Zimowo DomBajkowo – cz. 1

Na najbliższą niedzielę w Poznaniu zapowiadają śnieg. Cóż, połowa listopada to naj-
wyższy czas, by symbolicznie zakończyć jesień – podobnie jak bywało dawniej, wszak
na wsiach czas pracy na polu, orania, siania kończył się dokładnie wraz z celebracją Świętego Marcina. Czas rodzinny przenosił się wtedy do wnętrza chaty, gdzie wspólnie darto pierze, śpiewano, opowiadano bajeczne historie…

Nic nie jest bardziej przyjemne niż czytanie zimą zimowych książek, zwłaszcza, jeśli za oknem brakuje białego puchu, a my mamy nań wielką ochotę. Oto rozpoczynamy zatem cykl artykułów zachęcających Was do sięgania po zimowe książki, których – na szczęście! – jest wiele, a wybór nie aż tak łatwy. Zgodnie z DomBajkową zasadą wybrałyśmy te tytu-
ły, które uważamy za szczególnie cenne, zarówno w treści, jak i obrazie.

20181110_194641_LLS.jpg

Lauren Child
Charlie i Lola. Najbardziej na całym świecie lubię śnieg
Wyd. Media Rodzina

Zimowa odsłona przygód poczciwego Charliego i jego zabawnej młodszej siostry Loli. Charlie jest świętej cierpliwości bratem, który wyjaśnia dziewczynce świat i jego oby-
czaje, ponieważ Lola rozumie go na swój naiwnie-racjonalny sposób, do którego
to paradoksalnego rozumowania uprawnione są młodsze dzieci.

Mała nie może spać, i ciągle wstaje do okna, by sprawdzić czy śnieg już pada. „Wszystko jest całkiem zupełnie białe!” krzyczy rano i wygania całą rodzinę na spacer. Proste i bez-
pretensjonalnie pokazane sceny są bliskie dzieciom i nostalgicznym rodzicom, którzy nie stracili zachwytu nad urokami zimowej bieli (dorośli nigdy nie pojawiają się w opo-
wiadaniach).

Kolejnego dnia śnieżny czar pryska – i wtedy zrozpaczonej Loli brat wyjaśnia, dlaczego nie codziennie może padać śnieg, tak samo jak nie codziennie można mieć urodziny. Można się domyślić, że dla dziewczynki nie jest to mocna argumentacja, Charlie zabiera ją więc w podróż w wyobraźni do Arktyki. Tam jednak nie można np. założyć letniej sukienki… Starszy brat pociesza siostrzyczkę, że odrobinę zimy schował w zamrażarce. Lola jednak, bogatsza w nowe przemyślenia woli popatrzeć jak bałwanek „fajnie się topi”.

Oryginalnie, ekspresyjnie zilustrowana kolażem historia, również dla rozczarowanych efektem cieplarnianym.

20181111_110156_LLS.jpg

Eva Susso, Benjamin Chaud
Yeti
Wyd. Zakamarki

Dla odmiany – historia zupełnie nieprawdopodobna. Uno i Mati, braciszkowie znani również z książki tego samego szwedzko-francuskiego gwiazdorskiego tandemu „Duch
z butelki” wyruszają z domu, z którego wyprawia ich tata, na snowboardową prze-
jażdżkę. Po regeneracyjnej przerwie na konsumpcję mandarynek orientują się, że nie wiedzą jak wrócić, ale wśród przykrytych puchowymi czapami drzew i sypiącego z nieba śniegu, spotykają kogoś, kto ma grube futro i wielkie stopy. Autorzy dobrze kreślą relację między braćmi, młodszy reprezentuje nasze lęki, w starszym bierze górę umiłowanie przygód.

Yeti nie mówi, nie wiadomo, czy jest przyjazny, wszakże ilustracje i charakterystyczny
dla Susso, nieskomplikowany język, szybko kolorują zimowy krajobraz ciepłymi barwami. Obce i niezrozumiałe staje się nieszkodliwe, a wręcz przyjazne – choć nadal do końca nierozpoznane. Niepokój za niepokojem odchodzą, pozostaje jednak wrażenie bajkowej tajemnicy, która, jak się okaże, otacza również ojca chłopców.

Smakowita lektura z przesłaniem, że w najciemniejszą noc zimową w obcym można znaleźć przyjaciela.

20181111_105611_lls1.jpg

Katarzyna Minasowicz
Zima, której nie było
Wyd. Wilga

I kolejna pozycja o europejskiej nostalgii za zimami sprzed lat, czyli krzepiąco podana proza życia polskiej rodziny. Przed tradycyjną porą mrozów Mała przysłuchuje się wy-
rzekaniom dorosłych, które tonem przypominają sławetne „the winter is coming” i jak
w soczewce skupiające złe światła wszystkich kolektywnych lęków, strapień i umęczeń. Nawet mama ma kwaśną minę (wizualizując prawdopodobnie wciąganie gryzących rajstop na kończyny córki), optymistyczny i rozsądny tato rozmarza się na myśl o wie-
czornym paleniu w kominku, niestety szybko uprzytamnia sobie również obowiązki odśnieżania… Dla brata – ponury przymus pogodzenia się z końcem gry w piłkę, jedzenia lodów, jeżdżenia na deskorolce. Słowem, wydaje się, że dojrzałość nie lubi zimy.

Ze strychu naraz przychodzi pewien prozaiczny szczegół, który jednak sprawia, że Mała
z niecierpliwością zaczyna wyglądać mrozów i białego puchu – mianowicie czerwone śniegowce.

W owym sezonie zdarzył się niestety tylko jeden zimowy dzień – i to za sprawą taty.

Znów zaczęło się robić coraz cieplej i cieplej. Śniegowce straciły na atrakcyjności
na rzecz wrotek. Co stało się zaś później? Coś bardzo radosnego i dziwnego, zwłaszcza
z dorosłymi. Ale Małą już, jeżeli chodzi o ich świat, niewiele zdziwi…

Realistyczna, choć bez żadnych rozwlekłości, nieszablonowo zilustrowana stoicka przypowieść o kaprysach zimy i ludzi.

20181111_105535_lls.jpg

Muminek i pierwszy śnieg
Na podstawie opowiadań Tove Jansson
Wyd. Egmont

Zimowa opowieść o czekaniu, nie – nie na plażę i słońce, a na powrót Przyjaciela. Włó-
czykij, przyjaciel Muminka, ma w zwyczaju opuszczać Dolinę, gdy zbliżają się pierwsze śniegi. Mimo, iż muminki z kolei całe zimy przesypują, mały Muminek zaczyna bardzo tęsknić za Włóczykijem, gdy tylko ten znika za horyzontem.

Bohater serii pięknie wydanych książeczek Egmontu, z szacunkiem zarysowujących różne przygody mieszkańców Doliny Muminków, chce mi się czasem powiedzieć, jest poważnym i wrażliwym małym chłopcem, który, mając wokół siebie dość oryginalną rodzinę, z których Tatuś i Mamusia są jednak najważniejsi (i najbardziej kochający),
nie wstydzi się przyznawać do rożnych uczuć.

Włóczykij odszedł –wyszeptał. –Powiedział, że spadnie śnieg, i śnieg spadł. Nie chcę śniegu,
jeśli śnieg oznacza, że nie będzie Włóczykija.
 

Tęsknota jest uczuciem niełatwym nie tylko dla dzieci, i dobrze, że Tove Jansson zawarła w swym opowiadaniu wskazówkę, jak sobie z nią radzić. To Włóczykij daje do zrozumie-
nia Muminkowi, że będzie za nim tęsknił – zostawia mu liścik z prośbą, by ten nie pusz-
czał łódek sam, aby poczekał.

Gdy mieszkańcy Doliny Muminków spotykają się pod niebem by lepić śnieżki, pić gorącą czekoladę i  życzyć sobie nawzajem miłego zimowego snu, Muminek czuje już lekkość
na sercu i może cieszyć się w pełni tym, co ma. Na tęsknotę znajdują się sposoby,
a nawet najbardziej mroźną zimę można ocieplić.

20181111_105825_lls.jpg

Görel Kristina Näslund, Kristina Digman
O zimie
Wyd. Zakamarki

Poznańskie wydawnictwo Zakamarki od lat wiedzie prym w zimowych publikacjach, zatem niech nie zdziwi fakt, że ich propozycje będą się pojawiały w naszych tekstach
po wielokroć. „O zimie” to niewielkich rozmiarów książeczka, zarówno literacko, jak
i formatowo, za to zawiera w sobie wszelkie przyjemności, które tak kochamy o tej porze roku. Dwoje dziecięcych bohaterów przeprowadza czytelników przez zimę – począwszy od pierwszego śniegu, który zasypał świat na biało, kończąc na coraz mocniejszym wiosennym słońcu i radosnym zrzucaniu czapek. Nie brakuje tu wierszyków, a nawet rymowanek, które śmiało można z dziećmi śpiewać. „O zimie” nie jest książką z fabułą,
to raczej luźna impresja, o ptakach odlatujących do cieplejszych krajów i tych, które zostają i potrzebują naszych ziaren. O pękających cieniutkich warstewkach lodu na kałużach. O skrzypiącym śniegu. O ciemnych nocach i śnieżycach, które warto spędzić
w ciepłym domu. I w końcu o śniegowych lampionach i myszkach śpiących w szała-
sikach. Ot, niezwykle miły literacki spacer przez kilka mroźnych tygodni.

20181111_101130_lls.jpg

Jerzy Ficowski, Mieczysław Piotrowski
Śnieżne rymy białej zimy
Wyd. Warstwy

Wrocławskie Warstwy w ramach jednego ze swoich priorytetów wydawniczych wzna-
wiają cudeńka z lat 60. i 70. XX wieku. „Śnieżne rymy białej zimy” to prawdziwa perełka, fantastyczne, niedługie i wesołe wiersze Jerzego Ficowskiego opowiadają o zabawie, katarach, ptakach, kaloryferach… Jest i nawet cosik o karpiu w wannie i termometrze rtęciowym, czego zdaje się nie doświadczają już dzisiejsze dzieci. Za to my, ich rodzice, pamiętamy te obrazy aż za dobrze, zatem wspólne czytanie może obudzić wiele wspomnień i rodzinnych opowieści.

Rym i rytm ficowskich wierszy doskonale nadaje się do lektury na głos, poleciłabym
je z czystym sercem nawet tym, którzy obawiają się poezji dla dzieci. W tych krótkich formach zawierają się bowiem całe fabuły – o bałwanie chuliganie, o malowanych szronowych kwiatach, o szadzi. Niezwykłe pastelowe akwarele Mieczysława Piotrow-
skiego fenomenalnie dopełniają ten zimowy, znany nam z dzieciństwa świat.
Są i tro-
chę retro, ale zdecydowanie nie archaiczne, swoją świeżością bezpardonowo wkomponowują się w obecny bardzo atrakcyjny i różnorodny świat ilustracji dla dzieci.

Esteci docenią także samą edycję książki – nie jest to li i jedynie wznowienie, to wydaw-
niczy majstersztyk. Oryginał wzbogacono o nowe liternictwo, zrobiono to jednak
z niezwykłym wyczuciem i smakiem.

20181111_105037_lls.jpg

Tadeusz Kubiak, Przemysław Liput
Idzie zima
Wyd. Zysk i S-ka

Poezji zimowej czar można odnaleźć także w wierszach Tadeusza Kubiaka, który zabaw-
nymi wersami opisuje wszelkie zimowe przyjemności. Jest w tym tomiku lekkość i urok starych peerelowskich pocztówek, które pół wieku temu w wielotysięcznych nakładach niosły ze sobą szereg dobrych życzeń na Święta i Nowy Rok. Zwierzęta szykują zapasy na mroźne miesiące, radosne dzieci z szybkością błyskawicy gonią się na sankach i nartach, lepią bałwany i wpatrują się w piruety tancerki na lodowisku. Tradycyjne ozdoby choinkowe prowadzą zabawne dialogi zawieszone na pachnącym świerku.

Przemysław Liput z dużą zręcznością maluje ten świat, świadomie nawiązując do retro stylistyki, bawiąc się konwencją zawieszoną pomiędzy żartem i sentymentem, znako-
micie oddając atmosferę każdego wiersza.

20181111_101008_lls.jpg

Rotraut Susanne Berner
Zima na ulicy Czereśniowej
Wyd. Dwie Siostry

W naszym zimowym zestawieniu nie mogło zabraknąć ulicy Czereśniowej – cieszącej
się ogromną popularnością serii książek obrazkowych ukazujących po kolei cztery pory roku oraz noc rozgrywającej się w tej samej scenerii jednej okolicy w niewielkim mias-
teczku. Na początku poznajemy bohaterów, których perypetie możemy śledzić kartka
po kartce aż do finału opowieści. Wielorodzinny dom narysowany  w przekroju kusi,
by przyjrzeć się szczegółom niewielkich pokoików, wyposażeniu łazienek, mebelkom, kwiatom, żyrandolom… Ktoś wiesza pościel na balkonie, by nabrała zimowej świeżości mroźnego powietrza, ktoś ozdobił salon gałązkami świerku, choinki czekają na moment uroczystego dekorowania. Rotraut Susanne Berner rysuje ten świat skrupulatnie, według niezwykle przemyślanego scenariusza – ktoś gubi portfel i klucze, ktoś inny pomaga mu je odnaleźć, papuga, która ucieka z klatki daje się w końcu złapać, a autobus dowozi przyjaciół na spotkanie w kawiarni nad zamarzniętym stawem. Śnieg pojawia
się po cichutku, stopniowo otulając grudniowe ciche przygotowania do Świąt, delikatnie rozświetlając ryneczek wypełniony zapachem jarmarcznego grzanego wina.

Historie same przychodzą do głowy, zdecydowanie tej książce nie brakuje słów,
a wspólne czytanio-oglądanie przynieść może dużo radości. Małym i Dużym!

Zatem – miłej zimowej lektury!

Maria i Basia

 

Reklamy
Zimowo DomBajkowo – cz. 1

Niech sen ten śni misie O pojedynku między Hopdzisiem i Tralalusiem a Zosią i Jasiem


Dziecko, nie walcz już z tym. Twoje powieki stają się ciężkie…

Zaklęcia, które wypowiadają rodzice marzący o tym, by ich potomkowie zdrzemnęli się choć przez chwilę. O tej nierównej walce nadzwyczajnie opowiada bajka pod znaczącym tytułem „Misie nie chcą spać”, napisana przez poetę, satyryka, prozaika i tłumacza, Ludwika Górskiego.

Opowieść, co stanowi dla rodziców awanturę (w rozumieniu przygody) toczy
się na co najmniej dwóch poziomach. Na wygodnym parterze dzieci poznają historię niedźwiedzich braciszków, którzy za nic nie chcą iść spać, aż wreszcie ich mamie udaje się przełamać ów opór fortelem. Bliźniaków jest w stanie rozpoznać jedynie kochająca mama; to dzieci zapewne lepiej rozumieją od nas. Inni, to znaczy dwoje pozostałych
z piątki bohaterów, rozróżniają braci tylko po słowach, których tamci nadużywają –
jeden miś kończy swe wypowiedzi zawołaniem „hopdziś!”, drugi zaś „tralala!”. Obaj,
co ciekawe, aż do końca książki również dla nas, czytelników i słuchaczy, pozostaną nierozpoznani, a to już, być może, utkwi w pamięci rodzicom.

Może z jednym wyjątkiem drobnej odmienności – jeden z tych niedźwiadków o nie-
poważnych przydomkach ma interesujący zwyczaj: na różne pytania swego brata, Hopdzisia, odpowiada „Wiem. Ale mi powiedz”. To, jak się wydaje, niezwykle psy-
chologicznie dotkliwa prośba: ileż razy zdarza mi się zakończyć odpowiedź na wiem, miast wysłuchać cudzego zdania? Albo też zgoła udać tylko, że wiem, i ze wstydu nie poprosić o wyjaśnienie?

Historia naprawdę wydaje się prosta: misie walczą ze snem, a im bardziej przekonuje się je, że czas spać, tym bardziej starają się ożywić, ze wszech sił broniąc się przed pójściem spać. Z przekory, z chęci przeżywania przygód, czy po prostu z żalu przed długą przerwą w życiu, które ulegnie zawieszeniu na całe sto dni zimowego snu.

Niebywale inteligentne maluchy łączą starania by przeciwdziałać siłom rozsądku repre-
zentowanym przez intruzów w świecie zwierząt, zaprzyjaźnione z rodziną misiów dzieci, Zosię i Jasia. Mama Hopdzisia i Tralusia bowiem sama jest już bardzo zmęczona i senna, umykają jej wątki, plączą się słowa, trudno jej ze znużenia nawet skończyć zdanie.

A żeby zapaść w porządny sen trzeba nazbierać dużo mchu i liści – tak, by legowisko było miękkie, przytulne i ciepłe. Proza przeplata się tu gęsto z rymowanymi kołysankami, przywoływanymi w wiadomym celu, weźmy takie wersy:

Dobre spanie i chrapanie
kiedy miękkie jest posłanie
O, jak 
dobrze
O, jak dobrze
Dobrze będzie spać.

Chociaż misie walczą wytrwale i wciąż próbują wywieść w pole swoich opiekunów,
w końcu same dają się zwieść własnemu fortelowi, czyli wymianie tożsamości
– udawanie , że Hopdziś jest Tralusiem, i na odwrót ma taki finał, że, zmęczone i coraz bardziej senne bliźniaki, tracą świadomość kto jest kim. Ich tożsamość staje się płynna, jak to często we snach bywa – raz patrzymy na rzeczywistość senną własnymi oczami,
a za chwilę widzimy siebie z perspektywy z zewnątrz.

Ponieważ główni bohaterowie – misie – nie są indywidualizowane w żaden inny sposób niż za pomocą przydomków, wraz z nimi tracimy orientację kto zacz. Słyszymy dwa głosy, lecz nic nam one nie mówią; podobnie zachowują się bohaterowie, których spotykamy np. W „Alicji po drugiej stronie lustra” (Tirli Bim i Tirli Bom) oraz, do pewnego stopnia, bohaterowie dramatów Becketta (Didi i Gogo) czy Dürrenmatta (Boby i Toby).

03Misie

Nie wiem, jak sprawy się mają w Waszym przypadku, ale moje sny często przypominają teatr groteski i absurdu. Co ciekawe, głos rozsądku i porządku (pod koniec bajki sta-
wiający się również ponad dorosłą mamą), czyli dialog Zosi i Jasia wybrzmiewa także
jak monolog wewnętrzny, ponieważ dzieci w zasadzie nie różnią się niczym, nie dowia-
dujemy się o nich niczego ponad to, że chcą pomóc misiowej mamie w zdyscypli-
nowaniu niesfornych synków. Oba owe dwugłosy – niedźwiadków i ludzi – wygłaszane
są zresztą niczym kwestie wypowiadane przez tradycyjne chóry komentujące wydarzenia rozgrywające się na teatralnej scenie.

Nie śmiejcie się, ale ja doszukałam się w „Misiach…” wątku kryzysu tożsamości: gdy półżywe ze znużenia walką ze snem misie rozpaczają, że nie wiedzą już, który jest którym – sama zaczęłam zastanawiać się, czy jestem na tyle silna, by wiedzieć kim jestem,
co różni mnie od innych, i czy daję się rozpoznać?

Problem bliźniaczych braci rozwiązuje miłość – mama misiów, której, choć jest już bardzo zmarnowana i zdenerwowana na uciekające przed snem dzieci – bez żadnego kłopotu udaje się rozpoznać swoich synków. Nie są jej potrzebne, często zwodnicze
i niebezpieczne, słowa; widzi to, co dla innych pozostaje zagadką.

Osobną wartość formalną książki stanowią ilustracje Ludwika Górskiego, wybitnego grafika i scenografa. Choć wydawałoby się, że narracja pozwala na najbardziej surrealne przedstawienia, na kartach opowieści widnieją utrzymane w stylu artysty, czytelne dla dzieci wizerunki figlarnych niedźwiadków oraz bardzo realistyczne rysunki liści, przez
co książka wydaje się być jesiennym zielnikiem. Natomiast co do języka – to dyktowany logiką snu, plecie się podobnie jak w mistrzowskim dziele dyktowanym logiką snu, „Alicji w krainie czarów” Lewisa Carolla. Mamy zatem w „Misiach…” na przykład powtórzone synonimami znaczenia: hultaje, urwipołcie, łobuzy, nicponie, wisusy, niecnoty; zbitki słowne jak hoplaladziśtra, czy wiele dziecięcych śpiewnych rymowanek.

Tę właśnie wyjątkową książkę będziemy czytać i oglądać w najbliższy czwartek między godziną 19-stą a 20-stą w Centrum Inicjatyw Rodzinnych przy ul. Ratajczaka
44 w Poznaniu. „Czytanki przed zachodem słońca” to jedno z wydarzeń największego
w Europie Festiwalu Literatury dla Dzieci; na czytando zaprasza Was Dom Bajek.
Nie obiecujemy, że pójdziecie potem prosto spać.

Drugi raz spotkamy się z tą wyjątkową książką podczas cyklu „Dom Bajek na łazarskim fyrtlu”, na Lodowej 6 – 5 listopada między 11-12.30 (projekt dofinansowany ze środków Rady Osiedla Święty Łazarz).

Maria

„Misie nie chcą spać” Ludwik Górski
ilustracje: Adam Kilian
Wydawnictwo Wartswy, 2017 [wznowienie]

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawcy.

 

Niech sen ten śni misie O pojedynku między Hopdzisiem i Tralalusiem a Zosią i Jasiem

O BAŁWANIE CHULIGANIE

Choć zima z każdym dniem delikatnie odpuszcza, a krajobraz za oknem robi się coraz bardziej wiosenny, doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że najbielsza z pór roku
nie podda się bez walki. A może właśnie na przekór tej niedopowiedzianej pogodzie
i nieokreślonej zimie na chwilę jeszcze pobawmy się domowym śniegiem
i białym pejzażem?

Stworzenie Bałwana Chuligana to nie tylko cytat z książki „Śnieżne rymy białej zimy” (wydawnictwo Warstwy) i nawiązanie do pierwszego wiersza opublikowanego w tym zimowym tomiku, ale także patent na zabawę, w której można mocno nabałaganić,
a później chaos przetworzyć w dzieło sztuki, w której łączy się pierwiastek aktywności
i ruchu z działaniem plastycznym. Jeśli dodamy do tego kontekst eko i wykorzystywania surowców wtórnych mamy przepis na istne cacko 🙂

Pierwszy raz po kartonowe trójwymiarowe bałwany sięgnęłyśmy przy okazji warsztatów wokół książki „Wesoły Ryjek i zima” znakomitego duetu Widłak – Żelewska (zobacz tutaj) opublikowanej przez wydawnictwo Media Rodzina. Baza to wycięte i sklejone grube kartony o dowolnej wysokości:

Bałwan 09

A reszta to już kwestia naszej wyobraźni i chęci. Na warsztatach braliśmy do ręki kartki papieru – głównie białe, najczęściej zadrukowane – z tzw. odzysku. Najpierw tworzyliśmy
z nich śnieżki, po skończonej bitwie obkleiliśmy kartonowe formy. Papier można miąć, prostować, drzeć,  ciąć – na cokolwiek mamy ochotę. Do tego klej i nie tylko mamy
z głowy sprzątanie, ale uzyskujemy trójwymiarowy efekt  bardzo przyjemny
i przestrzenny:

Mówiąc o sporej dowolności materiału chciałabym pokazać ten sam pomysł wykorzystany w zimowej zabawie urodzinowej pewnej sympatycznej pięciolatki. Artyści byli ciut starsi, więc i efekt nieco inny. Papier uzupełniliśmy o inne surowce – waciki kosmetyczne, syntetyczną watę, fragmenty fizeliny, chusteczki; oczy, nos i guziki robiąc
z papieru piankowego. Jednym słowem wykorzystaliśmy wszelkie tzw. resztki. Bardzo, bardzo nam się ten bałwan spodobał!

Bałwan 01

Na koniec białych impresji polecamy jeszcze zimowy tor przeszkód, w tym absolutny
hit: „lasery” z bawełnianych sznurków elastycznych (w Polsce można je znaleźć
pod nazwą Bobbiny lub KotToOn), także pochodzących z recyklingu.

Bałwan 04

Tyle na zimno. Bo przecież już przedwiośnie i czas szukać innych rozrywek 🙂

Basia

„Wesoły Ryjek i zima”, Wojciech Widłak
ilustracje: Agnieszka Żelewska
Wydawnictwo Media Rodzina, 2015

“Śnieżne rymy białej zimy”, Jerzy Ficowski
ilustracje: Mieczysław Piotrowski
Wydawnictwo Warstwy, 2014

O BAŁWANIE CHULIGANIE

Zimowe pejzaże sensoryczne

Dom Bajek inspiruje mnie do wielu poszukiwań, a tym razem zdecydowałam
się odnaleźć zimę. Przeglądałam edukacyjne strony internetowe i zastanawiałam
się, czym zaskoczyć Was na następnych zajęciach! Na http://ekodziecko.com/ znalazłam nietypową propozycję, którą postanowiłam zmodyfikować i razem z Basią zaproponować na spotkaniu z książką „Śnieżne Rymy Białej Zimy”
wrocławskiego wydawnictwa Warstwy.

SAM_4539

W woreczku strunowym o wymiarach 15×22 cm zamknęłam kolorowe drobiazgi – cekiny, brokat oraz koraliki – które okalały zatopionego we wnętrzu Pana
Bałwana Chuligana (gotowy element wycięty z cienkiej pianki z tzw. zestawów kreatywnych). Następnie woreczek napełniłam roztworem o gęstszej niż woda konsystencji – może być to bezbarwne mydło, szampon, żel pod prysznic,
płyn do naczyń… bądź wersja tańsza, choć nieco bardziej pracochłonna
(i czasochłonna) zastosowana przez nas na zajęciach –  wodny roztwór żelatyny spożywczej, przygotowany mniej więcej na podwójną porcję wody (z 1 opakowania przeznaczonego na 2 – 2,5 l galartu wyszło nam niecałe 5 l „żelu” – proporcje można zmieniać, modyfikując gęstość roztworu na własne potrzeby).

 

Efekt jest spektakularny, bo ciecz w dłoniach przelewa się powoli, a migoczące wokół bałwanka ozdoby zmieniają swoje położenie w rytmie w jakim najchętniej spędzam długie zimowe wieczory…czyli nieśpiesznie!

Miłego eksperymentowania!

Ania

Śnieżne rymy

“Śnieżne rymy białej zimy”, Jerzy Ficowski
ilustracje: Mieczysław Piotrowski
Wydawnictwo Warstwy, 2014

 

Zimowe pejzaże sensoryczne

W tej historii jest stale zima…

Długo kazała na siebie czekać. Pani Zima – ze śniegiem, mrozem szczypiącym
w policzki, pękającą pod podeszwami cienką warstwą lodu na kałużach. Od początku
grudnia na naszej książeczkowej półeczce królowały historie o tej porze roku, wypełnione po brzegi białym puchem, czerwonymi nosami i arcyciekawymi opowieściami. Nareszcie nadszedł ten magiczny moment, kiedy odtańczyłyśmy
dziki korowód do piosenki T-Raperów znad Wisły „Kiedy pada śnieg” – w końcu
zima zawitała i do nas, nie tylko na papierze!

Śnieżne 06

A więc tym razem będzie na zimowo. Kilka maleńkich pomysłów – prostych, a jakże
przyjemnych! Zimowo – śniegowo, też nostalgicznie (bo któż z nas w dzieciństwie
nie malował zimowego pejzażu pastą do zębów???). Jeden z nich, bardzo przyjemny,
sensoryczny zaczerpnięty z niezwykłego bloga Dzieciaki w domu (ogromnie polecamy!).
Bałwanek z filuternie przesuniętą czapką i pomarańczowym szaliczkiem w kropeczki
to też nasz domowy wyrób, ale niech jego bogate „wnętrze” pozostanie tajemnicą 😀

W beztroskiej twórczości towarzyszyły nam przepięknie wydane wiersze Jerzego
Ficowskiego zmalowane przez Mieczysława Piotrowskiego – z magiczną urodą najlepszego czasu polskiej ilustracji, swobodą i jednocześnie oszczędnością formy. „Śnieżne rymy białej zimy” to nie tylko radość czerpana z tekstu, ale też z formy graficznej.  Wprawne oko zauważy na zdjęciach zapewne fragment zimowej odsłony przygód Wesołego Ryjka – przemiłego bohatera stworzonego przez Wojciecha
Widłaka, a wyrysowanego przez Agnieszkę Żelewską.

Śnieżne 01

Wszystko zaczęło się od pejzażu zimowego. Jestem miłośniczką robótek na drutach,
bez problemu więc znalazłyśmy z Ulką zapas różnych białych i zimowych włóczek. Macałyśmy faktury, dobierałyśmy grubości i odcienie. Na postać Bałwana-Chuligana świetnie nadało się wypełnienie najtańszej poduszki z Ikei. Ulka z całym zapałem 2,5 latki szybko odkryła, że potrzebne jest „jeszcze coś Mamusiu”. Kropką nad i było tym razem kilka cekinów i śnieżynek doklejonych tu i tam. Taaaak, Ulka szybko się nie poddaje
i zawsze znajdzie miejsce na cekiny lub brokat 🙂

Śnieżne 05

Innego śnieżno-zimowego popołudnia sięgnęłyśmy po wieloletni już sposób
tworzenia pejzażu za pomocą białej pasty do zębów. I tym razem nasz krajobraz
jest tylko z pozoru prosty – składa się na niego rysunek białą i niebieską kredką, następnie grubo nakładana „farba”, która została z kolei wydrapana. Wisienką na torcie było „jeszcze coś Mamusiu” w postaci wyciętego wcześniej bałwanka w otoczeniu
brokatowego pyłu. Różowego – obecnie ukochanego koloru młodej Artystki 🙂

Śnieżne 08

Na koniec końców (a może dopiero początek???) proponujemy niezwykłą zabawę
sensoryczną, na którą przepis znalazłyśmy tu. Jakże miło było poeksperymentować
w domowym zaciszu! Proste, efektowne, a po zabawie z wielką przyjemnością
można wskoczyć do łóżka, zaszyć się pod kołdrą i rozkoszować się zimową lekturą.

Przyjemności!!!

B & U

Ps. Już niebawem nasze DomBajkowe warsztaty z obiema książkami – śledźcie nasz profil
na Facebooku – tam będą jeszcze inne, równie ciekawe zabawy plastyczne!

Śnieżne rymy

„Śnieżne rymy białej zimy”, Jerzy Ficowski
ilustracje: Mieczysław Piotrowski
Wydawnictwo Warstwy, 2014

Wesoly_Ryjek_i_zima

„Wesoły Ryjek i zima”, Wojciech Widłak
ilustracje: Agnieszka Żelewska
Wydawnictwo Media Rodzina, 2015

W tej historii jest stale zima…