UWAGA, Rodzice! ROMANS DLA DZIECI Historia zupełnie niesłychana!

 

Każdy z nas zna chyba taką parę, która sama w sobie przedstawia barwne tło dla wspólnego życia – ja owszem. Mój mąż jest milczący, choć śpiewa w operze i wykłada filozofię, a ja, no cóż, ja nie. Żyć bez siebie nie mogą znajomy informatyk i projektantka ogrodów, urzędniczka bankowa i fotograf kreacyjny. Zachwyca mnie wiele rzeczy, których nie rozumiem, a   nawet nie mam bladego pojęcia jak powstają. Dla kogoś może to być preparat chemiczny, porządek w szafce z garnkami, jazda na rowerze po mieście albo i żywiołowy taniec.

Jednym z moich ulubionych literackich cytatów jest wypowiedź skromnego urzędnika, bohatera “Pieszczocha” Romain’a Gary’ego: “Nie zrozumiałem, więc sprawiło wrażenie. Niezrozumiałe zawsze robi na mnie wrażenie; może przecież kryć w sobie coś pomyślnego. Dla mnie jest to racjonalne.”

grossman-hensel01

Jak mniemam, mniej więcej podobnego zdania musiała być Katharina Grossmann-Hensel, urodzona w 1973r. w Niemczech malarka, dyplomowana germanistka,
anglistka i ilustratorka, również swoich własnych książek. Mam przemądrzałego znajomego, który nie znając się w ogóle na książkach dla dzieci, ale znając na malarstwie, z uznaniem wypowiedział się na temat ilustracji “Przepisu na miłość”, jedynej, jak dotąd, przetłumaczonej na język polski książki autorki. Że w duchu są nieco chagallowskie (Katharina mieszkała również kilka lat w Paryżu), że wykonane w całości pastelą, szczegół, niuans, że robi wrażenie. Tu się z nim zgadzam, i bardzo żałuję,
że inne pozycje, wielokrotnie nagradzane, dyskutowane szeroko na zagranicznych forach i przetłumaczone na kilkanaście języków, nie znalazły się jeszcze w ofercie polskich wydawnictw. Co więcej – “Przepis na Miłość” (w oryginale “Wie Mama
und Papa Verliebte wurden” – “Jak mama i tata się zakochali”), wydany przez Naszą Księgarnię w 2006 r., jest już niedostępny w księgarniach, a na aukcjach internetowych osiąga cenę siedmiokrotnie wyższą.

Katherina Grossman-Hensel przede wszystkim pomaga nieco starym wyjaśnić taką
oto rzecz: że rodzice kiedyś się nie znali. Pięknie pokazuje samotność i tęsknotę
za uzupełnieniem niezależnego życia o kogoś, “kto by do nas pasował”. Bohaterowie – Mama i Tata, bo historię, jak się okazuje na końcu, opowiada ich, wpatrzony w okno, synek – spotykają się w jednym miejscu bo gubią się każde w swoim świecie –
a odnajdują razem. Nie od razu wszystko idzie jak po maśle, oboje wcale nie szastu-
prastu orientują się, że to, co się z nimi dzieje jest właśnie tym, o czym marzą, czują
się tak źle, że trafiają do lekarza. Ten ordynuje im wspólne zajęcie, bowiem każde, pracując samodzielnie, radziło sobie kiepsko. Historia kończy się dobrze, nie ma jednak
ni prostego morału, ni wyjaśnienia. Przekazanie prawdy o uczuciach osamotnienia, tęsknoty, smutku – nieobcych przecież małym dzieciom, wiedzy, że przeżywają
je również dorośli, a nawet właśni rodzice! – jest według mnie jedną z najcenniejszych zalet tej książki. Naprawdę warto się przyjrzeć szczegółom jej ostatniej ilustracji.

Opowieść toczy się miękko i urodziwie, nieco, jak u Chagalla, chwiejnie, słychać
i widać, że rekonstruuje ją dziecko. Fenomenalne ilustracje trzymają lekturę z dala
od trywialności. Ich jakość sprawia, że do książki wraca się chętniej, podobnie
jak do ulubionego obrazu, który postanowiliśmy zawiesić u siebie w domu i jakoś
się nam nie nudzi. Prace Kathariny Grossman-Hensel były wielokrotnie nagradzane
w międzynarodowych konkursach, m.in. W Bolonii, Bratysławie i Paryżu.

Urzekającą książkę Kathariny Grossman-Hensel przeczytamy i obejrzymy 19-ego
lutego, o 11-ej, tam gdzie zawsze, przy Lodowej 6/1.

Naprawdę szkoda by było tam Was nie zobaczyć.

Maria

 

Obrazki ilustrujące ten tekst zawdzięczamy dzięki:
– oficjalnym stronom wydawców
– stronom: http://goodwin-gallery.com/, http://rakaete.com/, http://whiteravens.ijb.de/, www.amazon.de,
pl.pinterest.com, http://poleczkazksiazkamibeel2.blox.pl/ oraz http://kokonfantazji.blogspot.com

 

Reklamy
UWAGA, Rodzice! ROMANS DLA DZIECI Historia zupełnie niesłychana!

Ślady na śniegu

Nie ma nic przyjemniejszego zimą niż gorąca herbata i krzepiąca książka. Lektura
jednak nie może być przypadkowa – nie bez powodu na naszej półce znajduje się całkiem pokaźna lista tytułów skrzących się od śniegu, mieniących jak brokat (taaak, „brokatowy” efekt szronu jest obecnie najczęściej tropionym motywem w życiu mojej Trzyipółlatki), od których czuć szczypiący w policzki mróz. Książki te  działają niezwykle sensualnie i pobudzająco na wyobraźnię zarazem, a ich wspólne czytanie daje nam
coś jeszcze – tę nieuchwytną magię, ciszę białego puchu i wewnętrzne ciepło, gdy
jesteśmy opatuleni bliskością domu rodzinnego.

W takich momentach my, rodzice, dobitniej odczuwamy, jak razem
z Maluszkami odkrywamy ponownie naszą dziecięcość, potrzebę tajemnicy
i wspólnotę pięknych przeżyć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Szczególne miejsce na naszej domowej zimowej półce ma „Skrzat nie śpi”, skrom-
na i pełna ciszy opowieść Astrid Lindgren zilustrowana przez Kitty Crowther,
a opublikowana przez Wydawnictwo Zakamarki. Ta stosunkowo niewielka książka
ma w sobie niezwykły potencjał, zarówno w warstwie literackiej, jak i plastycznej.
Fabuła daleka jest od tradycyjnie skonstruowanych opowieści dla dzieci, nie ma zwrotów akcji, licznych przygód czy niebezpieczeństw czyhających na głównego bohatera z pozytywnym rozwiązaniem akcji. To raczej historia, która snuje się deli-
katnie niczym wstążka dymu z komina zagrody zatopionej w zimowym krajobrazie.
Jej istotą jest trwanie, zapis codzienności obejścia i jego mieszkańców, ludzi, zwierząt oraz tytułowego Skrzata. To on, dzień w dzień,a raczej noc w noc, wydeptuje ścieżki znacząc ślady drobnymi stopami, wtedy, gdy ludzie śpią, wtuleni w siebie, by się ogrzać. Jest coś niepokojącego w opisie tego trzaskającego mrozu nocy, na tym tle spokój Skrzata, niezmącony blask jego latarni i rozmowa ze zwierzętami „w języku, który rozumieją” wprowadza poczucie harmonii. Stajemy się świadkami próby ujęcia tajemnicy nieśmiertelności i codziennego rytuału, który się na nią składa.

Ilustracyjnie książka daje nam obraz dość tradycyjny, współgrający ze słowami.
Dużo w niej bieli i czerni, kolory mocno stonowane, chłodne i wycienione dodają
uroku tajemnicy. To prosty i poetycki świat, kameralny i bezpretensjonalny. Reali-
styczny krajobraz, architektura, zwierzęta czy inne postaci wpisują się ikonograficznie
w typowy dla Skandynawii język plastyczny (choć autorka urodziła się i mieszka w Belgii,
to jej ilustracje są bardzo mocno „szwedzkie” – może to dzięki korzeniom jej matki – Szwedki?) mogą przywoływać pełne uroku klasyczne ilustracje Elsy Beskow („Zimowa wyprawa Ollego”) czy Ilon Wikland („Boże Narodzenie w Bullerbyn”). Świat wyobrażony jest bliski i zrozumiały, acz daleki od kiczu czy infantylności.

Warto zwrócić uwagę także na barwy – z jednej strony gama kolorystyczna jest dość wąska, z drugiej autorka ilustracji serwuje nam niezliczoną ilość odcieni bieli, zieleni
i błękitu, rysując z niezwykłym wyczuciem na poetykę koloru. I właśnie to chyba urzeka najbardziej – cisza płynąca z charakteru tej opowieści oraz cisza bijąca od obrazu. To cisza, której można niemal dotknąć właśnie w zimowe, zaśnieżone noce.

Nie mogłyśmy odmówić sobie przyjemności wspólnego przeczytania tej książki
na naszych DomBajkowych warsztatach. Podczas spotkania, przy zapalonym świetle świecy, powstały równie kameralne jak ta opowieść prace plastyczne. Z wyciętego wcześniej na kształt koła z podstawką granatowego papieru powstały
kule śnieżne, z płatkami wirującymi wokół budy dla psa Karo. Aby stworzyć efekt lekkości i kontrastu wykorzystałyśmy pomalowane na biało puzzle (to kolejny przykład na tzw. drugie życie przedmiotu, już od pewnego czasu zbieramy  zdekompletowane puzzle,
by wykorzystywać je na różne plastyczne sposoby), które naklejone na papier zaczęły układać się w dynamiczny zimowy deseń. Psia buda to wnętrze pudełka od zapałek – dobry pomysł, by wprowadzić element trójwymiaru.

Kolejnym pomysłem było podążanie po ścieżkach wydeptanych przez Skrzata i jego saboty oraz zwierzęta, które pojawiają się w książce. Stemple z odciskami kopyt, racic czy pazurów, wycięte tradycyjnie z ziemniaków, ułożyły się w bajeczne błękitne wzory
na białych pasach papieru, między którymi ułożyłyśmy namalowane zabudowania gospodarstwa odtwarzając swoistą mapę starej zagrody.

Życząc śnieżnych inspiracji i zimowych zachwytów polecamy spotkanie ze Skrzatem. Także w nietypowej scenerii, w naszym domu często czytany jest wieczorem, pod namiotem z białego koca i z latarką w dłoni. Czysta magia!

Basia

 

„Skrzat nie śpi”, Astrid Lindgren
ilustracje: Kitty Crowther
Wydawnictwo Zakamarki, 2015

 

Ślady na śniegu