W pogoni za czajnikiem idealnym. Wielkie jest piękne, lecz czy na pewno tego potrzebujemy?

Otóż mamy do czynienia z prawdziwą bajką, napisaną i zilustrowaną przez pewną Japonkę mieszkająca w Paryżu. Opowieść toczy się tak, jak lubię, to znaczy otwiera
się i zamyka tajemnicą. Pośrodku też niezbyt oczywiście, pośrodku jest jak we śnie.

 

Akcja toczy się od jednej absurdalnej, czyli doskonale bajkowej, literackiej sceny do drugiej i kolejnej, po prostu w książce o trywialnym, zdałoby się, tytule „Czajniczek”
drogie czajniki mijają dinozaury, krety prowadzące podziemne hotele, pałace cesa-
rzy japońskich, roboty, olbrzymy i bezrobotni.

02Czajniczek

Bajka ma również morał, który odczytuję następująco: że chociaż nie jest łatwo dziś znaleźć rzecz odpowiadającą naszym indywidualnym potrzebom, bo wszystko zdaje
się krzyczeć: „jestem najpiękniejszy, najdroższy i największy, musisz mnie chcieć!”, podejmując pewien trud, i z pomocą czasem ludzi z większymi od naszych kłopotami, uda nam się odszukać rzecz dla nas idealną. Tak bywa nie tylko z przedmiotami, prawda?

01Czajniczek

Książka opublikowana przez wydawnictwo Dragon swym ogromnym formatem ogarnia świat po horyzont, jednak zbijające z tropu (czytelne) ilustracje nie przytłaczają ogro-
mem szczegółów ani nie wymagają szczególnej wyobraźni w konkretyzowaniu smug, plam czy geometrycznych figur. Dla mnie jest to książka właściwa w tym rozumieniu,
że dorosły czytelnik może wiele skorzystać wsłuchując się w interpretację młodszego. Życie w takich chwilach, gdy w podróży przez lekturę możemy się trzymać za ręce, ponieważ potrzebujemy towarzysza by pomógł nam zrozumieć świat, staje się, jak sądzę, piękne.

03Czajniczek.JPG

Zapraszamy na przedostatnie spotkanie literacko-plastyczne na naszym dombajkowym podwórku. Będą też różne intrygujące mgły, zapachy i trochę paprajstwa, przyjdźcie
do nas!

Maria

Czajniczek, Etsuko Watanabe
Wydawnictwo Dragon 2016

Projekt „Święty Marcin Czyta Dzieciom: Lato w mieście” dofinansowano w ramach Centrum Regrantingowego Inicjatyw Lokalnych Poznań 2018 ze środków budże-
towych Miasta Poznania. Operatorem Centrum Inicjatyw Lokalnych Regrantingowe
jest Wielkopolska Sieć Organizacji Pozarządowych „Działamy Razem” i Stowarzy-
szenie Instytut Zachodni.

Fotorelacja z czwartego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców, zasobów własnych oraz ze strony http://www.babelio.com.

W pogoni za czajnikiem idealnym. Wielkie jest piękne, lecz czy na pewno tego potrzebujemy?

Dobry jest zły. Zachary pokaże, jak dobrze się złościć

W języku polskim mamy problem z opisywaniem negatywnych emocji „Co się dzieje?” „Nic. Jestem zły.” No i masz ci los, mimo, że mowa o stanie uczuć, gotowiśmy wdruko-
wać sobie przekonanie, że mamy podły charakter i nie plamimy się dobrymi uczynkami. Ale powiedzieć o sobie podczas ataku złości – jestem zdenerwowany? Rozzłoszczony? Wzburzony? Gniewny? Trudno wyartykułować.

Złość01.jpg

No cóż, podczas kolejnego jubla na podwórku Biblioteki Domu Bajek, będziemy czytać powiastkę o dość trudnym (to eufemizm) zajączku. Mały ten malkontent bardzo łatwo się denerwował, z przyczyn, które być może uznawał za w pełni obiektywne: a to, że woda była za ciepła, albo za zimna, że świeciło słońce, albo było pochmurno, kojarzycie? Zostaliście kiedyś ogłuszeni zawodzeniem, że pokroiliście kanapkę na cztery, a nie trzy kawałki? Albo, że ryż leży obok surówki? Że to wy otworzyliście drzwi? Ekhm, hmm.

Nie lubimy. Ja nie w każdym razie nie przepadam, bo co czuję? Czuję bezradność.
Co czuje obrażony na kolor majtów dzieciak? Nie mam pojęcia, bo skąd.

Przyjaciele Zajączka o solidnej fizjognomii i malutkim naburmuszonym pyszczku też nie wiedzą, co się dzieje z ich towarzyszem. Ale ponieważ przeczuwają, że jest nie bardzo szczęśliwy, próbują mu, każdy na swój sposób, pomóc. Hipnozą, medytacją, kwiatami, rozmową, medytacją. Co przynosiło efekty przeciwne, patrząc z boku, nawet komiczne. Przyjaciele wszakże, ponieważ dobrze im się obmyślało razem różne rzeczy, nie mieli ochoty się poddać. Skonstruowali coś kapitalnego, i zostawili przed drzwiami Zacharego.

To coś rozjuszyło naszego bohatera tak bardzo, iż tylko przez pewien przypadek (odległość), trująca para wreszcie go opuściła, i historia znalazła krzepiący finał.
Ciekawe, dlaczego Zajączkowi było tak źle, czego naprawdę chciał?
Ciekawe, skąd wiadomo, że Wy się złościcie.

Złość to bardzo ciekawa rzecz; czego w niej nie widać, i czym się objawia. Będzie
się działo, że tak powiem. I jeszcze: zajrzyjcie na stronę Autorki, córki dwojga
mistrzów karate, artystki o nadzwyczajnej historii i takimż talencie. Poszukajcie
też innych jej, pięknie wydanych w Polsce książek.

Maria

Wielka złość małego zajączka/The Big Anger of a Little Hare
Monika Filipina
Agencja Wydawnicza Ezop, 2017

Projekt „Święty Marcin Czyta Dzieciom: Lato w mieście” dofinansowano w ramach Centrum Regrantingowego Inicjatyw Lokalnych Poznań 2018 ze środków budże-
towych Miasta Poznania. Operatorem Centrum Inicjatyw Lokalnych Regrantingowe
jest Wielkopolska Sieć Organizacji Pozarządowych „Działamy Razem” i Stowarzy-
szenie Instytut Zachodni.

Fotorelacja z drugiego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców, zasobów własnych oraz ze strony http://www.monikafilipina.com.

Dobry jest zły. Zachary pokaże, jak dobrze się złościć

Małpiszon na skalę swoich czasów, czyli „Dzielna małpka” Marty Altés na drugim letnim spotkaniu z cyklu „Święty Marcin Czyta Dzieciom”

O, jakże mój znajomy trzylatek chciałby pozostać „Babo” (tak od niemowlęctwa jest zwany przez wzgląd na swoje podobieństwa do bohatera literackiego trylogii Evy Susso
i Benjamina Chaude’a; Babo tam zwykle płacze, paćka i puszcza bąki). Jedną z rozlicz-nych zalet swojego wieku i rozmiaru jest to, że nie może daleko chodzić. Bo ma małe nóżki. I, doprawdy, trudno mu wyjaśnić, że dorastanie ma też pewne plusy.

Altes01

Zawiłe to tłumaczenie w naprawdę pomysłowy i ujmujący sposób rozjaśnia uznana hiszpańska pisarka i ilustratorka, Maria Altés. W Polsce możemy raczyć się jeszcze jednym, równie przewrotnym, mądrym i zabawnym opowiadaniem „Nie!” (Wyd. Adamada, tlum. Jacek Dehnel).

Wychodząc od uniwersalnego problemu „za” – za młody, za stary, za gruby, za chudy,
za kolorowy, za szary, dochodzimy do dziecięcego kłopotu z niedopasowaniem do skali opiekunów i starszych kolegów. Wiadomo, że młodsze rodzeństwo rzadko kiedy jest
na równi atrakcyjne towarzysko co rówieśnicy – często, odsunięte, zostaje na lodzie,
bo starsi nie chcą się z nim bawić. W przebarwnie, ale czytelnie zilustrowanym opo-wiadaniu o dzielnej małpce, mała bohaterka zaczyna czuć się „za”. Nie może czegoś dosięgnąć, dojrzeć, przejść przez głębszą wodę, wleźć wysoko na palmę żeby dostać najlepsze banany – słowem, wciąż coś ją omija. Aż wreszcie.

Aż wreszcie, jakkolwiek podejrzanie to nie brzmi, bierze się na odwagę, i wyrusza
po wielką przygodę. I, rzecz jasna, zgodnie z zasadami logiki – jest ona naprawdę nadzwyczajna na miarę kogoś małego, co więcej – wyjątkowa i niedostępna innym,
czyli większym. Kogo bowiem uniesie cienka gałąź prowadząca do słodkich owoców? Kogo zachwycą imponujące wzory motylich skrzydeł, misterna architektura pajęczych sieci?

Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma? Kiedyś znajdę szczęście? A może trzeba przestać
się porównywać i przyjrzeć się światu we własnej skali, bo może właśnie tu i teraz jest całkiem nieźle?

Małpa w kąpieli,
Fredrę podejmuje Bogucka

W kieszonkowej (choć w twardych oprawach, niczym wykwintne czekolady) serii Dwóch Sióstr 10 lat temu ukazał się klasyczny bajkowy poemacik Aleksandra Hrabiego Fredry. Spotkanie figlarza dramatopisarza i współczesnej mistrzyni ilustracji dla dzieci dało nadzwyczajny efekt, który Dom Bajek również postara się dla Was przywołać w najbliższą niedzielę.

No i tu ta „małpa”, a przynajmniej tak mi się w mej wrednej naturze zawsze wydawało, nabiera konotacji nieco grubego epitetu wymierzanego w próżną damę (dlatego tak się przywiązałam do rzeczownika uniwersalnego rodzaju „małpiszon”). No bo dlaczego jak małpa – to musi być głupia, śmieszna, żenująca?

Jako śmieszek Fredro broni się doskonale, Katarzyna Bogucka ustawia go na miejscu
i dzisiaj. Będzie teatralnie, śmiesznie i znowu z przesłaniem. Jak to w obejściu Domu Bajek bywa. Zapraszamy w niedzielę 15 lipca o godz. 11.30 na drugie letnie spotkanie.

Maria

Dzielna Małpka, Marta Altés, tłumaczenie: Marta Bręgiel-Pant
Wyd. Tako, 2018

Małpa w kąpieli, Aleksander Fredro, ilustracje: Marta Bogucka
Wyd. Dwie Siostry, 2008

Projekt „Święty Marcin Czyta Dzieciom: Lato w mieście” dofinansowano w ramach Centrum Regrantingowego Inicjatyw Lokalnych Poznań 2018 ze środków budżetowych Miasta Poznania. Operatorem Centrum Inicjatyw Lokalnych Regrantingowe jest Wielkopolska Sieć Organizacji Pozarządowych „Działamy Razem” i Stowarzyszenie Instytut Zachodni.

Fotorelacja z pierwszego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców, zasobów własnych oraz ze stron: http://www.myredpalette.com, http://www.culture.pl oraz http://surochow.vizz.pl.

 

Małpiszon na skalę swoich czasów, czyli „Dzielna małpka” Marty Altés na drugim letnim spotkaniu z cyklu „Święty Marcin Czyta Dzieciom”

Żyć jak Pettson z Findusem, czyli zostań honorowym gościem w krainie dzieci

Wreszcie, ach wreszcie mogę napisać o serii, którą osobiście lubię szczególnie
– w poniedziałek 13 listopada spotykamy się bowiem w galerii JAK by poczytać sobie pierwszą część sagi o „Staruszku Pettsonie” i jego kocie o bezpretensjonalnym imieniu Findus, nadanym mu na cześć opakowania z nazwą zielonego groszku, w którym przyniosła go samotnikowi poczciwa sąsiadka, Beda Andersson.

Findus01

Sven Nordqvist zrobił tu dla nas więcej niż w serii o Mamie Mu i Panu Wronie – napisał również tekst pierwszego i kolejnych tomów serii przygód dwójki oryginalnych postaci. Kiedy do mojego domu przychodzą dzieci, a ja próbuję przed ich rodzicami robić jakieś hokus pokus, że niby mam porządek i świeże ciastka, wrzucam młodszym gościom
w ręce książki z ilustracjami Nordqvista – powiadam Wam, że choć nie chodzi w nich
o wyszukiwanie, zabawy przy nich tyle, co dorosły ma przy poznawaniu różnych planów
na płótnach Hieronima Boscha czy familii Breughlów. No i przy tym zjawiskowy w swojej szczegółowości, i jakże, moim zdaniem, trafnie opisujący świat dzieciństwa surrealizm – w tym tomie np. zwieszający smętnie szyję młotek z zagraconej półki, mrówki ustawione w kolejce na przystanku metra w kamieniach przy fundamentach domu, rynna zatkana potężnym korkiem, kury i ich herbatki, czy bliżej nikomu nieznane mukle.

Finus02.jpg

Imaginarium tym bardziej ciekawe, że towarzyszące opisowi życia samotnego, nieco,
jak to się mówi, zdziwaczałego, szwedzkiego staruszka, do którego podobieństwa sam autor wcale się nie wypiera; sam bowiem do niedawna mieszkał wraz z rodziną w takimż domu na wsi – z drewutnią, kurnikiem, i kto wie czym opisanym na kartach jego książek jeszcze. Ten Nordqvist, dziś 71-letni, zdaje mi się być zresztą niezwykłym osobnikiem, jako że coraz bardziej brakuje mi ludzi odpowiednio do siebie zdystansowanych (skrócona charakterystyka bohatera – Pettson: nieco kwękający, łatwowierny minimalista, wielkoduszny i poczciwy). W ogóle poetyka tej serii architekta, rysownika
i autora, jest raczej daleka od wzniosłości, panuje tu raczej ujmująca przyziemność , której to niektóre elementy po prostu wznoszą się dzięki wyobraźni kochanego Pana Nordqvista bardzo wysoko.

 

Z Findusa zaś jest kawał spryciarza, wszelako i on ma swoje słabości, nad którymi
i zupełnie małe dzieci mogą zatriumfować: np. wierzy, że gdy zasadzi słynne szwedzkie klopsiki, wyrosną tak jak ziemniaki (nie ten tom). Kot jest raczej mocniejszy w pyszczku niż w nogach, będą go więc świetnie rozumieli ci, co zdjęciami swoich pupili próbują oddać różne swe refleksje; Findus jest po prostu bardzo mocnym charakterem i należy się z nim liczyć, nawet z tym, że może się wyprowadzić (znów, nie w tym tomie).

Parę bohaterów uzupełniają, proszę Państwa, kury („ale były takie nieobliczalne”),
i kilkoro sąsiadów, którzy wszakże nie bardzo są w stanie objąć kolorowe horyzonty Pettsona i Findusa; tak czy inaczej wszystkie opowiadania są o zupełnie codziennych problemach i dorosłych (jak np.: zapominalstwo, lenistwo jesienne, samoużalanie
się, etc.) i dzieci (rodzące święte oburzenie niedowiarstwo dorosłych, trudny do pojęcia postulat, by światem rządziły oświeceniowe reguły racjonalizmu).

„Kiedy mały Findus się zgubił” to jedna z tych opowieści, których lubimy słuchać wielokrotnie, by jeszcze raz zadrżeć z sensacji. To mówiący Kot w zielonych spodniach
w paski prosi swego przyjaciela, by ten opowiedział mu ją jeszcze raz, i jeszcze raz –
bo choć tak przerażająca (któż mógł przypuszczać bowiem, że stwór na kształt borsuka nie jest zimnym rzeźnikiem?), jakże dobrze się kończy.

Findus zatem się gubi, dzieci świetnie rozumieją w czym rzecz, sprawę pomagają rozwiązać wszystkim trudne do wytropienia mukle, świat bohaterów serii rozświetla
się i zagęszcza, niespodziewane czynniki zaczynają sprzyjać; mnie w każdym razie nic przed sięgnięciem po kolejne tomy nie powstrzymuje. Co sprawdzić i Wam polecam, najłatwiej – o 17-ej w ten poniedziałek listopadowy, w galerii na podwórku Biblioteki Domu Bajek.

Maria

„Kiedy mały Findus się zgubił”, Sven Nordqvist
Wydawnictwo Media Rodzina

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawcy oraz encrypted-tbn0.gstatic.com oraz mamaczyta.pl.

„Święty Marcin czyta dzieciom”  organizowane jest dzięki dofinansowaniu Miasta Poznania.

Żyć jak Pettson z Findusem, czyli zostań honorowym gościem w krainie dzieci

Urodziny Uszatka – konkurs plastyczny dla przedszkoli

Uwaga, uwaga!

 

W tym roku celebrujemy wyjątkowe urodziny – Miś Uszatek kończy 60 lat!!!

Z tej okazji zapraszamy przedszkola z Poznania i powiatu poznańskiego do udziału
w konkursie plastycznym.

Zadaniem jest stworzenie grupowej pracy plastycznej związanej z Misiem Jubilatem 🙂
Innymi słowy – niech będzie to odpowiedź na hasło:

MIŚ USZATEK

Technika dowolna, prace w formie fotografii cyfrowej prosimy wysyłać na adres:
dom.bajek.poznan@gmail.com

do 20.00 dnia 10.11.2017.

Wyniki konkursu opublikujemy 15 listopada na naszym profilu na Facebooku.
Tak, by książki dotarły do przedszkoli przed Dniem Pluszowego Misia (25.11.) 🙂

Nagrody :

2 egz. książki

„Miś Uszatek”, Czesław Janczarski, Zbigniew Rychlicki
Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2016

1 egz. książki

„Miś Uszatek. Wybór opowiadań”, Czesław Janczarski, Zbigniew Rychlicki
Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2017

 

Konkurs jest częścią wydarzenia o nazwie „Święty Marcin Czyta Dzieciom: Urodziny Misia Uszatka”, po więcej szczegółów zapraszamy tutaj.

ŚMCD

 

Udział w konkursie wiąże się z akceptacją poniższego regulaminu:

Regulamin konkursu plastycznego dla dzieci organizowanego  okazji Międzynarodowego Dnia Książki Dziecięcej przez Dom Bajek

  1. Organizatorem konkursu jest Dom Bajek w Poznaniu (Fundacja Jak Malowana)
  2. Konkurs rozpoczyna się 26.09.2017 r. i trwać będzie do 10.11.2017 r.
  3. Temat prac konkursowych brzmi:

MIŚ USZATEK

  1. W konkursie mogą brać udział dzieci uczęszczające do przedszkoli na terenie Poznania i powiatu poznańskiego.

Warunki uczestnictwa w konkursie:

  1. Praca konkursowa ma być pracą plastyczną wykonaną techniką dowolną.
  2. Prace przekazane na konkurs muszą być pracami wykonanymi samodzielnie przez dzieci pod kierunkiem nauczyciela.
  3. Grupa przedszkolna wykonuje jedną pracę zbiorową. Placówka może zgłosić
    do konkursu do trzech prac.
  4. Oceny prac dokona specjalne Jury powołane przez Organizatora Konkursu.
  5. Każda praca powinna być opatrzona danymi: imię i nazwisko nauczyciela prowadzącego, wiek autorów pracy, nazwa i dokładny adres placówki, telefon kontaktowy.
  6. Prace należy sfotografować i nadesłać do 10.11.2017 a na adres: dom.bajek.poznan@gmail.com z dopiskiem „konkurs plastyczny” w temacie.
  7. Koordynatorzy konkursu: Anna Maria Brandys, Barbara Górecka, Maria Kiedrowska, Angelika Choczaj.

Wyniki konkursu i nagrody:

  1. Komisja powołana przez Organizatora Konkursu wyłoni spośród
    przekazanych prac laureatów konkursu.
  2. Kryteria oceny prac: samodzielność wykonania pracy, pomysłowość,
    walory artystyczne, materiał użyty do wykonania pracy.
  3. Ogłoszenie wyników nastąpi na profilu facebookowym organizatora,
    a do wszystkich uczestników wysłane zostaną powiadomienia mailowe.
  4. Przedszkola, z którego zostaną wyłonione zwycięskie prace otrzymają nagrody.
  5. Wszystkie placówki uczestniczące w Konkursie otrzymają dyplomy w formie elektronicznej z podziękowaniem za wzięcie udziału w Konkursie. Przedszkola  nagrodzone i wyróżnione otrzymają dyplomy drukowane.
  6. Prace nie spełniające wymogów regulaminowych, nie będą brały udziału
    w konkursie.
  7. Dane osobowe uczestników pozyskane są wyłącznie do celów konkursu
    i nie będą udostępnione podmiotom trzecim.

Uwagi:

  1. Przekazując prace na konkurs, uczestnik zgadza się na umieszczenie pracy
    na stronie www, blogu oraz profilu facebookowym Organizatora.
  2. Biorąc udział w konkursie, uczestnik akceptuje jego regulamin.
  3. Dyplomy i nagrody zostaną przesłane pocztą lub przekazane osobiście.

 

ZAPRASZAMY!!!

 

Urodziny Uszatka – konkurs plastyczny dla przedszkoli

Kto klapnięte uszko ma? Z wizytą w odległej krainie dobrych manier i foliowych kałuż

Iluż moich znajomych milczy posępnie na temat 60-latka, bohatera zbiorowej wyobraźni dzieci PRL-u, misia, po którego nikomu nie chciało się sięgnąć, by zabrać do domu ze sklepowej półki? Tych znajomych, już dorosłych, jest wielu. Przyczyną, jak się domyślam, może być mentorski ton spersonifikowanego misia, niezbyt w naszym rozedrganym czasie zrozumiała pogoda ducha i zaradność pochodząca z niewzruszonego przeko-
nania o harmonii zastanego świata. Nie zapominajmy też o jego naiwności, jakże przy-
pominającej stan wiedzy o otoczeniu najmłodszych: miś doświadcza najróżniejszych zderzeń z rzeczywistością, które dorośli mogą traktować protekcjonalnie, dzieci jednak podchodzą do nich jak do czegoś znajomego. Czy można urosnąć po deszczu? Czy warto rozpędzać się przed kałużą w nowej, świetnej koszulce, sprawdzać jak wygląda pociąg tuż przed jego odjazdem?

ŚMCD

Uszatek – a ucho klapnęło misiowi w chwili, gdy osłabła jego wiara, że ktoś go zechce
i zakupi w sklepie z zabawkami – co gorsza ma tendencje do egocentryzmu, często
się przechwala i innych poucza,  zazwyczaj jednak dostaje od świata po uszach i musi przyznać się do błędu. Jak zauważa autorka kapitalnego wstępu do jubileuszowego wydania zbioru opowiadań o Misiu Uszatku (wydawnictwo Nasza Księgarnia 2016), Małgorzata Strękowska-Zaremba, jego przywary nie tylko śmieszą, lecz także stwarzają okazję, żeby „cztero- i pięcioletni malcy poczuli się mądrzejsi i dojrzalsi”. Zresztą domi-
nująca słabość niedźwiadka, skłonność do łakomstwa, winna i dziś służyć rodzicom
do wychowania swych dzieci ku zdrowej żywności.

Męcząca może zdawać się również nieustanna chęć niesienia pomocy; wszelako, Uszatek, nie jest w tym dążeniu odosobniony – w wielu dzisiejszych kreskówkach,
już w czołówce, słychać pieśni o tym by „codziennie pomoc nieść”, i że bohaterka, bodajże Wissper, „pomogła już”.

Kiedy Miś dorasta i idzie do przedszkola predylekcja do wymądrzania się osiąga punkt krytyczny – wydaje się, że wciąż słyszymy jak Uszatek napomina kolegów by wycierali buty, ubrali szaliki czy poznali różnice między pojęciami „dziś”, „wczoraj” i „jutro”. Zara-
zem jednak myli znaczenia innych terminów, miesza mu się w głowie dokładnie tak jak przedszkolakom, które znam, którym byłam sama.

Nim wrócę do fenomenu dobranocek z Uszatkiem, kilka słów poświęcę jeszcze nad-
zwyczajnej książce, będącej antologią zbiorów opowiadań: „Przygody i wędrówki Misia Uszatka” (1960), „Nowi przyjaciele Misa Uszatka”(1963), „Gromadka Misia Uszatka” (1964), „Bajki Misia Uszatka” (1967) oraz „Zaczarowane kółko Misia Uszatka” (1970).

Na samym początku była wszakże nie książka, a dwutygodnik „Miś-przyjaciel najmłod-
szych”, którego pierwszy numer ukazała się 12 lat po wojnie. Czesław Janczarski, poeta
z wołyńskiego dworu, ze względów cenzorskich musiał porzucić tematykę związaną
z kresami i postanowił poświęcić się literaturze dla dzieci, dla których napisał około
80 książek (m.in. „Jak Wojtek został strażakiem”). W 1957 r. Autor Uszatka zostaje re-
daktorem naczelnym „Misia”, w którym redaktorem graficznym był podówczas Zbig-
niew Rychlicki.

Zbigniew Rychlicki, jedyny polski twórca uhonorowany nagrodą IBBY w komitecie im. Hansa Christiana Andersena, zwaną „Małym Noblem” (1982 r.), zilustrował ponad 150 książek, głównie baśni; z jego rysunków pamiętamy również np. słonia Dominika czy Plastusia. Uważał, że książka dla małego odbiorcy „często jest pierwszym salonem sztuki”. Grafik używał koloru, kolażu, jego ilustracje są wesołe, lekkie w treści, jakby
w ciągłym ruchu, do tego komunikatywne i zatrzymujące uwagę dzieci; przynoszą też poczucie bezpieczeństwa. W jubileuszowym zbiorze Naszej Księgarni znalazł się pełen zestaw owych naprawdę wyjątkowych obrazów.

02MiśW literackim świecie Uszatka, choć zewsząd regulowanym wiedzą o zasadach jego działania, życie wydaje się lekkie, a przyroda tajemnicza. Miś jest, jak pisze Małgorzata Strękowska-Zaremba:

Uroczy jak małe dziecko, czasem dziecinnie nieporadny, to zdziwiony światem, to znów zaskoczony przygodą, beztroski, radosny, pewnie kroczący w świat, stropiony lub przejęty
swoją rolą. Zmienia miny, przebiera się w różne stroje i wydaje się w ciągłym ruchu. (…)

Otulone lekkością takich obrazów dziecko wchodzi w wykreowaną przestrzeń bez lęku,
by zachwycić się soczystymi, zdecydowanymi barwami, ornamentyką nawiązująca do folkloru
i przejść do kolażowych widoków łączących postrzępione linie z liniami prostymi, nieregularne kształty z bryłą geometryczną, słowem: światem realnym przefiltrowanym przez magię spojrzenia artysty – mistrza ilustracji.*

00MiśJako, że nie pamiętam z dzieciństwa wydania książkowego przygód Uszatka, muszę przyznać, że niezmiernie zdziwiła mnie objętość opowiadań o misiu; w zasadzie, przy-
zwyczajonej do przeładowanych akcją, jednak szkicowych fabuł współczesnych popu-
larnych bajek, wydały mi się niemal pozbawione pointy, jakby były zaledwie zaczątkiem jakichś historii. Nastroszona nieco i niepewna reakcji moich prywatnych odbiorców zanotowałam wszakże, że słuchają mnie z zainteresowaniem, jednocześnie wpatrując
się intensywnie w towarzyszące każdej historyjce ilustracje. W świecie Uszatka zaprawdę jest coś niebywałego, o czym ja już nie wiem. Tym bardziej wszakże warto zajrzeć do tej, może nieco już archaicznej, jak na nasze dziwne czasy, książki.

Międzynarodowa sława filmowa

Status filmowej gwiazdy zyskał Uszatek wraz z upowszechnieniem 104 odcinków serialu animowanego, produkowanego od 1975 r. przez Studio Małych Form Filmowych Se-
Ma-For w Łodzi. Jeszcze wcześniej powstały dwa filmy o Misiu, który od początku miał szczęście do swoich filmowych twórców. „Niewidzialnymi” byli Janusz Galewicz – jeden
ze scenarzystów i autor piosenki z czołówki i końcówki, Sławomir Grabowski – autor komentarzy, Piotr Hertel – kompozytor muzyki, oraz scenograf i twórca lalek – nieza-
stąpiony Zbigniew Rychlicki. Ostatni z nich – ponieważ w czasie jednego dnia zdjęcio-
wego można było nagrać 10-20 sekund filmu (odcinek trwał ok. 7 minut) z nudów przebierał bohatera kilka razy w trakcie jednego epizodu. Stąd wzięła się nadzwyczajna schludność Misia oraz bogactwo jego garderoby, z  ubraniami na każdy rodzaj pogody, szlafrokami i piżamami, co zresztą dobrze współgrało z charakterem filmowego Misia. Największą sławę zyskał jednak wybitny aktor teatralny i filmowy, Mieczysław Czechowicz, który obdarzył Uszatka niezapomnianym głosem.

Animowany Miś rzeczywiście może konsternować pedanterią, moralizatorstwem (przy-
pomnijmy choćby złote myśli wypowiadane przed snem) czy nawet sztywniactwem. Skąd zatem międzynarodowy triumf piosenki „Misie lubią dzieci, dzieci lubią misie?”

Mgliście, bo mgliście, ale jednak pamiętam te dobranocki z dzieciństwa – końcówki słusznie minionych czasów PRL-u. Lat, w których niezbyt wiele, prócz naprawdę ponu-
rych rzeczy, było stałe, których zimy były ciemne i dość brudne, a wiosny stosunkowo biedne. Wtedy ciągnęło mnie (jak muminkową Bukę) do ciepła bijącego z domków Misia
i jego przyjaciół, a nawet z przedszkola, do którego chodził (moje wydawało mi się raczej posępnym przybytkiem). Uszatek w swej prostocie i pewności siebie był dla mnie rozbrajający i chyba stanowił swego rodzaju antidotum na cienie ówczesnego świata.

Powstrzymałabym się jednak przed umieszczeniem naszego bohatera w kombatanckiej szufladzie **, czym bowiem wytłumaczyć jego niebywałą popularność w takich krajach jak Finlandia, Japonia, obie Ameryki czy Afryka? Serial o przemądrzałym misiu z klapnię-
tym uszkiem stał się jednym z najlepszych produktów eksportowych polskiej kinema-
tografii. W różnych krajach niedźwiadek zyskał nowe imiona, np. Peluchon, Meczko Kle-
pouszko, Medvedek Uhec, Teddy Puschelohrs, L’osset Faluc.

Czy wobec takiego pluszowego fenomenu warto pozostać obojętnym?

03Miś

Jeśli nie znacie jeszcze odpowiedzi, przyprowadźcie dzieciaki na DomBajkowe warsztaty (wstęp bezpłatny), które poprowadzimy dla wszystkich ciekawych w piątek 29-ego września przy ul. Święty Marcin – o 15-ej w siedzibie Stowarzyszenia Łazęga Poznańska (ul. Św. Marcin 75), oraz o 16-ej w galerii Jak (św. Marcin 37). Będziemy, jak zwykle, czytać
i majstrować wokół bohatera spotkania. Zrobimy jakieś przygody!

Maria

Wydarzenie „ŚWIĘTY MARCIN CZYTA DZIECIOM – URODZINY USZATKA” organizowane jest dzięki dofinansowaniu Miasta Poznania, data jest datą szczególną: Ogólnopolski Dzień Głośnego Czytania obchodzony jest 29 września w całym kraju.

„Miś Uszatek”, Czesław Janczarski, Zbigniew Rychlicki
Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2016

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców, zasobów własnych oraz ze stron:
papierowemysli.pl, biznesistyl.pl, ckis.kalisz.pl, wspolczesny.pl oraz film.onet.pl

* „Miś Uszatek”, Czesław Janczarski, il. Zbigniew Rychlicki, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2016; s. 14.

** Zdarzyło się jednak kilka antysystemowych wybryków związanych z Uszatkiem: fragment, w którym zwierzaki parodiują I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka („Pomożecie Prosiaczkowi?” „ Pomożemy!”) rzecz jasna został zdjęty przez cenzurę; wiarygodność czasopisma „Miś” poświadczyli studenci protestujący w Marcu’68, skandując „Tylko Miś nie kłamie!”, a w stanie wojennym numer, w którym zamiesz-
czono instruktaż wykonania domowej drukarki z ziemniaka lub ze szpulki, błyskawicznie zniknął z kiosków (wskazówki zilustrował Bohdan Butenko). Więcej anegdot można poznać zaglądając do wstępu najnowszego zbioru historii Misia Uszatka.

 

Kto klapnięte uszko ma? Z wizytą w odległej krainie dobrych manier i foliowych kałuż

A tymczasem w Paryżu… Tym razem sobie NIE POCZYTAMY.

Tym razem nie, bo w najbliższą, i zarazem ostatnią, sobotę naszego podwórkowego cyklu wakacyjnego „Święty Marcin Czyta Dzieciom” urządzimy sobie spotkanie z ka-
mishibai.

Nie czytamy więc jak zwykle książki, lecz OPOWIADAMY.

Opowiem Ci bajkę…
Posłuchaj, coś Ci opowiem…
Muszę Ci coś opowiedzieć!

Jak to brzmi? Dla mnie zawsze zapowiada coś wyjątkowego, bo przesączonego przez czyjeś podejście do świata, doświadczenie, dystans lub zapalczywość, gesty i mimikę. Wysłuchaną opowieść nieodmiennie też pamięta się razem z własnymi myślami, rea-
kcjami i pytaniami, przez co, być może, staje się dla odbiorcy bardziej kompletna
i usłużna w przyszłości.


KAMISHIBAI to – dosłownie, i po japońsku – papierowy teatr. Czyli, że za drewnianą pudełkową sceną, butai, przypominającą teatr marionetkowy, będziemy przesuwać karty papieru. Z tyłu kart są słowa opowiadające historię, która stoi za ilustracjami;
słów tych jest niewiele, ponieważ kamishibai daje widzom (i słuchaczom) specjalny teatralny prezent – przestrzeń na wyobraźnię, w której dopowiada i widzi się wszystko, co nie zostało pokazane i opowiedziane.

Źródła kamishibai siegają XII wieku, kiedy to w buddyjskich świątyniach mnisi przeka-
zywali umoralniające opowieści; wraz z nadejściem dwudziestowiecznych wynalazków, takich jak kino dźwiękowe, kartonowe teatry, jako możliwe do przewiezienia na rowerze, służyły rozrywce uboższej publiczności. W latach 60. XXw. kamishibai zaczął zanikać, wypierany przez telewizję, prasę i pierwsze komiksy.

Na Zachodzie sztuka ta zyskała popularność w latach 70. dzięki Édith Montelle, ani-
matorce, bibliotekarce, szefowej kolekcji wydawniczej w szwajcarskim wydawnictwie Slatkine, a przede wszystkim propagatorce sztuki opowiadania. We współczesnych kamishibai zachowana jest idea i forma teatrzyku, ale treści dostosowuje się do wa-
runków i tradycji kulturowych poszczególnych krajów. W Polsce działa kilka wydawnictw proponujących zestawy kart kamishibai, m.in. Risprint, Zielona Grupa i Tibum. Dzięki dotacji Miasta Poznania Biblioteka Domu Bajek wzbogaciła się o kolejne dzieła tego gatunku: „Trzeba będzie…” autorstwa Francuzów Thierry Lenain’a i Oliviera Tallec’a oraz „Mojego przyjaciela Kemushi” Nathalie Dargent i Mandany Sandat (wydawnictwo Tibum).


Na podwórku Domu Bajek zaś pokażemy i opowiemy Wam historię „Lwa w Paryżu”, wymyśloną i zilustrowaną przez Beatrice Alemagna – i będzie to coś naprawdę nadzwy-
czajnego. Każda z kart opowieści zasługuje na miejsce w galerii sztuki. Technika autorki wiąże w niebywale intrygujący sposób rysunek i kolaż, przy czym wszystkie wycięte ze starych zdjęć i reprodukcji (np. fotografii prasowych i reklam z lat 60., przedwojennych plakatów czy renesansowych portretów) postacie, mimo iż pochodzą z różnych czasów, dobrze odnajdują się w kontekście paryskiego metra, kawiarni i ulicy.


Nieco melancholijny tytułowy bohater sobotniego kamishibai przypomina wielu z nas,
a zwłaszcza tych, którzy nie chcą pozostać w tłumie nierozpoznani. Spotkamy się więc
z zupełnie innym bohaterem niźli niedźwiedź pędzący przez Paryż w poszukiwaniu swo-
jego synka („Misiowa piosenka” Benjamina Chaud’a, wydawnictwo Dwie Siostry), ten bowiem nie budził w paryżanach zapędów towarzyskich. Opowieść Beatrice Alemagna płynie spokojnie; jest, że ujmę to tak, z gatunku psychologicznych, również dlatego mistrzowsko przedstawia się w konwencji kamishibai.

No, musicie to zobaczyć. Zapraszamy w sobotę 2. września o godz.12-ej na ostatnie letnie spotkanie z Biblioteką Domu Bajek; pamiętajcie też, że odwiedzając nasze pół-
piętro, będziecie mogli skorzystać z naszych przepysznych, wciąż rosnących zbiorów.

Maria

Dzięki dofinansowaniu Miasta Poznań pokażemy Wam także biblioteczne nowości:

– „Oto jest Paryż” (z fantastycznej serii M. Šaška, wydanej przez wydawnictwo Dwie Siostry),
– ‚Paryż – znam to miasto”, Judith Drews, wydawnictwo Zakamarki.

Spotkanie odbywa się w ramach cyklu „Święty Marcin czyta Dzieciom”. Projekt dofinansowano w ramach Konkursu Mikrodotacji Centrum Inicjatyw Lokalnych
Poznań 2017.

Fotorelacja z czwartego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców, zasobów własnych oraz ze stron: strefapsotnika.pl; pinterest.com.

 

A tymczasem w Paryżu… Tym razem sobie NIE POCZYTAMY.

Człowiek zwierzakowi dziwolągiem. Ratujmy naszą godność

Zwierzęta są tak inne od ludzi – niemal do każdego chciałoby się przytulić, a przynaj-mniej do tych futrzastych. Pogłaskać dobrotliwie pomarszczona głowę żółwia, zbliżyć
się do ślimaka tak, by ten się nie wystraszył i nie schował swych czułek.

Zwierzęta przemawiają do nas z książek, z kreskówek, reklam – są bowiem doskonałymi nosicielami cech ludzkich, uosobieniami ludzkich typów – lis symbolizuje spryt, lew majestat i szlachetny charakter, sowa jest mądra, a niedźwiedź poczciwy. Ostatnio zaś zwierzęta w ogóle latają samolotami, sprzedają warzywa, pracują na poczcie; naukowcy udowodnili, że dzieci wolą uczyć się abstrakcyjnych pojęć na przykładach zwierzęcych, ludzie w bajkach są dla nich mniej interesujący niż bohaterowie, dajmy na to, historii
z serii „O czym szumią wierzby” (zauważyliście, że ludzie w animacjach dla dzieci w ogóle są już w odwrocie? Co innego dinozaury, rybki, osły, lwy, mamuty. Hmm,hmm, nie wiem co to oznacza dla ludzkości). I tak już od Ezopa, przez Krasickiego aż na Myszce Miki, Kreciku i Braciach Koala skończywszy.

To, że przytulanki naszych dzieci nie zawsze przypominają konkretny gatunek fauny
(mój synek do surykatki zwraca się „piesku”, a do owieczki „małpiszonie”), zdaje im się nie przeszkadzać. Młody zresztą ustanowił jakiś specjalny system wartościowania zwierzaków, stawia np. pytania pozorne, na które sam sobie odpowiada: „Mamo,
a mucha jest dobra? Dobra jest. Ja muchę lubię.”

Od zawsze zwierzęta były człowiekowi bardzo potrzebne, nie tylko do jedzenia i tran-sportu, ale także do wzmacniania poczucia bezpieczeństwa, a, zwłaszcza u dzieci, sprawczości, rozwijania empatii oraz przezwyciężania leków społecznych.

Lubimy zatem mieć zwierzaki, lub jakieś ich ślady, a najczęściej pozostałości, blisko siebie. Są dla nas ważne jak prawie ludzie. Czy jednak te prawie ludzkie istoty też tego chcą?

W sposób naprawdę atrakcyjny wizualnie, i bardzo przemyślany, podobne a nawet jeszcze bardziej graniczne pytania stawia autor niezwykłej obrazkowej książki o nieco tylko, być może, melodramatycznym polskim tytule „Uratuj mnie!” (w oryginale „Animal rescue”, w Polsce ukazało się dzięki Wydawnictwu Bajka).

Uratuj00
Skąd jej rozgłos? Otóż z pomocą oryginalnego pomysłu edytorskiego, takiego miano-wicie, że między kolejnymi stronami umieszczone są kartki foliowe z fragmentem obrazków – najczęściej zwierzaków, fortel zasadza się na tym, że w zależności od tego, do której z sąsiadujących stron przyłożymy folię, kontekst zmieni się na przeciwny. Zielony but staje się częścią krokodyla pływającego w jeziorze obok hipopotama, zwinięty w kłębek lisek albo otacza szyję elegantki w kapeluszu, albo śpi owinięty wokół gałęzi, niedźwiedź siedzi albo za prętami zoo, albo obok małego niedźwiadka
na wzgórzu. Rozumiecie, naturalne środowisko a warunki, w których chcą widzieć zwierzęta ludzie.

No i dobrze, tak trzeba, że tu właściwie, a tu nie, dzieci ze swą czystą naturą szybko chwycą o co chodzi, rekin lepiej w morzu czy w zupie, tygrys w dżungli czy przed kanapą, rodzic nie musi się wiele wysilać, by morał z książeczki popłynął. Sęk i cała ciekawość
w tym, że zwierzaki z przeźroczystej folii wyglądają w sztucznym dla siebie środowisku równie „normalnie”, tzn. nieszokująco, zwyczajnie – czy bowiem dziwi nas jakoś spec-jalnie widok psa szukającego jedzenia w śmietniku czy wywijającego fikołki delifina w delifanrium? Dama w lisie wygląda niezwykle dostojnie, tata z synkiem wydają się cieszyć widokiem niedźwiedzia w zoo. Zatem jest Patric George zostawił nam miejsce
na słowa, nie tylko kiwanie głową. Dzieci nie tylko mogą wybrać właściwe według nich otoczenie dla bohatera, czyli go uratować, ale i zidentyfikować sceny, które dzieją
się teraz, i to bardzo blisko. Jakość ilustracji, ich prostota, intensywne kolory, gorzki humor pomagają sięgać po tę książkę również tym, którzy nie na co dzień interesują się losem zwierząt w przemysłowych hodowlach, cyrkach czy przy w roli turystycznych atrakcji. „Uratuj mnie!”, mimo prostego przekazu, nie jest ani trywialne ani nachalne. Dlatego, wiadomo, przeczytamy je na następnym Czytandzie Marcińskim na naszym podwórku.


Drugą książką o zwierzakach, bo przecież to im końcu jest spotkanie dedykowane, będą „Dziwolągi” Christóbala Leóna i Christiny Sitja Rubio. Chilijski artysta wizualny León zajmuje się filmem eksperymentalnym; „Dziwolągi” to jego jedyna książka dla dzieci, która współtworzył. Sitja Rubio natomiast studiowała w Nowym Jorku, pracuje w Bar-
celonie i Berlinie, a pochodzi z Wenezueli. Nie fotografuje już, ilustruje książki.

Cóż w ich opowiadaniu ciekawego?

W przeciwieństwie do niewielkiego formatu i jaskrawych, kojarzących się nieco z rek-
lamą, kolorów „Uratuj mnie!”, „Dziwolągi” formatem przypominają album, i na okładce mają las wyrysowany jak się patrzy. Historia jest dość przewrotna, a zilustrowana po całości – obrazy, estetyką przypominające po trosze malarstwo naiwne, zajmują całe strony, co wzmacnia poczucie obcowania z prawdziwym światem wymykającym się poza pełen kadr.


Wracając do fabuły: leśni autochtoni zwabieni ogłoszeniem o balu, po powrocie odkryli, że ich domy, czyli głównie drzewa, znikły. Towarzystwo (dość niepokojąca narracja
w pierwszej osobie liczby mnogiej) radzi sobie jak może: próbuje odbudować siedliska
z tego, co w lesie zostało, ze śmieci znaczy. Skarby wysypisk nie zdają egzaminu, zwie-rzęta udają się tedy na poszukiwania ich starych domów. Znajdują je już w zgoła od-miennym stanie, a po nieudanych pertraktacjach z ludźmi (zgadnijcie związek między nimi a tytułem książki) wspólnymi siłami wpadają na pewien pomysł, o którym już nie napiszę. Historia surrealistyczna, ale w swym koncepcie oraz formie doskonała.
I na pewno nie jednorazowa.

Nie tylko „Uratuj mnie” i „Dziwolągi” wzbogaciły ostatnio nasze zbiory; dzięki dotacji miasta Biblioteka Domu Bajek ma już dla Was także zupełnie wyjątkowe dwie „Galerie Dzikich Zwierząt” – Południe i Północ autorstwa Dietera Brauna, wydane w serii Art przez Egmont, przezabawnego ‘Królika i Misię – Utrapienie Królika” Juliana Gough i Jima Fielda oraz „Las i jego zwykłych-niezwykłych mieszkańców”- pozwolę sobie tylko dopisać, że obie nadzwyczajne i w treści, i w obrazie.

Przyjdźcie na nasze podwórko w sobotę 26.8, o 12-ej!

Maria

Więcej nowych książek o pojazdach w zasobach Biblioteki Domu Bajek:
„Uratuj mnie”, Wydawnictwo Bajka
„Dziwolągi”, Wydawnictwo Dwie Siostry
„Las i jego zwykli-niezwykli mieszkańcy”, Wydawnictwo Widnokrąg
„Płetwal błękitny”, Wydawnictwo: Łajka
„Galeria dzikich zwierząt. Południe”, Egmont
„Galeria dzikich zwierząt. Północ”, Egmont

Spotkanie odbywa się w ramach cyklu „Święty Marcin czyta Dzieciom”. Projekt dofinansowano w ramach Konkursu Mikrodotacji Centrum Inicjatyw Lokalnych
Poznań 2017.

Fotorelacja z trzeciego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców oraz zasobów własnych.

Człowiek zwierzakowi dziwolągiem. Ratujmy naszą godność

Wyspy Niekanaryjskie. O pożytkach z Dziadka i sztormu

Opowiadania o Stinie należą do tego rodzaju literatury dla dzieci, którą z pewnością
zrozumieją rodzice, na poziomie malowanych akwarelą ilustracji i na poziomie
tekstu, bowiem fabuła ma nadzwyczajne tło skandynawskiej skalistej wysepki, przez-
wyciężony w nieoczywisty sposób kłopot, i niezwykłych bohaterów.

Stina, Państwo sobie wyobrażą, nie jest ani łobuziarą-psotnicą ani wszędobylską fig-
larką, to po prostu białowłosa wnuczka pewnego dziadka o nieoczywistej, szwedzkiej urodzie. Czy jest urocza? No jakże. Czy każdy chciałby mieć takiego Dziadka za dziadka
i móc spędzać lato w jego domku na wyspie? Rozumie się. Jednak w opowiadaniach ilustratorki i pisarki Leny Anderson jest coś jeszcze, co pozwala wracać do nich bez zniecierpliwienia schematycznością historii dla dzieci, i nie jest to  sam splot opisy-
wanych wydarzeń, choć jest naprawdę o czym rozmawiać, a być może bardziej wykreowany przez autorkę świat. Niemal słyszy się krzyk mew, czuje zapach sieci,
smak soli morskiej, dźwięk fal i twardość skały pod stopami.

Anderson, na świecie znana najlepiej z powstałej we współpracy z Christiną Björk,
zresztą zekranizowanej, książki “Linnea w Ogrodzie Moneta” (w Polsce wydanej przez
“Zakamarki”), tworzy obrazy i słowa dające iluzję dotknięcia opowiadanej przez nią
historii. Jakby wchodziło się w film, daję słowo. Jej sceny rodzajowe są pełne szcze-
gółów, ale i spokoju, jak na płótnach klasyków. Jest to świat kompletny, pozbawiony jakiejkolwiek kokieterii, dlatego do opowiadań o Stinie wraca się z radością i ciekawoś-
cią, właśnie tak, jak w miejsce, w którym spędzało się wakacje mając za jedyny zaawansowany technicznie wynalazek radio.

Lato02

Jak Dziadek rozwiąże kłopot dzielnej Stiny, która pewnej nocy wybrała się podziwiać
sztorm? Odpowiedź, jak mniemam, warta najlepszych blogów na temat wychowania.
Ponieważ dzięki mikrodotacji Miasta Poznań nasza Biblioteka Domu Bajek wzbogaciła
się o “Lato Stiny”, chcę Wam bardzo polecić również drugie opowiadanie zamiesz-
czone w książce – przekonacie się, co może stanowić najlepszy prezent urodzinowy
i jak bardzo pamięć o urodzinach fantastów jest ważna.

W Bibliotece od dzisiaj będą też na Was czekać inne morskie opowieści: Erica Carle
“Konik Morski”, z kapitalnymi oknami przez które widać podwodne rośliny, nadzwy-
czajna “Co kryje morze” Ainy Bestard z kompletem kolorowych szkiełek do odkry-
wania tajemnic głębin (obie wydane przez Tatarak), kolejne monumentalne i wybor-
ne dzieło Aleksandry i Daniela Mizielińskich “Pod ziemią, pod wodą” (Dwie Siostry), oraz niezawodny “Pan Maluśkiewicz i Wieloryb” Juliana Tuwima, narysowany przez Bohdana Butenkę.

Przyjdźcie na nasze podwórko w sobotę, 12-ego sierpnia o 12-ej, wypożyczcie co się
Wam będzie podobało, a po wspólnym czytaniu o przygodach Stiny narobimy razem
różnych morskich cudów, no i postaramy się znaleźć trochę morskich skarbów.

Wszyscy na pokład!

Maria

Książki:

„Lato Stiny”, Lena Anderson, Wydawnictwo Zakamarki
„Pod ziemią, pod wodą”, Aleksandra i Daniel Mizielińscy, Wydawnictwo Dwie Siostry
„Co kryje morze?”, Aina Bestard, Wydawnictwo Tatarak
„Konik morski”, Eric Carle, Wydawnictwo Tatarak
“Pan Maluśkiewicz i Wieloryb”, Julian Tuwim i Bohdan Butenko, Wydawnictwo Dwie Siostry (wznowienie)

Spotkanie odbywa się w ramach cyklu „święty Marcin czyta Dzieciom”. Projekt dofinansowano w ramach Konkursu Mikrodotacji Centrum Inicjatyw Lokalnych
Poznań 2017.

Fotorelacja z pierwszego spotkania tutaj, z drugiego tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców oraz zasobów własnych.

 

Wyspy Niekanaryjskie. O pożytkach z Dziadka i sztormu

Proponuję Przejażdżkę. Książki o przejazdach i pojazdach

Po raz drugi spotkamy się na naszych warsztatach (tym razem w wakacyjnym, podwórkowym cyklu „Święty Marcin Czyta Dzieciom”) z rezolutną i rozbrajającą
Basią, tytułową postacią „Basi i podróży”.

Myślałby kto, że wyprawa autem w piękne polskie góry, gdzie konie się pasą i potoki szumią, to świetna okazja do napisania dydaktycznego panegiryku na cześć zalet polskiego krajobrazu i wartości turystyki familijnej.

Od miesiąca trwają przygotowania do rodzinnego, świątecznego wypadu w góry. Gdy Basia pakuje najpotrzebniejsze rzeczy (kapcie z pieskami, plastelinę, lizaka od Dziadka Henryka…) pojawia się pierwsza przeszkoda: tata musi zostać w pracy. Rozwiązanie: trójkę zasmuconych dzieci zabierze samochodem mama.

Dalej, jak w porządnym, choć ledwo utrzymującym się w kanonie kina familijnego, amerykańskim filmie o podróżującej autem rodzinie, są już niemal same przeszkody. Prawdę mówiąc, z powodu wizji wyprawy opisanej w książce, niektórym śnią się podob-
ne przygody i przed, i po wycieczce.

Przedmioty nie trzymają się tam, gdzie powinny, bo maja kontakt z ludźmi.
Dzieci nie są „grzeczne”, bo nie mogą.
Samochód nie zachowuje się godnie, bo niby dlaczego.
Mama zachowuje daleko posunięty spokój.

Czytamy „Basię i podróż”, ponieważ opowiadanie przygotowuje i dzieci, i dorosłych
na to, czym prawdopodobnie stanie się wspólna wyprawa najbardziej popularnym
i, zadawałoby się, komfortowym, środkiem lokomocji. Jakie czyhają na wszystkich pułapki, jak radzić sobie z nudą i emocjami; historia jednak nie frustruje, a śmieszy.

Jako drugą książkę będziemy chciały Wam przedstawić coś, co, ze względu na swą objętość i rozmiar tekstu, wydawałoby się pozycją skierowaną dla młodszych dzieci, jednak z uwagi na jakość ilustracji oraz angielskie tłumaczenia, może zachwycić również przedszkolaków.

Kto00

„Kto prowadzi?/Who’s driving?” zilustrował (bowiem przez pierwsze 10 lat zajmował
się jedynie ilustracją dla dzieci) i napisał Belg, Leo Timmers. W tym wydawnictwie najważniejsze są wybitne kolorowe rysunki oraz zagadki, które zawarte są w pytaniach.
I te rysunki nie są ani abstrakcyjne, ani hiperrealistyczne, ani fowistyczne, ani w żaden sposób niewyraźne czy metaforyczne – są po prostu historiami samymi w sobie, humo-
rystycznymi i w pełni zadowalającymi oko młodsze i starsze. Do różnego rodzaju pojaz-
dów zmierzają ochotnym krokiem różne spersonifikowane zwierzaki, poprzebierane
w odpowiednie dla swych hobby, statusu czy profesji, do czytelnika zaś należy odgadnięcie, które z nich trzyma kluczyk do zaparkowanego środka transportu.
I naprawdę, znalezienie odpowiedzi nie musi trwać wcale krótko.

Przepraszam, ale doprawdy zwyczajnie nie mogę czytać książeczek z najbardziej popu-
larnych serii o Kopareczkach Śpioszkach, ze stającymi w gardle rymami i dyskusyjną grafiką. Dzieło Timmersa zaszczyca zaś wszystkich – chłopców, dziewczynki, dorosłych.

Tekstu niewiele, więc zasadny jest angielski, tym bardziej, że można dowiedzieć się,
jak w języku Shakespeara „robi” kabriolet, a jak traktor. Ostatnie pytanie było dla mnie,
nie mogącej się pogodzić z tym, że książka się już kończy, prawdziwym kołem ratun-
kowym.

Sami – na warsztatach w sobotę, 29.7., na naszym Podwórku o 12-ej – zobaczcie, dlaczego!

Maria

Więcej nowych książek o pojazdach w zasobach Biblioteki Domu Bajek:
„Auto Ferdynand”, Janosch, Wyd. Format;
„Co robią auta”, seria „Opowiem Ci, Mamo” Marcin Brykczyński, Artur Nowicki, Wyd. Nasza Ksiegarnia;
„Prawda o tramwajach”, Światopełk Karpiński, Wyd. Muchomor;
„Pracujące pojazdy. Hej ho!” Taro Miura, Wyd. Tako;
„Pracujące pojazdy. Zostaw to mnie” Taro Miura, Wyd. Tako

Spotkanie odbywa się w ramach cyklu „święty Marcin czyta Dzieciom”. Projekt dofinansowano w ramach Konkursu Mikrodotacji Centrum Inicjatyw Lokalnych Poznań 2017.

Fotorelacja z pierwszego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców oraz zasobów własnych.

 

Proponuję Przejażdżkę. Książki o przejazdach i pojazdach