Człowiek zwierzakowi dziwolągiem. Ratujmy naszą godność

Zwierzęta są tak inne od ludzi – niemal do każdego chciałoby się przytulić, a przynaj-mniej do tych futrzastych. Pogłaskać dobrotliwie pomarszczona głowę żółwia, zbliżyć
się do ślimaka tak, by ten się nie wystraszył i nie schował swych czułek.

Zwierzęta przemawiają do nas z książek, z kreskówek, reklam – są bowiem doskonałymi nosicielami cech ludzkich, uosobieniami ludzkich typów – lis symbolizuje spryt, lew majestat i szlachetny charakter, sowa jest mądra, a niedźwiedź poczciwy. Ostatnio zaś zwierzęta w ogóle latają samolotami, sprzedają warzywa, pracują na poczcie; naukowcy udowodnili, że dzieci wolą uczyć się abstrakcyjnych pojęć na przykładach zwierzęcych, ludzie w bajkach są dla nich mniej interesujący niż bohaterowie, dajmy na to, historii
z serii „O czym szumią wierzby” (zauważyliście, że ludzie w animacjach dla dzieci w ogóle są już w odwrocie? Co innego dinozaury, rybki, osły, lwy, mamuty. Hmm,hmm, nie wiem co to oznacza dla ludzkości). I tak już od Ezopa, przez Krasickiego aż na Myszce Miki, Kreciku i Braciach Koala skończywszy.

To, że przytulanki naszych dzieci nie zawsze przypominają konkretny gatunek fauny
(mój synek do surykatki zwraca się „piesku”, a do owieczki „małpiszonie”), zdaje im się nie przeszkadzać. Młody zresztą ustanowił jakiś specjalny system wartościowania zwierzaków, stawia np. pytania pozorne, na które sam sobie odpowiada: „Mamo,
a mucha jest dobra? Dobra jest. Ja muchę lubię.”

Od zawsze zwierzęta były człowiekowi bardzo potrzebne, nie tylko do jedzenia i tran-sportu, ale także do wzmacniania poczucia bezpieczeństwa, a, zwłaszcza u dzieci, sprawczości, rozwijania empatii oraz przezwyciężania leków społecznych.

Lubimy zatem mieć zwierzaki, lub jakieś ich ślady, a najczęściej pozostałości, blisko siebie. Są dla nas ważne jak prawie ludzie. Czy jednak te prawie ludzkie istoty też tego chcą?

W sposób naprawdę atrakcyjny wizualnie, i bardzo przemyślany, podobne a nawet jeszcze bardziej graniczne pytania stawia autor niezwykłej obrazkowej książki o nieco tylko, być może, melodramatycznym polskim tytule „Uratuj mnie!” (w oryginale „Animal rescue”, w Polsce ukazało się dzięki Wydawnictwu Bajka).

Uratuj00
Skąd jej rozgłos? Otóż z pomocą oryginalnego pomysłu edytorskiego, takiego miano-wicie, że między kolejnymi stronami umieszczone są kartki foliowe z fragmentem obrazków – najczęściej zwierzaków, fortel zasadza się na tym, że w zależności od tego, do której z sąsiadujących stron przyłożymy folię, kontekst zmieni się na przeciwny. Zielony but staje się częścią krokodyla pływającego w jeziorze obok hipopotama, zwinięty w kłębek lisek albo otacza szyję elegantki w kapeluszu, albo śpi owinięty wokół gałęzi, niedźwiedź siedzi albo za prętami zoo, albo obok małego niedźwiadka
na wzgórzu. Rozumiecie, naturalne środowisko a warunki, w których chcą widzieć zwierzęta ludzie.

No i dobrze, tak trzeba, że tu właściwie, a tu nie, dzieci ze swą czystą naturą szybko chwycą o co chodzi, rekin lepiej w morzu czy w zupie, tygrys w dżungli czy przed kanapą, rodzic nie musi się wiele wysilać, by morał z książeczki popłynął. Sęk i cała ciekawość
w tym, że zwierzaki z przeźroczystej folii wyglądają w sztucznym dla siebie środowisku równie „normalnie”, tzn. nieszokująco, zwyczajnie – czy bowiem dziwi nas jakoś spec-jalnie widok psa szukającego jedzenia w śmietniku czy wywijającego fikołki delifina w delifanrium? Dama w lisie wygląda niezwykle dostojnie, tata z synkiem wydają się cieszyć widokiem niedźwiedzia w zoo. Zatem jest Patric George zostawił nam miejsce
na słowa, nie tylko kiwanie głową. Dzieci nie tylko mogą wybrać właściwe według nich otoczenie dla bohatera, czyli go uratować, ale i zidentyfikować sceny, które dzieją
się teraz, i to bardzo blisko. Jakość ilustracji, ich prostota, intensywne kolory, gorzki humor pomagają sięgać po tę książkę również tym, którzy nie na co dzień interesują się losem zwierząt w przemysłowych hodowlach, cyrkach czy przy w roli turystycznych atrakcji. „Uratuj mnie!”, mimo prostego przekazu, nie jest ani trywialne ani nachalne. Dlatego, wiadomo, przeczytamy je na następnym Czytandzie Marcińskim na naszym podwórku.


Drugą książką o zwierzakach, bo przecież to im końcu jest spotkanie dedykowane, będą „Dziwolągi” Christóbala Leóna i Christiny Sitja Rubio. Chilijski artysta wizualny León zajmuje się filmem eksperymentalnym; „Dziwolągi” to jego jedyna książka dla dzieci, która współtworzył. Sitja Rubio natomiast studiowała w Nowym Jorku, pracuje w Bar-
celonie i Berlinie, a pochodzi z Wenezueli. Nie fotografuje już, ilustruje książki.

Cóż w ich opowiadaniu ciekawego?

W przeciwieństwie do niewielkiego formatu i jaskrawych, kojarzących się nieco z rek-
lamą, kolorów „Uratuj mnie!”, „Dziwolągi” formatem przypominają album, i na okładce mają las wyrysowany jak się patrzy. Historia jest dość przewrotna, a zilustrowana po całości – obrazy, estetyką przypominające po trosze malarstwo naiwne, zajmują całe strony, co wzmacnia poczucie obcowania z prawdziwym światem wymykającym się poza pełen kadr.


Wracając do fabuły: leśni autochtoni zwabieni ogłoszeniem o balu, po powrocie odkryli, że ich domy, czyli głównie drzewa, znikły. Towarzystwo (dość niepokojąca narracja
w pierwszej osobie liczby mnogiej) radzi sobie jak może: próbuje odbudować siedliska
z tego, co w lesie zostało, ze śmieci znaczy. Skarby wysypisk nie zdają egzaminu, zwie-rzęta udają się tedy na poszukiwania ich starych domów. Znajdują je już w zgoła od-miennym stanie, a po nieudanych pertraktacjach z ludźmi (zgadnijcie związek między nimi a tytułem książki) wspólnymi siłami wpadają na pewien pomysł, o którym już nie napiszę. Historia surrealistyczna, ale w swym koncepcie oraz formie doskonała.
I na pewno nie jednorazowa.

Nie tylko „Uratuj mnie” i „Dziwolągi” wzbogaciły ostatnio nasze zbiory; dzięki dotacji miasta Biblioteka Domu Bajek ma już dla Was także zupełnie wyjątkowe dwie „Galerie Dzikich Zwierząt” – Południe i Północ autorstwa Dietera Brauna, wydane w serii Art przez Egmont, przezabawnego ‘Królika i Misię – Utrapienie Królika” Juliana Gough i Jima Fielda oraz „Las i jego zwykłych-niezwykłych mieszkańców”- pozwolę sobie tylko dopisać, że obie nadzwyczajne i w treści, i w obrazie.

Przyjdźcie na nasze podwórko w sobotę 26.8, o 12-ej!

Maria

Więcej nowych książek o pojazdach w zasobach Biblioteki Domu Bajek:
„Uratuj mnie”, Wydawnictwo Bajka
„Dziwolągi”, Wydawnictwo Dwie Siostry
„Las i jego zwykli-niezwykli mieszkańcy”, Wydawnictwo Widnokrąg
„Płetwal błękitny”, Wydawnictwo: Łajka
„Galeria dzikich zwierząt. Południe”, Egmont
„Galeria dzikich zwierząt. Północ”, Egmont

Spotkanie odbywa się w ramach cyklu „Święty Marcin czyta Dzieciom”. Projekt dofinansowano w ramach Konkursu Mikrodotacji Centrum Inicjatyw Lokalnych
Poznań 2017.

Fotorelacja z trzeciego spotkania tutaj.

Ilustracje zaczerpnęłyśmy ze stron wydawców oraz zasobów własnych.

Człowiek zwierzakowi dziwolągiem. Ratujmy naszą godność

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s