Poddani Jego Wysokości Bobika

A Wy? Komu lub czemu podporządkowujecie się w domu? Ja jestem lokajem niewielkich synów własnych, przyznaję nim któryś wrzaśnie czwarty raz. Ale są też inni kamerdy-
nerzy, służący – przypomnijcie sobie rozliczne fotoreportaże w sieci – kotom, rzadziej psom, papugom, porcelanowym Napoleonom czy jaśkom ze złotymi myślami.

Książka-wyszywanka „Ja, Bobik” już swym tytułem nawiązuje do cudzych wysokich mniemań na własny temat. Główny bohater, kot, „My, Król” w opowieści Ewy-Kociary Pawlak (popatrzcie na kapitalne zdjęcie autorki wraz z rzeczonym Bobikiem) żyje, i ma się dobrze; małżeństwo artystów – Ewy i Pawła Pawlaków (ten ostatni to przecież znany ilustrator i autor dziesiątek pięknych książek) postanowiło w urzekający
sposób przyznać się, że jako Eja i Ajeł stanowią wierny dwór Bobika.

00Ja Bobik.jpg
Wiadomo, że gdy sami nazywaliśmy się lokajami naszej progenitury, no, tak naprawdę projektowaliśmy swoje naiwne wyobrażenia na biedne dzieci. To przyjemne i ratunkowe jakoś sobie wytłumaczyć, zracjonalizować własne poddaństwo, usprawiedliwić wobec własnego rozsądku gotowość do wszelkich poświęceń oraz głupkowate rozanielenie
na każdy sygnał łaskawej aprobaty.

Książka Ewy Kozyry-Pawlak posiada głębię wziętą również z wrażenia wielowymiaro-
wości, którą daje powabnie nakładane na siebie warstwy tkanin. Tekst jest odpowiednio zabawny i przenikliwy, co docenią zwłaszcza ci wymienieni w pierwszym akapicie, lecz wcale nie tylko oni. Nie sądzę bowiem, by nasi królowie mieli świadomość, że są królami. To my ich potrzebujemy. Każdy ma przecież jakieś pretensje do tronu.

01Ja Bobik

Dom Bajek zaprasza na serię pięciu kocich spotkań pod hasłem „Kociambry ze Starego
Miasta”, w samym centrum tegoż (i przez Radę Osiedla Stare Miasto zafundowaną).
Zobaczymy się w ekstra miejscu przy Piekarach, wejście od tej wyjątkowej w Poznaniu wąskiej i stromej ulicy Wysokiej – CMOK-u. Dzieją się tam różne ciekawe rzeczy, można się wybawić i wiele dowiedzieć. Zaczynamy w sobotę o 10.30.

Maria

Ja, Bobik czyli prawdziwa historia o kocie, który myślał, że jest królem
Ewa Kozyra-Pawlak
Wydawnictwo Nasza Księgarnia 2014

Projekt „Kociambry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto.

Autorką identyfikacji wizualnej do projektu jest artystka Katarzyna Olbrycht.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy, zasobów własnych oraz ze strony http://fldd.pl.

Reklamy
Poddani Jego Wysokości Bobika

Kot kotu kotem Logiczne zagadki bytowe dla dzieci.

Sądzimy świat wedle siebie. Podziwiamy, zazdrościmy u innych tego, czego sami pragniemy, uznajemy za osiągnięcie. Uznajemy się za wyjątkowych, za ludzi będących wzorem całej ludzkości, i równocześnie najlepszym uosobieniem jej ideału. Rozumiecie, o co chodzi? Myśląc tak możemy wpaść w prawdziwe kłopoty. Poczuć się samotnym, oderwanym, przez swoją wydumaną lepszość lub gorszość.

 


W niedużej książce izraelsko-amerykańskiej ilustratorki, pisarki, blogerki i projektantki Galii Bernstein morał o tym, że milej żyje się dostrzegając podobieństwa między nami
a najmniej nas przypominającymi w cechach fizycznych ludźmi, ujęty jest w ramy bajki zwierzęcej. Zazwyczaj autorzy czynią bohaterami swych opowiadań zwierzaki różnych gatunków – dżdżownica koleguje się z chomikiem, wilk ze świnkami, sowa z zającem.

Jestem kotem03W książce pod mocnym tytułem „Jestem kotem” bohater tytułowy, mały i dość pulchny Felek, spotyka wyłącznie przedstawicieli swojego gatunku. Geparda, lwa, pumę, tygrysa, panterę. Nie może im się to w łbach pomieścić – jakżeż to drobne coś bez grzywy, pas-
ków, ani czarne ani pomarańczowe, nie potrafiące skakać ani porządnie ryknąć, może być kotem! Po kolei próbują Felka wyprowadzić z błędu, śmieją się z naiwności przyby-
sza. Ten jednak w owej niewygodnej sytuacji zaczyna ją analizować: wszystkie spotkane zwierzęta różnią się kolorami, zdolnościami i – tu czytelnik sam może pomyśleć – np. miejscami siedlisk. W końcu pada zasadnicze pytanie: „Jak to możliwe, że wszystkie jesteście kotami?”

Jestem kotem02

Jedną z najlepszych rzeczy w powiastce „Jestem kotem” są ilustracje – zajrzyjcie na stronę
autorki, jej bloga (gdzie, m.in. literacko i z dystansem do siebie przedstawia swoje pro-
jekty inspirowanych wschodnio- i północnoeuropejską ludowością przedmioty, a przede wszystkim wielkodusznie prezentuje wyjątkowe dzieła innych artystów); przywodzą na myśl doskonale przemyślane i wykonane rysunki satyryczne najlepszych czasopism, staromodną sztukę zastępowaną obecnie przez memy, gify, emotikony. Wartością staje się zatem wyraz oczu małego Felka, zbliżenie kolorowych puchatych ogonów, układ szczerzących się w ryku śmiechu paszcz drapieżników.

Kapitalna, elegancka, uniwersalna rzecz dla wszystkich.

Dom Bajek zaprasza na serię pięciu kocich spotkań pod hasłem „Kociambry ze Starego
Miasta”, w samym centrum tegoż (i przez Radę Osiedla Stare Miasto zafundowaną).
Zobaczymy się w ekstra miejscu przy Piekarach, wejście od tej wyjątkowej w Poznaniu wąskiej i stromej ulicy Wysokiej – CMOK-u. Dzieją się tam różne ciekawe rzeczy, można się wybawić i wiele dowiedzieć.

Zaczynamy w sobotę o 10.30, a potem co dwa tygodnie.

Nie musicie szaleć za kotami.

Maria

„Jestem kotem”, Galia Bernstein
wyd. Nasza Księgarnia

Projekt „Kociambry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto.

Autorką identyfikacji wizualnej do projektu jest artystka Katarzyna Olbrycht.

 

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy, zasobów własnych oraz ze strony www.letstalkpicturebooks.com.

Kot kotu kotem Logiczne zagadki bytowe dla dzieci.

W pogoni za czajnikiem idealnym. Wielkie jest piękne, lecz czy na pewno tego potrzebujemy?

Otóż mamy do czynienia z prawdziwą bajką, napisaną i zilustrowaną przez pewną Japonkę mieszkająca w Paryżu. Opowieść toczy się tak, jak lubię, to znaczy otwiera
się i zamyka tajemnicą. Pośrodku też niezbyt oczywiście, pośrodku jest jak we śnie.

 

Akcja toczy się od jednej absurdalnej, czyli doskonale bajkowej, literackiej sceny do drugiej i kolejnej, po prostu w książce o trywialnym, zdałoby się, tytule „Czajniczek”
drogie czajniki mijają dinozaury, krety prowadzące podziemne hotele, pałace cesa-
rzy japońskich, roboty, olbrzymy i bezrobotni.

02Czajniczek

Bajka ma również morał, który odczytuję następująco: że chociaż nie jest łatwo dziś znaleźć rzecz odpowiadającą naszym indywidualnym potrzebom, bo wszystko zdaje
się krzyczeć: „jestem najpiękniejszy, najdroższy i największy, musisz mnie chcieć!”, podejmując pewien trud, i z pomocą czasem ludzi z większymi od naszych kłopotami, uda nam się odszukać rzecz dla nas idealną. Tak bywa nie tylko z przedmiotami, prawda?

01Czajniczek

Książka opublikowana przez wydawnictwo Dragon swym ogromnym formatem ogarnia świat po horyzont, jednak zbijające z tropu (czytelne) ilustracje nie przytłaczają ogro-
mem szczegółów ani nie wymagają szczególnej wyobraźni w konkretyzowaniu smug, plam czy geometrycznych figur. Dla mnie jest to książka właściwa w tym rozumieniu,
że dorosły czytelnik może wiele skorzystać wsłuchując się w interpretację młodszego. Życie w takich chwilach, gdy w podróży przez lekturę możemy się trzymać za ręce, ponieważ potrzebujemy towarzysza by pomógł nam zrozumieć świat, staje się, jak sądzę, piękne.

03Czajniczek.JPG

Zapraszamy na przedostatnie spotkanie literacko-plastyczne na naszym dombajkowym podwórku. Będą też różne intrygujące mgły, zapachy i trochę paprajstwa, przyjdźcie
do nas!

Maria

Czajniczek, Etsuko Watanabe
Wydawnictwo Dragon 2016

Projekt „Święty Marcin Czyta Dzieciom: Lato w mieście” dofinansowano w ramach Centrum Regrantingowego Inicjatyw Lokalnych Poznań 2018 ze środków budże-
towych Miasta Poznania. Operatorem Centrum Inicjatyw Lokalnych Regrantingowe
jest Wielkopolska Sieć Organizacji Pozarządowych „Działamy Razem” i Stowarzy-
szenie Instytut Zachodni.

Fotorelacja z czwartego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców, zasobów własnych oraz ze strony http://www.babelio.com.

W pogoni za czajnikiem idealnym. Wielkie jest piękne, lecz czy na pewno tego potrzebujemy?

Między nami wyspiarzami. O książce „Pudle i frytki”, napisanej i zilustrowanej przez Piję Lindenbaum

W pierwszych słowach tego artykułu pragnę pozdrowić Was wszystkich, którzy
macie ziemniaki, wodę w pobliskim basenie i zdrowe psy. Następnie chcę powiedzieć,
że kilkuletnie dzieci, np. moje, lubią słuchać trudnych opowieści, które, dzięki temu,
co władne są zrobić same, dobrze się kończą.

Ale o co chodzi, o co chodzi.

Opowiem Wam o Dobrej Książce dla Dzieci. Ma ona siedmioro bohaterów, wszystko
psy. Zamieszkują dwie wyspy, dwa kraje. Jak to mają w zwyczaju, kraje różnią się kulturą
i osiągnięciami; różnią się też warunkami pogodowymi. Ląd Katki, Ulisy i Ludka nawiedza susza, kończą się ziemniaczane plony, nie ma czym reperować dziury w ścianie, a na dodatek nie wiadomo skąd i za co wyschnięty basen trójki mieszkańców rozbija wielki głaz. Trzeba szukać lepszego losu, znaleźć miejsce na wybudowanie nowego basenu, wszelako w ciasnej łódeczce braknie miejsca dla chorego szczeniaka, sztorm zabiera wiosła, na dnie lądują wciśnięte w walizkę piżamy.

Zwrot akcji: wycieńczeni bohaterowie resztkami sił dopływają do nieznanej wyspy. Strudzeni, opowiadają trzem pudlom dzieje swojej niedoli.  Kolejna perypetia
(z greckiego peripéteia, nagła zmiana; w literaturze: zdarzenie wikłające, stawiające bohatera wobec nowych okoliczności i mające wpływ na jego losy) wynika z podziału między nastawieniem pudli wobec przybyszy: dwa są przyjazne, jeden nieprzyjazny.
W „Wędrówce Nabu” Jarosław Mikołajewski nie zapisuje odpowiedzi, czy mieszkańcy
kraju, do którego uchodzi bezradna dziewczynka zechcą jej pomóc. Metafora wygna-
nia wymyślona przez niezrównaną szwedzką autorkę i ilustratorkę Piję Lindenbaum
ma wpisane zakończenie, i jest ono tak prawdopodobne, że sama w nie uwierzyłam, choć historia kończy się dobrze.

Pija

Ogromna zaletą opowieści jest utrzymanie jej na granicy między światem znanych dzieciom, bezpiecznych rekwizytów, zachowań i uczuć, które są im bliskie, a trudną
do wyobrażenia fabułą. Dzieci wszakże nie potrzebują historyjek, w którym nic nikomu
się nie udaje i nikt się nie zmienia – czyż nie są one nudne? Czy słuchają ich z wypiekami
na twarzach?  Moi synkowie żądają czytania takich bajek wciąż i wciąż, mimo, że po-środku narracji czasem tulą się do mnie jakby uciekali przed podmuchem lodowatego wiatru.

Do przyjęcia uchodźców ubranych w dziwne, nie wiadomo co podtrzymujące paski, skłania nieprzyjaznego pudla jego własny żal i tęsknota, tym samym przemiana, która przeżywa, płynąca z wewnątrz, ma szansę zmienić los Ludka, Katki i Ulisy na zawsze.
Co więcej, być może mieszkańcy bezpiecznej wyspy, mając już ile chcąc frytek, duży
i trwały dom i nowy basen zamarzą jeszcze o innych rzeczach, których jeszcze nie znają, a które mogliby ze sobą przywieźć nowi przybysze.

02Pudle

Język „Pudli i frytek” jest oszczędny, daleki od grania na uczuciach, dramat rozgrywa
się miedzy słowami. Ilustracje zaś w zupełności odbiegają od powagi tematu, z daleka barwne akwarele nie wywołują żadnych bolesnych skojarzeń. Nie trzeba się też bać,
że to jakiś misterny chwyt zamierzony, by spotęgować grozę opisywanych wydarzeń. Nie, bo ta historia jest niemal tak samo groźna jak myśl o tym, że ktoś mógłby nas tutaj,
na naszej wyspie, odrzucić gdy go potrzebujemy.

Zatem, jak najbardziej, jest to książka dla maluchów i tak jak każda piękna dawna baśń, nie kaleczy lecz leczy. Wielokrotnie nagradzana za swą oryginalną twórczość Pia Lin-
denbaum jest autorką 11 innych opowieści (wszystkie wydały poznańskie Zakamarki). Opowiada o trudnych tematach – załamaniu nerwowym rodzica (Filip i mama, która zapomniała), o strachu, wstydzie, o stereotypach i rolach płciowych, o aspergerze. Jest co czytać, i mówię tu do dorosłych, jest co czytać dzieciom.

Bądźcie z nami w niedzielę 26 sierpnia, podczas świętowania 11 urodzin Zakamarków będziemy czytać i oswajać wspólnie tą historię. I spróbujemy zrobić coś dobrego dla świata, tym razem z dziećmi powyżej 5 lat.

Maria

„Pudle i frytki”, Pija Lindenbaum
Wydawnictwo Zakamarki, 2017

Więcej o wydarzeniu tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy, zasobów własnych oraz ze strony  www.literarymagazine.com/.

Między nami wyspiarzami. O książce „Pudle i frytki”, napisanej i zilustrowanej przez Piję Lindenbaum

Dobry jest zły. Zachary pokaże, jak dobrze się złościć

W języku polskim mamy problem z opisywaniem negatywnych emocji „Co się dzieje?” „Nic. Jestem zły.” No i masz ci los, mimo, że mowa o stanie uczuć, gotowiśmy wdruko-
wać sobie przekonanie, że mamy podły charakter i nie plamimy się dobrymi uczynkami. Ale powiedzieć o sobie podczas ataku złości – jestem zdenerwowany? Rozzłoszczony? Wzburzony? Gniewny? Trudno wyartykułować.

Złość01.jpg

No cóż, podczas kolejnego jubla na podwórku Biblioteki Domu Bajek, będziemy czytać powiastkę o dość trudnym (to eufemizm) zajączku. Mały ten malkontent bardzo łatwo się denerwował, z przyczyn, które być może uznawał za w pełni obiektywne: a to, że woda była za ciepła, albo za zimna, że świeciło słońce, albo było pochmurno, kojarzycie? Zostaliście kiedyś ogłuszeni zawodzeniem, że pokroiliście kanapkę na cztery, a nie trzy kawałki? Albo, że ryż leży obok surówki? Że to wy otworzyliście drzwi? Ekhm, hmm.

Nie lubimy. Ja nie w każdym razie nie przepadam, bo co czuję? Czuję bezradność.
Co czuje obrażony na kolor majtów dzieciak? Nie mam pojęcia, bo skąd.

Przyjaciele Zajączka o solidnej fizjognomii i malutkim naburmuszonym pyszczku też nie wiedzą, co się dzieje z ich towarzyszem. Ale ponieważ przeczuwają, że jest nie bardzo szczęśliwy, próbują mu, każdy na swój sposób, pomóc. Hipnozą, medytacją, kwiatami, rozmową, medytacją. Co przynosiło efekty przeciwne, patrząc z boku, nawet komiczne. Przyjaciele wszakże, ponieważ dobrze im się obmyślało razem różne rzeczy, nie mieli ochoty się poddać. Skonstruowali coś kapitalnego, i zostawili przed drzwiami Zacharego.

To coś rozjuszyło naszego bohatera tak bardzo, iż tylko przez pewien przypadek (odległość), trująca para wreszcie go opuściła, i historia znalazła krzepiący finał.
Ciekawe, dlaczego Zajączkowi było tak źle, czego naprawdę chciał?
Ciekawe, skąd wiadomo, że Wy się złościcie.

Złość to bardzo ciekawa rzecz; czego w niej nie widać, i czym się objawia. Będzie
się działo, że tak powiem. I jeszcze: zajrzyjcie na stronę Autorki, córki dwojga
mistrzów karate, artystki o nadzwyczajnej historii i takimż talencie. Poszukajcie
też innych jej, pięknie wydanych w Polsce książek.

Maria

Wielka złość małego zajączka/The Big Anger of a Little Hare
Monika Filipina
Agencja Wydawnicza Ezop, 2017

Projekt „Święty Marcin Czyta Dzieciom: Lato w mieście” dofinansowano w ramach Centrum Regrantingowego Inicjatyw Lokalnych Poznań 2018 ze środków budże-
towych Miasta Poznania. Operatorem Centrum Inicjatyw Lokalnych Regrantingowe
jest Wielkopolska Sieć Organizacji Pozarządowych „Działamy Razem” i Stowarzy-
szenie Instytut Zachodni.

Fotorelacja z drugiego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców, zasobów własnych oraz ze strony http://www.monikafilipina.com.

Dobry jest zły. Zachary pokaże, jak dobrze się złościć

Małpiszon na skalę swoich czasów, czyli „Dzielna małpka” Marty Altés na drugim letnim spotkaniu z cyklu „Święty Marcin Czyta Dzieciom”

O, jakże mój znajomy trzylatek chciałby pozostać „Babo” (tak od niemowlęctwa jest zwany przez wzgląd na swoje podobieństwa do bohatera literackiego trylogii Evy Susso
i Benjamina Chaude’a; Babo tam zwykle płacze, paćka i puszcza bąki). Jedną z rozlicz-nych zalet swojego wieku i rozmiaru jest to, że nie może daleko chodzić. Bo ma małe nóżki. I, doprawdy, trudno mu wyjaśnić, że dorastanie ma też pewne plusy.

Altes01

Zawiłe to tłumaczenie w naprawdę pomysłowy i ujmujący sposób rozjaśnia uznana hiszpańska pisarka i ilustratorka, Maria Altés. W Polsce możemy raczyć się jeszcze jednym, równie przewrotnym, mądrym i zabawnym opowiadaniem „Nie!” (Wyd. Adamada, tlum. Jacek Dehnel).

Wychodząc od uniwersalnego problemu „za” – za młody, za stary, za gruby, za chudy,
za kolorowy, za szary, dochodzimy do dziecięcego kłopotu z niedopasowaniem do skali opiekunów i starszych kolegów. Wiadomo, że młodsze rodzeństwo rzadko kiedy jest
na równi atrakcyjne towarzysko co rówieśnicy – często, odsunięte, zostaje na lodzie,
bo starsi nie chcą się z nim bawić. W przebarwnie, ale czytelnie zilustrowanym opo-wiadaniu o dzielnej małpce, mała bohaterka zaczyna czuć się „za”. Nie może czegoś dosięgnąć, dojrzeć, przejść przez głębszą wodę, wleźć wysoko na palmę żeby dostać najlepsze banany – słowem, wciąż coś ją omija. Aż wreszcie.

Aż wreszcie, jakkolwiek podejrzanie to nie brzmi, bierze się na odwagę, i wyrusza
po wielką przygodę. I, rzecz jasna, zgodnie z zasadami logiki – jest ona naprawdę nadzwyczajna na miarę kogoś małego, co więcej – wyjątkowa i niedostępna innym,
czyli większym. Kogo bowiem uniesie cienka gałąź prowadząca do słodkich owoców? Kogo zachwycą imponujące wzory motylich skrzydeł, misterna architektura pajęczych sieci?

Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma? Kiedyś znajdę szczęście? A może trzeba przestać
się porównywać i przyjrzeć się światu we własnej skali, bo może właśnie tu i teraz jest całkiem nieźle?

Małpa w kąpieli,
Fredrę podejmuje Bogucka

W kieszonkowej (choć w twardych oprawach, niczym wykwintne czekolady) serii Dwóch Sióstr 10 lat temu ukazał się klasyczny bajkowy poemacik Aleksandra Hrabiego Fredry. Spotkanie figlarza dramatopisarza i współczesnej mistrzyni ilustracji dla dzieci dało nadzwyczajny efekt, który Dom Bajek również postara się dla Was przywołać w najbliższą niedzielę.

No i tu ta „małpa”, a przynajmniej tak mi się w mej wrednej naturze zawsze wydawało, nabiera konotacji nieco grubego epitetu wymierzanego w próżną damę (dlatego tak się przywiązałam do rzeczownika uniwersalnego rodzaju „małpiszon”). No bo dlaczego jak małpa – to musi być głupia, śmieszna, żenująca?

Jako śmieszek Fredro broni się doskonale, Katarzyna Bogucka ustawia go na miejscu
i dzisiaj. Będzie teatralnie, śmiesznie i znowu z przesłaniem. Jak to w obejściu Domu Bajek bywa. Zapraszamy w niedzielę 15 lipca o godz. 11.30 na drugie letnie spotkanie.

Maria

Dzielna Małpka, Marta Altés, tłumaczenie: Marta Bręgiel-Pant
Wyd. Tako, 2018

Małpa w kąpieli, Aleksander Fredro, ilustracje: Marta Bogucka
Wyd. Dwie Siostry, 2008

Projekt „Święty Marcin Czyta Dzieciom: Lato w mieście” dofinansowano w ramach Centrum Regrantingowego Inicjatyw Lokalnych Poznań 2018 ze środków budżetowych Miasta Poznania. Operatorem Centrum Inicjatyw Lokalnych Regrantingowe jest Wielkopolska Sieć Organizacji Pozarządowych „Działamy Razem” i Stowarzyszenie Instytut Zachodni.

Fotorelacja z pierwszego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców, zasobów własnych oraz ze stron: http://www.myredpalette.com, http://www.culture.pl oraz http://surochow.vizz.pl.

 

Małpiszon na skalę swoich czasów, czyli „Dzielna małpka” Marty Altés na drugim letnim spotkaniu z cyklu „Święty Marcin Czyta Dzieciom”

Ale tylko dzień! Kawał dobrego wiersza z dziedziny ontologii

Naprawdę wiersz amerykańskiej autorki Laury Leuck „Na jeden dzień” przełożony jest
na język polski fantastycznie, a dokonała tego dzieła Anna Ferenstein- Młokosiewicz,
i jeśli piszę, że jest to „kawał dobrego wiersza”, to mam na myśli, że jak najbardziej prowadzi nas w świetne rejony, gdy czytamy go na głos. Rymy nie żenują, rytm żartuje na temat znaczeń, skłania ku próbom dokończenia wersów (a nie są to banalne zgadywanki, tym bardziej, że odpowiedź znajduje się dopiero na następnej stronie). Moim zdaniem o tzw. dobrą współczesną poezję wcale nie jest łatwo, zarówno pod względem formy, jak i treści, czasem kulejące strofy ratują ilustracje, ale często słowa trzeba po prostu zmilczeć lub przełożyć na prozę.

00Na jeden dzień.jpg

O książce, z dowcipnymi, narracyjnymi obrazkami (choć chyba w blogu poświęconym literaturze dla dzieci powinno się uważać z użyciem tego zdrobnienia) na swojej stronie Wytwórnia (wydawca) pisze:

Kto nie udawał kiedyś, że jest niedźwiedziem, krokodylem albo króliczkiem?
Kto nie 
marzył, by na jeden dzień zmienić się w kogoś innego? (…)
Dziecięca zabawa w 
poszukiwanie alter ego daje dużo uciechy – nie tylko najmłodszym.
W efekcie można zaś odnaleźć to, co najciekawsze w nas samych.

Bohaterem wiersza Laury Leuck jest chłopiec zastanawiający się, w jakie zwierzę chciałby wcielić się na jedną z niedziel i co mógłby wtedy robić zajmującego. Jako trzmiel miano-
wicie mógłby spijać nektar z kwiatów i sobie brzęczeć, jako krokodyl robić wrażenie olśniewającym uśmiechem, zjeść całą aż kiść bananów będąc szympansem, postawić irokeza w skórze jeżozwierza (wyczuwacie ten rym).

Chłopiec w swoich rozmyślaniach prezentuje dość dojrzałą postawę. Jest bowiem pewien, że jego życie jest najlepszym wyborem; przy czym dziecięcy punkt widzenia
nie stawia egzystencji zwierząt niżej od ludzkiej, zwyczajnie trzeba rozwijać się w oparciu o to, co się zna najlepiej. Z drugiej strony zaś wiersz podsuwa myśl, że warto obser-
wować z uwagą innych, by móc szukać i znaleźć coś, co wykracza poza nas samych,
a co być może warto sobie przyswoić. Czyli – by rozwijać w sobie swojego rodzaju uwalniającą pokorę, o której rzadko wspomina się w kontekście dzieci ze względu na obawę, że jest ona zbyt blisko zgody na doświadczenie krzywdy; jest ona jednak ważna dla rozwoju na późniejszych etapach życia.

Naprawdę te wszystkie rzeczy przyszły mi do głowy w trakcie czytania „Na jeden dzień”. Ilustracje nie szkodzą, a są bardzo dobre, dopowiadają swoje z równa błyskotliwością. Co ciekawego mają ludzie, których znasz, czy podoba Ci się coś, co umie robić babcia? Czy Twoja koleżanka z grupy, poza tym, że czasem zabiera Ci zabawki, ma w sobie coś fajnego?

A co Ty lubisz w sobie?
Nie wiesz? To ja Ci powiem, co w Tobie lubię.

Z książką spotkamy się podczas poznańskich Targów Książki „Pegazik”, w sobotę
24 marca o 14.30. Zapraszamy!

Maria

„Na jeden dzień” Laura Leuck, ilustracje: Marc Boutavant
Wydawnictwo Wytwórnia 2017

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy.

Ale tylko dzień! Kawał dobrego wiersza z dziedziny ontologii