Guido, Wzmacniacz

Ktoś Inny. Zawsze ich za mało.

Belg, Guido van Genechten to znany w 40 językach autor obrazkowych książek o rze-czach najwstydliwszych – tak, również o kupie (popatrzcie np. na „Wielki konkurs kup”, „Ale kupa! Co masz w pieluszce?”), ale, gdyby kupa nie była dla kogoś jakimś problemem o wielkim formacie, może zainteresuje się innym kłopotem, który często bywa tabu – innością, odstępstwem od większości, czymś, co mylnie czasem zwie się ułomnością.

Genechten

Van Genechten, twórca także serii opowiastek o kochanej przez maluchów Małej Białej Rybce, podobnie jak w „I co teraz?” pochyla się nad odrębnością, której nikt nie ma ocho-ty nazwać wybitną, lecz większość ją wyśmiewa. Rikki, w polskim tłumaczeniu Rikuś, ma jedno ucho klapnięte. Co nie było powodem do wstydu w zacnym świecie naszego Misia Uszatka, w otoczeniu króliczka jest przyczyną wielu przykrości.

 

I teraz: schemat jest taki, że bohater z nie takim uchem próbuje je zakryć, naprostować, dokształcić do uszu reszty. No, żeby nie odstawać, wiadomo. Co jest nowego: chłopacy i dziewczyny królicy, kiedy ostatecznie Rikuś udał się do lekarza (laryngologa chyba…! W życiu bym nie poszła, po traumie wycinania migdałków), i trochę go nie było (mądry doktor zbadał przede wszystkim, czy pacjent słyszy, a jak wygląda ucho – to z doś-wiadczenia podzielił się, że każde inne) – zatem jak już w końcu wrócił Rikuś na pole swojej sromoty, co tam się z niego śmieją – okazało się, że tak naprawdę to za nim tęsknili. Że niby co tam znowu śmiesznego zrobiłeś z uchem (i owszem, były różne próby
naprostowywania i usztywniania z pomocą marchewki czy patyka) – ale w ogóle – dlaczego tak długo cię nie było?

Rikuś02.png

Stąd, od Guido, przyszła mi myśl, że odrębność nie musi być śmieszna, żałosna – to oczywiście zależy od  towarzystwa – ale może jest tak, że jest po prostu atrakcyjna. Że, zwłaszcza gdy zniknie – jej brakuje. Bo na czym budujemy siebie – na zderzeniu z Innym.

Dużo jest książek o okularnikach, pulchniasach, chudeuszach. Nigdy dość. Przypomnijmy sobie siebie lat 10.

Maria

Projekt „Dom Bajek Wciąż Czyta Maludom” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania! #poznanwspiera

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy oraz lubimyczytac.pl.

 

Guido, Wzmacniacz

Houston, nie mamy problemu! O mgławicowej naturze bałaganu na stole

Dawno nie widziałam książki dla maluchów, która tak dobrze łączy w sobie elementy fantastyczne z realistycznymi. Niczym w najporządniejszym komiksie rozpoznajemy elementy zwyczajne, ale te, poprzez sąsiadowanie z nadzwyczajnymi tracą swą swojską jednoznaczność.

Ziemia00

„Ziemia do Jadzi” to dzieło dwóch artystów: Maćka Blaźniaka (założył wydawnictwo i studio graficzne Ładne Halo, współrealizuje projekt Niemapa, w którego poznańskiej części znalazła się Biblioteka Domu Bajek, i owszem, wygrał np. międzynarodowe nagrody Red Dot Design i iF Design) oraz Przemka Liputa, odpowiedzialnego tu za obraz, autora m.in. „Roku w Przedszkolu”, „Kacperka i jego spraw”, masy ilustracji wybieranych przez wydawnictwa edukacyjne, a także grafik i animacji. Szkoda, że nie możemy Wam go pokazać, bo nie znalazłyśmy porządnego zdjęcia.

Co mnie ujmuje w „Ziemi do Jadzi”, to zawrót głowy znany z komiksu czy animacji z czasów, gdy wyprawa w kosmos była trudna do wyobrażenia, a z pewnością nie odegrana jeszcze na różne sposoby w tysiącach filmów science fiction (jak ja to mówię: lubię czasem popatrzeć na kawałek dobrej rakiety). Ale, ale – prawdziwym dostatkiem jest brak wyraźnego „waloru retro”, który nieco, choć jakżeby mistrzowie z lat 50-60-tych nie byli wspaniali, zaczyna we współczesnych ilustracjach
się nudzić.

Nie ma tu fikcji baśniowej, jest inżyniersko-wizjonerska. To nie Gaja mówi do Jadzi, tu dużo jest szczegółów, wiedzy o planetach, budowie rakiet i nawigacji. Na poziomie dziecka, zatem szerszym przynajmniej o jeden wymiar od dorosłego.

Ziemia01

Dzięki ZIEMI wszakże rodzice mogą spróbować w sposób zdrowy poszerzyć swoją percepcję: świeżo spojrzeć na układ przedmiotów leżących na obrusie (weźmy układ nieodpakowanego masła, cukrowego groszku, butelki keczupu, smugi tegoż na talerzu, smartfon, słuchawki). Dodać pilot do telewizora (autopilot), suszarkę (jednostka napędowa), pęk kluczy (układ zapłonowy), latarkę, starożytny cedzak, ekierkę. Nieśmiertelny karton po czymkolwiek (moduł pokładowy).

Ziemia02

Książka dwóch panów jest niegłupia (to tzw. ojcowski komplement, czyli bardzo ważny),
bezpretensjonalna, w skali mikro, a równocześnie z kosmicznym dystansem ciągnie nas za rękę, byśmy potupali za róg szafy. Mnie to wzrusza, bo zabawa w Indian i kowbojów (czy ktoś jeszcze wie, co ciekawego się między nimi działo?) z pomocą sznurka (lasso) i patyka (mustang, taki koń) przynosi zawsze myśli o wolności Hamleta zamkniętego w skorupce orzecha. A jednak jestem bardzo retro – poza tym, że na ilustracjach rozpoznaję Poloneza (taki samochód), popularnego w latach 80-tych ze względu na tworzywo plastikowego jeża-przybornika na kredki, elektroniczny zegarek (mocne komunijne przeżycie), małą konsolę do gry, i kojarzę imię Mirka z generałem, który rzeczywiście poleciał w kosmos, zachwycam się rozumem i wrażliwością, która zbliża ludzi a nie odwraca ku przedmiotom doskonałym, surogatom bliskości.

Zapraszamy na warsztaty w Centrum Inicjatyw Rodzinnych przy Ratajczaka 44 w piątek 10 maja o 16.30. Projekt „Dom Bajek wciąż czyta Maludom” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania – wstęp wolny.

Maria

„Ziemia do Jadzi”, Maciek Blaźniak
Ilustracje Przemek Liput
Wydawnictwo Mamania
Warszawa 2019

Ilustracje pochodzą z zasobów własnych oraz stron: http://www.behance.net i wallbeing.com.

Houston, nie mamy problemu! O mgławicowej naturze bałaganu na stole

Z Kości, Mięsa, Opowieści. Lekcja anatomii [Książkowo DomBajkowo (5)]

Amerykańsko-angielski duet złożył wysoce artystyczny, wszakże – nomen omen – czytelny hołd dla historii literatury dla dzieci i opowieści, przede wszystkim tych, jak przyznał Oliver Jeffers, na których sami się wychowali, czyli angielskim i amerykańskim klasykom. Projekt zajął im niemal 6 lat.

Jestem dzieckiem książek (w oryg. A child of Books) wyiskrzyło z pasji i talentów obu znanych z różnych, docenianych na świecie projektów, artystów. Sam Winston zajmuje się m.in. typografią i pracuje limitowanymi edycjami wydawnictw będących dziełami sztuki, Oliver Jeffers jest malarzem, autorem instalacji i autorskich książek ilustro-wanych.

Jak sami podkreślają, ich książka jest wyrazem podziwu dla wyobraźni, zaproszeniem, by czytelnicy odnaleźli własne głosy i szukali swych indywidualnych i ulubionych historii. Poetycką prozą oraz typograficzną sztuką artyści przekonują, że nie musimy wcale dotrzeć w interior krainy opowieści sami. Postacią główną historii jest dziewczynka, która, przemierzywszy oceany słów postanawia (nabiera odwagi, prze-konania?), by zaprosić znajomego chłopca do podróży. Razem, trochę jak Maks wypływający własnego pokoju do krainy dzikich stworów, udają się z rzeczywistości, z rodzinnych domów, do krainy wyobraźni, fikcji utkanej z wielogłosu rozmaitych autorów.

Dziewczynka zwierza się, że „Niektórzy już zapomnieli, gdzie mieszkam”. Ma na myśli kogoś bliskiego, kto również czyta, ale odwrócony, i jest to gazeta o „ważnych rzeczach, faktach, biznesie, poważnych sprawach”. Moja babcia, która po ciężkich wojennych przeżyciach z dworku musiała przenieść się do pobliskiego miasteczka, w którym została bibliotekarką, gdy zamieszkała z nami, miała zwyczaj czytać moje lektury tuż po mnie. To znaczy po tym, gdy przestała mi je czytać na głos. Obserwowałam ją spod oka, mimowolnie notując przy którym rozdziale się uśmiecha, i gdzieś w głowie i w sercu dalej budowała się między nami relacja oparta na wspólnocie doświadczeń zmyślonych historii. Bardzo ją szanowałam za to, że czyta te dziecinne książki tylko, żeby wiedzieć, kim staje się jej wnuczka.

Jestem01.jpg

Krajobrazy – drogi, góry, chmury, morskie groty, lasy, a nawet stwory, liny i gwiazdy – wszystkie te elementy Sam Winston kunsztownie zbudował z liter składających się na fragmenty klasycznych bajek, na których obaj artyści się wychowali. Wyspa skarbów, Czarnoksiężnik z Oz, Alicja w Krainie Czarów, Piotruś Pan, Podróże Guliwera – stare słowa 42 różnych pisarzy tworzą świeże scenerie, przygody, przeżycia.

Jestem dzieckiem książek to książka mądra i bardzo elegancka, tą tajemniczą, wysoce artystyczną, przez co nieco tajemniczą elegancją najwyższej wartości. Wydawnictwo Tekturka oddało jej wszelkie honory, za co Dom Bajek dziękuje drżąc cośkolwiek w posa-dach z zadowolenia.

Jestem02.jpg

Zapraszamy na warsztaty w Centrum Inicjatyw Rodzinnych przy Ratajczaka 44 w piątek 12-ego kwietnia o 16.30. Projekt „Dom Bajek wciąż czyta Maludom” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania – wstęp wolny. Musicie to zobaczyć!

Maria

Jestem dzieckiem książek
Oliver Jeffers i Sam Winston
Wydawnictwo Tekturka
Lublin 2018

Fotografie zaczerpnęłyśmy z materiałów wydawcy oraz ze stron: http://www.oliverjeffers.com, http://www.iamachildofbooks.com oraz http://www.shelf-awareness.com.

Z Kości, Mięsa, Opowieści. Lekcja anatomii [Książkowo DomBajkowo (5)]