Jan Christian Andersen zwany Królem Danii. Bajkopisarz z ogromnym nosem do porywających opowieści

Co roku 2 kwietnia – w rocznicę urodzin jednego z największych baśniopisarzy –
Hansa Christiana Andersena – na całym świecie świętowany jest Międzynarodowy
Dzień Książek dla Dzieci. Wydarzenie ustanowiono w celu promowania literatury i grafiki dziecięcej oraz inspirowania najmłodszych czytelników do sięgania po książki. Każdego roku Międzynarodowa Izba ds. Książek dla Młodych (IBBY) powołuje kraj, który zostaje gospodarzem Dnia Książki dla Dzieci. Jego zadaniem jest zaprojektowanie i rozesłanie do innych krajów plakatu ze specjalnym przesłaniem dla czytelników – w tym roku
ten przywilej otrzymała Rosja.

MDKDD 2017

My tymczasem świętujemy tu – DomBajkowo – między innymi proponując Wam
cykl artykułów o Panu Andersenie. Na początek kilka słów Marysi o niezwykle ciekawej historii tego wyjątkowego pisarza. Wkrótce pojawią się teksty o konkretnych tytułach. Miłej lektury!

Syn praczki i szewca, urodził się 2 kwietnia 1805r. w starym mieście Odense, na wyspie Fionii, zwanej Ogrodem Danii. W świat ludowych baśni wprowadziła go ukochana babcia, z którą Hans bywał w przytułku dla chorych; tam zajmowała się ogrodem,
i tam trafił później jego chory psychicznie, zajmujący się m.in. tworzeniem niezwykłych rzeźb, dziadek. Ojciec czytywał synkowi baśnie La Fontaine’a, robił wycinanki z papieru, po nim “hose” zdawał się odziedziczyć marzycielski charakter i melancholię.

Andersen zastrzegał, że jego baśnie to pudełka: dzieci oglądają opakowanie, a dorośli mają zajrzeć do wnętrza. Trudno mu było pogodzić się z tym, że jego baśnie z początku uznawano za dzieła dla dzieci, bez głębszego sensu. Choć zrazu sam nie ich nie traktował poważnie, raczej na marginesie pisarstwa dla dorosłych, to właśnie one przyniosły mu wielkie uznanie i rozgłos.

Przypomnijmy sobie drobny ułamek ze 156 baśni, które nam pozostawił (wg alfabetu):

Brzydkie kaczątko
Calineczka
Dzielny ołowiany żołnierz
Dziewczynka z zapałkami
Królowa śniegu
Księżniczka na ziarnku grochu
Mała syrenka
Nowe szaty cesarza
Ole Zmruż-oczko
Pastereczka i kominiarczyk

Pierwszy zbiór baśni ukazał się w Kopenhadze w 1835r., a ponieważ wydawane
w kolejnych latach kolejne tomy cieszyły się wielkim powodzeniem, ostatni zbiór opublikowano na dwa lata przed śmiercią pisarza, w 1872r.

Pod pewnymi względami jego życie przypominało bajkę – o ubóstwie w domu Andersenów świadczy wspomnienie pisarza, że po narodzinach spał na łóżku
rodziców, zrobionym z katafalku, na którym wcześniej spoczywała trumna
szlachcica. Nie bawił się z rówieśnikami.

Ulubionym miejscem chłopca był maleńki ogród warzywny matki:

Z kuchenki można było po drabinie wydostać się na strych, gdzie w rynnie,
która łączyła nasz dom z domem sąsiada, znajdowały się skrzynie z ziemią.
Rosła tu marchew, szczypiorek i pietruszka, cały ogród mojej matki.

Podobny opis znalazł się w Królowej Śniegu. Zaś tytułowa Dziewczynka z zapałkami przypomina matkę Andersena, która w dzieciństwie musiała żebrać. Hans szybko
stracił ojca, który zmarł w wyniku ran odniesionych w wojnie napoleońskiej; wraz
z matką, kobietą niepiśmienną i o nienajlepszej reputacji, oraz ojczymem, wkrótce potem przenosi się do stolicy, w której uczęszcza do szkoły baletowej. Dzięki swej wytrwałości pisarz zdobył stypendium królewskie i które umożliwiło mu dalsza naukę
w szkole, a potem studia na wydziale filozofii uniwersytetu w Kopenhadze. Niestety, mimo wielkiej pasji do teatru, nie udało mu się zrobić kariery w teatrze. Nie odniósł sukcesu ani jako aktor, ani dramatopisarz, a po mutacji stracił też wysoki sopran,
który zaczął już przynosić mu uznanie.

Andersen04.jpg

Baśnie “króla Danii” zapoczątkowały nowoczesna literaturę dziecięca i przyczyniły
się do narodzin pedagogiki, pierwsze ich wszakże wydania napotkały na surową krytykę: zarzucano im brak wartości wychowawczej i zbyt swobodny styl, zbliżony do potocznej mowy. Próżno szukać u Andersena czarodziejów, czy innych tajemniczych, bajkowych bohaterów, pisał:

Każda postać jest wzięta z życia, każda, ani jedna nie została wymyślona.
Znam i znałem
je wszystkie.

Pisali wtedy o Andersenie: “Beztalencie, pyszałek, próżność go rozsadza, chytry
na zaszczyty, zły patriota. Dzieci podobno zgoła nienawidzi, a taki skąpy, że nawet
żenić się nie chce. A poza tym nienormalny, dziwadło po prostu. Cała postawa, wyraz twarzy i choćby te potworne nogi zdradzają wyraźnie, że to prostak z Funen.”

Pisarz dużo podróżował po Europie, Azji Mniejszej i Afryce, opisując swoje wrażenia
z wypraw w książkach podróżniczych. Jego baśnie trafiły w daleki świat i tam, przetłu-maczone dotąd na ponad 80 języków znalazły uznanie, to stamtąd przyszła
do pisarza sława. Z czasem przycichli też złośliwi krytycy, a cała Dania zaczęła
Andersena czcić i otaczać opieką.

Andersen02

Syn szewca i praczki, w młodości bezlitośnie wyśmiewany przez rówieśników za swój wygląd, był później przyjmowany przez królów i książąt jako honorowy gość, przyjaźnił się z wieloma wybitnymi ludźmi swoich czasów: Karolem Dickensem, Honoriuszem Balzakiem, Henrykiem Ibsenem, SØrenem Kierkegaardem, rzeźbiarzem Bertelem Thorvaldsenem, szwedzką śpiewaczką Jenny Lind, oraz innymi autorami bajek – braćmi Grimm. W 1851 w wyrazie uznania dla wiedzy i zasług Andersena przyznano mu tytuł profesora, a w 1874 tytuł radcy.

W 1956r. powstała międzynarodowa nagroda dla najwybitniejszych twórców literatury dla dzieci – Medal im. Hansa Christiana Andersena, przyznawany co dwa lata przez IBBY, a także Lista Honorowa im. H.C. Andersena, na której umieszczane są najlepsze książki dla dzieci i młodzieży.

Maria

Polecamy lekturę uzupełniającą:
http://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/990288,Hans-Christian-Andersen-%E2%80%93-krol-bajek

Źródła:

http://www.ibby.org
http://www.instytutksiazki.pl
http://hca.museum.odense.dk
wikipedia.org
bajecznie.eu
http://www.book.hipopotamstudio.pl

 

Reklamy
Jan Christian Andersen zwany Królem Danii. Bajkopisarz z ogromnym nosem do porywających opowieści

Nie od razu Czerwonego Kapturka napisano. Jak nie zostałam przerobiona na bananową kaszkę i dlaczego pamiętam pewne opowieści

 

“Wersja nie dla dzieci!”
“Dzieciństwo zadrżało w posadach” (z bloga “Zaczytana Mama”)

“W XXI wieku rodzice starają się dostarczać dzieciom przyjemnych treści, kolorowych
i edukacyjnych. Po bajkach stworzonych przez Gabrielę Mistral z pewnością większość
z nich miałaby w nocy koszmary.”

“Gabriela Mistral urodziła się pod koniec XIX wieku, i myślę, że tam właśnie jej twórczość należałoby pozostawić.”
“Po co im (dzieciom) psuć dzieciństwo? A mówiąc o rysunkach – są ohydne.”
(blog “Mercy in Your Eyes”)

 

Historia o Czerwonym Kapturku jest zaiste tak znacząca i żywotna, że spisano niesłychanie wiele jej wersji. Drugiego kwietnia w Domu Bajek chcemy Wam przed-
stawić niezwykłe ujęcie opowieści autorstwa chilijskiej noblistki, Gabrieli Mistral.
I tak jak jest ona zjawiskowa literacko i graficznie, tak dalece też odbiega od najbardziej popularnych współcześnie opracowań, w których w koszyczku miast wina jest malinowy soczek, a wilk, po odkrztuszeniu niewiast, skruszony, udaje się do ZOO.

Nie, nie będziemy 2-5- latkom czytać wszystkiego, nie myślimy epatować drastycz-
nymi szczegółami, bo niby po co? Żeby kogoś przestraszyć i zniechęcić do książek
bez kreskówkowych ilustracji? Żeby już nikt do nas nie przyszedł? Skupimy
się na ich wrażeniach, na rozmowie o emocjach, na tym, jak według nich historia ciekawej świata dziewczynki mogłaby się skończyć. Piękna, soczysta trzynastozgłos-
kowa fraza rzeczywiście działa hipnotyzująco i silnie oddziałuje na zmysły. Paloma
Valdivia, również chilijska, współczesna, wielokrotnie nagradzana artystka opatrzyła “Kapturka”niezrównanymi, równie sugestywnymi ilustracjami. Tłumaczenie polskiej poetki, Krystyny Rodowskiej, to prawdziwy literacki rarytas.Książka została wielokrot-
nie doceniona, m.in. nagrodą miasta Santiago 2013, Bologna Ragazzi Award 2014
czy Best Book Design 2014. Ale czy dobrze robimy proponując Wam bajkę pod takim napięciem?

04 czerwony

“Czerwony Kapturek” wydany przez Naszą Ksiegarnię w 2017r. kończy się tak,
jak w najwcześniejszej znanej drukowanej wersji baśni autorstwa Charlesa Perrault’a
z 1697r. Oświeceniowa wersja miała cel przede wszystkim moralizatorski – zatem
wnuczka i babcia zostają pożarte przez wilka, i kropka. Wtedy skierowane do młodych dziewcząt przesłanie brzmiało:

“Morał stąd płynie – proszę słuchać,
urocze, wdzięczne me dziewuszki
– że obcych ludzi pogaduszki
należy puszczać mimo ucha.
(…) Radzę wam zapamiętać,
że jest podstępny wilk niektóry:
ukrywa wilcze swe pazury,
by słodkim słówkiem zwieść dziewczęta.
Ani go poznać! Mina święta tkliwie,
łagodnie patrzy w oczy,
za panną uliczkami kroczy
przymilny, słodki jak cukierek.
Lecz wierzcie: to wilczysko szczere!”

(tłum. Hanna Januszewska)

[Chaperon – męskie (głównie) nakrycie głowy, znane w Europie od pocz. XIVw.,
tu przedstawione w obrazach autorstwa Roberta Campina (1435) i Jana van Eycka (1433). Le petit chaperon rouge to baśniowy “Czerwony Kapturek” Charlesa Perrault’a.]

Przytrzymajmy się myśli o pożeraniu, rozpłatywaniu trzewi i faszerowaniu kamieniami. Motyw pożarcia, a potem wydostawania się z brzucha pojawia się już w Biblii i mitologii. Jonasz bez uszczerbku wydostaje się z wnętrza wieloryba, Kronos pożerał własne dzieci, Rea podaje mężowi owinięty w pieluszkę kamień, wynikiem czego chroni przed śmiercią najmłodszego z potomstwa Zeusa. W jednej z opowieści nordyckich Thor, nie chcąc oddać swej żony olbrzymowi Thyrowi, przebiera się za nią; przy spotkaniu olbrzym wykazuje równą Kapturkowi nieufność wobec szczegółów aparycji zatroskanego męża.

W ustnych przekazach o Czerwonym Kapturku, jeszcze przed XVIIw., wilk nie był zawsze sobą, zastępował go ogr lub wilkołak, przy czym pojawiał się też wątek, Państwo uważają, kanibalizmu. Brzmi niedobrze? Tako rzecze Wikipedia:

“Wilk w tych wersjach zwykle pozostawia krew i mięso babci Kapturkowi do zjedzenia.
Dziewczynka nieświadomie zjada własną babcię, choć tajemnicze głosy próbują
ją przed tym przestrzec. Wilk prosi też dziewczynkę, aby zebrała ubrania babci i wrzu-
ciła je do ognia. W niektórych wersjach wilk zjada Kapturka, zwabiwszy ją uprzednio
do łóżka babci i na tym opowieść się kończy.”

W XIXw. za ułożenie fabuły baśni zabrali się niezawodni uczeni bracia Wilhelm i Jacob Grimm. Pierwsza część bazuje na wersji Perrault’a, w drugiej pojawia się szczęśliwe zakończenie – w domku babci pojawia się myśliwy, przeprowadza coś w rodzaju operacji, uwalnia ofiary, po czym ładuje wilkowi do brzucha kamienie, i zaszywa
go na powrót. Dziki zwierz próbuje ucieczki, pada jednak martwy pod ciężarem
ładunku.

Jest jeszcze część druga, moim zdaniem, bardziej publicystyczno – dydaktyczna:
bardziej doświadczona już dziewczynka spotyka na drodze innego wilka; nie ulega
jego namowom, lecz idzie prosto do babci. Obie zamykają się w domu i nie wpusz-
czają wilka, ten zaś przyczaja się na dachu chatki. Kapturek za radą babci wylewa wywar z ugotowanej kiełbasy do koryta przed domem, a skuszony zapachem wilk ześlizguje
się z dachu i tonie w korycie. Czyż to, proszę Szanownego Państwa, nie trąci szarzyzną?

W swej dwudziestowiecznej, równie fantastycznej, rymowanej wersji, Jan Brzechwa
(w ilustracji do tego tekstu w redakcji plastycznej Danuty Imielskiej – Gebethner,
wyd. Czytelnik 1963 r.) pozbawił bajkę scen drastycznych, skrząca się dowcipem
i pełna staroświeckiego czaru opowieść jednak w żadnym razie nie cuchnie srogim dydaktyzmem – polecam zwłaszcza genialnie odegraną wersję z muzyką skomponowaną przez Mieczysława Janicza. Sama jej pasjami słuchałam, do dziś pamiętam narrację Ireny Kwiatkowskiej, Barbary Krafftówny głosik Kapturka, i sowizdrzalsko – straszny głos Władysława Hańczy w roli wilka (posłuchaj).

Tradycyjnie, rzecz jasna, baśń miała pełnić przede wszystkim funkcję przestrogi. Przestrzegać dzieci przed dzikimi zwierzętami, uczyć, by nie zagłębiać się samotnie
w las, unikać zagrożeń czających się w świecie zewnętrznym. Element grozy, często przejaskrawiony, miał wywrzeć na młodych słuchaczach jak najsilniejsze wrażenie,
i rzeczoną przestrogę utrwalić. Z drugiej strony, antropologowie kultury widzą
w opowieści o Kapturku historię o słońcu i cyklach natury. Dziewczynka może symbolizować jasne słońce, które zostaje pochłonięte przez ciemną noc (wilka),
a wydobycie Kapturka z brzucha bestii to ponowny świt. Inaczej: po zimie nastę-
puje wiosna, zmieniają się pory roku.

Co Wy na to, by pominąć już w tym miejscu freudowskie interpretacje psychoanalityczne, o Kapturku jako o historii przedstawiającej dojrzewanie
i przedwczesne pobudzenie seksualne? Destrukcyjną i gwałtowną naturę mężczyzny
(id, reprezentowane przez wilka) oraz jego opiekuńcze skłonności (ego i superego -myśliwy)? Dla mnie są to motywy niezwykle ciekawe, i na pewno sięgnę do dzieła amerykańskiego psychoanalityka, psychiatry i pedagoga, Bruno Bettelheima:
Cudowne i pożyteczne: o znaczeniach i wartości baśni.

Do spostrzeżeń Bettelheima odnosi się Magdalena Nowak w tekście “Bajki, które leczą”*, że jeżeli dzieci wielokrotnie wracają do tej samej opowieści, to znaczy, iż zawiera ona takie elementy, których potrzebują, zmagając się z sytuacją stresową. Synek koleżanki autorki tekstu lubił słuchać historii do pewnego momentu, i na dany sygnał czytający przerywał, a on dopowiadał własna wersję. “Aż pewnego wieczoru pozwolił tacie przeczytać do końca. Był już na tyle dojrzały emocjonalnie, że pomimo smutku dopuścił do siebie treść bajki.”

Dobrze jest, gdy czytanie zakończy się rozmową, która rozładuje emocjonalne napięcie. Nie ma innej metody na pogodzenie się z sytuacjami przykrymi, niż omówienie ich.

02 czerwony

A to inny wyimek tegoż artykułu, w który wierzymy jako gosposie Domu Bajek:

“Wiadomo, że czytanie dzieciom wpływa na ich rozwój mowy, dostarcza informacji
o świecie. Czytając spędzamy miło czas z naszymi maluchami. Ale nieprawdą jest,
że bajki muszą być wesołe i muszą mieć szczęśliwe zakończenie. Bajki mają czemuś służyć – rozwojowi emocjonalnemu dziecka. Na co dzień dziecko spotyka się z sytu-
acjami, gdy dzieje się niesprawiedliwość, gdy umiera jego bliski lub ukochane zwierzę. Rodzice nie są w stanie uchronić go od takich sytuacji, ale mogą je na nie jakoś przygotować. I właśnie bajki robią to za nich. Dzięki swojej wrażliwości dziecko przez płacz wyraża swoje emocje. Przecież dorośli też płaczą, i nie jest to nic niewłaściwego. Czytając pokazujemy dziecku, że istnieją sytuacje smutne, trudne. Kontakt z bajkami,
w których jest smutek czy strach, przygotowuje je do normalnego życia. Uczy radzenia sobie z własnymi emocjami.”

Zatem nie, nie chodzi nam o straszenie kogokolwiek i pozostawianie z nieuporząd-
kowanymi uczuciami. Z “Czerwonego Kapturka” można zrobić np.miniaturową sztukę
w wykonaniu dzieci, które uwielbiają wcielać się w role, jednak to już zadanie
dla starszaków.

Z dzieciństwa pamiętam, jak Babcia czytała mi wersję, w której Czerwony Kapturek
niósł w koszyczku wino. Wiedziałam już, że nie jest to napój dla dzieci, i ogólnie
coś w nim jest trefnego. Wyraziłam więc swój niepokój i zdumienie, że jak to – wino? Chorej babci? Moja własna zaś Babcia, zresztą powojenna bibliotekarka, wyjaśniła
mi zaraz bez cienia zakłopotania, że niegdyś wino uważano za znakomity środek wzmacniający. Acha, odrzekłam. Szkoda, że dziś mało kto ma szansę opowiadać dzieciom takie prawdziwe historie.

Na koniec tej nieco przydługiej gawędy chciałabym się podzielić słowami samej autorki książki – urodzonej w wysokich, niedostępnych Andach poetki, dyplomatki i działaczki oświatowej, Gabrieli Mistral:

„My, dorośli, na wiele potrzebnych nam rzeczy możemy poczekać. Dziecko
nie może. Właśnie teraz formują się jego kości, tworzy krew, rozwija umysł.
Nie możemy
mu powiedzieć: jutro. Jego imię brzmi dzisiaj.”**

Zaufajcie nam i przyłączcie się do nas – czekamy 2. kwietnia w Domu Bajek
przy ul. Lodowej 6. Odwagi! Będzie jak zwykle, obiecujemy, wesoło.

Do zobaczenia!

Maria

* Magdalena Nowak, Bajki, które leczą
http://kobieta.onet.pl/dziecko/male-dziecko/bajki-ktore-lecza/57w45
(dostęp z dnia 22.03.2017)
**https://pl.wikiquote.org/wiki/Gabriela_Mistral (dostęp z dnia 22.03.2017)

Ilustracje i cytaty zaczerpnęłyśmy ze stron
http://nk.com.pl
http://madebybibi.blogspot.com
http://www.zaczytanamama.pl
https://pabloaez.wordpress.com
https://www.nationalgallery.org.uk
Wikipedia

===

“Czerwony Kapturek” Gabriela Mistral
Przekład: Krystyna Rodowska
Ilustracje: Paloma Valdivia
Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2017r.

Nie od razu Czerwonego Kapturka napisano. Jak nie zostałam przerobiona na bananową kaszkę i dlaczego pamiętam pewne opowieści

DZIECI KORZENI. Magiczna bukolika o tym, jak to naprawdę się dzieje, że przychodzi wiosna.

 

Bukolika to zwykle liryczny (czyli, m.in., wysoce zmetaforyzowany) utwór poetycki, przedstawiający w sposób zidealizowany uroki życia wiejskiego; sielanka, pastorałka. Historia napisana przez Sibille von Olfers, niemiecką nauczycielkę rysunków i autorkę

9 słynnych książek dla dzieci, ma właśnie wszelkie cechy idylli. I to takiej, która w samych Niemczech doczekała się 80 wydań! A piękna Sybilla von Olfers żyła niestety tylko 34 lata.

01

“Dzieci korzeni” były z założenia picturebookiem, “to jest całościową koncepcją,
gdzie określony tekst współgra z ilustracjami (jest ich doobrazowaniem, jak to kiedyś
ładnie ujęła mistrzyni picturebooków, Joanna Chmielewska), wzajemnie się dopełniając
i tworząc nierozerwalną całość, i tak właśnie tę książkę należało i należy czytać”.*

Nie trzeba specjalnie tłumaczyć, że lubimy na warsztatach Domu Bajek proponować Wam tę formę literacko-plastyczną – możemy wtedy bowiem dużo gadać z dziećmi,
no i same. Chwała autorom i równocześnie zdolnym ilustratorom oraz polskim wydawnictwom za to, że umożliwiają dorosłym ten sposób nawiązywania kontaktu
z tajemniczymi istotami, zwanymi łopatologicznie dziećmi.

Otóż tytułowe dzieci korzeni, chociaż Sybille opisała je w wieku secesji, wydają
się być doskonałym wcieleniem romantycznej wizji dziecka, jako istoty tajemniczej,
mającej kontakt z istotami pozaziemskimi. Artyści sentymentalni często obdarzali maluczkich przerastającą możliwości nawet najbardziej niezwykłych postaci ze świata dorosłych, poetycką misją – taką jak np. zmazanie win bliskich dzięki swej nadprzy-rodzonej łączności z krainą cieni, czy też do owej krainy ich przeprowadzenie. Należy
też pamiętać, że Romantycy nierzadko odnosili się do rzeczywistości bez specjalnego entuzjazmu, oskarżając ją o niepozwalanie dzieciom by te były sobą, odbieranie
im beztroski i niewinności (tak, tak, Adam Mickiewicz widział to jeszcze inaczej: dzieciństwo bez obowiązków i cierpień stało się w II części Dziadów powodem
ich przekleństwa).

07

Uff. Nie będziemy Was troskać tymi wizjami, bo też wcale nie tak posępna (a wręcz przeciwnie) jest rola, którą spełniają bohaterowie tej obrazkowej opowieści. 10 pełnych znaczeń, obdarzonych niezwykłą urodą i urokiem obrazków, wraz z esencjonalnym, oszczędnym poematem, opowiada o tym jakim cudem jest wiosna, i jak ważną rolę
w jej pojawieniu się odgrywają dzieci.

Oto, jak opowiada o tej zadziwiającej historii przywoływana już przeze mnie Paulina Zaborek:

“Lektura „Dzieci korzeni” oferuje swobodne i niespieszne zanurzanie się w świat częściowo realny, częściowo fantastyczny. Z jednej strony, znajome widoki – pola,
łąki, drzewa, majaczące w oddali zabudowania jakiejś wioski ze strzelistą wieżą kościoła na tle pochmurnego nieba, a w gąszczu traw żuki, biedronki, chrząszcze. Z drugiej
zaś, rzeczy tajemnicze – długie poskręcane korzenie drzew, tworzące pod powierzchnią
ziemi kręte korytarze, a wśród nich krzątające się z werwą małe istoty, które bardzo
są do siebie podobne, wszystkie mają jasne włosy i słodkie dziecinne buzie. Gdy je widzimy pierwszy raz, właśnie budzą się z zimowego snu. Już za chwilę na polecenie Matki Ziemi zaczną przebierać się z brunatnych piżamek w kolorowe koszulinki, które muszą sobie wcześniej uszyć, by tym wesołym akcentem przywitać nachodzącą wiosnę.”

Opublikowane przez oficynę “Przygotowalnia” dzieło Sibille von Olfers czyni lekturę
tym bardziej niezwykłą, iż wydano ją w sposób wierny oryginałowi z 1906r., co dziś oznacza przecież nie lada przeżycie. W księgarniach spotyka się sporo pięknych, starannie przygotowanych książek traktujących o zjawiskowości przyrody w sposób mniej bajkowy a bardziej dosłowny, takich jak np. Rozmaite inwentarze roślin i zwierząt, botanica czy animalia. W “Domu Bajek” chcemy  spotkać się z Wami i z fenomenem zmiany pór roku pozostawiając miejsce zdziwieniu; pozwólmy dzieciom razem spojrzeć beztrosko na “tak piękne okoliczności przyrody… i niepowtarzalne”.

 

“Dzieci korzeni”
Sybille von Olfers
Tłum. Marta Woszczak
Wydawnictwo Przygotowalnia, Kraków 2016

* Znowu nadchodzi wiosna. “Dzieci korzeni” Sybille von Olfers, Paulina Zaborek, Tygodnik internetowy “KulturaLiberalna”,http://kulturaliberalna.pl/2016/03/15/paulina-zaborek-recenzja-dzieci-korzeni-sibylle-von-olfer-kl-dzieciom/, data odsłony: 14.03.2017r.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron:
https://annabranford.com
https://alchetron.com
http://www.amazon.com
http://www.ryms.pl

 

 

 

DZIECI KORZENI. Magiczna bukolika o tym, jak to naprawdę się dzieje, że przychodzi wiosna.