O myszy, co uczyć się chciała od najlepszych

Historyjkę „Mysz, która chciała być lwem”, co przystoi porządnej literaturze, można interpretować na kilka sposobów: mnie znów odpowiada najbardziej jako wykład
o sile stereotypów (co częste w przypadku współczesnej literatury dla dzieci), lecz przede wszystkim jako opowieść o nieustraszonym dążeniu do zmiany w sytuacji,
jak by się zdawało, beznadziejnej.

00Mysz

Mamy zatem bohatera, którego nikt nie zauważa, a towarzystwo jest bardzo atrakcyjne
i różnorodne – bo to i okapi, i żyrafy, słonie, zebry, lemury, guźdzce… Być może i Wam zdarzyło się być w takiej sytuacji w szkole, w klubie, na studiach czy w czytelni – gdy ukryci w tłumie czuliście ten zew, myśląc co tu zrobić, by się stać jak lew… (kiepska parafraza ustępu ze strony z tańczącym lwem). Pomijana, przydeptywana, przyciśnięta, leżąc w swym łóżku, w domku u stóp ogromnej usianej szkieletami lwich posiłków skały, mysz wpada na pomysł, jak „ma stać się WAŻNA, będąc taka MAŁA?”

02Mysz

Tu warto podkreślić, jak kapitalny jest przekład wiersza Rachel Bright dokonany przez autorkę wielu książeczek dla dzieci – Barbarę Supeł, oraz ilustracje w stylu najlepszej autorskiej ekspresyjnej animacji Jima Fielda. Wiersz swym rytmem i rymem to parzys-
tym, to przeplatanym przypomina klasyczne trzynastozgłoskowe bajki zwierzęce. Rachel Bright to coraz bardziej znana, tłumaczona na kilkanaście języków brytyjska autorka
i jednocześnie artystka o niepowtarzalnym rysunku i typografii (Wydawnictwo Zielona Sowa zresztą wydało także trzy inne dowcipne opowieści tego niezłego duetu).

I tu, w momencie, gdy mysz czuje, że nie ma już nic do stracenia, postanawia urze-czywistnić swą śmiałą myśl, i wleźć na sam szczyt na lwie stanowisko. Do czego tam doszło, sprawdźcie sami, najlepiej przychodząc na trzecie spotkanie Kociambrów
ze Starego Miasta do Cmoka w sobotę 13 października na 10.30.

01Mysz

Ale pamiętajcie już teraz, że strach miewa wielkie oczy, i każdy potrzebuje przyjaźni. Bliski kontakt zaś można nawiązać dzięki najbardziej odważnym i karkołomnym sposobom, i nie trzeba się w ogóle nigdzie logować.

Maria

Mysz, która chciała być lwem, Rachel Bright Jim Field
Tłum. Barbara Supeł
Wydawnictwo Zielona Sowa 2015

Projekt „Kociambry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto.

Autorką identyfikacji wizualnej do projektu jest artystka Katarzyna Olbrycht.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy, zasobów własnych oraz ze strony jeugdliteratuur.org.

Reklamy
O myszy, co uczyć się chciała od najlepszych

Kot kotu kotem Logiczne zagadki bytowe dla dzieci.

Sądzimy świat wedle siebie. Podziwiamy, zazdrościmy u innych tego, czego sami pragniemy, uznajemy za osiągnięcie. Uznajemy się za wyjątkowych, za ludzi będących wzorem całej ludzkości, i równocześnie najlepszym uosobieniem jej ideału. Rozumiecie, o co chodzi? Myśląc tak możemy wpaść w prawdziwe kłopoty. Poczuć się samotnym, oderwanym, przez swoją wydumaną lepszość lub gorszość.

 


W niedużej książce izraelsko-amerykańskiej ilustratorki, pisarki, blogerki i projektantki Galii Bernstein morał o tym, że milej żyje się dostrzegając podobieństwa między nami
a najmniej nas przypominającymi w cechach fizycznych ludźmi, ujęty jest w ramy bajki zwierzęcej. Zazwyczaj autorzy czynią bohaterami swych opowiadań zwierzaki różnych gatunków – dżdżownica koleguje się z chomikiem, wilk ze świnkami, sowa z zającem.

Jestem kotem03W książce pod mocnym tytułem „Jestem kotem” bohater tytułowy, mały i dość pulchny Felek, spotyka wyłącznie przedstawicieli swojego gatunku. Geparda, lwa, pumę, tygrysa, panterę. Nie może im się to w łbach pomieścić – jakżeż to drobne coś bez grzywy, pas-
ków, ani czarne ani pomarańczowe, nie potrafiące skakać ani porządnie ryknąć, może być kotem! Po kolei próbują Felka wyprowadzić z błędu, śmieją się z naiwności przyby-
sza. Ten jednak w owej niewygodnej sytuacji zaczyna ją analizować: wszystkie spotkane zwierzęta różnią się kolorami, zdolnościami i – tu czytelnik sam może pomyśleć – np. miejscami siedlisk. W końcu pada zasadnicze pytanie: „Jak to możliwe, że wszystkie jesteście kotami?”

Jestem kotem02

Jedną z najlepszych rzeczy w powiastce „Jestem kotem” są ilustracje – zajrzyjcie na stronę
autorki, jej bloga (gdzie, m.in. literacko i z dystansem do siebie przedstawia swoje pro-
jekty inspirowanych wschodnio- i północnoeuropejską ludowością przedmioty, a przede wszystkim wielkodusznie prezentuje wyjątkowe dzieła innych artystów); przywodzą na myśl doskonale przemyślane i wykonane rysunki satyryczne najlepszych czasopism, staromodną sztukę zastępowaną obecnie przez memy, gify, emotikony. Wartością staje się zatem wyraz oczu małego Felka, zbliżenie kolorowych puchatych ogonów, układ szczerzących się w ryku śmiechu paszcz drapieżników.

Kapitalna, elegancka, uniwersalna rzecz dla wszystkich.

Dom Bajek zaprasza na serię pięciu kocich spotkań pod hasłem „Kociambry ze Starego
Miasta”, w samym centrum tegoż (i przez Radę Osiedla Stare Miasto zafundowaną).
Zobaczymy się w ekstra miejscu przy Piekarach, wejście od tej wyjątkowej w Poznaniu wąskiej i stromej ulicy Wysokiej – CMOK-u. Dzieją się tam różne ciekawe rzeczy, można się wybawić i wiele dowiedzieć.

Zaczynamy w sobotę o 10.30, a potem co dwa tygodnie.

Nie musicie szaleć za kotami.

Maria

„Jestem kotem”, Galia Bernstein
wyd. Nasza Księgarnia

Projekt „Kociambry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto.

Autorką identyfikacji wizualnej do projektu jest artystka Katarzyna Olbrycht.

 

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy, zasobów własnych oraz ze strony www.letstalkpicturebooks.com.

Kot kotu kotem Logiczne zagadki bytowe dla dzieci.

O PRZYJAŹNI. Okres różowy/błękitny

 

Oto i doszło do tego, że głównym motywem naszego spotkania staje się RÓŻOWA KSIĄŻKA, no, dobrze, z małą domieszką żółci i brązu.

Najlepiej ze wszystkich Dzieci znam dwóch Chłopców, zwłaszcza ten starszy odkrył
już złotą zasadę marketingu prenatalnego (to od czasów wynalezienia ultrasonografu
róż i błękit zaczął na dobre rządzić asortymentem produktów dziecięcych; wiedza
o tym, z jaką płcią będzie się miało za kilka miesięcy do czynienia ma skłaniać przebierających nóżkami rodziców do skupienia się na odpowiedniej kolorystycznie wyprawce) – takiej mianowicie, że wszystkie pastelowe klocki, pompony, etc.
są dziewczyńskie, a cała reszta – chłopięca. W tym miejscu pragnę podzielić
się widokiem pewnego dziecka z czasów, kiedy ubranka dla świeżych ludzi szyte były
z białych materii, jako tych, które najłatwiej jest wybielić:

rooswelt

Jest to dwuletni Franklin Delano Roosvelt. W 1984r. sukienki i długie włosy były normą dla chłopców nawet 6-cio i 7-letnich.

W Polsce nie wydano jeszcze żadnego dzieła wielokrotnie nagradzanej amerykańskiej autorki książek obrazkowych (picture-books), Molly Idle. Córeczki Basi dostały włoską wersję jednej z nich – teraz poznacie ją i Wy. Przyznajcie proszę, że jej tytuł w tym języku (“Flora e il fenicottero” – “Flora i flaming”) tworzy w swym brzmieniu na wskroś doskonałą i spójną z treścią oraz wizualną formą całość.

Otóż do flaminga różowego, ptaszora ok. 150 cm, o wyjątkowo wyrafinowanie długiej
szyi i nogach, podkrada się istota dość obłych kształtów, ubrana w brązowe płetwy
i żółty czepek kapielowy – urocza kilkulatka. Historia jest o budowaniu przyjaźni, opowiedziana językiem pięknej animacji. Autorka, by poświęcić się tworzeniu książek
dla dzieci zrezygnowała z pracy w Dreamworks, wielkiej wytwórni filmów założonej
przez m.in. Stevena Spielberga (“Shrek”, “Madagaskar”, “Gladiator”, itd.). Ale nie jest
to zatrzymana na papierze kreskówka; doświadczenie i talent Molly Idle generują zjawisko kontaktu z oryginalnym dziełem; białe tło tworzy jakby prawdziwą baletową scenę, której nie zabałaganiają żadne zbędne fidrygałki. Styl rysunku artystki porównuje się do kreski Tony’ego Fucile lub Cartera Goodrich’a (przyjemnie sprawdzić, namawiam), a że jest to wyjątkowo dobra robota można poznać obserwując ekspresję, z jaką malują się uczucia na twarzy/dziobie jej bohaterów. Odkrywając kolejne strony i odsłony wewnątrz tych stron – czyli unosząc tzw. klapki – czujemy prawdziwe napięcie. Dużo dzieje się pomiędzy, wiele zależy od naszej wyobraźni, i jest to fenomenalne doświadczenie lekturowe.

Wbrew pozorom nie mamy do czynienia z przeflancowaną na różowo historią brzydkiego kaczątka. Wszak postura flaminga, zapętlona, guzłowata i przeciągnięta, odbiega od wzorcowej sylwetki XXI w. na równi z boskim kształtem dziewczęcej gruszeczki. Obie postacie dopiero gdy zastygają w jakiejś klasycznej pozie, nabierają obiektywnego poloru, jeden kontur wspiera drugi. Ekspresja wyświetlona geniuszem animatorki pokazuje, co może pączkującą znajomość zniszczyć, ale co może też
ją wzmocnić. Nie będę tu pisała o dramacie czucia się śmiesznym i brzydkim, tudzież
o dobrodziejstwach przebaczania i wyciągania ręki. Tak czy inaczej, zmuszany
w okresach godowych przez bezlitosne prawa ewolucji i reprodukcji do pacykowania swych piór na różowo* flaming, po zajęciach baletowych, uczy się też czegoś pierwszorzędnego od dziewczynki.

Czegoś, co naprawdę uwielbiałam robić przez całe dzieciństwo, a teraz trochę przy obcych się wstydzę, och, i naprawdę, sztuka ta z klasyczną niewiele ma wspólnego.

Zapraszamy do Domu Bajek 5. marca nie tylko dziewczyny i dziewczynki. Florka
ma charakter, by tak rzec, niestereotypowy. Będzie wesoło.

Maria

*Różowe upierzenie flamingów nie jest darem natury; flaming różowy jest tak naprawdę biały, a jego specyficzne upierzenie wynika z pożywienia bogatego w czerwony błonnik – astaksantynę. Wytwarzają ją algi i plankton, którymi żywią się skorupiaki, a te z kolei stanowią pokarm m.in. flamingów i łososi.

Same flamingi w okresie godowym “farbują” sobie pióra dodatkowo oleistą wydzieliną bogatą w ów barwnik, wydobywającą się z gruczołów umiejscowionych pod ogonem. Zwierzęta rozprowadzają olej po całym ciele za pomoca dzioba, zapewniając sobie wodoodporność i charakteryzację.

 

A z tym okresem różowym u dziewczynek, to opowiadała mi znajoma po ASP, że nie, nigdy, nie pozwoli córce tego przejść; oczywiście, że wprost przeciwnie, ostatecznie dokonała pięknego aktu miłości i kapitulacji rzeźbiąc tort w kształcie sukienki Barbie.
Czy okres różowy jej córce przeszedł? Tak, definitywnie, od razu w czarny, taki emo-
goth-tim burton. Ale to było w Anglii, parę lat temu.

Można też spojrzeć na obrazek Dziewczynki w typie owocowym (nie szparagowym), której również udaje się tańczyć długo i radośnie po znalezieniu sobie odpowiedniego towarzystwa. Zespół Blind Melon, piosenka “No Rain”, styl grunge-hippie,1992:
https://vimeo.com/47590227

Na koniec:

2 filmiki o zwyczajach towarzyskich oraz modzie wśród Flamingów:

 

Ilustracje zaczerpnęliśmy ze strony Autorki: http://idleillustration.com/

O PRZYJAŹNI. Okres różowy/błękitny

Koty na małe i duże kłopoty!

 

O terapeutycznej roli przytulanek z dzieciństwa napisano już wiele…
a największą przyjemność czerpie się z zabawki wykonanej samodzielnie,
dlatego w uzupełnieniu do książki „Sen, który odszedł” wydanego w ramach
projektu Nasza Mała Biblioteka przez Agencję Edytorską Ezop proponujemy
Wam zadanie bojowe: własnoręcznie wykonane przytulanki ze skarpetek!

Dla tych, którzy byli na dwóch odsłonach spotkania z książką sprawa jest jasna – zapraszamy do zapoznania się z dokumentacją zdjęciową na profilu facebookowym Domu Bajek – a tych, którzy nie mogli być z nami zachęcamy do wspólnej zabawy.

Każda szuflada pełna jest skarpetek nie do pracy, albo z dziurką na dużym palcu
czy pięcie, która już może i nadaje się do wyrzucenia, ale dostaliśmy ją na gwiazdkę
od kogoś kogo bardzo lubimy, albo po prostu nam żal. Zgodnie z ideami
upcyklingu warto dawać rzeczom drugie życie! Dlatego do boju Mole Książkowe…

 

Potrzebne nam będą:

– stare skarpetki, mogą być nie do pary
– igła
– nitka
– watolina bądź wata
– guziki
– oraz opcjonalnie jakieś dodatki wedle uznania i potrzeb 🙂

Skarpetkę tniemy jak na poniższym przykładzie:

8 (1)

Następnie za pomocą igły i nitki zszywamy główkę – wypełniając ją przez mały otwór, który koniec również zaszywamy – i ozdabiamy guzikowymi oczkami oraz noskiem:

Gdy mamy już kocią buzię pozostaje nam zmierzyć się z każdą z czterech łap po kolei:

Na sam koniec pozostaje nam doszycie ogona i główki do tułowia, a potem świetna zabawa samodzielnie wykonaną przytulanką! Oczywiście pomoc Większych Moli Książkowych zapewne tym Mniejszym bardzo się przyda, ale najfajniej jest
gdy jesteśmy razem, a wspólna zabawa to także nauka tego jak tańcuje igła z nitką…

2

Pozdrawiam  – Ania (z kotem Bogdanem)

1

PS. Wszystkim fanom kotów – tych prawdziwych, przytulanych czy rysowanych – polecam stronę http://www.tokatoka.com/ gdzie znalazłam przepis na skarpetkowego kotka.

Koty na małe i duże kłopoty!

Jesienno-płomienna liściasta Maska Lwa

Jesienią trudno mi oderwać wzrok od drzew. Co roku tak samo intensywnie zachwycam się ich barwami – mocnymi, nasyconymi, drgającymi. I co roku nie mogę sobie odmówić zbierania liści – mam ich już chyba setki zasuszonych między kartkami książek, kruchych, bladych, a jednak nadal mających w sobie wspomnienie tego soczystego koloru.

Tym razem pochyliłyśmy się razem z Ulą nad czerwono-brunatnymi listkami
o delikatnym i zawiłym konturze. I oto zaświtała myśl, by wykorzystać je do zabawy
i przy okazji wrócić do ukochanej książki – „Maski lwa” Margarity del Mazo.

Maska Lwa 03

Maska lwa 02

Nasza propozycja jest prosta, choć można ją skomplikować na potrzeby Starszaków. Przygotowałam model maski – z rysunkiem inspirowanym pyszczkiem głównego bohatera książki. Ulka ją po swojemu pokolorowała, następnie dokleiłyśmy bujną liściastą czuprynę. Młody Lew dorósł 🙂 (i zaczął tańczyć po mieszkaniu…)

Maska Lwa 01

Cieszy mnie fakt, że nasz pierwszy warsztat DomBajkowy to było właśnie spotkanie
z tą książką – niezwykle piękną o bardzo mądrej treści (zobacz tutaj). I teraz – pierwszy wpis poświęcony jest także „Masce Lwa”, niech to więc będzie dobry początek.

Miłej zabawy Lwiątka!

Basia

Maska lwa 04

maska-lwa

„Maska Lwa”, Margarita del Mazo, wydawnictwo Tako 2012

Jesienno-płomienna liściasta Maska Lwa