Być niegrzecznym. Przygoda.

Amerykańska przypowieść o niegrzecznym dziecku z 1963 roku.

19 milionów sprzedanych egzemplarzy, a książka kusi głównie obrazkami.

Dzikie00.jpeg

Max, jak wielu małych Amerykanów i Polaków, zachowuje się nieznośnie. Robi krzywdę wystrojowi wnętrza domu, psu, odzywa się tzn. wrzeszczy, obraźliwie do mamy. Ubrany w strój niewinnie białego zwierzaka (w którym wygląda jak niegroźna dzidzia), skazany przez doprowadzoną do ostateczności matkę na pójście do łóżka bez kolacji, wkurzony spaceruje po swoim pokoju. W którym to pokoju nie spotykają go żadne ponure refleksje, raczej fantastyczne warunki do dalszego dzikowania.

Grzeczne dziecko mogłoby się przerazić, a co najmniej zdziwić, lecz nie Max. Jego pokój (bez kolacji) mianowicie zaczyna porastać las. Tu, w warstwie tekstu, zaczyna się prawdziwie piękna poetycka proza, do której lubię wracać, ponieważ słowa niosą coś, czego, zapewne, jako dorosła, nie do końca potrafię przełożyć na konkret.

Dzikie01.jpeg

Tam, dokąd dociera, sami przekonacie się jakim sposobem, spotykają go nadzwyczajnie, choć wcale nie przesadzenie straszne (przynajmniej wobec dzisiejszej wrażliwości), stwory. Naprawdę, warto je zobaczyć. Są to bowiem prześmieszne hybrydy – na dole stópki gęsi, w środku lew, a na górze paszcza z lokami Ludwika XVI-ego. Co się dzieje? Im się wydaje, że są groźne, a tymczasem to Max je sobie podporządkowuje. Do tego stopnia, ze wybierają go na króla. To dopiero nieco potworne, co?

Ukoronowany Max dzikuje w doborowym towarzystwie.

Dzikie02

Co jeszcze potrafi? Potrafi wysłać ich do łóżka. Bez kolacji. Czegóż się uczy bowiem od swoich najbliższych… A potem? A potem sam staje się dorosłym, i czuje się samotny. Stwory nie chcą go wcale ze swojej dzikiej krainy wypuścić – tak fajnie przecież się razem rozrabiało.

a potem pożeglował z powrotem
na drugą stronę roku,
z tygodnia w tydzień,
przez dzień
aż do nocy w swoim własnym pokoju

Max zatem się zmienił. Myślę też, że to, co go spotkało na miejscu, utwierdziło go w tej zmianie.

Sendak01.jpg

Opowiadanie autora tekstu i ilustracji, Maurice’a Sendaka, pochodzącego z żydowskiej rodziny z Polski, kreśli filozoficznie pogłębioną sytuację buntu. Gdy staje się on czymś powszechnie aprobowanym, może się wkrótce znudzić, wtedy – ciekawszą, bardziej złożoną zaczyna się wydawać rzeczywistość, od której się odwróciliśmy. Warto to sprawdzić, choćby czytając „Tam, gdzie żyją dzikie stwory”. Ciekawi jesteśmy,
co o nich pomyślicie.

Maria

Tam, gdzie żyją dzikie stwory
Maurce Sendak
Wydawnictwo Dwie Siostry
Warszawa 2104

Fotografie zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy oraz ze strony http://www.newyorker.com.

Spotkanie z „Dzikimi Stworami” odbędzie się w zaprzyjaźnionej przestrzeni CMOK-a, w ramach projektu „Dom Bajek Wciąż Czyta Maludom”, który dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania. #poznanwspiera

Reklamy
Być niegrzecznym. Przygoda.

Rodzina, ach rodzina (lecz kiedy jej ni ma, samotnyś jak Maleńki Król)

Wspaniały Japończyku, któryś z takim dystansem, prawdziwie elegancką, jak to w wiel-kiej sztuce, czytelną dla dorosłych i dzieci, formą i treścią uczyniłeś wiarygodną prawdę, iż ludzie, nie majątki, są naszym prawdziwym bogactwem!

„Maleńki król” to kolejna książka „sprowadzona” z zagranicy (kapitalna seria „Polecone z zagranicy”) Wydawnictwa Dwie Siostry. Taro Miura, autor ponad 30 książek obrazkowych, naprawdę ilustracją potrafi przekonać do wykoncypowanych przez siebie treści. Bo jakże nie do zniesienia smutną byłaby opowiastka o kimś, komu materialnie na niczym nie zbywa, mało tego, jest królem, czyli postacią, która przeważnie dzieciom kojarzy się z najlepszym życiem na świecie.

Maleńki Król01.jpeg

Król rzeczywiście jest maleńki, trudno go odnaleźć na ilustracji. Za suto zastawionym stołem i w ogromnym łożu wygląda jak opuszczona przez bliskich za karę dziecina. Ale to dorosły, który nawet rumaka dosiąść nie może, tylko frunie za nim, wzruszająco czepiając się końskiego ogona. W pełnej przepychu łazience ma do dyspozycji nie wannę, lecz fontannę, w której ledwo udaje mu się dokonywać ablucji. Słowem, w towarzystwie jedynie potężnych żołnierzy, nie może czuć się ani szczęśliwy, ani pewny siebie.

Maleńki król02

Miura buduje swoją opowieść z klocków: prostych kolorowych form geometrycznych, czytelnych i bajeczkowo powabnych zarazem. Tym, co roztkliwia, nie jest stylistyka tekstu, a jego bezpretensjonalność połączona z prostymi konstrukcjami na jednakowo nasyconych barwą tłach. Przełamanie smutku przynosi spotkanie z wielką (dosłownie) księżniczką. Prawdziwej miłości różnica wzrostu nie wadzi. Do picturebook’a Taro Miury, co nie jest znowu tak częste, można wracać, tak duża jest moc jego ilustracji, i roz-brajająco sformułowany przekaz.

W najbliższą sobotę w fantastycznym Cmoku postaramy się oddać honory Maleńkiemu Królowi, chodźcie do nas!

WAŻNE: zgodnie z tradycją Domu Bajek, z okazji Dnia Kobiet, organizujemy WARSZTATY CHARYTATYWNE, z których całkowity dochód przeznaczamy zawsze na pomoc Dzielnej Kobiecie.

W tym roku pomagamy Dagmarze Kapitaniuk-Pertek, która ma zdiagnozowany nowotwór układu pokarmowego – gruczolakorak z przerzutami do kości, nerek i otrzewnej. Dagmara pisze o sobie tak:

Mam na imię Dagmara, jestem mamą dwójki wspaniałych maluchów, czasami staram się być Kleopatrą, indiańskim wodzem, geishą czy po prostu normalną koleżanką. Moje życie nie jest jednak do końca normalne, jest fantastycznie pokręcone dzięki mojemu długoletniemu „przyjacielowi”. Długo już się przyjaźnimy i jest to trudna przyjaźń. Jest bardzo podstępny, czai się i potrafi wbić szpilkę z ukrycia. Chce mi zabrać to, co mam najcenniejsze, próbuje różnych sposobów. Jednak wbrew przeciwnościom losu staram się iść do przodu, najczęściej z uśmiechem. Choć czasem potrzebuję pomocy.

Możemy pomóc Dagmarze dzięki otwartej zbiórce publicznej; w dniu warsztatu pojawi się przedstawiciel komitetu wspierającego Dzielną Kobietę w walce z chorobą – datki będzie można wpłacać do puszki.

Przygotujcie zatem gotówkę!

Basia i Maria

Fotografie zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy oraz ze strony http://www.babelio.com.

Cmok

Rodzina, ach rodzina (lecz kiedy jej ni ma, samotnyś jak Maleńki Król)

Dziwnie mały dmuchawiec. Weźmy się zmierzmy z dorastaniem

Ta historia o Pomelo, różowym pobratymcu Kubusia Fatalisty, słoniu, który przechadza się po gościńcach i dziwi temu światu, wydano w wyjątkowo dużym formacie. Na papie-rze dobrze widać różnice w wielkości oraz potęgę słoniowego namysłu nad relacjami między rozmiarami. Sądzę, że równocześnie, jest to jedna z najbardziej złożonych i filo-zoficznie dostępnych części oryginalnego cyklu Ramony Bădescu i Benjamina Chauda.

Ach, i ten Pomelo skłania do zadawania sobie, dorosłemu i dziecku, ważnych pytań. Czy to, że się rośnie, sprawia iż każdy odczuwa superekstrakosmiczną moc? A co z tym światem, z którego się wyrasta? Może nie trzeba być od razu dużym, może warto jeszcze pobyć średnim?

 

Różowy słoń poddaje nam metaforę: niepokój, czy urośnie z każdej strony tak samo. Wiadomo, dobrze znane fantastyczne ilustracje Benjamina Chaude’a ukazują rozterki bohatera w sposób rozbrajająco dowcipny, dla dorosłego wszakże pytanie, czy „najpierw musi urosnąć w środku, żeby móc urosnąć na zewnątrz” czy też wszystko rozwinie się równomiernie, może dotknąć również pozafizycznych aspektów dorastania. I dalej: czy w przyszłości staniemy się podobni innym konkretnym starszym postaciom, czy to ozna-cza, że się zestarzejemy, a jeśli, czy będziemy mądrzy niczym, jak dla Pomelo, stary żółw Gantok? Czy to się może wymknąć spod kontroli? Trzeba być uważnym, żeby nie prze-sadzić, mówi wielkie oko słoniątka (ha, a cóż to znaczy?). A może trzeba będzie przestać błaznować, a może po prostu nie da się tego przewidzieć. Bo jeszcze się okaże, że doros-łość zmusza do robienia rzeczy na które się nie ma ochoty.

02Pomelo.jpgCzy pamiętamy jak to było, kiedy byliśmy mali? Czy się coś zmieniło, co innego nam się podoba, co innego przeszkadza, zmiana pociąga za sobą nowe sympatie i nowe trud-ności. I jeszcze kwestia wyborów. „Pomelo zastanawia się, czy tak naprawdę rośnie zupełnie sam.” No właśnie. Jak zmieniamy się my, dorośli. Ale jest pociecha: np. nabie-ranie dystansu do starych lęków. Można się już z nich pośmiać.

03Pomelo.jpg

Na koniec kapitalna uwaga o tym, że Pomelo już się nie boi, ponieważ odkrywa, że rosnąć to znaczy czasem mówić „do widzenia” i słyszeć, jak inni z uśmiechem żegnają się z nami.

Zapraszamy do spotkania z rozmyślającym różowym słoniem, będziemy się dziwić, uśmiechać i bawić. Zawsze się tak staramy w naszym Domu Bajek. Ponownie w komi-tywie z piękną przestrzenią poznańskiego CMOK-a.

Maria

„Pomelo rośnie”, Ramona Bădescu
Ilustracje: Benjamin Chaud
Wydawnictwo Zakamarki, 2018

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy oraz zasobów własnych.

Cmok

 

Dziwnie mały dmuchawiec. Weźmy się zmierzmy z dorastaniem

Ty Czarownico! Kochana

Zacznijmy od obrazu – niezwykła planeta przestrzeni polskiej ilustracji, Paweł Pawlak,
w 2002 r. tchnął swym talentem w bajkę australijskiej autorki Emily Horn.

Paweł Pawlak we współpracy z zagranicznymi i polskimi twórcami opracował graficznie
i wymyślił ponad 70 książek, u nas znamy go np. jako projektanta świata Czupieńków, postaci Ignatka, Krasnali w Wielkich Kapeluszach czy Nocnego Maćka.

01Przepraszam.jpg

Historia bardzo czarnego kocura Herberta chwyta za serce, nie ma on bowiem ani domu ani przyjaciół; przed chłodem ulicy się w bibliotece publicznej, w której – jak
to często bywa – jest przytulnie i ciepło. Za oknem wichry i deszcze, a on na stercie książek siada sobie pod kaloryferem i szuka pociechy w lekturze. O, jakże przyjemnie nieco zakrzywione i toporne, a równocześnie nasycone kolorem i światłocieniem
obrazy pokazują rzeczywistość Herberta!

03Przepraszam.jpg

Pewnego dnia znajduje książkę o, można by rzec, ryzykownym tytule i treści: „Ency-klopedię czarownic”. W niej zaś natrafia na definicję (cząstkową) postaci Czarownicy,
a mianowicie na wyliczenie jej cech, takich jak przywdziewanie ciepłych pasiastych skarpet, spiczastych kapeluszy, zamiłowanie do zwierząt, w tym najbardziej czarnych kotów, poruszanie się na miotle…

Herbert nieśmiało zaczepia przechodniów wyposażonych w poszczególne atrybuty czarownicy, ale dziewczynka w skarpetach ucieka przed nim jako zwiastunem pecha, gospodyni mieszająca w kotle srodze się obraża, zamiatacz ulic wyśmiewa.

02Przepraszam.jpg

Rzeczywistość, nawet bajkowa, okazuje się bardziej złożona i pozory potrafią zwieść najbardziej niewinne stworzenia. Finał tego niewesołego ciągu wypadków rozegra
się w bibliotece. Bo biblioteki są naprawdę zdumiewającymi miejscami.

To już ostatnie spotkanie w naszym cyklu „Kociambry ze Starego Miasta”. Chodźcie
do Cmoka!

Maria

Przepraszam, czy jesteś czarownicą?, Emily Horn, Paweł Pawlak
Wydawnictwo Muchomor

Projekt „Kociambry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto.

Autorką identyfikacji wizualnej do projektu jest artystka Katarzyna Olbrycht.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy oraz zasobów własnych.

Ty Czarownico! Kochana

O alegorycznych urokach Milusi i Myszy

Tym razem wyciągamy nasze długie łapy po kolejną, nawiązującą do klasyka gatunku Jana de La Fointaine’a, bajkę zwierzęcą. Pamiętacie nauki logiki i moralności płynące
z „Konika polnego i mrówki”? A „Kruka i lisa”, bajkę z Ezopa, a spolszczoną przez Igna-
cego Krasickiego? „Lisa i kozła” Adama Mickiewicza?

Nie przytoczę tu żadnych miód-malina cytatów, bo nie klasyków będziemy czytać,
ale przyjemność paralelna, ponieważ jakże pouczający i zabawny tekst jest w przypad-
ku „Kotki Milusi” zilustrowany nadzwyczajnymi obrazami. Z cudownej teatralnej skrzynki
(o samym fenomenie Kamishibai tutaj) będziemy wyciągać sceny z historii spisanej wierszem i malarsko zilustrowanej przez włoski duet Eleny Molisani i Alessandro Sanny.

00Milusia

„Kotka Milusia”, rzecz jasna, reprezentuje również pewien charakter ludzki, mianowicie pławiącą się w zbytkach damę (leżanka-szezlong, jako typowy mebel kojarzący się za-
równo ze stylizowaną damą jak i mniej lub bardziej dystyngowanym kotem). Początek bajki może się kojarzyć z mickiewiczowskim opisem osobowości i dóbr Telimeny;
nie mogę się powstrzymać przed jego zacytowaniem:

Jako kotka domowa miała swoja panią,
oraz własną leżankę, bynajmniej nie tanią,
miała miękkie podusie i pieszczot tysiące,
a do jedzenia smakołyki zapachem kuszące.
Drzemała sobie Milusia, nie spraszała gości,
Zadowolona z własnej nieskazitelności.

Potem jest już tylko lepiej dla bohaterki, a gorzej dla naszego pierwotnego poczucia egalitaryzmu; wszak – czy samych posiadaczy kotów nie cieszą ich szlacheckie rysy?
Czyż nie, jak stwierdza Milusia, dla

wrodzonej elegancji w skoku
wszyscy nas traktują jak arystokrację!

01Milusia

Po dalszych duserach prezentacji zaczyna się rozgrywać akcja – kotka spotyka myszkę, którą straszy i drażni, tłumacząc, że to rozrywka przynależna kotom. Strwożona myszka próbuje odwołać się do szlachetnych instynktów damy, jakże przeciwnych katowskim,
ta jednak głucha na błagania myszki o darowanie życia zwraca jedynie uwagę, że tak niskiego pochodzenia potraw nie jada, ponieważ stanowiłyby hańbę dla jej podniebie-
nia.

Odzyskawszy rezon niedoszła ofiara przechodzi do dworskiego dyskursu, odmalowując przed kotką uroki prostego życia związanego z naturą, z wolnością, dzięki której dzikie koty pod rozgwieżdżonym niebem

(…) od kłopotów nie stroniąc,
(…) nigdy się nie rozstają, wspólnie szczęścia bronią.

02Milusia

Morał zawarty w ostatniej wypowiedzi dialogu wybrzmiewa równie roztropnie, co dow-
cipnie i bezwzględnie; jeśli chcecie być o niego bogatsi, przyjdźcie na przedostatnie już spotkanie z cyklu „Kociambry ze starego Miasta” w Cmoku, 27.10 o 10.30.

Kto nie zna jeszcze czaru teatru kamishibai i, prócz pięknego tekstu ma ochotę zobaczyć wyjątkowe obrazy – zapraszamy tym bardziej.

Maria
Kotka Milusia, Elena Molisani, Alessandro Sanna
Wydawnictwo Tibum 2012

Projekt „Kociambry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto.

Autorką identyfikacji wizualnej do projektu jest artystka Katarzyna Olbrycht.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy oraz zasobów własnych.

 

O alegorycznych urokach Milusi i Myszy

O myszy, co uczyć się chciała od najlepszych

Historyjkę „Mysz, która chciała być lwem”, co przystoi porządnej literaturze, można interpretować na kilka sposobów: mnie znów odpowiada najbardziej jako wykład
o sile stereotypów (co częste w przypadku współczesnej literatury dla dzieci), lecz przede wszystkim jako opowieść o nieustraszonym dążeniu do zmiany w sytuacji,
jak by się zdawało, beznadziejnej.

00Mysz

Mamy zatem bohatera, którego nikt nie zauważa, a towarzystwo jest bardzo atrakcyjne
i różnorodne – bo to i okapi, i żyrafy, słonie, zebry, lemury, guźdzce… Być może i Wam zdarzyło się być w takiej sytuacji w szkole, w klubie, na studiach czy w czytelni – gdy ukryci w tłumie czuliście ten zew, myśląc co tu zrobić, by się stać jak lew… (kiepska parafraza ustępu ze strony z tańczącym lwem). Pomijana, przydeptywana, przyciśnięta, leżąc w swym łóżku, w domku u stóp ogromnej usianej szkieletami lwich posiłków skały, mysz wpada na pomysł, jak „ma stać się WAŻNA, będąc taka MAŁA?”

02Mysz

Tu warto podkreślić, jak kapitalny jest przekład wiersza Rachel Bright dokonany przez autorkę wielu książeczek dla dzieci – Barbarę Supeł, oraz ilustracje w stylu najlepszej autorskiej ekspresyjnej animacji Jima Fielda. Wiersz swym rytmem i rymem to parzys-
tym, to przeplatanym przypomina klasyczne trzynastozgłoskowe bajki zwierzęce. Rachel Bright to coraz bardziej znana, tłumaczona na kilkanaście języków brytyjska autorka
i jednocześnie artystka o niepowtarzalnym rysunku i typografii (Wydawnictwo Zielona Sowa zresztą wydało także trzy inne dowcipne opowieści tego niezłego duetu).

I tu, w momencie, gdy mysz czuje, że nie ma już nic do stracenia, postanawia urze-czywistnić swą śmiałą myśl, i wleźć na sam szczyt na lwie stanowisko. Do czego tam doszło, sprawdźcie sami, najlepiej przychodząc na trzecie spotkanie Kociambrów
ze Starego Miasta do Cmoka w sobotę 13 października na 10.30.

01Mysz

Ale pamiętajcie już teraz, że strach miewa wielkie oczy, i każdy potrzebuje przyjaźni. Bliski kontakt zaś można nawiązać dzięki najbardziej odważnym i karkołomnym sposobom, i nie trzeba się w ogóle nigdzie logować.

Maria

Mysz, która chciała być lwem, Rachel Bright Jim Field
Tłum. Barbara Supeł
Wydawnictwo Zielona Sowa 2015

Projekt „Kociambry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto.

Autorką identyfikacji wizualnej do projektu jest artystka Katarzyna Olbrycht.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy, zasobów własnych oraz ze strony jeugdliteratuur.org.

O myszy, co uczyć się chciała od najlepszych