O PRZYJAŹNI. Okres różowy/błękitny

 

Oto i doszło do tego, że głównym motywem naszego spotkania staje się RÓŻOWA KSIĄŻKA, no, dobrze, z małą domieszką żółci i brązu.

Najlepiej ze wszystkich Dzieci znam dwóch Chłopców, zwłaszcza ten starszy odkrył
już złotą zasadę marketingu prenatalnego (to od czasów wynalezienia ultrasonografu
róż i błękit zaczął na dobre rządzić asortymentem produktów dziecięcych; wiedza
o tym, z jaką płcią będzie się miało za kilka miesięcy do czynienia ma skłaniać przebierających nóżkami rodziców do skupienia się na odpowiedniej kolorystycznie wyprawce) – takiej mianowicie, że wszystkie pastelowe klocki, pompony, etc.
są dziewczyńskie, a cała reszta – chłopięca. W tym miejscu pragnę podzielić
się widokiem pewnego dziecka z czasów, kiedy ubranka dla świeżych ludzi szyte były
z białych materii, jako tych, które najłatwiej jest wybielić:

rooswelt

Jest to dwuletni Franklin Delano Roosvelt. W 1984r. sukienki i długie włosy były normą dla chłopców nawet 6-cio i 7-letnich.

W Polsce nie wydano jeszcze żadnego dzieła wielokrotnie nagradzanej amerykańskiej autorki książek obrazkowych (picture-books), Molly Idle. Córeczki Basi dostały włoską wersję jednej z nich – teraz poznacie ją i Wy. Przyznajcie proszę, że jej tytuł w tym języku (“Flora e il fenicottero” – “Flora i flaming”) tworzy w swym brzmieniu na wskroś doskonałą i spójną z treścią oraz wizualną formą całość.

Otóż do flaminga różowego, ptaszora ok. 150 cm, o wyjątkowo wyrafinowanie długiej
szyi i nogach, podkrada się istota dość obłych kształtów, ubrana w brązowe płetwy
i żółty czepek kapielowy – urocza kilkulatka. Historia jest o budowaniu przyjaźni, opowiedziana językiem pięknej animacji. Autorka, by poświęcić się tworzeniu książek
dla dzieci zrezygnowała z pracy w Dreamworks, wielkiej wytwórni filmów założonej
przez m.in. Stevena Spielberga (“Shrek”, “Madagaskar”, “Gladiator”, itd.). Ale nie jest
to zatrzymana na papierze kreskówka; doświadczenie i talent Molly Idle generują zjawisko kontaktu z oryginalnym dziełem; białe tło tworzy jakby prawdziwą baletową scenę, której nie zabałaganiają żadne zbędne fidrygałki. Styl rysunku artystki porównuje się do kreski Tony’ego Fucile lub Cartera Goodrich’a (przyjemnie sprawdzić, namawiam), a że jest to wyjątkowo dobra robota można poznać obserwując ekspresję, z jaką malują się uczucia na twarzy/dziobie jej bohaterów. Odkrywając kolejne strony i odsłony wewnątrz tych stron – czyli unosząc tzw. klapki – czujemy prawdziwe napięcie. Dużo dzieje się pomiędzy, wiele zależy od naszej wyobraźni, i jest to fenomenalne doświadczenie lekturowe.

Wbrew pozorom nie mamy do czynienia z przeflancowaną na różowo historią brzydkiego kaczątka. Wszak postura flaminga, zapętlona, guzłowata i przeciągnięta, odbiega od wzorcowej sylwetki XXI w. na równi z boskim kształtem dziewczęcej gruszeczki. Obie postacie dopiero gdy zastygają w jakiejś klasycznej pozie, nabierają obiektywnego poloru, jeden kontur wspiera drugi. Ekspresja wyświetlona geniuszem animatorki pokazuje, co może pączkującą znajomość zniszczyć, ale co może też
ją wzmocnić. Nie będę tu pisała o dramacie czucia się śmiesznym i brzydkim, tudzież
o dobrodziejstwach przebaczania i wyciągania ręki. Tak czy inaczej, zmuszany
w okresach godowych przez bezlitosne prawa ewolucji i reprodukcji do pacykowania swych piór na różowo* flaming, po zajęciach baletowych, uczy się też czegoś pierwszorzędnego od dziewczynki.

Czegoś, co naprawdę uwielbiałam robić przez całe dzieciństwo, a teraz trochę przy obcych się wstydzę, och, i naprawdę, sztuka ta z klasyczną niewiele ma wspólnego.

Zapraszamy do Domu Bajek 5. marca nie tylko dziewczyny i dziewczynki. Florka
ma charakter, by tak rzec, niestereotypowy. Będzie wesoło.

Maria

*Różowe upierzenie flamingów nie jest darem natury; flaming różowy jest tak naprawdę biały, a jego specyficzne upierzenie wynika z pożywienia bogatego w czerwony błonnik – astaksantynę. Wytwarzają ją algi i plankton, którymi żywią się skorupiaki, a te z kolei stanowią pokarm m.in. flamingów i łososi.

Same flamingi w okresie godowym “farbują” sobie pióra dodatkowo oleistą wydzieliną bogatą w ów barwnik, wydobywającą się z gruczołów umiejscowionych pod ogonem. Zwierzęta rozprowadzają olej po całym ciele za pomoca dzioba, zapewniając sobie wodoodporność i charakteryzację.

 

A z tym okresem różowym u dziewczynek, to opowiadała mi znajoma po ASP, że nie, nigdy, nie pozwoli córce tego przejść; oczywiście, że wprost przeciwnie, ostatecznie dokonała pięknego aktu miłości i kapitulacji rzeźbiąc tort w kształcie sukienki Barbie.
Czy okres różowy jej córce przeszedł? Tak, definitywnie, od razu w czarny, taki emo-
goth-tim burton. Ale to było w Anglii, parę lat temu.

Można też spojrzeć na obrazek Dziewczynki w typie owocowym (nie szparagowym), której również udaje się tańczyć długo i radośnie po znalezieniu sobie odpowiedniego towarzystwa. Zespół Blind Melon, piosenka “No Rain”, styl grunge-hippie,1992:
https://vimeo.com/47590227

Na koniec:

2 filmiki o zwyczajach towarzyskich oraz modzie wśród Flamingów:

 

Ilustracje zaczerpnęliśmy ze strony Autorki: http://idleillustration.com/

O PRZYJAŹNI. Okres różowy/błękitny