Zimowo DomBajkowo – cz. 1

Na najbliższą niedzielę w Poznaniu zapowiadają śnieg. Cóż, połowa listopada to naj-
wyższy czas, by symbolicznie zakończyć jesień – podobnie jak bywało dawniej, wszak
na wsiach czas pracy na polu, orania, siania kończył się dokładnie wraz z celebracją Świętego Marcina. Czas rodzinny przenosił się wtedy do wnętrza chaty, gdzie wspólnie darto pierze, śpiewano, opowiadano bajeczne historie…

Nic nie jest bardziej przyjemne niż czytanie zimą zimowych książek, zwłaszcza, jeśli za oknem brakuje białego puchu, a my mamy nań wielką ochotę. Oto rozpoczynamy zatem cykl artykułów zachęcających Was do sięgania po zimowe książki, których – na szczęście! – jest wiele, a wybór nie aż tak łatwy. Zgodnie z DomBajkową zasadą wybrałyśmy te tytu-
ły, które uważamy za szczególnie cenne, zarówno w treści, jak i obrazie.

20181110_194641_LLS.jpg

Lauren Child
Charlie i Lola. Najbardziej na całym świecie lubię śnieg
Wyd. Media Rodzina

Zimowa odsłona przygód poczciwego Charliego i jego zabawnej młodszej siostry Loli. Charlie jest świętej cierpliwości bratem, który wyjaśnia dziewczynce świat i jego oby-
czaje, ponieważ Lola rozumie go na swój naiwnie-racjonalny sposób, do którego
to paradoksalnego rozumowania uprawnione są młodsze dzieci.

Mała nie może spać, i ciągle wstaje do okna, by sprawdzić czy śnieg już pada. „Wszystko jest całkiem zupełnie białe!” krzyczy rano i wygania całą rodzinę na spacer. Proste i bez-
pretensjonalnie pokazane sceny są bliskie dzieciom i nostalgicznym rodzicom, którzy nie stracili zachwytu nad urokami zimowej bieli (dorośli nigdy nie pojawiają się w opo-
wiadaniach).

Kolejnego dnia śnieżny czar pryska – i wtedy zrozpaczonej Loli brat wyjaśnia, dlaczego nie codziennie może padać śnieg, tak samo jak nie codziennie można mieć urodziny. Można się domyślić, że dla dziewczynki nie jest to mocna argumentacja, Charlie zabiera ją więc w podróż w wyobraźni do Arktyki. Tam jednak nie można np. założyć letniej sukienki… Starszy brat pociesza siostrzyczkę, że odrobinę zimy schował w zamrażarce. Lola jednak, bogatsza w nowe przemyślenia woli popatrzeć jak bałwanek „fajnie się topi”.

Oryginalnie, ekspresyjnie zilustrowana kolażem historia, również dla rozczarowanych efektem cieplarnianym.

20181111_110156_LLS.jpg

Eva Susso, Benjamin Chaud
Yeti
Wyd. Zakamarki

Dla odmiany – historia zupełnie nieprawdopodobna. Uno i Mati, braciszkowie znani również z książki tego samego szwedzko-francuskiego gwiazdorskiego tandemu „Duch
z butelki” wyruszają z domu, z którego wyprawia ich tata, na snowboardową prze-
jażdżkę. Po regeneracyjnej przerwie na konsumpcję mandarynek orientują się, że nie wiedzą jak wrócić, ale wśród przykrytych puchowymi czapami drzew i sypiącego z nieba śniegu, spotykają kogoś, kto ma grube futro i wielkie stopy. Autorzy dobrze kreślą relację między braćmi, młodszy reprezentuje nasze lęki, w starszym bierze górę umiłowanie przygód.

Yeti nie mówi, nie wiadomo, czy jest przyjazny, wszakże ilustracje i charakterystyczny
dla Susso, nieskomplikowany język, szybko kolorują zimowy krajobraz ciepłymi barwami. Obce i niezrozumiałe staje się nieszkodliwe, a wręcz przyjazne – choć nadal do końca nierozpoznane. Niepokój za niepokojem odchodzą, pozostaje jednak wrażenie bajkowej tajemnicy, która, jak się okaże, otacza również ojca chłopców.

Smakowita lektura z przesłaniem, że w najciemniejszą noc zimową w obcym można znaleźć przyjaciela.

20181111_105611_lls1.jpg

Katarzyna Minasowicz
Zima, której nie było
Wyd. Wilga

I kolejna pozycja o europejskiej nostalgii za zimami sprzed lat, czyli krzepiąco podana proza życia polskiej rodziny. Przed tradycyjną porą mrozów Mała przysłuchuje się wy-
rzekaniom dorosłych, które tonem przypominają sławetne „the winter is coming” i jak
w soczewce skupiające złe światła wszystkich kolektywnych lęków, strapień i umęczeń. Nawet mama ma kwaśną minę (wizualizując prawdopodobnie wciąganie gryzących rajstop na kończyny córki), optymistyczny i rozsądny tato rozmarza się na myśl o wie-
czornym paleniu w kominku, niestety szybko uprzytamnia sobie również obowiązki odśnieżania… Dla brata – ponury przymus pogodzenia się z końcem gry w piłkę, jedzenia lodów, jeżdżenia na deskorolce. Słowem, wydaje się, że dojrzałość nie lubi zimy.

Ze strychu naraz przychodzi pewien prozaiczny szczegół, który jednak sprawia, że Mała
z niecierpliwością zaczyna wyglądać mrozów i białego puchu – mianowicie czerwone śniegowce.

W owym sezonie zdarzył się niestety tylko jeden zimowy dzień – i to za sprawą taty.

Znów zaczęło się robić coraz cieplej i cieplej. Śniegowce straciły na atrakcyjności
na rzecz wrotek. Co stało się zaś później? Coś bardzo radosnego i dziwnego, zwłaszcza
z dorosłymi. Ale Małą już, jeżeli chodzi o ich świat, niewiele zdziwi…

Realistyczna, choć bez żadnych rozwlekłości, nieszablonowo zilustrowana stoicka przypowieść o kaprysach zimy i ludzi.

20181111_105535_lls.jpg

Muminek i pierwszy śnieg
Na podstawie opowiadań Tove Jansson
Wyd. Egmont

Zimowa opowieść o czekaniu, nie – nie na plażę i słońce, a na powrót Przyjaciela. Włó-
czykij, przyjaciel Muminka, ma w zwyczaju opuszczać Dolinę, gdy zbliżają się pierwsze śniegi. Mimo, iż muminki z kolei całe zimy przesypują, mały Muminek zaczyna bardzo tęsknić za Włóczykijem, gdy tylko ten znika za horyzontem.

Bohater serii pięknie wydanych książeczek Egmontu, z szacunkiem zarysowujących różne przygody mieszkańców Doliny Muminków, chce mi się czasem powiedzieć, jest poważnym i wrażliwym małym chłopcem, który, mając wokół siebie dość oryginalną rodzinę, z których Tatuś i Mamusia są jednak najważniejsi (i najbardziej kochający),
nie wstydzi się przyznawać do rożnych uczuć.

Włóczykij odszedł –wyszeptał. –Powiedział, że spadnie śnieg, i śnieg spadł. Nie chcę śniegu,
jeśli śnieg oznacza, że nie będzie Włóczykija.
 

Tęsknota jest uczuciem niełatwym nie tylko dla dzieci, i dobrze, że Tove Jansson zawarła w swym opowiadaniu wskazówkę, jak sobie z nią radzić. To Włóczykij daje do zrozumie-
nia Muminkowi, że będzie za nim tęsknił – zostawia mu liścik z prośbą, by ten nie pusz-
czał łódek sam, aby poczekał.

Gdy mieszkańcy Doliny Muminków spotykają się pod niebem by lepić śnieżki, pić gorącą czekoladę i  życzyć sobie nawzajem miłego zimowego snu, Muminek czuje już lekkość
na sercu i może cieszyć się w pełni tym, co ma. Na tęsknotę znajdują się sposoby,
a nawet najbardziej mroźną zimę można ocieplić.

20181111_105825_lls.jpg

Görel Kristina Näslund, Kristina Digman
O zimie
Wyd. Zakamarki

Poznańskie wydawnictwo Zakamarki od lat wiedzie prym w zimowych publikacjach, zatem niech nie zdziwi fakt, że ich propozycje będą się pojawiały w naszych tekstach
po wielokroć. „O zimie” to niewielkich rozmiarów książeczka, zarówno literacko, jak
i formatowo, za to zawiera w sobie wszelkie przyjemności, które tak kochamy o tej porze roku. Dwoje dziecięcych bohaterów przeprowadza czytelników przez zimę – począwszy od pierwszego śniegu, który zasypał świat na biało, kończąc na coraz mocniejszym wiosennym słońcu i radosnym zrzucaniu czapek. Nie brakuje tu wierszyków, a nawet rymowanek, które śmiało można z dziećmi śpiewać. „O zimie” nie jest książką z fabułą,
to raczej luźna impresja, o ptakach odlatujących do cieplejszych krajów i tych, które zostają i potrzebują naszych ziaren. O pękających cieniutkich warstewkach lodu na kałużach. O skrzypiącym śniegu. O ciemnych nocach i śnieżycach, które warto spędzić
w ciepłym domu. I w końcu o śniegowych lampionach i myszkach śpiących w szała-
sikach. Ot, niezwykle miły literacki spacer przez kilka mroźnych tygodni.

20181111_101130_lls.jpg

Jerzy Ficowski, Mieczysław Piotrowski
Śnieżne rymy białej zimy
Wyd. Warstwy

Wrocławskie Warstwy w ramach jednego ze swoich priorytetów wydawniczych wzna-
wiają cudeńka z lat 60. i 70. XX wieku. „Śnieżne rymy białej zimy” to prawdziwa perełka, fantastyczne, niedługie i wesołe wiersze Jerzego Ficowskiego opowiadają o zabawie, katarach, ptakach, kaloryferach… Jest i nawet cosik o karpiu w wannie i termometrze rtęciowym, czego zdaje się nie doświadczają już dzisiejsze dzieci. Za to my, ich rodzice, pamiętamy te obrazy aż za dobrze, zatem wspólne czytanie może obudzić wiele wspomnień i rodzinnych opowieści.

Rym i rytm ficowskich wierszy doskonale nadaje się do lektury na głos, poleciłabym
je z czystym sercem nawet tym, którzy obawiają się poezji dla dzieci. W tych krótkich formach zawierają się bowiem całe fabuły – o bałwanie chuliganie, o malowanych szronowych kwiatach, o szadzi. Niezwykłe pastelowe akwarele Mieczysława Piotrow-
skiego fenomenalnie dopełniają ten zimowy, znany nam z dzieciństwa świat.
Są i tro-
chę retro, ale zdecydowanie nie archaiczne, swoją świeżością bezpardonowo wkomponowują się w obecny bardzo atrakcyjny i różnorodny świat ilustracji dla dzieci.

Esteci docenią także samą edycję książki – nie jest to li i jedynie wznowienie, to wydaw-
niczy majstersztyk. Oryginał wzbogacono o nowe liternictwo, zrobiono to jednak
z niezwykłym wyczuciem i smakiem.

20181111_105037_lls.jpg

Tadeusz Kubiak, Przemysław Liput
Idzie zima
Wyd. Zysk i S-ka

Poezji zimowej czar można odnaleźć także w wierszach Tadeusza Kubiaka, który zabaw-
nymi wersami opisuje wszelkie zimowe przyjemności. Jest w tym tomiku lekkość i urok starych peerelowskich pocztówek, które pół wieku temu w wielotysięcznych nakładach niosły ze sobą szereg dobrych życzeń na Święta i Nowy Rok. Zwierzęta szykują zapasy na mroźne miesiące, radosne dzieci z szybkością błyskawicy gonią się na sankach i nartach, lepią bałwany i wpatrują się w piruety tancerki na lodowisku. Tradycyjne ozdoby choinkowe prowadzą zabawne dialogi zawieszone na pachnącym świerku.

Przemysław Liput z dużą zręcznością maluje ten świat, świadomie nawiązując do retro stylistyki, bawiąc się konwencją zawieszoną pomiędzy żartem i sentymentem, znako-
micie oddając atmosferę każdego wiersza.

20181111_101008_lls.jpg

Rotraut Susanne Berner
Zima na ulicy Czereśniowej
Wyd. Dwie Siostry

W naszym zimowym zestawieniu nie mogło zabraknąć ulicy Czereśniowej – cieszącej
się ogromną popularnością serii książek obrazkowych ukazujących po kolei cztery pory roku oraz noc rozgrywającej się w tej samej scenerii jednej okolicy w niewielkim mias-
teczku. Na początku poznajemy bohaterów, których perypetie możemy śledzić kartka
po kartce aż do finału opowieści. Wielorodzinny dom narysowany  w przekroju kusi,
by przyjrzeć się szczegółom niewielkich pokoików, wyposażeniu łazienek, mebelkom, kwiatom, żyrandolom… Ktoś wiesza pościel na balkonie, by nabrała zimowej świeżości mroźnego powietrza, ktoś ozdobił salon gałązkami świerku, choinki czekają na moment uroczystego dekorowania. Rotraut Susanne Berner rysuje ten świat skrupulatnie, według niezwykle przemyślanego scenariusza – ktoś gubi portfel i klucze, ktoś inny pomaga mu je odnaleźć, papuga, która ucieka z klatki daje się w końcu złapać, a autobus dowozi przyjaciół na spotkanie w kawiarni nad zamarzniętym stawem. Śnieg pojawia
się po cichutku, stopniowo otulając grudniowe ciche przygotowania do Świąt, delikatnie rozświetlając ryneczek wypełniony zapachem jarmarcznego grzanego wina.

Historie same przychodzą do głowy, zdecydowanie tej książce nie brakuje słów,
a wspólne czytanio-oglądanie przynieść może dużo radości. Małym i Dużym!

Zatem – miłej zimowej lektury!

Maria i Basia

 

Reklamy
Zimowo DomBajkowo – cz. 1

Ty Czarownico! Kochana

Zacznijmy od obrazu – niezwykła planeta przestrzeni polskiej ilustracji, Paweł Pawlak,
w 2002 r. tchnął swym talentem w bajkę australijskiej autorki Emily Horn.

Paweł Pawlak we współpracy z zagranicznymi i polskimi twórcami opracował graficznie
i wymyślił ponad 70 książek, u nas znamy go np. jako projektanta świata Czupieńków, postaci Ignatka, Krasnali w Wielkich Kapeluszach czy Nocnego Maćka.

01Przepraszam.jpg

Historia bardzo czarnego kocura Herberta chwyta za serce, nie ma on bowiem ani domu ani przyjaciół; przed chłodem ulicy się w bibliotece publicznej, w której – jak
to często bywa – jest przytulnie i ciepło. Za oknem wichry i deszcze, a on na stercie książek siada sobie pod kaloryferem i szuka pociechy w lekturze. O, jakże przyjemnie nieco zakrzywione i toporne, a równocześnie nasycone kolorem i światłocieniem
obrazy pokazują rzeczywistość Herberta!

03Przepraszam.jpg

Pewnego dnia znajduje książkę o, można by rzec, ryzykownym tytule i treści: „Ency-klopedię czarownic”. W niej zaś natrafia na definicję (cząstkową) postaci Czarownicy,
a mianowicie na wyliczenie jej cech, takich jak przywdziewanie ciepłych pasiastych skarpet, spiczastych kapeluszy, zamiłowanie do zwierząt, w tym najbardziej czarnych kotów, poruszanie się na miotle…

Herbert nieśmiało zaczepia przechodniów wyposażonych w poszczególne atrybuty czarownicy, ale dziewczynka w skarpetach ucieka przed nim jako zwiastunem pecha, gospodyni mieszająca w kotle srodze się obraża, zamiatacz ulic wyśmiewa.

02Przepraszam.jpg

Rzeczywistość, nawet bajkowa, okazuje się bardziej złożona i pozory potrafią zwieść najbardziej niewinne stworzenia. Finał tego niewesołego ciągu wypadków rozegra
się w bibliotece. Bo biblioteki są naprawdę zdumiewającymi miejscami.

To już ostatnie spotkanie w naszym cyklu „Kociambry ze Starego Miasta”. Chodźcie
do Cmoka!

Maria

Przepraszam, czy jesteś czarownicą?, Emily Horn, Paweł Pawlak
Wydawnictwo Muchomor

Projekt „Kociambry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto.

Autorką identyfikacji wizualnej do projektu jest artystka Katarzyna Olbrycht.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy oraz zasobów własnych.

Ty Czarownico! Kochana

O alegorycznych urokach Milusi i Myszy

Tym razem wyciągamy nasze długie łapy po kolejną, nawiązującą do klasyka gatunku Jana de La Fointaine’a, bajkę zwierzęcą. Pamiętacie nauki logiki i moralności płynące
z „Konika polnego i mrówki”? A „Kruka i lisa”, bajkę z Ezopa, a spolszczoną przez Igna-
cego Krasickiego? „Lisa i kozła” Adama Mickiewicza?

Nie przytoczę tu żadnych miód-malina cytatów, bo nie klasyków będziemy czytać,
ale przyjemność paralelna, ponieważ jakże pouczający i zabawny tekst jest w przypad-
ku „Kotki Milusi” zilustrowany nadzwyczajnymi obrazami. Z cudownej teatralnej skrzynki
(o samym fenomenie Kamishibai tutaj) będziemy wyciągać sceny z historii spisanej wierszem i malarsko zilustrowanej przez włoski duet Eleny Molisani i Alessandro Sanny.

00Milusia

„Kotka Milusia”, rzecz jasna, reprezentuje również pewien charakter ludzki, mianowicie pławiącą się w zbytkach damę (leżanka-szezlong, jako typowy mebel kojarzący się za-
równo ze stylizowaną damą jak i mniej lub bardziej dystyngowanym kotem). Początek bajki może się kojarzyć z mickiewiczowskim opisem osobowości i dóbr Telimeny;
nie mogę się powstrzymać przed jego zacytowaniem:

Jako kotka domowa miała swoja panią,
oraz własną leżankę, bynajmniej nie tanią,
miała miękkie podusie i pieszczot tysiące,
a do jedzenia smakołyki zapachem kuszące.
Drzemała sobie Milusia, nie spraszała gości,
Zadowolona z własnej nieskazitelności.

Potem jest już tylko lepiej dla bohaterki, a gorzej dla naszego pierwotnego poczucia egalitaryzmu; wszak – czy samych posiadaczy kotów nie cieszą ich szlacheckie rysy?
Czyż nie, jak stwierdza Milusia, dla

wrodzonej elegancji w skoku
wszyscy nas traktują jak arystokrację!

01Milusia

Po dalszych duserach prezentacji zaczyna się rozgrywać akcja – kotka spotyka myszkę, którą straszy i drażni, tłumacząc, że to rozrywka przynależna kotom. Strwożona myszka próbuje odwołać się do szlachetnych instynktów damy, jakże przeciwnych katowskim,
ta jednak głucha na błagania myszki o darowanie życia zwraca jedynie uwagę, że tak niskiego pochodzenia potraw nie jada, ponieważ stanowiłyby hańbę dla jej podniebie-
nia.

Odzyskawszy rezon niedoszła ofiara przechodzi do dworskiego dyskursu, odmalowując przed kotką uroki prostego życia związanego z naturą, z wolnością, dzięki której dzikie koty pod rozgwieżdżonym niebem

(…) od kłopotów nie stroniąc,
(…) nigdy się nie rozstają, wspólnie szczęścia bronią.

02Milusia

Morał zawarty w ostatniej wypowiedzi dialogu wybrzmiewa równie roztropnie, co dow-
cipnie i bezwzględnie; jeśli chcecie być o niego bogatsi, przyjdźcie na przedostatnie już spotkanie z cyklu „Kociambry ze starego Miasta” w Cmoku, 27.10 o 10.30.

Kto nie zna jeszcze czaru teatru kamishibai i, prócz pięknego tekstu ma ochotę zobaczyć wyjątkowe obrazy – zapraszamy tym bardziej.

Maria
Kotka Milusia, Elena Molisani, Alessandro Sanna
Wydawnictwo Tibum 2012

Projekt „Kociambry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto.

Autorką identyfikacji wizualnej do projektu jest artystka Katarzyna Olbrycht.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy oraz zasobów własnych.

 

O alegorycznych urokach Milusi i Myszy

O myszy, co uczyć się chciała od najlepszych

Historyjkę „Mysz, która chciała być lwem”, co przystoi porządnej literaturze, można interpretować na kilka sposobów: mnie znów odpowiada najbardziej jako wykład
o sile stereotypów (co częste w przypadku współczesnej literatury dla dzieci), lecz przede wszystkim jako opowieść o nieustraszonym dążeniu do zmiany w sytuacji,
jak by się zdawało, beznadziejnej.

00Mysz

Mamy zatem bohatera, którego nikt nie zauważa, a towarzystwo jest bardzo atrakcyjne
i różnorodne – bo to i okapi, i żyrafy, słonie, zebry, lemury, guźdzce… Być może i Wam zdarzyło się być w takiej sytuacji w szkole, w klubie, na studiach czy w czytelni – gdy ukryci w tłumie czuliście ten zew, myśląc co tu zrobić, by się stać jak lew… (kiepska parafraza ustępu ze strony z tańczącym lwem). Pomijana, przydeptywana, przyciśnięta, leżąc w swym łóżku, w domku u stóp ogromnej usianej szkieletami lwich posiłków skały, mysz wpada na pomysł, jak „ma stać się WAŻNA, będąc taka MAŁA?”

02Mysz

Tu warto podkreślić, jak kapitalny jest przekład wiersza Rachel Bright dokonany przez autorkę wielu książeczek dla dzieci – Barbarę Supeł, oraz ilustracje w stylu najlepszej autorskiej ekspresyjnej animacji Jima Fielda. Wiersz swym rytmem i rymem to parzys-
tym, to przeplatanym przypomina klasyczne trzynastozgłoskowe bajki zwierzęce. Rachel Bright to coraz bardziej znana, tłumaczona na kilkanaście języków brytyjska autorka
i jednocześnie artystka o niepowtarzalnym rysunku i typografii (Wydawnictwo Zielona Sowa zresztą wydało także trzy inne dowcipne opowieści tego niezłego duetu).

I tu, w momencie, gdy mysz czuje, że nie ma już nic do stracenia, postanawia urze-czywistnić swą śmiałą myśl, i wleźć na sam szczyt na lwie stanowisko. Do czego tam doszło, sprawdźcie sami, najlepiej przychodząc na trzecie spotkanie Kociambrów
ze Starego Miasta do Cmoka w sobotę 13 października na 10.30.

01Mysz

Ale pamiętajcie już teraz, że strach miewa wielkie oczy, i każdy potrzebuje przyjaźni. Bliski kontakt zaś można nawiązać dzięki najbardziej odważnym i karkołomnym sposobom, i nie trzeba się w ogóle nigdzie logować.

Maria

Mysz, która chciała być lwem, Rachel Bright Jim Field
Tłum. Barbara Supeł
Wydawnictwo Zielona Sowa 2015

Projekt „Kociambry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto.

Autorką identyfikacji wizualnej do projektu jest artystka Katarzyna Olbrycht.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy, zasobów własnych oraz ze strony jeugdliteratuur.org.

O myszy, co uczyć się chciała od najlepszych

Poddani Jego Wysokości Bobika

A Wy? Komu lub czemu podporządkowujecie się w domu? Ja jestem lokajem niewielkich synów własnych, przyznaję nim któryś wrzaśnie czwarty raz. Ale są też inni kamerdy-
nerzy, służący – przypomnijcie sobie rozliczne fotoreportaże w sieci – kotom, rzadziej psom, papugom, porcelanowym Napoleonom czy jaśkom ze złotymi myślami.

Książka-wyszywanka „Ja, Bobik” już swym tytułem nawiązuje do cudzych wysokich mniemań na własny temat. Główny bohater, kot, „My, Król” w opowieści Ewy-Kociary Pawlak (popatrzcie na kapitalne zdjęcie autorki wraz z rzeczonym Bobikiem) żyje, i ma się dobrze; małżeństwo artystów – Ewy i Pawła Pawlaków (ten ostatni to przecież znany ilustrator i autor dziesiątek pięknych książek) postanowiło w urzekający
sposób przyznać się, że jako Eja i Ajeł stanowią wierny dwór Bobika.

00Ja Bobik.jpg
Wiadomo, że gdy sami nazywaliśmy się lokajami naszej progenitury, no, tak naprawdę projektowaliśmy swoje naiwne wyobrażenia na biedne dzieci. To przyjemne i ratunkowe jakoś sobie wytłumaczyć, zracjonalizować własne poddaństwo, usprawiedliwić wobec własnego rozsądku gotowość do wszelkich poświęceń oraz głupkowate rozanielenie
na każdy sygnał łaskawej aprobaty.

Książka Ewy Kozyry-Pawlak posiada głębię wziętą również z wrażenia wielowymiaro-
wości, którą daje powabnie nakładane na siebie warstwy tkanin. Tekst jest odpowiednio zabawny i przenikliwy, co docenią zwłaszcza ci wymienieni w pierwszym akapicie, lecz wcale nie tylko oni. Nie sądzę bowiem, by nasi królowie mieli świadomość, że są królami. To my ich potrzebujemy. Każdy ma przecież jakieś pretensje do tronu.

01Ja Bobik

Dom Bajek zaprasza na serię pięciu kocich spotkań pod hasłem „Kociambry ze Starego
Miasta”, w samym centrum tegoż (i przez Radę Osiedla Stare Miasto zafundowaną).
Zobaczymy się w ekstra miejscu przy Piekarach, wejście od tej wyjątkowej w Poznaniu wąskiej i stromej ulicy Wysokiej – CMOK-u. Dzieją się tam różne ciekawe rzeczy, można się wybawić i wiele dowiedzieć. Zaczynamy w sobotę o 10.30.

Maria

Ja, Bobik czyli prawdziwa historia o kocie, który myślał, że jest królem
Ewa Kozyra-Pawlak
Wydawnictwo Nasza Księgarnia 2014

Projekt „Kociambry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto.

Autorką identyfikacji wizualnej do projektu jest artystka Katarzyna Olbrycht.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy, zasobów własnych oraz ze strony http://fldd.pl.

Poddani Jego Wysokości Bobika

Kot kotu kotem Logiczne zagadki bytowe dla dzieci.

Sądzimy świat wedle siebie. Podziwiamy, zazdrościmy u innych tego, czego sami pragniemy, uznajemy za osiągnięcie. Uznajemy się za wyjątkowych, za ludzi będących wzorem całej ludzkości, i równocześnie najlepszym uosobieniem jej ideału. Rozumiecie, o co chodzi? Myśląc tak możemy wpaść w prawdziwe kłopoty. Poczuć się samotnym, oderwanym, przez swoją wydumaną lepszość lub gorszość.

 


W niedużej książce izraelsko-amerykańskiej ilustratorki, pisarki, blogerki i projektantki Galii Bernstein morał o tym, że milej żyje się dostrzegając podobieństwa między nami
a najmniej nas przypominającymi w cechach fizycznych ludźmi, ujęty jest w ramy bajki zwierzęcej. Zazwyczaj autorzy czynią bohaterami swych opowiadań zwierzaki różnych gatunków – dżdżownica koleguje się z chomikiem, wilk ze świnkami, sowa z zającem.

Jestem kotem03W książce pod mocnym tytułem „Jestem kotem” bohater tytułowy, mały i dość pulchny Felek, spotyka wyłącznie przedstawicieli swojego gatunku. Geparda, lwa, pumę, tygrysa, panterę. Nie może im się to w łbach pomieścić – jakżeż to drobne coś bez grzywy, pas-
ków, ani czarne ani pomarańczowe, nie potrafiące skakać ani porządnie ryknąć, może być kotem! Po kolei próbują Felka wyprowadzić z błędu, śmieją się z naiwności przyby-
sza. Ten jednak w owej niewygodnej sytuacji zaczyna ją analizować: wszystkie spotkane zwierzęta różnią się kolorami, zdolnościami i – tu czytelnik sam może pomyśleć – np. miejscami siedlisk. W końcu pada zasadnicze pytanie: „Jak to możliwe, że wszystkie jesteście kotami?”

Jestem kotem02

Jedną z najlepszych rzeczy w powiastce „Jestem kotem” są ilustracje – zajrzyjcie na stronę
autorki, jej bloga (gdzie, m.in. literacko i z dystansem do siebie przedstawia swoje pro-
jekty inspirowanych wschodnio- i północnoeuropejską ludowością przedmioty, a przede wszystkim wielkodusznie prezentuje wyjątkowe dzieła innych artystów); przywodzą na myśl doskonale przemyślane i wykonane rysunki satyryczne najlepszych czasopism, staromodną sztukę zastępowaną obecnie przez memy, gify, emotikony. Wartością staje się zatem wyraz oczu małego Felka, zbliżenie kolorowych puchatych ogonów, układ szczerzących się w ryku śmiechu paszcz drapieżników.

Kapitalna, elegancka, uniwersalna rzecz dla wszystkich.

Dom Bajek zaprasza na serię pięciu kocich spotkań pod hasłem „Kociambry ze Starego
Miasta”, w samym centrum tegoż (i przez Radę Osiedla Stare Miasto zafundowaną).
Zobaczymy się w ekstra miejscu przy Piekarach, wejście od tej wyjątkowej w Poznaniu wąskiej i stromej ulicy Wysokiej – CMOK-u. Dzieją się tam różne ciekawe rzeczy, można się wybawić i wiele dowiedzieć.

Zaczynamy w sobotę o 10.30, a potem co dwa tygodnie.

Nie musicie szaleć za kotami.

Maria

„Jestem kotem”, Galia Bernstein
wyd. Nasza Księgarnia

Projekt „Kociambry ze Starego Miasta” dofinansowano ze środków budżetowych miasta Poznania, realizowany jest dzięki wsparciu Rady Osiedla Stare Miasto.

Autorką identyfikacji wizualnej do projektu jest artystka Katarzyna Olbrycht.

 

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze strony wydawcy, zasobów własnych oraz ze strony www.letstalkpicturebooks.com.

Kot kotu kotem Logiczne zagadki bytowe dla dzieci.

W pogoni za czajnikiem idealnym. Wielkie jest piękne, lecz czy na pewno tego potrzebujemy?

Otóż mamy do czynienia z prawdziwą bajką, napisaną i zilustrowaną przez pewną Japonkę mieszkająca w Paryżu. Opowieść toczy się tak, jak lubię, to znaczy otwiera
się i zamyka tajemnicą. Pośrodku też niezbyt oczywiście, pośrodku jest jak we śnie.

 

Akcja toczy się od jednej absurdalnej, czyli doskonale bajkowej, literackiej sceny do drugiej i kolejnej, po prostu w książce o trywialnym, zdałoby się, tytule „Czajniczek”
drogie czajniki mijają dinozaury, krety prowadzące podziemne hotele, pałace cesa-
rzy japońskich, roboty, olbrzymy i bezrobotni.

02Czajniczek

Bajka ma również morał, który odczytuję następująco: że chociaż nie jest łatwo dziś znaleźć rzecz odpowiadającą naszym indywidualnym potrzebom, bo wszystko zdaje
się krzyczeć: „jestem najpiękniejszy, najdroższy i największy, musisz mnie chcieć!”, podejmując pewien trud, i z pomocą czasem ludzi z większymi od naszych kłopotami, uda nam się odszukać rzecz dla nas idealną. Tak bywa nie tylko z przedmiotami, prawda?

01Czajniczek

Książka opublikowana przez wydawnictwo Dragon swym ogromnym formatem ogarnia świat po horyzont, jednak zbijające z tropu (czytelne) ilustracje nie przytłaczają ogro-
mem szczegółów ani nie wymagają szczególnej wyobraźni w konkretyzowaniu smug, plam czy geometrycznych figur. Dla mnie jest to książka właściwa w tym rozumieniu,
że dorosły czytelnik może wiele skorzystać wsłuchując się w interpretację młodszego. Życie w takich chwilach, gdy w podróży przez lekturę możemy się trzymać za ręce, ponieważ potrzebujemy towarzysza by pomógł nam zrozumieć świat, staje się, jak sądzę, piękne.

03Czajniczek.JPG

Zapraszamy na przedostatnie spotkanie literacko-plastyczne na naszym dombajkowym podwórku. Będą też różne intrygujące mgły, zapachy i trochę paprajstwa, przyjdźcie
do nas!

Maria

Czajniczek, Etsuko Watanabe
Wydawnictwo Dragon 2016

Projekt „Święty Marcin Czyta Dzieciom: Lato w mieście” dofinansowano w ramach Centrum Regrantingowego Inicjatyw Lokalnych Poznań 2018 ze środków budże-
towych Miasta Poznania. Operatorem Centrum Inicjatyw Lokalnych Regrantingowe
jest Wielkopolska Sieć Organizacji Pozarządowych „Działamy Razem” i Stowarzy-
szenie Instytut Zachodni.

Fotorelacja z czwartego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców, zasobów własnych oraz ze strony http://www.babelio.com.

W pogoni za czajnikiem idealnym. Wielkie jest piękne, lecz czy na pewno tego potrzebujemy?