Z Kości, Mięsa, Opowieści. Lekcja anatomii [Książkowo DomBajkowo (5)]

Amerykańsko-angielski duet złożył wysoce artystyczny, wszakże – nomen omen – czytelny hołd dla historii literatury dla dzieci i opowieści, przede wszystkim tych, jak przyznał Oliver Jeffers, na których sami się wychowali, czyli angielskim i amerykańskim klasykom. Projekt zajął im niemal 6 lat.

Jestem dzieckiem książek (w oryg. A child of Books) wyiskrzyło z pasji i talentów obu znanych z różnych, docenianych na świecie projektów, artystów. Sam Winston zajmuje się m.in. typografią i pracuje limitowanymi edycjami wydawnictw będących dziełami sztuki, Oliver Jeffers jest malarzem, autorem instalacji i autorskich książek ilustro-wanych.

Jak sami podkreślają, ich książka jest wyrazem podziwu dla wyobraźni, zaproszeniem, by czytelnicy odnaleźli własne głosy i szukali swych indywidualnych i ulubionych historii. Poetycką prozą oraz typograficzną sztuką artyści przekonują, że nie musimy wcale dotrzeć w interior krainy opowieści sami. Postacią główną historii jest dziewczynka, która, przemierzywszy oceany słów postanawia (nabiera odwagi, prze-konania?), by zaprosić znajomego chłopca do podróży. Razem, trochę jak Maks wypływający własnego pokoju do krainy dzikich stworów, udają się z rzeczywistości, z rodzinnych domów, do krainy wyobraźni, fikcji utkanej z wielogłosu rozmaitych autorów.

Dziewczynka zwierza się, że „Niektórzy już zapomnieli, gdzie mieszkam”. Ma na myśli kogoś bliskiego, kto również czyta, ale odwrócony, i jest to gazeta o „ważnych rzeczach, faktach, biznesie, poważnych sprawach”. Moja babcia, która po ciężkich wojennych przeżyciach z dworku musiała przenieść się do pobliskiego miasteczka, w którym została bibliotekarką, gdy zamieszkała z nami, miała zwyczaj czytać moje lektury tuż po mnie. To znaczy po tym, gdy przestała mi je czytać na głos. Obserwowałam ją spod oka, mimowolnie notując przy którym rozdziale się uśmiecha, i gdzieś w głowie i w sercu dalej budowała się między nami relacja oparta na wspólnocie doświadczeń zmyślonych historii. Bardzo ją szanowałam za to, że czyta te dziecinne książki tylko, żeby wiedzieć, kim staje się jej wnuczka.

Jestem01.jpg

Krajobrazy – drogi, góry, chmury, morskie groty, lasy, a nawet stwory, liny i gwiazdy – wszystkie te elementy Sam Winston kunsztownie zbudował z liter składających się na fragmenty klasycznych bajek, na których obaj artyści się wychowali. Wyspa skarbów, Czarnoksiężnik z Oz, Alicja w Krainie Czarów, Piotruś Pan, Podróże Guliwera – stare słowa 42 różnych pisarzy tworzą świeże scenerie, przygody, przeżycia.

Jestem dzieckiem książek to książka mądra i bardzo elegancka, tą tajemniczą, wysoce artystyczną, przez co nieco tajemniczą elegancją najwyższej wartości. Wydawnictwo Tekturka oddało jej wszelkie honory, za co Dom Bajek dziękuje drżąc cośkolwiek w posa-dach z zadowolenia.

Jestem02.jpg

Zapraszamy na warsztaty w Centrum Inicjatyw Rodzinnych przy Ratajczaka 44 w piątek 12-ego kwietnia o 16.30. Projekt „Dom Bajek wciąż czyta Maludom” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania – wstęp wolny. Musicie to zobaczyć!

Maria

Jestem dzieckiem książek
Oliver Jeffers i Sam Winston
Wydawnictwo Tekturka
Lublin 2018

Fotografie zaczerpnęłyśmy z materiałów wydawcy oraz ze stron: http://www.oliverjeffers.com, http://www.iamachildofbooks.com oraz http://www.shelf-awareness.com.

Reklamy
Z Kości, Mięsa, Opowieści. Lekcja anatomii [Książkowo DomBajkowo (5)]

Książkowo DomBajkowo (3)

Szukając książek o książkach, które intrygują zarówno konceptem poetycko-literackim, jak i plastycznym trafiłyśmy na publikacje, w których bohaterowie pochłaniają książki, jak i nimi żyją. Dosłownie.

Oto dwa tytuły niezbędne w kolekcji wytrawnego mola książkowego, zabawne i napisane z przymrużeniem oka, a po głębszym poznaniu wzbudzające naprawdę wiele przemyśleń. Są takie, jakie powinno być aktywne i mądre czytanie, nie pozwalają prześlizgnąć się po powierzchni, ich konstrukcja wymaga bowiem spojrzenia wewnątrz, także siebie, i poszukania odpowiedzi na ważkie pytania.

 

O chłopcu, który wpadł do książki
tekst i ilustracje: Peter Carnavas
wyd. Adamada, 2015

Peter Carnavas tworzy książki krótkie, acz bardzo treściwe. Bez zbędnych udziwnień, czy to pisanych, czy rysowanych, przedstawia poważne sprawy w taki sposób, by zrozumiałe były nie tylko dla małych czytelników, ale by dawały do myślenia także ich rodzicom.

Czytając oraz patrząc na O chłopcu, który wpadł do książki poznajemy bohatera, kilkulet-niego chłopca, który ubrany w zielone ogrodniczki, koszulkę w paseczki i czarny kapelusik niespodziewanie wpada do książki. Pojawia się już na pierwszej stronie i od tego momentu wokół niego pojawia się także chłopięcy, a później męski świat. Niczym w mitach o stworzeniu z nicości stopniowo wyłaniają się wokół chłopca rośliny i drzewa, zwierzęta całkiem małe (ptaszek) i całkiem duże (żyrafa), a później drugi człowiek – dziewczyna na rowerze. Chłopiec dorasta, doświadcza życia w całej jego rozciągłości – sadzi drzewo, ratuje ptaszka, turla się z pagórka i gra na akordeonie. Zakochuje się w cyklistce i zakłada rodzinę. I cały czas zastanawia się, co właściwie robi w tej książce…

Niby wszystko jest tutaj jasne i oczywiste, a jednak zakończenie tej historii dalekie jest od banału i zdecydowanie daje do myślenia. Carnavas pięknie przedstawia księgę życia i jej symboliczne znaczenie, mądrze, acz nieskomplikowanie, co tym bardziej warte jest podkreślenia, cenna to bowiem i rzadka umiejętność.

 

O niezwykłym chłopcu, który pożerał książki,
tekst i ilustracje: Oliver Jeffers
Wydawnictwo Format, 2017

Oliver Jeffers jest także artystą, na którym zdecydowanie warto się skupić. Nagradzany wielokrotnie, w tym chociażby na arcyważnych Targach Książki w Bolonii, kreuje publikacje bezpretensjonalne, poetyckie i zapadające w pamięć.

O niezwykłym chłopcu, który pożerał książki to opowieść fantastycznie przetłumaczona, w której główną osią jest związek frazeologiczny obrazujący symbolicznie amatora czytelnictwa. Tymczasem Henio, dziarski kilkulatek, odkrywa pewnego dnia, zagapiwszy się na ulicznego kota, że książki naprawdę można… zjeść. Nadgryźć, z początku nieśmiało i spożyć – najpierw litery, potem słowa, ostatecznie całe opasłe tomiska, które to za jednym zamachem wpadały do heniowej jamy ustnej i stamtąd prosto do żołądka.

Ta nieco surrealistyczna historia niesie w sobie świetny rytm i umiejętnie skompono-waną narrację. Henio wybredny nie jest, a ponieważ podejmuje decyzję, że zostać chce najmądrzejszym człowiekiem na świecie pożera coraz więcej woluminów. Z początku jego wiedza rośnie w nieokiełznanym tempie, ale idylla nie może trwać wiecznie… Żołądek, jak i sam Henio, także potrzebuje odpoczynku.

W zabawnym opowiadaniu Jeffers, który bardzo ciekawie rozgrywa je także w formie nietuzinkowych ilustracji, ukrywa zaś niepodważalną prawdę – kluczem do zrozumienia jest czas. I jakkolwiek to rozumienie pojmujemy – czy jako zdobywanie prawdy życiowej, solidnej wiedzy czy umiejętności, dając sobie na to czas znajdziemy to, czego szukamy. Henio, na „odwyku” odkrył inny sposób na pożeranie książek. Ten bardziej tradycyjny, choć i jemu zdarzają się jeszcze chwile zapomnienia, czego dowód znajdziecie na ostatnich stronach tej pięknie wydanej publikacji 🙂

Basia

Fotografie zaczerpnęłyśmy z zasobów własnych.

 

Książkowo DomBajkowo (3)