Mam tak samo jak ty. Gdacze, mruczy, mówi

Zdecydowanie nieczęsto autorzy książek bardzo dla dorosłych piszą również dla dzieci. Wyróżniony m.in. za debiutancką powieść Nagrodą Goncourt’ów za Une éducation libertine, Jean-Babtiste Del Amo, autor głośnej ostatnio powieści Animalia, weganin i aktywista na rzecz zwierząt wyciągnął ku nam drobną, lecz bardzo mocną wypowiedź – świetną dla dzieci i dorosłych Tak jak ty.

 

Tak jak ty00.jpg

Lektura intryguje od pierwszych stron – nie wiadomo bowiem do końca, kto jest jej nar-ratorem; ikoniczne rysunki znanej z ilustracji np. bestsellerowej trylogii o uczuciach wydawnictwa Entliczek (aut. Astrid Desbordes Miłość, Moja młodsza siostra, Co mi powiedział tata) nie muszą dodawać zbędnego już dramatyzmu historii. Głos przekonuje nas łagodnie do tego, że dzieli z nami doświadczenia, na ilustracjach zaś widoczne jest zawsze dziecko w typowych dla małego człowieka sytuacjach oraz, z drugiej strony, różne rodzaje zwierząt.

Tak jak ty02.jpg

Raz bywam wesoły, a kiedy indziej smutny. Mam swoje uczucia – tak jak ty.
Bardzo nie lubię, kiedy mnie coś boli!

W możliwie najprostszy i najmniej pryncypialny sposób dwoje artystów ustawia nas na wspólnym rodzinnym zdjęciu ze zwierzakami, darowuje nam nowych bliskich. Nic nie każe, tylko wskazuje z delikatnym uśmiechem, że nie jesteśmy sami, że możemy się poro-zumieć, bo mamy z kim. Póki wciąż mamy z kim.

Tak jak ty01.jpg

Zapraszamy do wspólnej lektury na nasze świętomarcińskie podwórko w sobotę 20 lipca.

Maria

Projekt „Dom Bajek Wciąż Czyta Maludom” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania! #poznanwspiera

„Tak jak ty”, Jean-Baptiste Del Amo
ILUSTRACJE: Pauline Martin
wyd. Entliczek

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy oraz ze stron: http://www.theguardian.com i http://www.albin-michel.fr.

 

Reklamy
Mam tak samo jak ty. Gdacze, mruczy, mówi

Guido, Wzmacniacz

Ktoś Inny. Zawsze ich za mało.

Belg, Guido van Genechten to znany w 40 językach autor obrazkowych książek o rze-czach najwstydliwszych – tak, również o kupie (popatrzcie np. na „Wielki konkurs kup”, „Ale kupa! Co masz w pieluszce?”), ale, gdyby kupa nie była dla kogoś jakimś problemem o wielkim formacie, może zainteresuje się innym kłopotem, który często bywa tabu – innością, odstępstwem od większości, czymś, co mylnie czasem zwie się ułomnością.

Genechten

Van Genechten, twórca także serii opowiastek o kochanej przez maluchów Małej Białej Rybce, podobnie jak w „I co teraz?” pochyla się nad odrębnością, której nikt nie ma ocho-ty nazwać wybitną, lecz większość ją wyśmiewa. Rikki, w polskim tłumaczeniu Rikuś, ma jedno ucho klapnięte. Co nie było powodem do wstydu w zacnym świecie naszego Misia Uszatka, w otoczeniu króliczka jest przyczyną wielu przykrości.

 

I teraz: schemat jest taki, że bohater z nie takim uchem próbuje je zakryć, naprostować, dokształcić do uszu reszty. No, żeby nie odstawać, wiadomo. Co jest nowego: chłopacy i dziewczyny królicy, kiedy ostatecznie Rikuś udał się do lekarza (laryngologa chyba…! W życiu bym nie poszła, po traumie wycinania migdałków), i trochę go nie było (mądry doktor zbadał przede wszystkim, czy pacjent słyszy, a jak wygląda ucho – to z doś-wiadczenia podzielił się, że każde inne) – zatem jak już w końcu wrócił Rikuś na pole swojej sromoty, co tam się z niego śmieją – okazało się, że tak naprawdę to za nim tęsknili. Że niby co tam znowu śmiesznego zrobiłeś z uchem (i owszem, były różne próby
naprostowywania i usztywniania z pomocą marchewki czy patyka) – ale w ogóle – dlaczego tak długo cię nie było?

Rikuś02.png

Stąd, od Guido, przyszła mi myśl, że odrębność nie musi być śmieszna, żałosna – to oczywiście zależy od  towarzystwa – ale może jest tak, że jest po prostu atrakcyjna. Że, zwłaszcza gdy zniknie – jej brakuje. Bo na czym budujemy siebie – na zderzeniu z Innym.

Dużo jest książek o okularnikach, pulchniasach, chudeuszach. Nigdy dość. Przypomnijmy sobie siebie lat 10.

Maria

Projekt „Dom Bajek Wciąż Czyta Maludom” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania! #poznanwspiera

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy oraz lubimyczytac.pl.

 

Guido, Wzmacniacz

Houston, nie mamy problemu! O mgławicowej naturze bałaganu na stole

Dawno nie widziałam książki dla maluchów, która tak dobrze łączy w sobie elementy fantastyczne z realistycznymi. Niczym w najporządniejszym komiksie rozpoznajemy elementy zwyczajne, ale te, poprzez sąsiadowanie z nadzwyczajnymi tracą swą swojską jednoznaczność.

Ziemia00

„Ziemia do Jadzi” to dzieło dwóch artystów: Maćka Blaźniaka (założył wydawnictwo i studio graficzne Ładne Halo, współrealizuje projekt Niemapa, w którego poznańskiej części znalazła się Biblioteka Domu Bajek, i owszem, wygrał np. międzynarodowe nagrody Red Dot Design i iF Design) oraz Przemka Liputa, odpowiedzialnego tu za obraz, autora m.in. „Roku w Przedszkolu”, „Kacperka i jego spraw”, masy ilustracji wybieranych przez wydawnictwa edukacyjne, a także grafik i animacji. Szkoda, że nie możemy Wam go pokazać, bo nie znalazłyśmy porządnego zdjęcia.

Co mnie ujmuje w „Ziemi do Jadzi”, to zawrót głowy znany z komiksu czy animacji z czasów, gdy wyprawa w kosmos była trudna do wyobrażenia, a z pewnością nie odegrana jeszcze na różne sposoby w tysiącach filmów science fiction (jak ja to mówię: lubię czasem popatrzeć na kawałek dobrej rakiety). Ale, ale – prawdziwym dostatkiem jest brak wyraźnego „waloru retro”, który nieco, choć jakżeby mistrzowie z lat 50-60-tych nie byli wspaniali, zaczyna we współczesnych ilustracjach
się nudzić.

Nie ma tu fikcji baśniowej, jest inżyniersko-wizjonerska. To nie Gaja mówi do Jadzi, tu dużo jest szczegółów, wiedzy o planetach, budowie rakiet i nawigacji. Na poziomie dziecka, zatem szerszym przynajmniej o jeden wymiar od dorosłego.

Ziemia01

Dzięki ZIEMI wszakże rodzice mogą spróbować w sposób zdrowy poszerzyć swoją percepcję: świeżo spojrzeć na układ przedmiotów leżących na obrusie (weźmy układ nieodpakowanego masła, cukrowego groszku, butelki keczupu, smugi tegoż na talerzu, smartfon, słuchawki). Dodać pilot do telewizora (autopilot), suszarkę (jednostka napędowa), pęk kluczy (układ zapłonowy), latarkę, starożytny cedzak, ekierkę. Nieśmiertelny karton po czymkolwiek (moduł pokładowy).

Ziemia02

Książka dwóch panów jest niegłupia (to tzw. ojcowski komplement, czyli bardzo ważny),
bezpretensjonalna, w skali mikro, a równocześnie z kosmicznym dystansem ciągnie nas za rękę, byśmy potupali za róg szafy. Mnie to wzrusza, bo zabawa w Indian i kowbojów (czy ktoś jeszcze wie, co ciekawego się między nimi działo?) z pomocą sznurka (lasso) i patyka (mustang, taki koń) przynosi zawsze myśli o wolności Hamleta zamkniętego w skorupce orzecha. A jednak jestem bardzo retro – poza tym, że na ilustracjach rozpoznaję Poloneza (taki samochód), popularnego w latach 80-tych ze względu na tworzywo plastikowego jeża-przybornika na kredki, elektroniczny zegarek (mocne komunijne przeżycie), małą konsolę do gry, i kojarzę imię Mirka z generałem, który rzeczywiście poleciał w kosmos, zachwycam się rozumem i wrażliwością, która zbliża ludzi a nie odwraca ku przedmiotom doskonałym, surogatom bliskości.

Zapraszamy na warsztaty w Centrum Inicjatyw Rodzinnych przy Ratajczaka 44 w piątek 10 maja o 16.30. Projekt „Dom Bajek wciąż czyta Maludom” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania – wstęp wolny.

Maria

„Ziemia do Jadzi”, Maciek Blaźniak
Ilustracje Przemek Liput
Wydawnictwo Mamania
Warszawa 2019

Ilustracje pochodzą z zasobów własnych oraz stron: http://www.behance.net i wallbeing.com.

Houston, nie mamy problemu! O mgławicowej naturze bałaganu na stole

Z Kości, Mięsa, Opowieści. Lekcja anatomii [Książkowo DomBajkowo (5)]

Amerykańsko-angielski duet złożył wysoce artystyczny, wszakże – nomen omen – czytelny hołd dla historii literatury dla dzieci i opowieści, przede wszystkim tych, jak przyznał Oliver Jeffers, na których sami się wychowali, czyli angielskim i amerykańskim klasykom. Projekt zajął im niemal 6 lat.

Jestem dzieckiem książek (w oryg. A child of Books) wyiskrzyło z pasji i talentów obu znanych z różnych, docenianych na świecie projektów, artystów. Sam Winston zajmuje się m.in. typografią i pracuje limitowanymi edycjami wydawnictw będących dziełami sztuki, Oliver Jeffers jest malarzem, autorem instalacji i autorskich książek ilustro-wanych.

Jak sami podkreślają, ich książka jest wyrazem podziwu dla wyobraźni, zaproszeniem, by czytelnicy odnaleźli własne głosy i szukali swych indywidualnych i ulubionych historii. Poetycką prozą oraz typograficzną sztuką artyści przekonują, że nie musimy wcale dotrzeć w interior krainy opowieści sami. Postacią główną historii jest dziewczynka, która, przemierzywszy oceany słów postanawia (nabiera odwagi, prze-konania?), by zaprosić znajomego chłopca do podróży. Razem, trochę jak Maks wypływający własnego pokoju do krainy dzikich stworów, udają się z rzeczywistości, z rodzinnych domów, do krainy wyobraźni, fikcji utkanej z wielogłosu rozmaitych autorów.

Dziewczynka zwierza się, że „Niektórzy już zapomnieli, gdzie mieszkam”. Ma na myśli kogoś bliskiego, kto również czyta, ale odwrócony, i jest to gazeta o „ważnych rzeczach, faktach, biznesie, poważnych sprawach”. Moja babcia, która po ciężkich wojennych przeżyciach z dworku musiała przenieść się do pobliskiego miasteczka, w którym została bibliotekarką, gdy zamieszkała z nami, miała zwyczaj czytać moje lektury tuż po mnie. To znaczy po tym, gdy przestała mi je czytać na głos. Obserwowałam ją spod oka, mimowolnie notując przy którym rozdziale się uśmiecha, i gdzieś w głowie i w sercu dalej budowała się między nami relacja oparta na wspólnocie doświadczeń zmyślonych historii. Bardzo ją szanowałam za to, że czyta te dziecinne książki tylko, żeby wiedzieć, kim staje się jej wnuczka.

Jestem01.jpg

Krajobrazy – drogi, góry, chmury, morskie groty, lasy, a nawet stwory, liny i gwiazdy – wszystkie te elementy Sam Winston kunsztownie zbudował z liter składających się na fragmenty klasycznych bajek, na których obaj artyści się wychowali. Wyspa skarbów, Czarnoksiężnik z Oz, Alicja w Krainie Czarów, Piotruś Pan, Podróże Guliwera – stare słowa 42 różnych pisarzy tworzą świeże scenerie, przygody, przeżycia.

Jestem dzieckiem książek to książka mądra i bardzo elegancka, tą tajemniczą, wysoce artystyczną, przez co nieco tajemniczą elegancją najwyższej wartości. Wydawnictwo Tekturka oddało jej wszelkie honory, za co Dom Bajek dziękuje drżąc cośkolwiek w posa-dach z zadowolenia.

Jestem02.jpg

Zapraszamy na warsztaty w Centrum Inicjatyw Rodzinnych przy Ratajczaka 44 w piątek 12-ego kwietnia o 16.30. Projekt „Dom Bajek wciąż czyta Maludom” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania – wstęp wolny. Musicie to zobaczyć!

Maria

Jestem dzieckiem książek
Oliver Jeffers i Sam Winston
Wydawnictwo Tekturka
Lublin 2018

Fotografie zaczerpnęłyśmy z materiałów wydawcy oraz ze stron: http://www.oliverjeffers.com, http://www.iamachildofbooks.com oraz http://www.shelf-awareness.com.

Z Kości, Mięsa, Opowieści. Lekcja anatomii [Książkowo DomBajkowo (5)]

Być niegrzecznym. Przygoda.

Amerykańska przypowieść o niegrzecznym dziecku z 1963 roku.

19 milionów sprzedanych egzemplarzy, a książka kusi głównie obrazkami.

Dzikie00.jpeg

Max, jak wielu małych Amerykanów i Polaków, zachowuje się nieznośnie. Robi krzywdę wystrojowi wnętrza domu, psu, odzywa się tzn. wrzeszczy, obraźliwie do mamy. Ubrany w strój niewinnie białego zwierzaka (w którym wygląda jak niegroźna dzidzia), skazany przez doprowadzoną do ostateczności matkę na pójście do łóżka bez kolacji, wkurzony spaceruje po swoim pokoju. W którym to pokoju nie spotykają go żadne ponure refleksje, raczej fantastyczne warunki do dalszego dzikowania.

Grzeczne dziecko mogłoby się przerazić, a co najmniej zdziwić, lecz nie Max. Jego pokój (bez kolacji) mianowicie zaczyna porastać las. Tu, w warstwie tekstu, zaczyna się prawdziwie piękna poetycka proza, do której lubię wracać, ponieważ słowa niosą coś, czego, zapewne, jako dorosła, nie do końca potrafię przełożyć na konkret.

Dzikie01.jpeg

Tam, dokąd dociera, sami przekonacie się jakim sposobem, spotykają go nadzwyczajnie, choć wcale nie przesadzenie straszne (przynajmniej wobec dzisiejszej wrażliwości), stwory. Naprawdę, warto je zobaczyć. Są to bowiem prześmieszne hybrydy – na dole stópki gęsi, w środku lew, a na górze paszcza z lokami Ludwika XVI-ego. Co się dzieje? Im się wydaje, że są groźne, a tymczasem to Max je sobie podporządkowuje. Do tego stopnia, ze wybierają go na króla. To dopiero nieco potworne, co?

Ukoronowany Max dzikuje w doborowym towarzystwie.

Dzikie02

Co jeszcze potrafi? Potrafi wysłać ich do łóżka. Bez kolacji. Czegóż się uczy bowiem od swoich najbliższych… A potem? A potem sam staje się dorosłym, i czuje się samotny. Stwory nie chcą go wcale ze swojej dzikiej krainy wypuścić – tak fajnie przecież się razem rozrabiało.

a potem pożeglował z powrotem
na drugą stronę roku,
z tygodnia w tydzień,
przez dzień
aż do nocy w swoim własnym pokoju

Max zatem się zmienił. Myślę też, że to, co go spotkało na miejscu, utwierdziło go w tej zmianie.

Sendak01.jpg

Opowiadanie autora tekstu i ilustracji, Maurice’a Sendaka, pochodzącego z żydowskiej rodziny z Polski, kreśli filozoficznie pogłębioną sytuację buntu. Gdy staje się on czymś powszechnie aprobowanym, może się wkrótce znudzić, wtedy – ciekawszą, bardziej złożoną zaczyna się wydawać rzeczywistość, od której się odwróciliśmy. Warto to sprawdzić, choćby czytając „Tam, gdzie żyją dzikie stwory”. Ciekawi jesteśmy,
co o nich pomyślicie.

Maria

Tam, gdzie żyją dzikie stwory
Maurce Sendak
Wydawnictwo Dwie Siostry
Warszawa 2104

Fotografie zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy oraz ze strony http://www.newyorker.com.

Spotkanie z „Dzikimi Stworami” odbędzie się w zaprzyjaźnionej przestrzeni CMOK-a, w ramach projektu „Dom Bajek Wciąż Czyta Maludom”, który dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania. #poznanwspiera

Być niegrzecznym. Przygoda.

Małpiszon na skalę swoich czasów, czyli „Dzielna małpka” Marty Altés na drugim letnim spotkaniu z cyklu „Święty Marcin Czyta Dzieciom”

O, jakże mój znajomy trzylatek chciałby pozostać „Babo” (tak od niemowlęctwa jest zwany przez wzgląd na swoje podobieństwa do bohatera literackiego trylogii Evy Susso
i Benjamina Chaude’a; Babo tam zwykle płacze, paćka i puszcza bąki). Jedną z rozlicz-nych zalet swojego wieku i rozmiaru jest to, że nie może daleko chodzić. Bo ma małe nóżki. I, doprawdy, trudno mu wyjaśnić, że dorastanie ma też pewne plusy.

Altes01

Zawiłe to tłumaczenie w naprawdę pomysłowy i ujmujący sposób rozjaśnia uznana hiszpańska pisarka i ilustratorka, Maria Altés. W Polsce możemy raczyć się jeszcze jednym, równie przewrotnym, mądrym i zabawnym opowiadaniem „Nie!” (Wyd. Adamada, tlum. Jacek Dehnel).

Wychodząc od uniwersalnego problemu „za” – za młody, za stary, za gruby, za chudy,
za kolorowy, za szary, dochodzimy do dziecięcego kłopotu z niedopasowaniem do skali opiekunów i starszych kolegów. Wiadomo, że młodsze rodzeństwo rzadko kiedy jest
na równi atrakcyjne towarzysko co rówieśnicy – często, odsunięte, zostaje na lodzie,
bo starsi nie chcą się z nim bawić. W przebarwnie, ale czytelnie zilustrowanym opo-wiadaniu o dzielnej małpce, mała bohaterka zaczyna czuć się „za”. Nie może czegoś dosięgnąć, dojrzeć, przejść przez głębszą wodę, wleźć wysoko na palmę żeby dostać najlepsze banany – słowem, wciąż coś ją omija. Aż wreszcie.

Aż wreszcie, jakkolwiek podejrzanie to nie brzmi, bierze się na odwagę, i wyrusza
po wielką przygodę. I, rzecz jasna, zgodnie z zasadami logiki – jest ona naprawdę nadzwyczajna na miarę kogoś małego, co więcej – wyjątkowa i niedostępna innym,
czyli większym. Kogo bowiem uniesie cienka gałąź prowadząca do słodkich owoców? Kogo zachwycą imponujące wzory motylich skrzydeł, misterna architektura pajęczych sieci?

Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma? Kiedyś znajdę szczęście? A może trzeba przestać
się porównywać i przyjrzeć się światu we własnej skali, bo może właśnie tu i teraz jest całkiem nieźle?

Małpa w kąpieli,
Fredrę podejmuje Bogucka

W kieszonkowej (choć w twardych oprawach, niczym wykwintne czekolady) serii Dwóch Sióstr 10 lat temu ukazał się klasyczny bajkowy poemacik Aleksandra Hrabiego Fredry. Spotkanie figlarza dramatopisarza i współczesnej mistrzyni ilustracji dla dzieci dało nadzwyczajny efekt, który Dom Bajek również postara się dla Was przywołać w najbliższą niedzielę.

No i tu ta „małpa”, a przynajmniej tak mi się w mej wrednej naturze zawsze wydawało, nabiera konotacji nieco grubego epitetu wymierzanego w próżną damę (dlatego tak się przywiązałam do rzeczownika uniwersalnego rodzaju „małpiszon”). No bo dlaczego jak małpa – to musi być głupia, śmieszna, żenująca?

Jako śmieszek Fredro broni się doskonale, Katarzyna Bogucka ustawia go na miejscu
i dzisiaj. Będzie teatralnie, śmiesznie i znowu z przesłaniem. Jak to w obejściu Domu Bajek bywa. Zapraszamy w niedzielę 15 lipca o godz. 11.30 na drugie letnie spotkanie.

Maria

Dzielna Małpka, Marta Altés, tłumaczenie: Marta Bręgiel-Pant
Wyd. Tako, 2018

Małpa w kąpieli, Aleksander Fredro, ilustracje: Marta Bogucka
Wyd. Dwie Siostry, 2008

Projekt „Święty Marcin Czyta Dzieciom: Lato w mieście” dofinansowano w ramach Centrum Regrantingowego Inicjatyw Lokalnych Poznań 2018 ze środków budżetowych Miasta Poznania. Operatorem Centrum Inicjatyw Lokalnych Regrantingowe jest Wielkopolska Sieć Organizacji Pozarządowych „Działamy Razem” i Stowarzyszenie Instytut Zachodni.

Fotorelacja z pierwszego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców, zasobów własnych oraz ze stron: http://www.myredpalette.com, http://www.culture.pl oraz http://surochow.vizz.pl.

 

Małpiszon na skalę swoich czasów, czyli „Dzielna małpka” Marty Altés na drugim letnim spotkaniu z cyklu „Święty Marcin Czyta Dzieciom”