczność.

Ziemia00

„Ziemia do Jadzi” to dzieło dwóch artystów: Maćka Blaźniaka (założył wydawnictwo i studio graficzne Ładne Halo, współrealizuje projekt Niemapa, w którego poznańskiej części znalazła się Biblioteka Domu Bajek, i owszem, wygrał np. międzynarodowe nagrody Red Dot Design i iF Design) oraz Przemka Liputa, odpowiedzialnego tu za obraz, autora m.in. „Roku w Przedszkolu”, „Kacperka i jego spraw”, masy ilustracji wybieranych przez wydawnictwa edukacyjne, a także grafik i animacji. Szkoda, że nie możemy Wam go pokazać, bo nie znalazłyśmy porządnego zdjęcia.

Co mnie ujmuje w „Ziemi do Jadzi”, to zawrót głowy znany z komiksu czy animacji z czasów, gdy wyprawa w kosmos była trudna do wyobrażenia, a z pewnością nie odegrana jeszcze na różne sposoby w tysiącach filmów science fiction (jak ja to mówię: lubię czasem popatrzeć na kawałek dobrej rakiety). Ale, ale – prawdziwym dostatkiem jest brak wyraźnego „waloru retro”, który nieco, choć jakżeby mistrzowie z lat 50-60-tych nie byli wspaniali, zaczyna we współczesnych ilustracjach
się nudzić.

Nie ma tu fikcji baśniowej, jest inżyniersko-wizjonerska. To nie Gaja mówi do Jadzi, tu dużo jest szczegółów, wiedzy o planetach, budowie rakiet i nawigacji. Na poziomie dziecka, zatem szerszym przynajmniej o jeden wymiar od dorosłego.

Ziemia01

Dzięki ZIEMI wszakże rodzice mogą spróbować w sposób zdrowy poszerzyć swoją percepcję: świeżo spojrzeć na układ przedmiotów leżących na obrusie (weźmy układ nieodpakowanego masła, cukrowego groszku, butelki keczupu, smugi tegoż na talerzu, smartfon, słuchawki). Dodać pilot do telewizora (autopilot), suszarkę (jednostka napędowa), pęk kluczy (układ zapłonowy), latarkę, starożytny cedzak, ekierkę. Nieśmiertelny karton po czymkolwiek (moduł pokładowy).

Ziemia02

Książka dwóch panów jest niegłupia (to tzw. ojcowski komplement, czyli bardzo ważny),
bezpretensjonalna, w skali mikro, a równocześnie z kosmicznym dystansem ciągnie nas za rękę, byśmy potupali za róg szafy. Mnie to wzrusza, bo zabawa w Indian i kowbojów (czy ktoś jeszcze wie, co ciekawego się między nimi działo?) z pomocą sznurka (lasso) i patyka (mustang, taki koń) przynosi zawsze myśli o wolności Hamleta zamkniętego w skorupce orzecha. A jednak jestem bardzo retro – poza tym, że na ilustracjach rozpoznaję Poloneza (taki samochód), popularnego w latach 80-tych ze względu na tworzywo plastikowego jeża-przybornika na kredki, elektroniczny zegarek (mocne komunijne przeżycie), małą konsolę do gry, i kojarzę imię Mirka z generałem, który rzeczywiście poleciał w kosmos, zachwycam się rozumem i wrażliwością, która zbliża ludzi a nie odwraca ku przedmiotom doskonałym, surogatom bliskości.

Zapraszamy na warsztaty w Centrum Inicjatyw Rodzinnych przy Ratajczaka 44 w piątek 10 maja o 16.30. Projekt „Dom Bajek wciąż czyta Maludom” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania – wstęp wolny.

Maria

„Ziemia do Jadzi”, Maciek Blaźniak
Ilustracje Przemek Liput
Wydawnictwo Mamania
Warszawa 2019

Ilustracje pochodzą z zasobów własnych oraz stron: http://www.behance.net i wallbeing.com.

Houston, nie mamy problemu! O mgławicowej naturze bałaganu na stole

Z Kości, Mięsa, Opowieści. Lekcja anatomii [Książkowo DomBajkowo (5)]

Amerykańsko-angielski duet złożył wysoce artystyczny, wszakże – nomen omen – czytelny hołd dla historii literatury dla dzieci i opowieści, przede wszystkim tych, jak przyznał Oliver Jeffers, na których sami się wychowali, czyli angielskim i amerykańskim klasykom. Projekt zajął im niemal 6 lat.

Jestem dzieckiem książek (w oryg. A child of Books) wyiskrzyło z pasji i talentów obu znanych z różnych, docenianych na świecie projektów, artystów. Sam Winston zajmuje się m.in. typografią i pracuje limitowanymi edycjami wydawnictw będących dziełami sztuki, Oliver Jeffers jest malarzem, autorem instalacji i autorskich książek ilustro-wanych.

Jak sami podkreślają, ich książka jest wyrazem podziwu dla wyobraźni, zaproszeniem, by czytelnicy odnaleźli własne głosy i szukali swych indywidualnych i ulubionych historii. Poetycką prozą oraz typograficzną sztuką artyści przekonują, że nie musimy wcale dotrzeć w interior krainy opowieści sami. Postacią główną historii jest dziewczynka, która, przemierzywszy oceany słów postanawia (nabiera odwagi, prze-konania?), by zaprosić znajomego chłopca do podróży. Razem, trochę jak Maks wypływający własnego pokoju do krainy dzikich stworów, udają się z rzeczywistości, z rodzinnych domów, do krainy wyobraźni, fikcji utkanej z wielogłosu rozmaitych autorów.

Dziewczynka zwierza się, że „Niektórzy już zapomnieli, gdzie mieszkam”. Ma na myśli kogoś bliskiego, kto również czyta, ale odwrócony, i jest to gazeta o „ważnych rzeczach, faktach, biznesie, poważnych sprawach”. Moja babcia, która po ciężkich wojennych przeżyciach z dworku musiała przenieść się do pobliskiego miasteczka, w którym została bibliotekarką, gdy zamieszkała z nami, miała zwyczaj czytać moje lektury tuż po mnie. To znaczy po tym, gdy przestała mi je czytać na głos. Obserwowałam ją spod oka, mimowolnie notując przy którym rozdziale się uśmiecha, i gdzieś w głowie i w sercu dalej budowała się między nami relacja oparta na wspólnocie doświadczeń zmyślonych historii. Bardzo ją szanowałam za to, że czyta te dziecinne książki tylko, żeby wiedzieć, kim staje się jej wnuczka.

Jestem01.jpg

Krajobrazy – drogi, góry, chmury, morskie groty, lasy, a nawet stwory, liny i gwiazdy – wszystkie te elementy Sam Winston kunsztownie zbudował z liter składających się na fragmenty klasycznych bajek, na których obaj artyści się wychowali. Wyspa skarbów, Czarnoksiężnik z Oz, Alicja w Krainie Czarów, Piotruś Pan, Podróże Guliwera – stare słowa 42 różnych pisarzy tworzą świeże scenerie, przygody, przeżycia.

Jestem dzieckiem książek to książka mądra i bardzo elegancka, tą tajemniczą, wysoce artystyczną, przez co nieco tajemniczą elegancją najwyższej wartości. Wydawnictwo Tekturka oddało jej wszelkie honory, za co Dom Bajek dziękuje drżąc cośkolwiek w posa-dach z zadowolenia.

Jestem02.jpg

Zapraszamy na warsztaty w Centrum Inicjatyw Rodzinnych przy Ratajczaka 44 w piątek 12-ego kwietnia o 16.30. Projekt „Dom Bajek wciąż czyta Maludom” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania – wstęp wolny. Musicie to zobaczyć!

Maria

Jestem dzieckiem książek
Oliver Jeffers i Sam Winston
Wydawnictwo Tekturka
Lublin 2018

Fotografie zaczerpnęłyśmy z materiałów wydawcy oraz ze stron: http://www.oliverjeffers.com, http://www.iamachildofbooks.com oraz http://www.shelf-awareness.com.

Z Kości, Mięsa, Opowieści. Lekcja anatomii [Książkowo DomBajkowo (5)]

Być niegrzecznym. Przygoda.

Amerykańska przypowieść o niegrzecznym dziecku z 1963 roku.

19 milionów sprzedanych egzemplarzy, a książka kusi głównie obrazkami.

Dzikie00.jpeg

Max, jak wielu małych Amerykanów i Polaków, zachowuje się nieznośnie. Robi krzywdę wystrojowi wnętrza domu, psu, odzywa się tzn. wrzeszczy, obraźliwie do mamy. Ubrany w strój niewinnie białego zwierzaka (w którym wygląda jak niegroźna dzidzia), skazany przez doprowadzoną do ostateczności matkę na pójście do łóżka bez kolacji, wkurzony spaceruje po swoim pokoju. W którym to pokoju nie spotykają go żadne ponure refleksje, raczej fantastyczne warunki do dalszego dzikowania.

Grzeczne dziecko mogłoby się przerazić, a co najmniej zdziwić, lecz nie Max. Jego pokój (bez kolacji) mianowicie zaczyna porastać las. Tu, w warstwie tekstu, zaczyna się prawdziwie piękna poetycka proza, do której lubię wracać, ponieważ słowa niosą coś, czego, zapewne, jako dorosła, nie do końca potrafię przełożyć na konkret.

Dzikie01.jpeg

Tam, dokąd dociera, sami przekonacie się jakim sposobem, spotykają go nadzwyczajnie, choć wcale nie przesadzenie straszne (przynajmniej wobec dzisiejszej wrażliwości), stwory. Naprawdę, warto je zobaczyć. Są to bowiem prześmieszne hybrydy – na dole stópki gęsi, w środku lew, a na górze paszcza z lokami Ludwika XVI-ego. Co się dzieje? Im się wydaje, że są groźne, a tymczasem to Max je sobie podporządkowuje. Do tego stopnia, ze wybierają go na króla. To dopiero nieco potworne, co?

Ukoronowany Max dzikuje w doborowym towarzystwie.

Dzikie02

Co jeszcze potrafi? Potrafi wysłać ich do łóżka. Bez kolacji. Czegóż się uczy bowiem od swoich najbliższych… A potem? A potem sam staje się dorosłym, i czuje się samotny. Stwory nie chcą go wcale ze swojej dzikiej krainy wypuścić – tak fajnie przecież się razem rozrabiało.

a potem pożeglował z powrotem
na drugą stronę roku,
z tygodnia w tydzień,
przez dzień
aż do nocy w swoim własnym pokoju

Max zatem się zmienił. Myślę też, że to, co go spotkało na miejscu, utwierdziło go w tej zmianie.

Sendak01.jpg

Opowiadanie autora tekstu i ilustracji, Maurice’a Sendaka, pochodzącego z żydowskiej rodziny z Polski, kreśli filozoficznie pogłębioną sytuację buntu. Gdy staje się on czymś powszechnie aprobowanym, może się wkrótce znudzić, wtedy – ciekawszą, bardziej złożoną zaczyna się wydawać rzeczywistość, od której się odwróciliśmy. Warto to sprawdzić, choćby czytając „Tam, gdzie żyją dzikie stwory”. Ciekawi jesteśmy,
co o nich pomyślicie.

Maria

Tam, gdzie żyją dzikie stwory
Maurce Sendak
Wydawnictwo Dwie Siostry
Warszawa 2104

Fotografie zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy oraz ze strony http://www.newyorker.com.

Spotkanie z „Dzikimi Stworami” odbędzie się w zaprzyjaźnionej przestrzeni CMOK-a, w ramach projektu „Dom Bajek Wciąż Czyta Maludom”, który dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania. #poznanwspiera

Być niegrzecznym. Przygoda.