Małpiszon na skalę swoich czasów, czyli „Dzielna małpka” Marty Altés na drugim letnim spotkaniu z cyklu „Święty Marcin Czyta Dzieciom”

O, jakże mój znajomy trzylatek chciałby pozostać „Babo” (tak od niemowlęctwa jest zwany przez wzgląd na swoje podobieństwa do bohatera literackiego trylogii Evy Susso
i Benjamina Chaude’a; Babo tam zwykle płacze, paćka i puszcza bąki). Jedną z rozlicz-nych zalet swojego wieku i rozmiaru jest to, że nie może daleko chodzić. Bo ma małe nóżki. I, doprawdy, trudno mu wyjaśnić, że dorastanie ma też pewne plusy.

Altes01

Zawiłe to tłumaczenie w naprawdę pomysłowy i ujmujący sposób rozjaśnia uznana hiszpańska pisarka i ilustratorka, Maria Altés. W Polsce możemy raczyć się jeszcze jednym, równie przewrotnym, mądrym i zabawnym opowiadaniem „Nie!” (Wyd. Adamada, tlum. Jacek Dehnel).

Wychodząc od uniwersalnego problemu „za” – za młody, za stary, za gruby, za chudy,
za kolorowy, za szary, dochodzimy do dziecięcego kłopotu z niedopasowaniem do skali opiekunów i starszych kolegów. Wiadomo, że młodsze rodzeństwo rzadko kiedy jest
na równi atrakcyjne towarzysko co rówieśnicy – często, odsunięte, zostaje na lodzie,
bo starsi nie chcą się z nim bawić. W przebarwnie, ale czytelnie zilustrowanym opo-wiadaniu o dzielnej małpce, mała bohaterka zaczyna czuć się „za”. Nie może czegoś dosięgnąć, dojrzeć, przejść przez głębszą wodę, wleźć wysoko na palmę żeby dostać najlepsze banany – słowem, wciąż coś ją omija. Aż wreszcie.

Aż wreszcie, jakkolwiek podejrzanie to nie brzmi, bierze się na odwagę, i wyrusza
po wielką przygodę. I, rzecz jasna, zgodnie z zasadami logiki – jest ona naprawdę nadzwyczajna na miarę kogoś małego, co więcej – wyjątkowa i niedostępna innym,
czyli większym. Kogo bowiem uniesie cienka gałąź prowadząca do słodkich owoców? Kogo zachwycą imponujące wzory motylich skrzydeł, misterna architektura pajęczych sieci?

Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma? Kiedyś znajdę szczęście? A może trzeba przestać
się porównywać i przyjrzeć się światu we własnej skali, bo może właśnie tu i teraz jest całkiem nieźle?

Małpa w kąpieli,
Fredrę podejmuje Bogucka

W kieszonkowej (choć w twardych oprawach, niczym wykwintne czekolady) serii Dwóch Sióstr 10 lat temu ukazał się klasyczny bajkowy poemacik Aleksandra Hrabiego Fredry. Spotkanie figlarza dramatopisarza i współczesnej mistrzyni ilustracji dla dzieci dało nadzwyczajny efekt, który Dom Bajek również postara się dla Was przywołać w najbliższą niedzielę.

No i tu ta „małpa”, a przynajmniej tak mi się w mej wrednej naturze zawsze wydawało, nabiera konotacji nieco grubego epitetu wymierzanego w próżną damę (dlatego tak się przywiązałam do rzeczownika uniwersalnego rodzaju „małpiszon”). No bo dlaczego jak małpa – to musi być głupia, śmieszna, żenująca?

Jako śmieszek Fredro broni się doskonale, Katarzyna Bogucka ustawia go na miejscu
i dzisiaj. Będzie teatralnie, śmiesznie i znowu z przesłaniem. Jak to w obejściu Domu Bajek bywa. Zapraszamy w niedzielę 15 lipca o godz. 11.30 na drugie letnie spotkanie.

Maria

Dzielna Małpka, Marta Altés, tłumaczenie: Marta Bręgiel-Pant
Wyd. Tako, 2018

Małpa w kąpieli, Aleksander Fredro, ilustracje: Marta Bogucka
Wyd. Dwie Siostry, 2008

Projekt „Święty Marcin Czyta Dzieciom: Lato w mieście” dofinansowano w ramach Centrum Regrantingowego Inicjatyw Lokalnych Poznań 2018 ze środków budżetowych Miasta Poznania. Operatorem Centrum Inicjatyw Lokalnych Regrantingowe jest Wielkopolska Sieć Organizacji Pozarządowych „Działamy Razem” i Stowarzyszenie Instytut Zachodni.

Fotorelacja z pierwszego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców, zasobów własnych oraz ze stron: http://www.myredpalette.com, http://www.culture.pl oraz http://surochow.vizz.pl.

 

Reklamy
Małpiszon na skalę swoich czasów, czyli „Dzielna małpka” Marty Altés na drugim letnim spotkaniu z cyklu „Święty Marcin Czyta Dzieciom”

Czy bawiłbyś się ze mną, gdybym został sobą? Jak zdobyć przyjaciela w bardzo młodym wieku

Niby z małymi dziećmi jest tak: przyjaźnią się z tymi ludźmi w swoim wieku, którzy lubią to samo, mają to samo, często się widzą, wyrastają w podobnym środowisku. Ten sam błysk w oku na widok cekinów czy resoraków, porównywanie kolorów kapci, codzienne wyścigi do drzwi w przedszkolu, widok śmiejących się razem matek. Wtedy, ewentualnie, na chwile, można się czymś podzielić. Poczekać żeby równo zbiegnąć z górki. Ale czy na pewno na pewno? Wśród znajomych obserwuję, jak tęsknią za sobą dzieciaki o zupełnie różnych zamiłowaniach, co widują się nieregularnie, jedno sangwinik, drugie flegmatyk, a ich rodziny w życiu by się nie spotykały, gdyby nie dzieci.

00Gdybym.jpg

Książka dwóch Hiszpanek: Palomy Sánchez Ibarzábal i Anny Llenas zaczyna się słowa-
mi do nieznanego bohatera: „A co by było, gdybyś był kotem?”, na które to pytanie następuje seria odpowiedzi zaczynających się od „nie”. Kot nie mógłby dzielić tych samych, co mała przedstawiona w serii kolaży dziewczynka, ponieważ kot nie jest dzieckiem, nie jest nawet człowiekiem.

02Gdybym.jpg

Jakkolwiek przemiłe to stworzenie, dla niektórych, jak się zdaje alter ego obrazujące
na zdjęciach ludzkie stany emocjonalne, nie będzie jednak brodzić z właścicielem
po kałużach, nie będzie z nim jeździć na łyżwy, budować na plaży zamki z piasku… Jest
to więc opowiadanie o kocich zwyczajach rekreacyjnych, towarzyskich, żywieniowych
i innych, ale, rzecz jasna, nie tylko – przecież inne dziewczynki, czy to sąsiadki naszej bohaterki, kuzynki czy koleżanki z baletu lubią czasami zupełnie inne rzeczy, albo
i te same może, lecz w innym czasie.

Gdybym jednak był kotem, jedno by się nie zmieniło:
zawsze byłbym twoim przyjacielem!

Historyjka odkrywa, jak w wielu sprawach ktoś kogo lubimy, kochamy, różni się od nas. Wiadomo, że przyjaźń zauważa się dzięki rzeczom wspólnym, ale czyż nie jest ciekawe dowiedzieć się, czym jeszcze można się pasjonować? Czy nasz przyjaciel byłby w stanie zjeść ulubione przez nas kiszone ogórki albo chałwę? Czy to jest ważne, że nie lubi tańczyć? Że nie ma rodzeństwa, albo wprost przeciwnie, dzieli rodziców z bratem bliźniakiem?

Nie mówiąc już o różnicach między upodobaniami dzieci i dorosłych.

01Gdybym.jpg

Książka jest w sposób szczególny zilustrowana: poszczególne obrazy przypominają teatralne dekoracje, mają swoją fakturę i perspektywę, chociaż powstały jedynie przy użyciu kartonu, farby, kleju i kredki. Wycięte kształty są nieco toporne, a jednak tworzą harmonijny, zrozumiały, oswojony świat.

„Gdybym był kotem” to ciepła, mocna książka, której część będziecie mogli w najbliższą niedzielę zabrać ze sobą do domu. Zapraszamy do zabawy w niedzielę na piętro przy Wspólnej 40.

Maria

Gdybym był kotem, Paloma Sánchez Ibarzábal, Anna Llenas
Wydawnictwo TAKO 2017

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy.

Czy bawiłbyś się ze mną, gdybym został sobą? Jak zdobyć przyjaciela w bardzo młodym wieku

Proponuję Przejażdżkę. Książki o przejazdach i pojazdach

Po raz drugi spotkamy się na naszych warsztatach (tym razem w wakacyjnym, podwórkowym cyklu „Święty Marcin Czyta Dzieciom”) z rezolutną i rozbrajającą
Basią, tytułową postacią „Basi i podróży”.

Myślałby kto, że wyprawa autem w piękne polskie góry, gdzie konie się pasą i potoki szumią, to świetna okazja do napisania dydaktycznego panegiryku na cześć zalet polskiego krajobrazu i wartości turystyki familijnej.

Od miesiąca trwają przygotowania do rodzinnego, świątecznego wypadu w góry. Gdy Basia pakuje najpotrzebniejsze rzeczy (kapcie z pieskami, plastelinę, lizaka od Dziadka Henryka…) pojawia się pierwsza przeszkoda: tata musi zostać w pracy. Rozwiązanie: trójkę zasmuconych dzieci zabierze samochodem mama.

Dalej, jak w porządnym, choć ledwo utrzymującym się w kanonie kina familijnego, amerykańskim filmie o podróżującej autem rodzinie, są już niemal same przeszkody. Prawdę mówiąc, z powodu wizji wyprawy opisanej w książce, niektórym śnią się podob-
ne przygody i przed, i po wycieczce.

Przedmioty nie trzymają się tam, gdzie powinny, bo maja kontakt z ludźmi.
Dzieci nie są „grzeczne”, bo nie mogą.
Samochód nie zachowuje się godnie, bo niby dlaczego.
Mama zachowuje daleko posunięty spokój.

Czytamy „Basię i podróż”, ponieważ opowiadanie przygotowuje i dzieci, i dorosłych
na to, czym prawdopodobnie stanie się wspólna wyprawa najbardziej popularnym
i, zadawałoby się, komfortowym, środkiem lokomocji. Jakie czyhają na wszystkich pułapki, jak radzić sobie z nudą i emocjami; historia jednak nie frustruje, a śmieszy.

Jako drugą książkę będziemy chciały Wam przedstawić coś, co, ze względu na swą objętość i rozmiar tekstu, wydawałoby się pozycją skierowaną dla młodszych dzieci, jednak z uwagi na jakość ilustracji oraz angielskie tłumaczenia, może zachwycić również przedszkolaków.

Kto00

„Kto prowadzi?/Who’s driving?” zilustrował (bowiem przez pierwsze 10 lat zajmował
się jedynie ilustracją dla dzieci) i napisał Belg, Leo Timmers. W tym wydawnictwie najważniejsze są wybitne kolorowe rysunki oraz zagadki, które zawarte są w pytaniach.
I te rysunki nie są ani abstrakcyjne, ani hiperrealistyczne, ani fowistyczne, ani w żaden sposób niewyraźne czy metaforyczne – są po prostu historiami samymi w sobie, humo-
rystycznymi i w pełni zadowalającymi oko młodsze i starsze. Do różnego rodzaju pojaz-
dów zmierzają ochotnym krokiem różne spersonifikowane zwierzaki, poprzebierane
w odpowiednie dla swych hobby, statusu czy profesji, do czytelnika zaś należy odgadnięcie, które z nich trzyma kluczyk do zaparkowanego środka transportu.
I naprawdę, znalezienie odpowiedzi nie musi trwać wcale krótko.

Przepraszam, ale doprawdy zwyczajnie nie mogę czytać książeczek z najbardziej popu-
larnych serii o Kopareczkach Śpioszkach, ze stającymi w gardle rymami i dyskusyjną grafiką. Dzieło Timmersa zaszczyca zaś wszystkich – chłopców, dziewczynki, dorosłych.

Tekstu niewiele, więc zasadny jest angielski, tym bardziej, że można dowiedzieć się,
jak w języku Shakespeara „robi” kabriolet, a jak traktor. Ostatnie pytanie było dla mnie,
nie mogącej się pogodzić z tym, że książka się już kończy, prawdziwym kołem ratun-
kowym.

Sami – na warsztatach w sobotę, 29.7., na naszym Podwórku o 12-ej – zobaczcie, dlaczego!

Maria

Więcej nowych książek o pojazdach w zasobach Biblioteki Domu Bajek:
„Auto Ferdynand”, Janosch, Wyd. Format;
„Co robią auta”, seria „Opowiem Ci, Mamo” Marcin Brykczyński, Artur Nowicki, Wyd. Nasza Ksiegarnia;
„Prawda o tramwajach”, Światopełk Karpiński, Wyd. Muchomor;
„Pracujące pojazdy. Hej ho!” Taro Miura, Wyd. Tako;
„Pracujące pojazdy. Zostaw to mnie” Taro Miura, Wyd. Tako

Spotkanie odbywa się w ramach cyklu „święty Marcin czyta Dzieciom”. Projekt dofinansowano w ramach Konkursu Mikrodotacji Centrum Inicjatyw Lokalnych Poznań 2017.

Fotorelacja z pierwszego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców oraz zasobów własnych.

 

Proponuję Przejażdżkę. Książki o przejazdach i pojazdach

Jesienno-płomienna liściasta Maska Lwa

Jesienią trudno mi oderwać wzrok od drzew. Co roku tak samo intensywnie zachwycam się ich barwami – mocnymi, nasyconymi, drgającymi. I co roku nie mogę sobie odmówić zbierania liści – mam ich już chyba setki zasuszonych między kartkami książek, kruchych, bladych, a jednak nadal mających w sobie wspomnienie tego soczystego koloru.

Tym razem pochyliłyśmy się razem z Ulą nad czerwono-brunatnymi listkami
o delikatnym i zawiłym konturze. I oto zaświtała myśl, by wykorzystać je do zabawy
i przy okazji wrócić do ukochanej książki – „Maski lwa” Margarity del Mazo.

Maska Lwa 03

Maska lwa 02

Nasza propozycja jest prosta, choć można ją skomplikować na potrzeby Starszaków. Przygotowałam model maski – z rysunkiem inspirowanym pyszczkiem głównego bohatera książki. Ulka ją po swojemu pokolorowała, następnie dokleiłyśmy bujną liściastą czuprynę. Młody Lew dorósł 🙂 (i zaczął tańczyć po mieszkaniu…)

Maska Lwa 01

Cieszy mnie fakt, że nasz pierwszy warsztat DomBajkowy to było właśnie spotkanie
z tą książką – niezwykle piękną o bardzo mądrej treści (zobacz tutaj). I teraz – pierwszy wpis poświęcony jest także „Masce Lwa”, niech to więc będzie dobry początek.

Miłej zabawy Lwiątka!

Basia

Maska lwa 04

maska-lwa

„Maska Lwa”, Margarita del Mazo, wydawnictwo Tako 2012

Jesienno-płomienna liściasta Maska Lwa